Heroes: Bunt Nekromantów – Część 10 Part 2

Następnego wieczoru Listru przybył do jaskini Hinty. Nie był przekonany, czy powinni wpływać na wybory kumpla, lecz nie chciał by inni żyli w kłamstwie.

– Czy koniecznie wieczorem musimy to robić? Nie da się za dnia?

– Próbowałam i nie wychodzi. Sama zresztą Gnotr mówiła, że prawda jest ukryta w ciemności, a więc należy iść przez nią będąc cały czas zwróconym w stronę światła.

Nie dopytywał, tylko wyszli z ciała. Podlecieli do tańczących dusz i odnaleźli Muwala. Nim rzuciła na niego jakiekolwiek zaklęcie wyczarowała kilka ognistych kul sprawdzając, czy jest w stanie to zrobić. Podleciała do chłopaka i kiedy była już wystarczająco blisko, wyczarowała wokół niego pole siłowe. Próbował się przebić przez nie, lecz dziewczyna utworzyła kolejne pola zapędzając go w kozi róg. Zdziwiło ją, że pozostałe dusze przenikają przez nią, jakby to, z czym walczył Muwal było już w zupełnie innej przestrzeni. Jakkolwiek próbował walczyć ze stworzonym więzieniem, jednak chcąc nie chcąc poddawał się rozkazom rzucanym przez  dziewczynę.

Listru przypatrywał się temu będąc mocno zniesmaczonym. Spodziewał się, że inne dusze pomogą Muwalowi, jednak one nie zauważały ani jego, ani ich.

Odciągnęła zmarłego od pozostałych dusz i razem z Listru wracali do Bracady. Kiedy chłopak dostrzegł znajomy mu świat walczył, jakby powrót był dla niego najgorszą karą. Tłukł pięściami, rzucał zaklęcia, wpadł w szał, który spowodowany był obawą, przed ponownym zejściem do świata, z którego odszedł.

Było jej szkoda chłopaka, ale sam się o to prosił. Nie chciał po dobroci, to wiedząc, że jest uparta i tak spowoduje by wrócił do swojego ciała.

Ciała? Jakiego ciała? – W tej chwili przypomniała sobie, że przecież spłonęło w trakcie kremacji w Celeste. Do czego miała go sprowadzić? Do prochów, które rozrzuciła wokół jaskini?

– Hinta zobacz.

Wskazał jej na postać leżącą przy jaskini, która podobnie jak oni była duchem. Nie wiedzieli co to jest za postać, ale Muwal rozpoznał w niej siebie i panicznie walczył, żeby nie wejść do niej.

Gdy Muwal zbliżał się do postaci przybrał jej kształt, aż w końcu Hinta wepchnęła go do niej. Wciąż walczył mając nadzieję, że ucieknie z niej, ale chwilę później zamknęła duszę chłopaka, a Hinta z Listru wrócili do swoich ciał.

Przebudziwszy się dostrzegli jak ziemia napęczniała. Zupełnie, jakby roślina przyśpieszyła swój proces kiełkowania i rozwijania pędów. Z ziemi wyszła ręka szkieletu, potem druga, później cała czaszka, żebra, miednica, nogi, aż cały szkielet był widoczny.

Czarodzieje patrzyli na niego nie wiedząc, czy mają się bać, czy być z siebie dumni. Proces którego dokonali fascynował ich tak samo, jak przerażał. Jednak Listru bardziej obawiał się ich odkrycia, niżli Hinta.

Szkielet wyszedłszy z ziemi stanął przy dziewczynie.

– Muwal? – rzekła Hinta. – Muwal, jesteś tam?

Nie wiedziała o co zapytać. Jak to możliwe, że szkielet się odrodził, skoro spłonął podczas kremacji? Skoro jego kości powróciły podczas rytuału, to może świadomość też odzyska?

Szkielet ani myślał reagować. Patrzył przed siebie i zdawało się, że nic go nie poruszy. Dopiero, kiedy dziewczyna oddaliła się, to ten przyszedł ku niej.

– Muwal? Powiedz coś? – Bez odzewu. – Muwal, jesteś tam? Jeśli słyszysz mnie to daj jakikolwiek znak. Właśnie sprowadziliśmy cię z powrotem do ciała. Jesteś znowu w Bracadzie, wśród nas. Jeśli mnie słyszysz, to powiedz cokolwiek.

Milczał, lecz trzymał się blisko Hinty. Listru spoglądał na jej próbę porozumienia się z coraz większym zniechęceniem. W końcu popchnął go i szkielet upadłszy na ziemię już nie powstał.

– Dlaczego to zrobiłeś? Mógł nam coś powiedzieć.

– Nie zrobiłby tego. – Dopiero się nakręcał. – Nie widzisz, że sprowadziliśmy go siłą do tego ciała, więc nie będzie chciał z nami rozmawiać?

– To co sugerujesz? Próbowaliśmy go przekonać i nie chciał nas słuchać.

– Siłą też spróbowałaś i nie chciał się poddać twojej woli! Nie rozumiesz, że on już nie chce być wśród nas? Jego życie jest wśród Starożytnych. Zrozum to w końcu!

– Listru, czy ty jesteś ślepy, czy tylko takiego udajesz!? Właśnie udowodniliśmy, że możemy ściągnąć do ciała duszę ze świata Starożytnych. Zrobiliśmy coś, czego nikomu się nie udało, pokazaliśmy, że nie tylko śmierć oznacza wyjście z ciała. Co jeszcze potrzebujesz, abyś sobie uświadomił, że nieśmiertelność dotyczy nas wszystkich?

– Nieśmiertelność? To nazywasz nieśmiertelnością?! To jest niewolnictwo Hinta! – Złapał się za głowę nie mogąc zrozumieć, do jak strasznej zbrodni dopuścili. – Zabraliśmy Muwalowi wolność. Nie miał własnego zdania, tylko był uzależniony od ciebie i twojej woli. Tak według ciebie ma wyglądać nieśmiertelność?!

– Nie i wiesz o tym dobrze! – Usiadła będąc zła na siebie. Nie tego się spodziewała, ściągając go do ciała. – Coś robimy nie tak. Tylko co.

– Wszystko! W ogóle, że weszliśmy w tamtą przestrzeń jest bluźnierstwem i Gnotr nas za nie ukarała.

– Bluźnierstwem względem Gnotr jest to, że sama pozwoliła nam wyjść z ciała i spotkać się z Muwalem?! Listru przestań już tak bardzo być zapatrzony w tablice szmaragdowe, bo właśnie udowodniliśmy, że niektóre z nich mówiły co innego niż jest rzeczywiście.

Tego nie mógł jej zaprzeczyć, choć bardzo chciał.

– Dobra, przyznaję, w kilku przypadkach rzeczywiście Gnotr nie powiedziała nam wszystkiego. Ale teraz najwidoczniej nam powiedziała! Sprzeciwiamy się jej zasadom, nadal tego nie rozumiesz?

– Nie obraź się, ale dzisiaj ostatnie, na co mam ochotę, to kłótnie, więc lepiej pomyślmy co robimy nie tak.

– O nie Hinta, mnie w te herezje nie wplątuj! Nie mam zamiaru kraść Muwalowi wolności i jeśli chcesz się w to bawić proszę bardzo, ale beze mnie!

Poszedł, na co Hinta z zażenowaniem kręciła głową. Po raz kolejny udowodniła mu, że nieśmiertelność nie musi przebiegać tak, jak opisywała ją Gnotr. Wyłącznie próbowali przekonać duszę, że może wrócić do swojego ciała i nadal żyć, jakby nie umarła.

Musiała je przekonać do swojej wizji, mając nadzieję, że i Muwala przekona.

 

Inspiracją do powstania opowiadania Buntu Nekromantów była historia narodzenia się nekromantów w świecie Heroes, całość znajdziecie tutaj:

https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Necromancy_origin

Pozostałe artykuły o świecie Heroes znajdziecie na podstronie „Pozostałe wpisy”, a tam między innymi:

/heroes-poczatek-zywiolow-w-swiecie-might-and-magic-i-planety-enroth/

/heroes-krewlod-co-wiemy-a-czego-nie-wiemy-o-tej-krainie/

/heroes-zycie-poszczegolnych-krain-przed-wydarzeniami-z-gier/

Gary & Litin: Maroszek – Rozdział 2

Słońce świeciło i rozjaśniało Warszawę, która budziła się do życia. Można było zrzucić ciężkie zimowe kurtki.

Gary jak zwykle wstał w pogodnym nastroju i przechadzał się po mieszkaniu, jak król życia nieprzejmujący się niczym. Szeroko rozkładając ramiona, uwydatniał wysportowane ciało. Spojrzał przez okno i natychmiast zrozumiał, że to będzie dobry dzień. Ubrawszy byle jakie spodnie, wyszedł na balkon i zapalił papierosa marki Djarum Super. Choć mieszkał razem z Litinem na Pradze, to miał piękny widok na pałac kultury i apartamentowiec Złota 44. To właśnie w nim mieli się spotkać z szefem, który miał dla nich jakieś zlecenie. Dobrze, bo przynajmniej zwalczy ostatnią nudę.

– Spodziewałem się, że będziesz spał – rzekł Litin i wziął od Garyʼego jedną djarumę.

– Wyjątkowo wolałem się wyspać. – Głęboko się zaciągnął i wypuścił dym. – Ciekawe, co tym razem ma dla nas.

– Cokolwiek to jest, mam nadzieję, że sporo na tym zarobimy.

Byli już tak bardzo zaprawieni w tym biznesie, że znali swoją wartość, a klienci poznali się na ich skuteczności. Przez dwadzieścia lat pracy jako zawodowi złodzieje wiedzieli o włamaniach praktycznie wszystko. Jeśli zrobią tylko dobre rozpoznanie i użyją odpowiedniego sprzętu, to wejdą wszędzie i każdy ich klient miał tego świadomość. Chociaż w trakcie włamania dochodziło do wielu niespodzianek, to jakoś zawsze spadali na cztery łapy i zgarniali swoją nagrodę.

Już w trakcie studiów razem pracowali. To właśnie wtedy się poznali, gdy wykradali pytania egzaminacyjne dla studentów z Krakowa. Wiedzieli od razu, że będą razem pracować, lecz jeszcze nie wiedzieli, że z kradzieży egzaminów przejdą na kradzieże antyków i rzadkich dzieł sztuki. Wszystko się zaczęło od momentu, kiedy biznesmen i filantrop Wiktor Borański zatrudnił ich jako swoich osobistych ochroniarzy – to była wersja oficjalna. Nieoficjalnie załatwiali nietypowe zlecenia dla swojego szefa. Stali za kradzieżą insygniów koronacyjnych z parlamentu w Budapeszcie, tarczy Ateny Partenos z British Museum, a nawet ukradli Koronację Napoleona z Luwru, tylko że w ostatnim przypadku ich szef się wystraszył i zwrócił obraz. Jakim cudem się z tego wymigał? Chwała jego adwokatom.

Pod względem charakteru Gary i Litin byli niczym jin i jang. Totalne przeciwieństwa, które w tak wielu przypadkach się różnią, że patrząc z boku, można się tylko zastanawiać, jakim cudem ze sobą współpracują. Jedyne, co łączyło tych dwóch, to chęć szybkiego zdobywania pieniędzy, więc gdy tylko pojawiała się ku temu okazja, natychmiast z niej korzystali.

Po wypaleniu papierosów ubrali się i zjechawszy windą do podziemnego garażu, wsiedli do auta i pojechali do luksusowych apartamentów na Złotej. Choć słońce na niebie zwiastowało dobry nastrój, to samopoczucie w Warszawie rządziło się swoimi prawami. Zwłaszcza na ulicy, gdzie trzeba mieć oczy dookoła głowy, a nie zaszkodziłyby i w umysłach niektórych kierowców, aby móc przewidzieć różne niezborne, a czasem kretyńskie manewry.

– Hamuj! – krzyknął Gary, a Litin natychmiast depnął po hamulcach i poczęstował klaksonem barana, który wcisnął się tuż przed niego, a potem nagle zahamował.

Gary ściągnął szybę i wychyliwszy się przez okno z pięścią w górze, nie omieszkał rzucić kilku wyzwisk. Po dłuższej chwili, kiedy już przeklął kierowcę o kilka pokoleń do przodu, usiadł na siedzeniu.

– No co za pieprzony baran, kto takim imbecylom daje prawo jazdy?!

– Wcale nie jechałem za szybko – powiedział Litin, gdy adrenalina z niego zeszła, a przyszła pora na kalkulację. – Gdybym na liczniku miał parę kilometrów więcej, to na pewno bym dobił, a przez to spóźnilibyśmy się na spotkanie z Borańskim.

Cały Litin – wszystko analizował. W tym duecie to on był tym myślącym, Gary był zaś tym, który myśli za pomocą tego, co ma między nogami – w kontaktach z kobietami zachowywał się jak spuszczony ze smyczy i natychmiast leciał do nich jak pszczoła do miodu.

Dojeżdżali na Złotą czterdzieści cztery. Gdyby chcieli zatrzymać się w pobliżu apartamentowca, to musieliby spędzić kolejne pół godziny na szukaniu miejsca parkingowego. Dzięki łaskawości szefa mieli trzydzieści minut więcej na rozmowę. Zaparkowawszy na podziemnym parkingu, podeszli do recepcji przy wejściu, gdzie stała atrakcyjna blondynka. Takiej okazji Gary nie mógł przegapić i nim Litin zdążył ją dostrzec, Gary już był przy ladzie.

– Witam, droga pani, przyznaję, że jest pani najpiękniejszą istotą, jaką dzisiaj zobaczyłem.

Kobieta lekko się uśmiechnęła, a Litin się zastanawiał, czy to przez jego kiepski tekst na podryw, czy z życzliwości.

– Dzień dobry, czy mogę wiedzieć, do kogo panowie przychodzą? – użyła liczby mnogiej, kiedy Litin podszedł do młodszego wspólnika.

– Do pana Wiktora Borańskiego, byliśmy umówieni. Jestem Litin Stockborn, a ten casanova to Gary Hayes.

Ten casanova wyrwał więcej lasek od ciebie, więcej szacunku dla mistrza – chciał odrzec Stockbornowi, ale że kobieta stała obok, powstrzymał się.

– Poproszę panów dokumenty.

Wyciągnęli je, a recepcjonistka wpisała numery do formularza, następnie poprosiła ich o podpisy. Kiedy to zrobili, przywołała trzech karków.

– Pozwolą panowie, że jeszcze się upewnię i przedzwonię do pana Wiktora.

– Ależ oczywiście, my nie umiemy kłamać w towarzystwie pięknych kobiet.

– Gary, mógłbyś się czasami zamknąć? – Litin zadał pytanie retoryczne, na które się nie odpowiada. Niepisana zasada znana od wieków, ale nie Hayesowi.

– Właśnie przeszkadzasz mi w podrywie, więc… – Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale na widok trzech karków zwątpił. Nie tylko Litin przeszkadzał mu w zdobyciu numeru damy.

– Pan Wiktor zaprasza do siebie, ochroniarze zaprowadzą panów do jego apartamentu.

Ukłoniwszy się pani, poszli z karkami do windy, która wywiozła ich na dwudzieste trzecie piętro, gdzie mieścił się apartament ich szefa. Jeden z karków zadzwonił do drzwi i gdy biznesmen je otworzył, zapytał:

– Czy to z nimi był pan umówiony?

– Tak, z nimi, dziękuję.

Ochroniarze skinęli i zostawili ich samych.

– Wchodźcie, panowie, zapraszam do siebie.

Pierwszy wszedł Gary, który nawet nie uścisnął szefowi ręki, tylko wbiegł do środka niczym księżniczka do własnego raju. Litin zachował na tyle kultury, że przywitał się z Borańskim. Wszedłszy do środka, rozpoczął temat:

– A więc jakie zlecenie ma pan dla nas tym razem?

– Od razu, panowie, przechodzicie do interesów, czujcie się jak u siebie.

Gary’emu nie trzeba było tego powtarzać – jeśli ktoś otwierał przed nim plac zabaw, to natychmiast tam wchodził. Zrzucił z siebie ciuchy i wskoczył do basenu, nie pytając właściciela o pozwolenie. Litin, mimo że wielokrotnie był tutaj przyjmowany, rozglądał się po apartamencie, zwłaszcza że szef zniknął na chwilę za którymiś drzwiami. Apartament był przeszklony, tak jakby Borański chciał pokazać, że jego lokum jest zbudowane z brylantów, szafirów i innych cennych kamieni. Momentalnie dostrzegalny był marmur; każda podstawka była wykonana z tego kruszcu. Później Litin zauważył stół na dwanaście osób, przy którym ich szef zapewne witał szanownych gości i potencjalnych kontrahentów. Za pokojem, w którym stał Litin, mieścił się basen, w którym już pływał Gary. Gdzieniegdzie krzątała się służba, która dbała, aby wszystko lśniło, a szczególnie posadzka, w której goście mieli się przeglądać.

– Przepraszam, można poprosić drinka? – Gary nie miał zahamowań. W tym apartamentowcu czuł się jak duże dziecko, które wszystkiego skosztuje, byle tylko doświadczyć luksusów, na które nigdy nie będzie go stać. Chociaż czy nigdy, to można by tylko dywagować.

Ktoś ze służby podszedł do baru, zrobił drink i wręczył go Gary’emu. Gary upił łyk i cmokał niczym największy znawca trunków, co w połączeniu z gestami lorda brytyjskiego sprawiało wrażenie specjalisty od dobrego smaku.

Litin tylko kręcił głową. Mimo czterdziestu lat na karku Gary nadal był dzieckiem. Jedynie jego wygląd będzie się niszczył z latami. W jego dłuższych blond włosach zaczesywanych na bok coraz częściej będą pojawiać się siwe, które nie będą już tak pięknie komponowały się z niebieskimi oczami. Czasami zazdrościł mu jego dziecinnego podejścia do życia. Nie mówił tego wprost, bo Gary szybko popadłby w samozachwyt, a wtedy byłby nieznośny.

– Panowie, zapraszam do swojego biura! – zawołał ich Borański.

Litin jako pierwszy wszedł do przestronnego pokoju po drugiej stronie wejścia, Gary się ociągał.

– Ostatnio nie miałem dla was za dużo zleceń, ponieważ policja zaczęła wokół mnie węszyć. Musiałem na rok zaniechać wszelkich akcji. Tym razem wolałbym, aby nie było dużego szumu, ponieważ znowu mnie z tym połączą.

– My zawsze działamy skrycie. Nie rozumiem, dlaczego pan tym razem się boi.

Do biura wszedł Gary i stanął przy dyskutantach.

– Boję się, panowie, bo jestem wręcz przekonany, że niejeden chciałby zdobyć ten antyk, który jest tu w Warszawie, bo w Muzeum Powstania Warszawskiego, a więc macie szczęście.

– Byłem tam może raz, nic ciekawego tam nie ma – rzekł Gary swoim luzackim tonem.

– Oj, Gary, mylisz się – odpowiedział Borański, po czym poprosił służbę o przyniesienie czegoś do picia i nieprzeszkadzanie im przez najbliższą godzinę albo i dłużej. – Siadajcie, panowie. – Wskazał im fotele i gdy Amerykanie usiedli, zamknął drzwi, aby ktoś czasem nie podsłuchał ich rozmowy.

– No dobrze, panie Wiktorze – rozpoczął Litin – powiedział pan, że chce nam zlecić cenny eksponat, o którym będzie wielki szum. Co to jest?

– Karabin, a dokładnie wz. 38M.

– Panie Wiktorze, nie wiem, w jakie gry pan gra, ale w Call of Duty używało się MP dwadzieścia, StG czterdzieści cztery czy M jeden Garand. – Gary miał mało cierpliwości, zwłaszcza gdy ktoś wspominał mu o rzeczach, o których wcześniej nie słyszał. Wówczas odnosił wrażenie, że ktoś robi z niego idiotę. – W późniejszych odsłonach był kałach albo M szesnaście. Nigdzie w tej serii ten karabin się nie przewinął, dlatego…

– Więc masz dowód, Gary, że musisz się doedukować z historii – wtrącił się Litin, który lubił momenty, gdy mógł sprowadzić swojego wspólnika na ziemię. Zwłaszcza gdy ten niepotrzebnie się popisywał. – Maroszek to jeden z lepszych, bardzo wytrzymałych karabinów, który nie wszedł do oficjalnej produkcji, choć jego produkowanie byłoby proste i przez to tanie.

– Teraz tych prototypów na świecie jest dosłownie kilka – kontynuował Borański. – Jeden z nich posiada muzeum, o którym wspominałem. Mam na niego kupca, ale muszę wiedzieć, czy mi się to opłaca.

– Ile panu za niego obiecał? – wypalił Gary, a Borański tylko westchnął i szeroko rozłożył ręce.

Znali się tak długo, a Gary wciąż się nie nauczył, że w kwestii negocjacji Wiktor jest mistrzem, a tacy cwani gracze wiedzą, jakie karty należy chować w rękawach, i że trzeba je wykorzystać dopiero wtedy, kiedy wyłoni się stosowny moment.

– Tyle, że warto mi was angażować – padła dyplomatyczna odpowiedź. Dokładnie taka, jakiej Litin oczekiwał. – Jakiej więc kwoty oczekujecie za tę kradzież?

– Czterdzieści milionów – wypalił ponownie Gary.

Litin spojrzał na niego, jakby spadł z księżyca. Gary rzeczywiście nie wiedział, z czym miał do czynienia. Prawda, ten karabin to był unikat, ale nie taki, aby ktoś dał za niego taką fortunę. Borański z podobnym grymasem patrzył na Gary’ego i uznał jego ofertę za niewypowiedzianą.

– Milion do podziału.

Teraz to biznesmen przesadził w drugą stronę, a dały mu o tym znać szeroko otwarte oczy rozmówców. Za tyle to nie opłacało im się szukać informacji o tym karabinie. Litin poczuł, że musi jakoś tę ofertę naprostować.

– Panie Wiktorze, sugeruję dziesięć milionów. Co uważam za odpowiednią kwotę. Pan będzie miał duży zarobek, a także i nam będzie się opłacało wykonać to zadanie.

Jednakże oferta Litina niewiele różniła się od oferty Gary’ego, przynajmniej w mniemaniu Borańskiego.

– Panowie, zejdźcie na ziemię. Doskonale wiecie, ile te antyki są warte, więc wymieńcie cenę akceptowalną dla obu stron – stwierdził Borański, który do negocjacji nigdy nie podchodził podmiotowo, zawsze przedmiotowo. Nie wiązał się emocjonalnie z drugą stroną, dzięki czemu zawsze wychodził na swoje. Oczywiście znał wartość karabinu i wiedział, że na nim zarobi, nawet gdyby zgodził się na ich propozycję, ale negocjacje to nie tylko pieniądze, to przede wszystkim pozycja. – Proponuję trzy miliony i oczekuję, że rozważycie tę propozycję.

– Panie Wiktorze, czasami mamy wrażenie, że pan nie zna naszej pracy i nie wie, jak dużo ryzykujemy. – Litin w rzeczywistości tak nie myślał, ale w trakcie negocjacji stosował tę, umówioną z Garym, formułę. – Kwota dziesięciu milionów jest odpowiednia i nie zamierzamy z niej schodzić.

Ale teraz to przesadził. Stockborn miał ochotę przyłożyć mu w tę jego blond czuprynę, aby się opamiętał. Nawet Borański się wzburzył, gdyż nie tolerował bezczelnego zachowania i choć Gary często to robił, to momentami dawał mocno popalić, skoro taką oazę spokoju, jaką był Borański, potrafił wyprowadzić z równowagi. Borański zaczął stukać palcami o blat stołu, a głowę oparł na drugiej ręce. Wielokrotnie to przerabiali. To znak, że biznesmen oczekiwał zmiany, lecz Litin patrząc na Gary’ego, który założył ręce i siedział niczym obrażona panienka, wiedział, że ten zdania nie zmieni. Tak postanowił i koniec kropka. Sęk w tym, że to nie jego zdanie było najważniejsze.

– Panowie, znamy się od tylu lat, a czasami mam wrażenie, że rozmawiam z wami po raz pierwszy. Wiem, ile was to kosztuje zdrowia i energii, ale wiedzcie, że ja też tracę dużo.

Nastał pojedynek osobowości. Obrażona panienka kontra wytrawny negocjator. Żaden z nich nie zamierzał ustąpić i też jeden przez drugiego patrzył przez pryzmat wielkości. Borański wiedział, że złodzieje w końcu ustąpią, pytanie tylko kiedy. Gary natomiast ani myślał ustępować i choć podświadomie wiedział, że ustąpi, to nie chciał się na to godzić.

– Siedem milionów i to nasze ostatnie słowo – rzekł Litin, a jego wspólnik spojrzał na niego i oczami wyobraźni zobaczył, jak rozrywa go własnymi rękoma. Co on sobie wyobraża? Że może sobie dysponować jego pieniędzmi tak swobodnie?!

– Litin, czy pod tą ciemną czupryną masz chociaż trochę rozsądku?

– W stosunku do ciebie to ja go mam, a nie zachowuję się jak zosia samosia.

Również Borański przyznał rację Litinowi, dlatego wolał rozmawiać z brunetem niż z blondynem, bo jak ten już na coś się uparł, to nie zmieniał zdania. Gdyby tylko z Garym rozmawiał, to nigdy nie doszedłby do porozumienia na pierwszym spotkaniu i negocjacje przeciągałyby się do momentu, aż nie byłoby czego negocjować. Ale czego się spodziewać, kiedy ma się teksańską duszę i aparycję?

Niemniej kwota zasugerowana przez Litina wciąż była za wysoka.

– Pięć milionów – zaproponował Borański i choć wymawiał to z żalem, wiedział, że jak się z nimi dogada, to wcześniej czy później złodzieje zdobędą dla niego Maroszka. Nigdy go nie zawiedli i również teraz tego nie zrobią. Co do tego miał wręcz pewność.

– Litin, nawet nie próbuj schodzić z tej ceny – ostrzegł Gary kumpla, ale ten już nie słuchał blondyna.

– Sześć – odparł Litin – i albo pan się zgadza, albo wychodzimy stąd i niech pan szuka innych, którzy zechcą wykonać to zlecenie.

Stanowczość Litina bardzo zaskoczyła Wiktora. Oczywiście ci dwaj nieraz stawiali tak sprawę, ale zawsze ustępowali, tym razem jednak Borański widział w oczach Litina bezkompromisowość. Po raz pierwszy dostrzegł taki zdecydowany ruch z ich strony. Postanowił machnąć ręką.

– Nigdy dotąd mnie nie zawiedliście, więc niech wam będzie – zadecydował.

– Dobrze to słyszeć, że nie musimy już tego przeciągać. Do kiedy mamy wykonać to zlecenie?

– Sam sobie je wykonuj – dogryzł Gary z typowo dziecinnym fochem. – Ja za takie grosze to nawet nie wstaję z łóżka.

Teraz tak mówi, a potem, kiedy ukradniemy ten karabin i przyjdzie co do czego, to będzie się ślinił na widok pieniędzy – pomyślał Litin.

– Mamy dziesiątego kwietnia. Umówiłem się z klientem, że dostarczę mu karabin do końca miesiąca, zatem dzień przed końcem miesiąca chciałbym go zobaczyć.

– Dobrze, panie Wiktorze – rzekł Litin, który wstał z fotela i zmierzał do wyjścia – nie będziemy nadużywać pańskiej gościnności…

– Jak to nie? – wypalił Teksańczyk. – Teraz to ja zamierzam wychlać cały ten alkohol, który pan tutaj uzbierał, żeby zrekompensować zlecenie, które zrobię za półdarmo.

Niczego innego biznesmen się nie spodziewał. Dla Gary’ego zawsze było mało. Dopisałby jeszcze jedno zero do tych dwudziestu milionów, a i tak nie zadowoliłby jego burzliwego temperamentu.

– Nie widzę problemu, abyście skorzystali z wygód apartamentu. – Podszedł do szafy, wyciągnął szarą marynarkę i wziąwszy walizkę, skierował się do wyjścia. – Jak się wam znudzi, to powiedzcie ochronie, by was odprowadziła na dół. Teraz mam ważny przetarg, na którym muszę się zjawić. Do zobaczenia, panowie.

I zostawił ich samych.

– Choć, panie obrażalski, trzeba zbadać to całe muzeum, zanim się tam włamiemy – powiedział Litin.

Poszedł w stronę wyjścia, nie czekając na wspólnika. Nie musiał, Gary zaraz go dogonił.

Heroes: Bunt Nekromantów – Część 10 Part 1

– Listru wstawaj. – Weszła do domu młodego czarodzieja i trzepnęła nim. – Wstawaj żesz!

Zrozumiawszy, że już nie pośpi przetarł oczy.

– Hinta? Mogę wiedzieć, jak tu weszłaś?

– Drzwi miałeś otwarte, to weszłam. – W Bracadzie nikt nie przejmował się kradzieżą, ponieważ najważniejszym bogactwem była wiedza, a resztę można było wyczarować, lub poprosić o to Gnotr zgodnie z wiarą erathiańską.

Wstał z łóżka trzymając głowę opartą na rękach.

– Mogę wiedzieć, czego chcesz?

– Mówiłeś, że dopiero po śmierci nasza dusza odłączy się od ciała, zgadza się? – Kiwnął głową. – To właśnie udowodniłam, że jest zupełnie inaczej. Chodź to ci pokażę.

Wyszli przed dom i poprosiła go, aby położył się na ziemi. Marudząc zrobił to. Głowę położyli na biegunie północnym i czekali, aż energia przepłynie przez ich ciała. Kiedy ją poczuli i odprężyli się, to zmienili kierunek i leżeli na biegunie południowym. Gdy również i tutaj się rozluźnili rzekła:

– Zamknij oczy. – Kolejne słowa skierowała do bogini. – Gnotr, pomóż nam wyjść z ciała.

Kiedy je otworzyli znaleźli się w ciemnym pomieszczeniu. Hinta spojrzała w górę na radosne dusze, natomiast Listru zastanawiał się czego był świadkiem. Zachowywał się tak samo jak ona, kiedy po raz pierwszy wyszła z ciała. Po kilku chwilach złapała go za rękę i pociągnęła ku duszom.

– Hinta, co to za miejsce?

– Wyszliśmy z ciała, a więc znajdujemy się w innej przestrzeni. W tej samej, w której jest Muwal.

– Skąd to wiesz?

– Zobaczysz.

Nie pytał o nic więcej, tylko dał się prowadzić. Znaleźli się wśród roześmianych i radosnych dusz.

– Z czego oni się cieszą? Przecież tutaj nic nie ma.

– Według Muwala są w świecie Starożytnych, dla nas jest on niedostępny. – Wiedziała, że Listru zapyta o wiele rzeczy, ale to nie wszystko, co chciała mu pokazać. – Gnotr, pomóż mi odnaleźć Muwala.

Chwilę później chłopak pojawił się wśród tłumu roześmianych dusz. Podlecieli do niego.

– O nie Hinta, nie przekonasz mnie. Nie mam zamiaru wracać do Bracady i ty Listru też odpuść.

– Muwal, ale ja nawet nie wiem, gdzie jestem. – Przestrzeń, w której się znalazł wciąż była nowa dla czarodzieja. – Hinta powiedziała mi, że jesteś w świecie Starożytnych, natomiast widzę wielką ciemność i nie tak wyobrażałem sobie miejsce, gdzie urzęduje rezydent wyspy.

– Staliście się magami ciemności, więc nie mam o czym z wami rozmawiać.

– Nieprawda! – zaprzeczył. – Ani mi się śni stawać magiem ciemności. Wciąż podążam za światłem i idę w stronę bogini Gnotr. Zapomniałeś może?

– Tak myślałem, ale właśnie teraz pokazaliście, że jesteście związani z ciemnością i nie chcę mieć z wami nic do czynienia.

– Sama Gnotr mnie tutaj wpuściła – przypomniała Muwalowi.

– Jak to?

– No przecież mówiłam, że dzięki Gnotr tutaj jestem i z tobą rozmawiam. Niezupełnie jesteśmy w tej samej przestrzeni, jednak rozmawiamy ze sobą, a więc jakimś cudem damy radę to robić.

– Nie wierzę. Kłamiesz magu ciemności i powiedz mi, kim jesteś.

– Nie poznajesz nas? – wtrącił się Listru. – Przecież to ja i Hinta.

– Nie możecie być nimi. Oni byli postaciami jasności, a wy pochodzicie z ciemności. Nie wiem, czego chcecie, ale macie natychmiast zniknąć, nie chcę mieć z wami do czynienia.

– Ile razy mamy ci powtarzać, że nie jesteśmy magami ciemności i to Gnotr pomogła nam wyjść z ciała i porozmawiać z tobą. – Dziewczynę irytowały te oskarżenia. – Sama nawet Gnotr mówiła, że aby odkryć prawdę, trzeba krążyć wśród ciemności, lecz głowę należy trzymać zwróconą do światła. Teraz chcesz zakłócać jej własnym słowom?

– Nie stosujcie chwytów ciemności przeciwko mnie. Nie dam się na to nabrać. Odejdźcie!

Poczuli jak coś odciąga ich od chłopaka.

– Muwal, nawet nie próbuj ponownie nas odtrącać. Jesteśmy tutaj, żeby poszukiwać prawdy. Tej samej prawdy, o której mówiła nam Gnotr.

Listru nie wiedział co się dzieje i próbował jakkolwiek zbliżyć się do chłopaka, ale siłowanie się z niewidzialną mocą z góry było skazane na porażkę. Hinta zakończyła dyskusję z chłopakiem i czekała na coś, co było nieuniknione. Zniknęli z przestrzeni Muwala i po chwili poczuli uderzenie w ziemię.

Hinta nie przyjęła już powrotu do ciała tak ciężko, natomiast Listru zwracał wnętrzności. Nie wiedział, czy to czego był świadkiem było prawdziwe, czy jeszcze kręciło mu się w głowie. Poczekała aż poczuje się dobrze.

– Powiedz mi, czy my rzeczywiście wyszliśmy z ciała i rozmawialiśmy z Muwalem? – Potwierdziła. – Hinta, nic z tego nie rozumiem, w jaki sposób to zrobiliśmy? Przecież tylko dzięki śmierci możemy wyjść z własnego ciała.

– Tak właśnie myśleliśmy. – Nie chciała wytykać, że tylko on tak myślał, ponieważ sama kiedyś tak myślała. – Jak widzisz możemy wyjść z ciała i możemy spotkać się z duszami w świecie Starożytnych. Możemy rozmawiać z nim, a przez to może zejść do naszej przestrzeni i przekazać prawdę wszystkim istotom. Przecież tak zrobiła Gnotr wiele set lat temu.

– Co chcesz teraz zrobić?

– Przekonać Muwala, aby jakoś opuścił Starożytnych i zszedł tutaj. Tylko on może potwierdzić wszystkim, że odkryliśmy prawdę.

– Nie słyszałaś, że on był szczęśliwy wśród Starożytnych?  Nie chce schodzić z powrotem do ciała, opuścił już je. – Nie przekonał jej. – Posłuchaj. Rozumiem, że tęsknisz za Muwalem. Ja również i to nie wiesz jak bardzo. Nadal nie pogodziłem się z jego stratą, ale nie możemy wpływać na jego wybór.

– Czyli mamy żyć w kłamstwie, bo Muwal nie chce nam pomóc? – Nie odpowiedział, czym przyznał jej rację. – No właśnie. Nie zachowuje się w porządku względem nas. W takim razie skoro nie chce z nami współpracować po dobroci, to trzeba go będzie zmusić do niej. Pomożesz mi?

Nie przekonała go. Czuł, że to co robią wykraczało poza obszar odkrywania prawdy, o której wspominała Gnotr. Miał wrażenie, że krążył wokół ciemności, podobnie jak jej magowie, jednak nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ponownie racja była po jej stronie, chociaż uczucie przekraczania praw Gnotr nie znikły, wręcz się nasiliły.

– Pomogę ci – rzekł nieprzekonująco – jednak odpocznijmy i wróćmy do tego następnej nocy.

– W porządku, nikomu o tym nie mów.

Tym razem pozostawił to dla siebie.

 

Inspiracją do powstania opowiadania Buntu Nekromantów była historia narodzenia się nekromantów w świecie Heroes, całość znajdziecie tutaj:

https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Necromancy_origin

Pozostałe artykuły o świecie Heroes znajdziecie na podstronie „Pozostałe wpisy”, a tam między innymi:

/heroes-poczatek-zywiolow-w-swiecie-might-and-magic-i-planety-enroth/

/heroes-krewlod-co-wiemy-a-czego-nie-wiemy-o-tej-krainie/

/heroes-zycie-poszczegolnych-krain-przed-wydarzeniami-z-gier/

Gary & Litin: Maroszek – Rozdział 1

Michał Pastwa niewiele wiedział o nocnym życiu w stolicy. Zresztą czasy, kiedy interesowało go ono, dawno minęły. Teraz pozostała mu opieka nad synem i ukochaną żoną – jego największym skarbem. Nie potrafił wyobrazić sobie codzienności bez niej. Prawdopodobnie nie wybaczyłaby mu tego, co zrobił kilka miesięcy temu, ale miał nadzieję, że kiedy wszystko wyjdzie na jaw, żona zrozumie, co nim pokierowało.

Odłożył sentymenty na bok. Wiedział, że idzie na spotkanie z niebezpiecznym człowiekiem – z gangsterem. Był sam, a dookoła będzie obstawa uzbrojonych po zęby zakapiorów, którzy na byle ruch z jego strony gotowi podziurawić go ołowiem albo zakopać żywcem. Głośno przełknął ślinę i szedł przed siebie. Do jednego z klubów w Warszawie, który choć mieścił się na Nowym Świecie, to frontem przypominał melinę z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Obskurne miejsce.

Przed wejściem stało dwóch karków, którzy selekcję gości już skończyli. Teraz nikogo nie wpuszczali. Na widok zbliżającego się Pastwy stanęli szeroko i założyli ręce. Patrzyli z góry na gościa z plecakiem.

– Przepraszam – odezwał się niepewnie – chciałbym się zobaczyć z panem Witalijem Nieczenką.

– Spadaj stąd, dziadzie.

Dziadzie? Serio: dziadzie? Racja, Pastwa nie był już studentem, ale i do dziada było mu daleko, nawet można by się zastanawiać, czy nie dalej.

– Jestem z nim umówiony. – Ściągnął plecak i podał im go. – Mam pieniądze dla pana Nieczenki.

Jeden z bramkarzy wziął plecak i dokładnie przeszukał. Papiery w środku szeleściły, pobudzając wyobraźnię o bogactwie – szczególnie wyobraźnię tych, którzy nigdy nie mieli z takimi pieniędzmi do czynienia. Aczkolwiek akurat ci dwaj byli wprawieni w obracaniu gotówką. Po dokładnym sprawdzeniu zawartości torby bramkarz wszedł do lokalu, zostawił Pastwę z drugim bramkarzem.

Nastało nieznośne milczenie, które ciągnęło się tym bardziej, im dłużej ochroniarz nie wracał. Pastwa chciał powiedzieć, że musi porozmawiać z Nieczenką, albo że potrzebuje mieć pewność, że zapłacił. Każdy powód, dzięki któremu mógłby wejść, żeby pomówić z Ukraińcem, byłby dobry. Jednak coś podpowiadało mu, że lepiej się zamknąć, nie zabierać głosu niepytanym, pewnie ochroniarz i tak uciszyłby go.

Po dłuższej chwili tamten wrócił i kiwnął na Pastwę, a swojemu kumplowi kazał czekać. Pastwa szedł za karkiem, nie wiedząc, czego się spodziewać. Minęli korytarz, a następnie przez wahadłowe drzwi podobne do tych na Dzikim Zachodzie dostali się do wnętrza klubu. Impreza trwała w najlepsze, choć niektórzy leżeli już pod stołem. Typowy klub–melina, do jakiego zazwyczaj szło się na końcu imprezy, żeby jeszcze się napić, o ile miało się siłę, bo wcześniej „zaliczone” lokale nie zdołały „poskładać” delikwentów.

Pastwa nie wiedział, w jaki sposób rozmawiać z Nieczenką, a przede wszystkim, czy ten będzie chciał z nim mówić. Zapożyczył się na solidną kwotę, a to dopiero pierwsza rata – nie miał pojęcia, w jaki sposób spłaci drugą i kolejne. Jego rozmyślania przerwał ochroniarz, który poprowadził go za ladę, a następnie do końca długiego korytarza. Pastwa guzdrał się, więc przewodnik go pośpieszył. Zdał sobie sprawę, że nie czas na rozglądanie się i podziwianie widoków, potrzebował załatwić, co miał załatwić, i wyjść stąd jak najprędzej.

– Nasz szef jest dzisiaj w dobrym nastroju, ale pamiętaj: jedno słowo za dużo i osobiście przestrzelę ci łeb, zanim mi rozkaże. – Groźba podziałała na Pastwę, któremu zjeżyły się włosy na rękach.

Ochroniarz otworzywszy drzwi, nakazał mu wejść do środka. Najpierw Pastwę sparaliżowało, ale gdy ochroniarz się ruszył, to natychmiast Michała ocuciło i wszedł.

Śmierdziało papierosami i alkoholem. Niektórzy z gości Nieczenki grali w karty, na stołach leżały stosy papierowych i metalowych pieniędzy. Jedni gracze klęli jak szewc – w przeciwwadze do tych, którzy przeliczali wygraną forsę. Popielniczki na każdym ze stołów były zapełnione, ale nie przeszkadzało to graczom dalej kiepować do nich.

Przy stole najbliższym Pastwy siedziało kilku gości o rysach typowych dla urody wschodniosłowiańskiej, choć o czarnych włosach. Nosili czarne kurtki skórzane, modne kilka sezonów temu, i typowo niebieskie, charakterystyczne dla lat dziewięćdziesiątych dżinsy. Mówili po rosyjsku. Oczywiście na wszystkich stołach stało po kilka już opróżnionych z wódki butelek, a ci, których procenty zdążyły rozgrzać, mieli rozpięte koszule, pozostali siedzieli wciąż w kurtkach. Kelnerki stale napełniały kieliszki, które gracze momentalnie wychylali.

Jeden z nich złapał kelnerkę za pośladki i próbował ją rozebrać, ale powstrzymał go huk wystrzału. Pastwa skulił się i chwycił za głowę. Towarzystwo spojrzało na śmiałka, który odważył się strzelić. Był nim ochroniarz wprowadzający Michała. Następnie przytrzymał zboczeńca za plecy, zapewne zamierzał wyprowadzić go za drzwi.

– Nikolaj, odpuść mu – powiedział któryś z siedzących przy stole.

– Właśnie, chłop dawno sobie nie ulżył – dodał następny.

Nikolaj skierował wzrok na stół pełen pustych butelek. Popatrzył na człowieka, który podniósł się od stołu i kiwnął na niego głową. Wytargał nieszczęśnika na środek lokalu, ten krzyczał na całe gardło, spodziewając się swojego losu. Po chwili krzyki ucichły.

Matko boska, gdzie ja jestem? – pytał sam siebie w myślach Pastwa, chcąc jak najszybciej opuścić to miejsce, zanim spotka go taki sam los.

– Nie lubię takich, którzy dobierają się do kobiet bez ich wyraźnej zgody – powiedział tamten człowiek zdartym od papierosów głosem. – Kobieta zasługuje na taki sam szacunek, nieważne, jakim zawodem się trudni. Nie wolno z niej robić prostytutki. – Spojrzał z lekkim uśmiechem na Pastwę, raczej wywołał tym więcej obaw, niż dodał otuchy; Pastwa miał wrażenie, że za chwilę któryś z ochroniarzy wyceluje pistolet w niego. – Dobrze, Pastwa, że ty to rozumiesz.

Nikolaj wrócił, wykonawszy robotę. Mężczyzna skinął na niego palcami, a ten przyniósł mu torbę Pastwy.

– Dzień dobry, panie Nieczenko, właśnie…

– Wiem, po co tu jesteś, Pastwa – przerwał mu Nieczenko, który mimo że nie był tak mocno umięśniony jak jego ochroniarz, to swoją postawą wzniecał w rozmówcy obawy o życie. Michał wiedział, że Nieczenko ma za sobą kryminalną przeszłość i pobyt w więzieniu, który wcale nie pomógł mu w wyzbyciu się swojej ciemnej natury. Miał kilka blizn na czole, rany te otrzymał podobno podczas odsiadywania wyroku. – Przyniosłeś pierwszą ratę. – Oddał plecak Nikolajowi. – Przelicz.

Nikolaj rozpoczął liczenie. Pastwa oczekiwał, aż umięśniony ochroniarz zaraz potwierdzi, że kwota pierwszej raty się zgadza, wtedy Michał wyjdzie stąd i zacznie zbierać na drugą, jednak wbrew tym oczekiwaniom przeliczanie trwało długo. Zamiast wykorzystać do tego liczarkę banknotów, to ten mielił je w rękach, jakby nigdy nie miał do czynienia z taką gotówką. Każdy banknot odkładał z czcią, niczym największy bogacz, który pokazuje pogardliwie, jak łatwo przychodzi mu wydawanie pieniędzy.

– Wygląda, że przyniósł co do grosza – ocenił ochroniarz.

– Dobrze, odnieś pieniądze, później wpłacimy je do banku – polecił Nieczenko, a następnie zwrócił się do Michała: – Jesteś honorowy, Pastwa, i dotrzymujesz swojej umowy. Pierwszą ratę uważam za spłaconą.

Wolałby dostać to potwierdzenie na piśmie, żeby potem nikt nie mógł się przyczepić, jeśli Nieczenko z jakiegoś powodu postanowiłby zmienić zdanie. Niemniej gangster przyjął lewe pieniądze, to teraz Michał nie miał co oczekiwać, że prawo stanie po jego stronie. Jakim trzeba być idiotą, aby w coś takiego wierzyć? Musiało mu wystarczyć słowo recydywisty.

– Dobrze, panie Nieczenko, następną ratę przyniosę za miesiąc. – Odwrócił się i poszedł do wyjścia, ale drogę zastawił mu jeden z ochroniarzy, a następnie zjawił się Nikolaj i wziąwszy go za fraki, obrócił do swojego szefa.

W tej chwili Michał wiedział jedno: umrze. Jeden z ochroniarzy zrobi mu dziurę w głowie, podobnie jak tamtemu. Nerwowo rozglądał się po pomieszczeniu, szukając jakiejkolwiek szansy ucieczki.

– Pastwa, uspokójcie się. – Wbrew słowom Nieczenki jeszcze bardziej się trząsł i głośno przełknął ślinę. – Gdybym chciał was zabić, to zrobiłbym to w innym miejscu.

– A tamtego to co…? – wymsknęło mu się i natychmiast tego pożałował.

Zbliżało się do niego kilku ochroniarzy, niektórzy wyciągali kije i zakładali kastety, ale Nieczenko jednym gestem powstrzymał ich, więc rozeszli się po kątach.

– A o tamtym, Pastwa, w ogóle nie wiesz i nic nie słyszałeś. W przeciwnym wypadku ja ci pomogę o nim zapomnieć. To nie jest groźba, tylko wydaje mi się, że nie jesteś na tyle głupi, żeby iść z taką mierną błahostką na policję.

Błahostką? Morderstwo jest dla niego błahostką? – Pastwa zastanawiał się, z kim się zadał. Czyżby Nieczenko miał całą policję „pod sobą”? Przekupił ich i teraz ma licencję na wszelkie zbrodnie? Kim jest ten człowiek? Gdy spotkał Nieczenkę po raz pierwszy, to uważał go za lichwiarza, ale teraz zdał sobie sprawę, że był to supergangster, który nie tylko nie chował się z zamiarami – on wręcz się nimi wachlował przed organami ścigania.

– Czego pan jeszcze… ode mnie chce? – Głos łamał się Michałowi. – Zapłaciłem pierwszą ratę, za miesiąc zapłacę kolejną.

– Chciałbym wierzyć, Pastwa, że zapłacisz kolejną. – Wstał i zmierzał do Michała.

– Naprawdę, proszę dać mi szansę, proszę mnie nie zabijać!

– Pastwa, nie słuchasz mnie. – Odpalił papierosa i zaciągnąwszy się, wypuścił dym w Michała, aż obrócił głowę. – Powiedziałem, że nie mam zamiaru ciebie zabijać.

– W takim razie czego pan ode mnie chce? Dzisiaj nie mam kolejnej raty, muszę ją…

– Zdobyć? W jaki sposób chcesz to zrobić?

– Zdobędę ją, choćbym miał sprzedać własny dom, to zgromadzę pieniądze.

– Naprawdę chciałbym ci wierzyć, Pastwa. – Ukrainiec wymachiwał mu papierosem przed oczami. Im dłużej to robił, tym bardziej dłużnik miał wrażenie, że zaraz zostanie przypalony. – Ale powiedzmy sobie wprost: nie jesteś w stanie mnie spłacić.

– To nieprawda. Załatwię pieniądze, będzie pan miał wszystko, co do grosza. – Michał bronił się żarliwie, bo choć Nieczenko jeszcze nie rozkazał go zabić, to przeczuwał, że niedługo to zrobi.

– Pastwa, nie rób ze mnie idioty, a przede wszystkim kogoś, kto nie umie liczyć.

– Zapłacę, tak samo jak teraz…

– Pastwa, z czego zapłacisz?! – Nieczenko nie wytrzymał, a gdy już krzyczał, był to znak, że jego nerwy bardzo mocno zostały nadwyrężone. – Powiedz mi: z czego? – Po tych słowach nastała chwila, w której Pastwa uświadomił sobie, że racja stoi po stronie Ukraińca. – Ze swojej pensji ochroniarskiej? Znowu zapożyczysz się u znajomych, których już oskubałeś? Wystawisz zbiórkę pieniędzy na leczenie swojego syna? No, powiedz mi, Pastwa: z czego?

Nie chciał się do tego przyznać, ale Nieczenko naprawdę miał rację. Michał pracował jako ochroniarz w jednym z warszawskich muzeów i choć pensja nie była wysoka, to miał na podstawowe potrzeby dla swojej rodziny. Wszystko zmieniło się rok temu, kiedy całe jego rodzinne życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Z żoną długo poszukiwali sposobu, jak zaradzić tej sytuacji, ale nie znaleźli rozwiązania, a bank nie chciał udzielić im pożyczki. Wtedy kobieta jego życia załamała się i już nic jej nie cieszyło. Również Pastwa był bliski załamania nerwowego, aż w końcu przypadkowo usłyszał o niejakim Nieczence. I mimo że zdawał sobie sprawę, że tacy lichwiarze mają swoje sposoby, aby dorwać dłużników, to nie widział innego wyjścia i poszedł do niego z prośbą o pożyczkę. Żonie powiedział, że wygrał na loterii. Momentalnie się rozpromieniła, ale on jeszcze nie znalazł czasu, by wyznać jej prawdę.

– No właśnie, Pastwa, nie dasz rady spłacić tego długu – oznajmił Nieczenko z przekonaniem.

Ochroniarz z muzeum już nawet nie zamierzał temu zaprzeczać.

– Jednakże, Pastwa, może i postąpiłeś głupio, pożyczając ode mnie taką sumę, ale w twojej sytuacji każdy ojciec zrobiłby tak samo. Czego się nie robi dla rodziny? To bardzo szlachetne, a ja doceniam szlachetnych ludzi.

Ciąg słów Nieczenki powinien uspokoić Pastwę, lecz w zamian jeszcze mocniej trzęsły mu się ręce. Miał wrażenie, że Ukrainiec do czegoś zmierza; do czegoś, co bardzo mu się nie spodoba.

– Jesteś dobrym człowiekiem, ale ja też jestem biznesmenem, a interes musi mi się zwrócić. Stąd jestem skłonny usunąć cały twój dług, ale musisz coś dla mnie zrobić.

– Co takiego? – zapytał Michał, ale w rzeczywistości nie chciał poznać odpowiedzi.

– Potrzebuję, żebyś zdobył dla mnie jedną rzecz.

Nie wiedział, co dla Nieczenki oznacza słowo „zdobyć”, ale zapewne pójście do sklepu po chleb albo do żula po działkę nie wchodziło w rachubę. Gangster podszedł do niego na odległość, z której śmierdziało od niego papierosami, a z gardła dochodziła woń wódy, i rzekł: – Chcę, żebyś ukradł dla mnie Maroszka.

Pastwa spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami.

– Słucham? – zapytał, chociaż doskonale usłyszał. – Pan chce, żebym ukradł karabin Maroszek? Jeden z nielicznych egzemplarzy na świecie? – Pokręcił głową. – Panie Nieczenko, ale to jest niemożliwe, ten karabin ma mnóstwo zabezpieczeń.

– A myślisz, Pastwa, że dlaczego tobie daję taką szansę? – Mówiąc to, wypuścił prosto w Michała kolejny kłąb dymu. – Ponieważ wiem, że jesteś w stanie to zrobić.

– Pan mnie skazuje na więzienie. To nie jest szansa, tylko wyrok.

– Słuchaj, Pastwa. Wiele ryzykowałem, dając ci te pieniądze, więc nie nadwyrężaj mojej cierpliwości. Bo choć cenię tych, co dla rodziny zrobią wszystko, tak nie znoszę tych, co nie zwracają swoich długów.

Ponownie chciał zapewnić, że spłaci ratę, ale na widok podenerwowania Nieczenki zaniechał tego. Nie chciał jednak być złodziejem.

– Przepraszam, panie Nieczenko, ale nie mogę tego zrobić – postanowił twardo, zebrawszy resztki odwagi, które jeszcze w nim tkwiły. Wystarczyły, aby zwrócić uwagę pożyczkodawcy na Michała. – Nie zostawię rodziny w potrzebie, kiedy będę siedział w więzieniu. Przepraszam, ale nie mogę.

– Pastwa, nie takiej odpowiedzi się spodziewałem.

– To jedyna, jakiej mogę udzielić. – Skłoniwszy się Ukraińcowi, szedł w stronę wyjścia.

Nieczenko kiwnął na Nikolaja, a ten powalił Pastwę, oplótł ręce wokół jego szyi i zablokował mu kończyny. Nieczenko odpalił kolejnego papierosa i kolejne kłęby dymu wypuścił prosto do Pastwy, który trzymany przez ochroniarza Nieczenki nie dał rady odwrócić głowy.

– Przykro mi, Pastwa, że odmawiasz. Podobnie przykro byłoby, gdyby twojej rodzinie coś się stało.

– Zostaw ich w spokoju!

– Zostawię, jeśli zrobisz dla mnie to, co chcę. W przeciwnym wypadku zastrzelę ich, a będzie to wyłącznie twoja wina. Chyba zdajesz sobie z tego sprawę?

Zdawał. Od kiedy wziął tę cholerną pożyczkę, wiedział, że popełnił wielki błąd. Wszystko się obróciło przeciwko niemu, a ponadto przeciwko jego rodzinie. Cokolwiek nie wybierze, będzie źle. Wybór mniejszego zła, dobre sobie. Nie ma czegoś takiego – myślał.

– No więc jak będzie? – spytał Nieczenko.

– Zgadzam się – rzekł po dłuższej chwili i uścisk Nikolaja natychmiast osłabł i Pastwa mógł wziąć kilka głębokich wdechów.

– Widzisz, Pastwa? To nie było takie trudne.

To będzie bardzo trudne – chciał odpowiedzieć, ale zostawił to dla siebie. Wybrał mniejsze zło, ale czy rzeczywiście było ono mniejsze?

Heroes: Bunt Nekromantów – Część 9 Part 2

Panowała gwieździsta noc, gdy wróciła do jaskini. Zrozumiała, że skoro ma zostać dzieckiem światłości, który odkryje prawdę podróżując po ciemności, to noc jest najlepszą porą na tą podróż. Położyła się i przez dłuższą chwilę leżała głową zwróconą w kierunku bieguna pozytywnego. Fala ciężkości przepływała od klatki piersiowej do głowy. Leżąc tak przez dłuższą chwilę poczuła odprężenie, aż po chwili straciła kontakt z własnym ciałem.

– Gnotr, pomóż mi wyjść z ciała.

Zamknęła oczy wypowiadając życzenie, lecz kiedy je otworzyła wciąż znajdowała się w Bracadzie. Podniosła ręce i miała wrażenie, że uleciała z niej lekkość, którą przed chwilą czuła. Z wściekłości uderzyła w piasek, jednak natychmiast przypomniała sobie, że biegun północny jest tym pozytywnym, a musiała nastąpić równowaga również z pozostałymi biegunami. Wróciła do kontroli oddechu, chcąc uzyskać pełną harmonię nad swoim ciałem. Położywszy ręce na ziemi odwróciła głowę w kierunku bieguna południowego. Poczuwszy lekkość ponownie poprosiła Gnotr o pomoc.

Otworzywszy oczy spowiła ją całkowita ciemność. Spojrzała na ręce, które były przeźroczyste. Jej ciało wyglądało jak biały dym unoszący się w powietrzu. Miała wrażenie, że niewidzialna siła unosiła ją i mogła ją kontrolować za pomocą myśli. Spojrzała w górę, gdzie spacerowało mnóstwo białych obłoków podobnych do niej. Podleciawszy do nich zauważyła wszechobecną radość. Bawili się ze sobą, jakby wszelkie troski życia doczesnego ich nie dotyczyły.

– I jak mam wśród nich znaleźć Muwala? – zapytała samą siebie, po czym zaczepiła jednego z duchów. – Przepraszam, czy wiesz może, gdzie znajduje się chłopak w moim wieku z czarnymi włosami? – Dusza pokręciła głową i wróciła do przerwanej radości. Spytała jeszcze kilka innych dusz, ale reakcja była taka sama. – Bogini, czy pomożesz mi odnaleźć Muwala?

Ledwo wypowiedziała swoją prośbę, a w oddali widziała uśmiechniętego młodzieńca, który wciąż był w tej samej szacie co w Bracadzie.

– Muwal! – krzyknęła radośnie.

Chłopak rozglądał się za źródłem dźwięku i mocno się zaskoczył, gdy ją zobaczył. Natychmiast do niego podleciała i nie dając mu wytchnienia rzuciła mu się na szyję. Zaskoczyła go taką otwartością.

– Hinta, co ty tu robisz. Umarłaś?

– Nie, żyję. Dzięki Gnotr tu jestem.

– Nie ma cię tutaj.

– Przecież z tobą rozmawiam.

– Hinta, nie ma cię wśród starożytnych, jesteś otoczona woalem ciemności, jakim cudem się tu znalazłaś?

Nie rozumiała o czym mówił. Był świadomy, nie stracił głowy, a mimo to miała wrażenie, że rozmawiała z jakąś obłąkaną osobą.

– Ty też jesteś w ciemności razem ze mną.

– W ciemności? – Rozłożył ręce. – Hinta, tu jest tak pięknie, że tylko tutaj chcę być. Wszyscy są tacy szczęśliwi, mamy wszystko, czego możemy zapragnąć. Bawimy się, uśmiechamy, nie ma tu żadnych trosk doczesnego świata, tu jest po prostu pięknie.

Zmarszczyła czoło zastanawiając się, co on wygaduje. Naćpał się jakiś afrodyzjaków, czy jak? Skoro on był gdzie indziej, to dlaczego ona znajdowała się w ciemności? Cokolwiek to było musiał powiedzieć o tym wszystkim w Bracadzie.

– Muwal właśnie odkryliśmy, że możemy ze sobą rozmawiać. Zupełnie, jakbyśmy ty i ja znajdowali się w tym samym miejscu, choć dzieli nas przestrzeń.

– Do czego zmierzasz Hinta?

– Wróć ze mną i powiedz wszystkim, jak jest naprawdę.

– Nie ma mowy, ja tutaj zostaję.

– Muwal, nie rozumiesz, że właśnie odkryłeś prawdę o nieśmiertelnym życiu? Tym samym, o którym mówiła Gnotr? Wróć ze mną i przekaż im prawdę, tak samo jak ona to kiedyś zrobiła.

– Nie przekonasz mnie Hinta. Nie wrócę do świata, gdzie istnieje cierpienie. Nie chcę tam wracać.

– Muwal, co się z tobą stało? Dlaczego nie chcesz mi pomóc?

– Umarłem i teraz dla mnie liczy się tylko to życie i żadne inne. Nie chcę być gdzie indziej. Jesteśmy w różnych światach. Tak zdecydował los.

– Los? – Hinta nie wierzyła w to co usłyszała. – A więc według „losu” wszyscy w Bracadzie mają być oszukiwani, bo tak sobie ktoś wymyślił? Chcesz okłamywać wszystkich?

– Nie zmienię zdania. – Odwrócił się i szedł w przeciwnym kierunku.

Złapała go za ramię.

– Chodź i nie pleć głupot, przecież sam nie lubisz być okłamywanym.

– Puść mnie i nawet nie walcz ze mną magu ciemności!

– Nie jestem magiem ciemności!

Skończywszy poczuła, jak jakaś niewidzialna siła odciągała ją od chłopaka. Starała się czegoś złapać, ale tylko i wyłącznie wymachiwała rękami.

– Zniknij magu ciemności.

Usłyszała ostatnie słowa i wtem miejsce w którym, znajdował się Muwal i pozostałe dusze stawało się coraz mniejsze, a Hinta spadała z powrotem do Bracady. Widziała gwiazdy, chmury, a w oddali pojawiał się piasek, aż z pełnym impetem wleciała do ciała. Natychmiast powstała wytrącona z letargu. Była cała spocona, lecz w głowie kotłowały jej się myśli o rozmowie z chłopakiem. Wciąż nie rozumiała dlaczego nie chciał pójść z nią. Co tam takiego było, że wolał tam zostać, niż jej zaufać?

Cokolwiek go tam nie trzymało zrozumiała jedno. Po dobroci nie pójdzie i już zastanawiała się, jak ściągnąć go z powrotem do Bracady.

 

Inspiracją do powstania opowiadania było opowiadanie The Nether Gods opisujące początek nekromantów w świecie Heroes. Oryginalną wersję znajdziecie na stronie fandomu o świecie Heroes:
https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Necromancy_origin

Pozostałe artykuły o świecie Heroes znajdziecie na podstronie „Pozostałe wpisy”, a tam między innymi:

/heroes-krewlod-co-wiemy-a-czego-nie-wiemy-o-tej-krainie/

/heroes-zycie-poszczegolnych-krain-przed-wydarzeniami-z-gier/

/heroes-dlaczego-tworcy-niewiele-ukazali-z-uniwersum-heroes/

Heroes: Początek żywiołów w świecie Might and Magic i planety Enroth

Mniej więcej na początku roku, co każdy poniedziałek udostępniałem Wam historię opisującą początek żywiołów w świecie Might and Magic, co jak się okazało było blisko związane z powstaniem planety Enroth. Na niej dzieje się akcja Might and Magic VI, VII i VIII oraz pierwsze trzy części Heroes of Might and Magic. Chcecie się dowiedzieć, jak powstała planeta, gdzie znajdują się takie kontynenty jak Enroth, Antagarich czy Jadame? Jeśli tak, to zapraszam do dalszej części artykułu.

Powstanie planety jest blisko związane z Żywiołami

Może się to wydawać dziwne, jednak planeta Enroth powstała w wyniku walk występujących między żywiołami. Jak do tego doszło? Trzeba przedstawić krótką historię ich powstania.

Pierwszym żywiołem powstałym na CRONie, była woda, na czele którego stał Acwalandar. Rządził na CRON przez sześćdziesiąt lat, do momentu, aż nie pojawił się żywioł powietrza, któremu przewodził Shalwend. Wywołało to wojnę, która trwała ponad sto lat. Żadna ze stron nie potrafiła zdobyć przewagi, dlatego Acwalandar przyzwał istoty zdolne do niszczenia. Były to istoty reprezentujące żywioł ognia, którym władał Pyrannaste.

Władca żywiołu wody skierował ogień do walki z powietrzem, co spowodowało, że wspólnie zepchnęli żywioł powietrza do głębokiej defensywy. Aczkolwiek żywioł ognia nie chciał być posłuszny żywiołowi wodnemu, co spowodowało, że od tej chwili wojna toczyła się na trzech frontach.

Wszystko zmienił żywioł ziemi

Pojawienie się czwartego przeciwnika spowodowało, że Acwalandar, Pyrannaste oraz Shalwend zakończyli swoją wojnę i skupili się na walce z silniejszym przeciwnikiem. Razem tworzyli potężną siłę, lecz nawet ona nie potrafiła przeciwstawić się żywiołowi ziemi, którego dowódcą był Gralkor. Zniewolił on pozostałe trzy moce i dążył do utworzenia twardej ziemi w świecie CRON, co mu się udało.

Wówczas pojawił się inny przeciwnik

Okazało się, że na twardym lądzie, który Gralkor utworzył, pojawili się ludzie. Początkowo ich nie dostrzegał, jednak, kiedy ich obecność była zauważalna postanowił zmieść ich z powierzchni. Przywódcą ludzi został Kalohn mający w swoich rękach magiczną kulę, dzięki której mógł kontrolować wszystkie cztery żywioły. Mając taką broń udało mu się rozproszyć wszystkie żywioły, w cztery różne strony świata i uwięzić je za pomocą barier magicznych.

Żywioły nie chciały być zamknięte. Acwalandar rozpoczął studiowanie magii, dzięki czemu udało mu się stworzyć wielkiego potwora, który wysysał życie z wielu jego popleczników i miał moc ognia. Tak powstał pierwszy smok w świecie Might and Magic. Wysłał go, żeby zniszczył Kalohna, jednak również i on nie dał rady go pokonać. W trakcie walki Kalohn wytworzył wielki zbiornik wodny w którym utopił bestię.

Z połączenia czterech żywiołów narodziło się Enroth

Czyli świat w którym mamy do czynienia w Might and Magic VI, VII i VIII i Heroes of Might and Magic I, II i III. Aczkolwiek tutaj Starożytni zmusili ich do pokoju na dziesięć tysięcy lat, po którym chcieli się oddzielić, czym jednocześnie doprowadziliby do zniszczenia planety. Gdy okres pokoju zbliżał się do końca Starożytni zesłali Tarnuma, aby ten rozwiązał problem. Nieśmiertelny bohater nie zamierzał czekać na przybycie władców żywiołów i sam udał się do nich, żeby rozprawić się z nimi. Opowiada o tym trzecia część Kronik Heroes: Master of the Elements.

 

Inspiracją do powstania tego artykułu była strona o Acwalanderze z Fandomu o świecie Heroes:
https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Acwalandar_(Ancient_universe)

Pozostałe artykuły o świecie Heroes znajdziecie na podstronie „Pozostałe wpisy”, a tam między innymi:

/heroes-krewlod-co-wiemy-a-czego-nie-wiemy-o-tej-krainie/

/heroes-zycie-poszczegolnych-krain-przed-wydarzeniami-z-gier/

/heroes-dlaczego-tworcy-niewiele-ukazali-z-uniwersum-heroes/

Heroes: Bunt Nekromantów – Część 9 Part 1

Heroes: Bunt Nekromantów – Część 9 Part 1

Zbliżał się wieczór. Przygnębiona wyszła z jaskini i udała się do wschodniej części Celeste, gdzie Wielki Wezyr wywyższył ich do rangi czarodziejów. Zebrało się duże grono uczonych, którzy jak zobaczyli Hintę współczuli jej straty. Podeszła do przodu, gdzie był Listru i pozostali mistrzowie. Popatrzyła na stos, gdzie położyli Muwala, i natychmiast obrazy ich wspólnego czasu pojawiły jej się w myślach wywołując łzy. Mistrz Thane poklepał ją po ramieniu, na co dziewczyna uspokoiła się.

Przed kremacją nie wygłoszono żadnej mowy. Wielki Wezyr podszedł i podpalił stos, który szybko zajął się ogniem. Wszyscy mieli głęboką nadzieję, że chłopak jest już w świecie starożytnych i nic nie zakłóci jego szczęścia.

Żałowała, że jeszcze tylu rzeczy nie powiedziała Muwalowi. Pragnęła podziękować mu za pomoc, pośmiać się z nim, nawet iść i wypić to głupie piwo, do którego nie raz ją namawiał. Teraz to wszystko przeminęło, a ogień trawiący go uświadamiał to jej.

Część zebranych rozeszła się, aż w końcu przed ołtarzem zostali Listru, Thane, Gavin Magnus i pozostali mistrzowie. Również wokół ołtarza latały gargulce i chodziły golemy, które nawet w tej chwili nie potrafiły się zatrzymać na chwilę zadumy. Zacisnęła pięści mając ochotę je zniszczyć.

Wciąż czuła się winna za śmierć Muwala. Mimo, że chłopak sam chętnie przychodził z pomocą, to wciąż tkwiło w niej przekonanie, że zmusiła go do tego.

Aczkolwiek im dłużej przypatrywała się gargulcom i golemom, a potem przewróciła wzrok na Muwala, zrozumiała jedno. Alchemia nie sprowadzi duszy do ciała. Potrzebowała innego rozwiązania. Alchemia pokazała im, że nawet nieożywiona materia może stać się ożywioną.

Jednak co z duszą?

Skupiła się na koncepcji, żywiołach i magii, a zapomniała o najważniejszej różnicy między gargulcem a istotą. Jest to dusza i to właśnie na nią postanowiła zwrócić uwagę. Wiedząc, jaki ma cel odeszła spod stosu i wróciła do przerwanych badań.

– Muwal, obiecuję, że jeszcze porozmawiamy z sobą.

 

Czarodzieje znajdujący się w szkole czarów mocno zdziwili się obecnością Hinty, jednak nie zamierzała się tym przejmować. Przeszła przez właz i udała się do pomieszczenia, gdzie znajdował się zwój o genezie magii, to tam próbowała odkryć, dlaczego ciemność jest taka zła.

Po przeczytaniu nudnych fragmentów doszła do jednego, który opowiadał, że mistrzowie czerni używali magii mroku, żeby otulić ciemnością ludzkie dusze. Na tej podstawie Bracada i wszystkie królestwa strzegły się przed magią ciemności. Czytała dalej, że mistrzowie mroku zrzeszali się tworząc wszelkiego rodzaju zakony, które działały skrycie i nawet dzieci światłości miały problem, żeby je odnaleźć. Poprzez mrok zniewalali dusze i często nieświadomie byli przyzywani przez dzieci światła.

Brak informacji zniechęcił ją, ale nie poddawała się. Znała jego dalszą część, lecz bardziej próbowała odkryć coś, czego nie dostrzegła. Kolejny fragment opowiadał o tym, jak dzieci światłości podejmowały walkę z magami ciemności i jak odróżnić ciemność od jasności.

Czytając zwój doszła do momentu w którym zapisano, że dzieci światłości znały tajemnice, dzięki którym miały być chronione przed złem i uwolnić się spod jarzma nocy. Zdawała sobie sprawę, że noc w tej chwili jest metaforą dla magii ciemności, ale że tablica karze się jej wystrzegać, tego się nie spodziewała. Jednak to następne zdanie mocniej przykuło jej uwagę:

„Istota musi udoskonalić to, co nie ma formy i fantomu lęku. Musi zbadać od podstaw wszystkie tajemnice i iść drogą, która prowadzi przez mrok, jednak przed oczami zawsze musi widzieć światło swojego celu, pomimo przeszkód na drodze.”

Jeszcze raz to przeczytała, nie mogąc uwierzyć, w to co widziała. Oczy ją nie mamiły. Więc miała walczyć z magią ciemności, a jednocześnie iść drogą, która prowadzi przez mrok? Co to ma znaczyć? Nie rozumiała tego. W jaki sposób ma iść przez mrok, skoro nigdzie nie jest napisane czym on jest?

Czytała dalej, gdzie napisano, w jaki sposób walczyć z magią ciemności, kiedy odczuwa się do niej pociąg. Czuła, że powinna zastosować sposób opisany w zwoju, ponieważ wciąż pragnęła odkryć, na czym polega magia ciemności, co według niego jest złe.

Dodatkowo powinna rozwijać coś, co nie ma formy i fantomu lęku. Zrozumiała, że chodzi o duszę. Cały czas błędnie myślała, że duszą można kierować, a to ona sama wybiera gdzie chce wejść, ponieważ niczego się nie boi.

Potrzebowała przekonać się o tym. Odstawiła zwój na półkę i wzięła następny, którym była tablica szmaragdowa mówiąca o kluczu do wolności przestrzeni. Tam było wspomniane, że w celu osiągnięcia nieśmiertelności trzeba opuścić swoje ciało i wędrować przez bezkres eteru. Listru, Thane i inni czarodzieje traktowali, że dusza wyłącznie ze śmiercią opuszcza swoje ciało. Hinta nie zgadzała się z tym, ale nie potrafiła udowodnić ich błędu.

W tym zwoju rzucił jej się fragment:

„Materia jest płynna i płynie niczym prąd, przemieniając się ciągle z jednej rzeczy w inną. Przez wsze czasy istniała wiedza nigdy nie zmieniona, choć pogrzebana w ciemności, nigdy nie zagubiona, choć zapomniana przez człowieka.”

– Jak ja mogłam tego nie zauważyć?! – krzyknęła, na co wszyscy czarodzieje dygnęli. Natychmiast przeprosiła i uspokoiła się.

Magia ciemności skrywała prawdę. To właśnie temu trzeba iść drogą ciemności, żeby odkryć prawdę. To dzięki niej zrozumie, w jaki sposób można dojść do nieśmiertelności, a przez to żyć wiecznie z pełną świadomością. To samo uzmysłowił jej ten zwój, w którym było napisane:

„Jesteś kluczem wielkiej mądrości, w tobie jest cała przestrzeń i czas.”

To dusza jest odpowiedzią na wszystko. Zrozumiała już co musi zrobić. Przez ciemność skontaktuje się z Muwalem. To właśnie w niej znajduje się odpowiedź odnośnie prawdy i życia wiecznego.

– Tylko jak to zrobić?

Spytała samą siebie. Odłożywszy zwój spacerowała po pomieszczeniu próbując zrozumieć przeczytane przed chwilą słowa. W tej chwili przypomniała sobie, o religii erathiańskiej, na podstawie której o cokolwiek się poprosi będzie dane. Czarodzieje i alchemicy dążyli do tego, żeby sami okiełznać magię i wykorzystywać ją do własnych celów. Teraz potrzebuje poprosić Gnotr o pomoc i już nawet wiedziała, kiedy powinna to zrobić.

 

Inspiracją do powstania opowiadania było opowiadanie The Nether Gods opisujące początek nekromantów w świecie Heroes. Oryginalną wersję znajdziecie na stronie fandomu o świecie Heroes:
https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Necromancy_origin

Inne wpisy z serii Heroes znajdziecie w podstronie „Pozostałe wpisy”, a tam:

/heroes-krewlod-co-wiemy-a-czego-nie-wiemy-o-tej-krainie/
/heroes-zycie-poszczegolnych-krain-przed-wydarzeniami-z-gier/
/heroes-dlaczego-tworcy-niewiele-ukazali-z-uniwersum-heroes/

Heroes: Krewlod, co wiemy, a czego nie wiemy o tej krainie?

Krewlod jest krainą znaną z trzeciej odsłony Heroes of Might and Magic. To właśnie stamtąd wywodziła się frakcja, którą 3DO nazwało Twierdzą. W niej mieliśmy do czynienia z takimi jednostkami jak gobliny, orki, ogry, cyklopy i ubóstwiane przez wielu behemoty. Znajdowała się ona w zachodniej części Antagarich, gdzie graniczyła od południa z Bracadą, od północy z Tatalią i od wschodu z Erathią. Panował tam upalny klimat i większość obszarów zajmowały tereny pustynne.

Chociaż pierwsze wzmianki o tych terenach występują dość wcześnie, to stosunkowo niewiele wiemy o jednej z najstarszych krain na tym kontynencie. Chcecie się dowiedzieć, co powiedziano, a co ukryto o Krewlod? Jeśli tak, to zapraszam do dalszej części artykułu.

Co wiemy?

Historia

Już pierwsze wzmianki dotyczące życia na Antagarich wspominają Krewlod. To właśnie tam w I i II wieku p. C. (po Ciszy) władzę w plemieniu przejął Jarg, który podporządkował sobie pozostałe plemiona, a następnie rozpoczął ekspansję na cały kontynent. Podbił magów, zielone tereny Erathii i rozszerzył działania na wschodnią i północną część kontynentu. Utworzył I Imperium Barbarzyńców i nadano mu przydomek Zdobywca. Po śmierci władcy synowie nie pogodzili się w sprawie sukcesji tronu, na czym, skorzystali magowie i nie dość, że wyswobodzili się spod dominacji Krewlod, to jeszcze podbili ją, nakładając rygorystyczne prawo na jej mieszkańców.

Wyswobodzeniem był Tarnum, który podbił Bracaduun i na jego gruzach utworzył II Imperium Barbarzyńców. Jego brutalne rządy przerwał Rion Gryphonheart, który założył Erathię i wyswobodził Bracadę spod okupacji króla tyrana.

Ustrój

Władzę w królestwie sprawował król, który był wybierany raz na trzydzieści lat w trakcie Festiwalu Życia. Każdy z pretendentów do tronu musiał: zabić jednego starożytnego behemota, oczyścić dany obszar z potworów i następnie pokonać swoich konkurentów. Zwycięzca potyczki stawał do walki z królem i jeśli go pokonał, wówczas stawał się nowym władcą, a jeśli przegrał, to panowanie spoczywało w rękach poprzedniego władcy.

Mieszkańcy

Tereny zamieszkiwali głównie orkowie, gobliny, ogry, a także większe stworzenia jak roki, cyklopy czy behemoty. Aczkolwiek, co może dziwić, wśród mieszkańców Krewlod znajdowali się ludzie, którzy musieli cieszyć się poważaniem, skoro wielu z nich pełniło wojskowe funkcje. Najbardziej znanymi barbarzyńcami w ludzkiej postaci byli: Tarnum, Crag Hack, Kilgor, Terek, Shiva, czy Oris.

 

Czego nie wiemy?

Historia

Przede wszystkim, nie wiemy, w jaki sposób Jarg władał swoim królestwem. W myślach Tarnuma uchodził za godnego i silnego króla, wręcz można rzec, że stawiał go na piedestał. Rzeczywistość najprawdopodobniej była inna i był okrutnym władcą, który nie liczył się z mieszkańcami podbitych rejonów. To tylko hipoteza, jednak gdyby sprawiedliwie zarządzał imperium, to czy magowie, rycerze i inni mieszkańcy podbitych rejonów chcieliby się oswobodzić spod panowania barbarzyńców?

Następnie czego nie wiemy, to co się działo w królestwie od momentu obalenia Tarnuma, do objęcia władzy przez Winstona Boragusa. Można by rzec, że twórcy pozbawili nas prawie tysiąc lat historii z jednego z najstarszych królestw na Antagarich.

Ustrój

Nie wiemy, w jaki sposób narodziła się tradycja Festiwalu Życia i dlaczego przybrała taką formę. Możemy się domyślać, że wyzwania miały udowodnić wybrańcom, że są odpowiednimi kandydatami do tronu, jednak to są tylko domysły.

 

Krewlod poprzez długą historię jest jedną z najważniejszych krain na Antagarich, a mimo to stosunkowo niewiele o niej wiemy. Nawet o tym co wiemy, rodzą się pytania, na które odpowiedzi nie uzyskamy. A jakie jest wasze zdanie o Krewlod? Może pominąłem jakieś istotne informacje, bądź znacie jeszcze jakieś ciekawostki? Podzielcie się nimi w komentarzu, im więcej opinii tym lepiej 😊

 

Inspirację do stworzenia tego artykułu czerpałem ze strony fandomu o świecie Heroes:

https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Antagarich

Pozostałe artykuły z serii Heroes znajdziecie również w podstronie z pozostałymi wpisami, a tam między innymi:

/heroes-zycie-poszczegolnych-krain-przed-wydarzeniami-z-gier/

/heroes-dlaczego-tworcy-niewiele-ukazali-z-uniwersum-heroes/

/heroes-gavin-magnus/

Heroes: Bunt Nekromantów – Część 8 Part 2

Thane i Listru zbliżali się do jaskini Hinty rozmawiając o możliwości udoskonalenia gargulców i golemów. Dżin wpadł na pomysł, żeby spróbować stworzyć golema z żelaza, który jak się okazało był silniejszy niż ten z kamienia. Udało im się również wpoić kreaturom niektóre rozkazy, co nieznacznie zadowoliło Hintę, ale szybko zniechęciło, kiedy wykonywały je bezwolnie.

Zbliżając się do jaskini czuli żrący zapach. Początkowo ich nie dziwił, ale im bliżej byli tym coraz bardziej drażnił ich nozdrza.

– Chyba Muwal przesadził z tym kwasem. – rzekł Listru, który razem z dżinem zasłonił szmatą usta.

Jednak po kilku kolejnych krokach mieli wielkie trudności z oddychaniem i pojawiły im się złe przeczucia. Wbrew trującemu oparowi weszli do środka, gdzie … leżał Muwal. Nabrawszy powietrza wbiegli i wyciągnęli chłopaka na zewnątrz.

– Muwal, Muwal, powiedz coś! – krzyczał Listru, a Thane natychmiast rzucił na niego uleczenie, lecz wbrew sile czaru chłopak nie odzyskał przytomności. Jakkolwiek próbowali ocucić go, ale ten na nic nie reagował, jakby jego dusza już zmierzała do świata Starożytnych.

Thane złapał go i natychmiast poleciał w kierunku świątyni światła, gdzie znajdował się Reginald Uzdrowiciel. Listru nie wiedząc co zrobić pobiegł do szkoły czarów, gdzie zapewne przebywała Hinta.

 

Razem z dziewczyną wbiegli do Sanktuarium, gdzie w jego centralnej części znajdował się dżin wraz z sędziwym starcem, który odprawiał rytuał uzdrowienia nad Muwalem. Jak Listru jej powiedział tym sędziwym starcem był Reginald Uzdrowiciel, jeden z najlepszych medyków znajdujących się w Bracadzie i jeśli on nie pomoże Muwalowi, to znak, że nikt nie jest w stanie mu pomóc. Miała głęboką nadzieję, że i teraz jego moce go nie zawiodą.

Patrzyli, jak Muwalowi podnosiła się klatka piersiowa, a potem opadała, następnie medyk przywoływał niebiańską łunę, która spadła na chłopaka. Później otoczył go niebieskimi gwiazdkami, które połączywszy się w wielką falę przenikały przez ciało lekkoducha. Jednak żadne z działań, które podjął się uzdrowiciel z dżinem, nie przynosiło efektu. Mimo to nie poddawali się. Próbowali na wszelkie sposoby przywrócić przytomność chłopakowi, wbrew nadziejom Hinty, których z każdą chwilą miała coraz mniej. Nie chciała pogodzić się z jego śmiercią, mimo, że coraz więcej na nią wskazywało.

Później ciało chłopaka uderzyło w podłogę po raz ostatni. Starzec z dżinem spojrzeli na siebie kręcąc głową. Chwilę później znaleźli się przy znajomych chłopaka.

– Robiliśmy wszystko co w naszej mocy, ale on już jest wśród Starożytnych.

Mimo, że spodziewała się to usłyszeć, to ciężar tego stwierdzenia mało nie zwalił jej z nóg. Patrzyła na ciało martwego kumpla i prosiła Gnotr, aby jeszcze raz zażartował sobie z niej, aby jeszcze raz się uśmiechnął, aby jeszcze raz po prostu przyszedł. Dopiero w tej chwili zdała sobie sprawę, że chłopak był pierwszym, który wyciągnął do niej rękę i nie oczekiwał niczego w zamian.

Teraz, kiedy ona powinna mu jakkolwiek pomóc, to jego już nie ma.

Listru natychmiast pobiegł do Muwala próbując resztkami nadziei przywrócić go do życia. Reginald i Thane współczuli im. Hinta wybiegła z sanktuarium i już nie powstrzymywała swoich łez. Zdała sobie sprawę, że to przez nią zginął. Gdyby nie rozwijali się w sztuce alchemii Muwal nadal by żył i nadal zabawiałby ją zgryźliwym tonem.

Teraz tego już nie będzie.

Gdy szloch się uspokoił wróciła do swojej jaskini, chcąc być sama. Patrzyła na pobojowisko, które spowodował Muwal, ale nie miała sił sprzątać. Następnie spojrzała na pierwszego gargulca, który gonił po całej jaskini. Z wściekłości wyczarowała ognistą kulę i zniszczyła go. To właśnie przez niego chłopak jest już wśród Starożytnych.

Nie przez niego, przez nią.

To ona go namówiła, żeby pomógł jej w badaniach. To ona potrzebowała opinii, czy dobrze, czy źle postępuje. To ona potrzebowała kogoś, kto po prostu będzie ją wspierał i chociaż nie powiedziała mu tego, to właśnie tego pragnęła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak jego wsparcia będzie jej brakowało.

Oparła się o ścianę i ponownie zaczęła płakać. Wszystkie wspomnienia pojawiały się jej przed oczami, a im dłużej trwał ten pokaz chwil spędzonych z chłopakiem, tym bardziej płakała.

Po dłuższej chwili na jej ręce spadł zwój, który mówił o magii ciemności. Głośno fuczała na jego widok i wstawszy rozerwała go, później następny i następny, i jeszcze kilka kolejnych padło ofiarą jej niekontrolowanego szału. Przerzuciła swoją złość na narzędzia pracy, którymi rzucała po całej jaskini, a jej złość dopiero uleciała, kiedy z całej siły kopnęła golema, że aż noga się zdeformowała. Ponownie upadła i szlochała.

Przez kilka kolejnych dni nie wiedziała co z sobą zrobić. Za cokolwiek się nie zabierała przerywała czynność, tracąc sens jej wykonywania. Krzątała się tam i z powrotem, a Muwal wciąż przewijał się przez jej myśli.

Kolejnego dnia przyszedł do niej Listru.

– Jak się trzymasz? – spytał widząc ją siedzącą przy ścianie.

– W porządku, a ty?

– Też.

Odrzekł i usiadł tuż obok niej. Hinta zdawała się go nie dostrzegać, a Listru też nie chciał kontynuować dyskusji, lecz nie chciał być sam. Samotność go dobijała, tak samo jak dziewczynę, tylko ona w stosunku do niego nie chciała się do tego przyznać.

Milczeli dłuższą chwilę, aż w końcu chłopak nie wytrzymał.

– Dzisiaj wieczorem przy obelisku w Celeste jest uroczysta kremacja Muwala. Myślałem, że powinnaś wiedzieć.

Kiwnęła głową przyjmując do wiadomości. Listru nie siląc się na rozmowę zostawił ją. Hinta jeszcze długo próbowała o niczym nie myśleć. Wręcz wpadła w jakiś stan odrętwienia, w którym była tylko ona, a wszystko inne w tej chwili przestało mieć znaczenie. Nie wiedziała, jaka jest pora dnia, nie wiedziała czy chciało się jej jeść, czy była wyspana. Podstawowe czynności przestały mieć znaczenie, jakby naraz znalazła się w innym świecie.

 

Inspiracją stanowiło dla mnie opowiadanie opublikowane na Nether Gods:
https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Necromancy_origin

Pozostałe artykuły o świecie Heroes znajdziecie na podstronie „Pozostałe wpisy”, a tam:
/heroes-zycie-poszczegolnych-krain-przed-wydarzeniami-z-gier/
/heroes-dlaczego-tworcy-niewiele-ukazali-z-uniwersum-heroes/
/heroes-gavin-magnus/

Heroes: Życie poszczególnych krain przed wydarzeniami z gier

Heroes: Życie poszczególnych krain przed wydarzeniami z gier

Nazwa wpisu jest trochę enigmatyczna i pewnie niewiele Wam mówi, ale chciałem opisać życie na poszczególnych krainach, przed wydarzeniami z gier Heroes. Przykładowo mam na myśli Deyję, zanim przybyli nekromanci, Eeofol przed inwazją Kreegan, bądź Erathię przed założeniem królestwa. Okazuje się, że ziemie te nie zawsze były zamieszkiwane przez jej obecnych mieszkańców, a nierzadko los płatam im figle. Chcecie się dowiedzieć o jakich ziemiach mówię? Jeśli tak, to zapraszam do dalszej lektury.

Mapa Antagarich miejsce wydarzeń Heroes III oraz Might and Magic VII 

Eeofol

Głównie kojarzymy ją z trzeciej części popularnych Heroes, gdzie Kreeganie po przybyciu na Antagarich założyli tam swoje królestwo. A co było przed inwazją przybyszy z kosmosu? Kraina była zielona i tętniła życiem. Zamieszkiwały ją niziołki, smoki oraz tytany. Po przybyciu demonów pod wodzą Xenofexa obszar ten zamienili w gorącą krainę, po której pływały rzeki lawy. Niziołków przepędzili, a smoki i tytany pozostawili przez wzgląd na swoje rozmiary.

Deyja

Obecnie jest wyschniętą ziemią zamieszkiwaną przez nekromantów, którzy wyssali z niej życie. Kiedyś były to tereny Avlee, a z racji, że elfy miały zamiłowanie do natury, to możemy się domyślać, że były porośnięte wszelką roślinnością.

Erathia

Najwięcej o wydarzeniach przed założeniem Erathii przez Riona Gryphonhearta wiemy z Heroes Chronicles, zwłaszcza z pierwszej części Warlords of the Wastelands. Wiemy, że ziemie te od zawsze wykazywały się dużą ilością zieleni, jednak nie były tak mocno zalesione, jak tereny Avlee. Z czego mogło to wynikać? Przede wszystkim z tego, że Erathia stanowiła strategiczny punkt dla najeźdźców. Już Jarg zdobywca podbił większość Erathii, Bracady i zmierzał na północ w kierunku Deyji, czy nawet Avlee. Jego plany podboju przerwała śmierć, a synowie nie potrafili się porozumieć w sprawie sukcesji władzy.

Skorzystali na tym czarodzieje z pustynnej Bracady, którzy podbili większość ziem opanowanych prze Jarga Zdobywcę i utworzyli Cesarstwo Bracaduun. Zawierała ona w sobie obszary Bracady, Krewlod i Erathii. Armia składała się głównie z czarodziei oraz z rycerstwa Erathii. Po inwazji Tarnuma cesarstwo upadło, który władał twardą ręką nad podbitymi ludami. Dopiero Rion Gryphonheart pokonał tyrana i założył królestwo ludzi.

Enroth - miejsce wydarzeń dwóch pierwszych części Heroes oraz Might and Magic VI

Dragonsand

Przejdźmy teraz na kontynent Enroth, ponieważ okazuje się, że również i tutaj występuje kraina, która swój obecny wygląd zawdzięcza jednemu wydarzeniu z przeszłości. Jest to właśnie pustynia Dragonsand, która w przeszłości była równie zielonymi terenami, jak pozostała część Enroth. Również inaczej się nazywała, bo miała nazwę Vissais. To właśnie w te rejony przyleciał statek kolonizacyjny VARN MCMIV około 350 lat przed Ciszą z przyszłymi mieszkańcami kolonii. Władzę nad nią sprawowała władza kolonijna, na której czele stał Padysz.

Co się stało z krainą? Okazało się, że wśród członków władzy kolonijnej znajdowali się zdrajcy, którzy zamordowali córkę ówczesnego Padysza Alana, a później jego syna Michaela. Zarządca kolonii wpadł w szał i korzystają z potężnej broni starożytnych zrównał z ziemią tereny Vissais, gdzie znajdowali się pozostali zdrajcy. Tereny przez wiele lat nie były zdatne do zamieszkania a na jej tereny trafiły smoki oraz tytany, które jako nieliczne mogły tam żyć.

 

Znacie jeszcze jakieś ciekawostki o krainach w świecie Heroes? Podzielcie się nimi w komentarzu 😊

 

Inspirację do artykułu czerpałem ze strony fandomu o świecie Heroes:

https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Main_Page

Wydarzenia opisane w Dragonsand mają nazwę Dnia Ognia, jego pełną opowieść znajdziecie na tej stronie: https://mightandmagic.fandom.com/pl/wiki/Dzie%C5%84_Ognia

Pozostałe artykuły o świecie Heroes znajdziecie w sekcji pozostałe wpisy, a tam między innymi:

/heroes-dlaczego-tworcy-niewiele-ukazali-z-uniwersum-heroes/

/heroes-gavin-magnus/

/heroes-tarnum-skad-u-niego-taka-nienawisc/