Powstanie Ragilii – Rozdział 5 – część 1 – fantastyka

Rozdział 5 – część 1 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci 🙂

Prace nad budową mostu trwały bez przerwy. Ani żołnierze, ani jaszczuroludzie nawet nie spali, żeby most na cześć króla Warena został ukończony o czasie. Mokar, Krap i pozostali wręcz padali z wyczerpania. Nie baty i kopanie przez strażników były najgorsze, chociaż ich liczba się nie zmniejszyła, a wręcz przeciwnie – zwiększyła- to brak snu był najbardziej wyniszczający.

Inja doradziła im w trakcie jednego z wielu spotkań w świątyni w Goryi, żeby jeden robił robotę za dwóch. Oznaczało to, że kiedy jeden z robotników pracował, drugi miał szansę złapać choć odrobinę wytchnienia, pod warunkiem, że zmiennik pozorował pracę za dwóch. Potworzyło się wiele grup, które dzieliły się na dwie podgrupy: wypoczywającą i pracującą. Gdy jedna z grup pracowała, druga spała, a następnie była zamiana. Strażnicy nie wiedzieli o tym sposobie, i myśleli, że wszyscy niewolnicy pracują tak samo.

Sposób ten pozwolił im znaleźć dzień odpoczynku w tygodniu, ale w wyniku niedoboru  snu i zwiększonego nakładu pracy, jaszczuroludzie umierali jak muchy. Wielu z nich nie dało radu już dźwigać kolejnego kamienia i padali na ziemię wskutek skrajnego wycieńczenia. Innych przygniatały cokoły, bo nie mieli sił ich podnosić. Śmierć pobratymców stała się już wśród jaszczuroludzi codziennością, ale wciąż nie zamierzali się pogodzić.

– Dosyć tego! – wrzasnął jeden z nich, gdy przebywali w świątyni Goryi. Miał żółto-niebieskie łuski i jedno ramię znacznie masywniejsze od drugiego. – Miarka się przebrała, już nie chcę dla nich pracować!

– Nikt z nas nie chce! – wrzasnęła Inja. – Krol poszedł po wsparcie gnolli, ale potrzebuje czasu, by ich znaleźć. Wiem, Ordak, że jest ci przykro z powodu syna, ale czasu już nie cofniemy.

Jaszczuroczłowiek rozpłakał się na myśl o swoim dziecku. Wierzył w wolność, podobnie jak ono. Jego syn zginął pod cokołem, wraz z inną grupą jaszczuroludzi.

– Wiadomo coś o Krolu? – spytał ktoś z tłumu. – Czy znalazł tych gnolli?

– Niestety nie. – odpowiedział Krap – Tylko ja umiem czytać i pisać, ale Krol nie umie.

– A może utworzymy własne pismo i jakoś się z nim skontaktujemy? – zasugerował ktoś z tłumu. – Powiedzieliście, że poszedł na południe w kierunku Gazi, więc może uda się go znaleźć.

– Jak? – wtrącił się Mokar. – Gazi jest ogromna i znalezienie go tam graniczy z cudem. W jaki sposób list miałby go znaleźć?

Nim jakikolwiek głos zdołał odpowiedzieć, nagle w ścianie świątyni powstal wyłom, z którego wyłonił  się niebieskołuskowy jaszczuroczłowiek, obleczony w szaty kapłańskie.

– Myślę, że jestem w stanie wam pomóc.

– Ogran? – spytała Inja. – To jest ten mityczny kapłan, o którym opowiadaliście? – pytanie skierowała do ukochanego Krapa, który jej skinął. – Czemu się wcześniej nie pojawiałeś?

Nim zdążył odpowiedzieć, wszyscy zebrani w świątyni Goryi upadli i oddali mu pokłon. Ogran uśmiechnął się ten wyraz uniżenia  ze strony niewolników mile połechtał jego ego. Skinał ręką, dając im znak, że mogą powstać, lecz mimo to niewolnicy wciąż klęczeli na kolanach i oddawali mu pokłon.

– Myślałem, że dacie radę sami, ale widzę, że potrzebna jest wam pomoc.

– Czemu wcześniej się nie pojawiłeś? – spytał Krap, powtarzając pytanie, zadane wcześniej przez Inję.

– Nie widziałem takiej potrzeby, lecz teraz rozumiem już, że moja pomoc jest potrzebna. Myślę, że jestem w stanie spotkać się z Krolem i przekazać wam, co udało mu się odkryć.

Nim ktokolwiek zdobył się na odwagę zadać jakiekolwiek pytanie, pojawiła się wyrwa w ścianie, do której Ogran wszedł – a sekundę później już jej nie było. Pozostawił jaszczuroczłowieków w nieświadomości.

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

 

Mimo przyśpieszenia tempa prac jaszczuroludzi, Baron Mormo Joas nie był zadowolony z postępów. Most rósł mu w oczach z dnia na dzień. W dzień widział pojedyncze kropki, które niczym gąsienica zmierzały do jednego punktu i wracały, natomiast w nocy ogniska, pokazujące się w postaci małych punktów, udowadniały mu postęp prac.

A jednak wciąż było za mało. Nie mógł zasnąć, nękany myślami o budowie tego mostu, więc wstał tuż przed dźwiękiem dzwonów w Itrapie. Jego twierdza była dość oddalona od siedliska niewolników, i zazwyczaj dźwięk dzwonu nie nie dochodził do jego siedziby, lecz stres powodował, że nie mógł normalnie funkcjonować . Początkowo łudził się, że pracę zakończą się do końca roku, lecz teraz już nie był tego pewny. Zbliżał się maj, a most nie był nawet w połowie ukończony. Od niego miały odbiegać mniejsze odnogi prowadzące do poszczególnych miast, tak, jak tego  zażyczył sobie  król Waren.

– Kroneliusz! – zawołał na swojego sługę. –Osiodłaj konia. Potrzebuję rozejrzeć się na budowie.

Sługa co sił w nogach spełnił rozkaz. Baron założył buty z wysoką cholewą i podwójną warstwą skóry, która chroniła przed wilgocią. Wciąż nie mógł się przyzwyczaić do wilgotno-bagnistego klimatu Ragilii, mimo, że urzędował tutaj już od trzech lat.

Zszedł do stajni, gdzie czekał już Kroneliusz z przygotowanym koniem. Baron dosiadł go, a następnie poprosił służącego, żeby przyprowadził Oranię. Z twierdzy barona wyjechali we trójkę. Chwilę później sekcja kawalerzystów dołączyła do nich, żeby osłaniać ich przed niespodziewanym atakiem -.

– Kroneliuszu – zapytał baron Joas – jak ci się wydaje – zdążymy przed końcem roku z budową mostu, czy nie?

– Jestem przekonany, że tak – odpowiedział Kroneliusz.

– Gratuluję optymizmu, jestem przekonana, że nie – skontrowała Oranja, ignorując gniewne spojrzenie barona Joasa.

– Oranujo czemu zawdzięczam twój pesymizm? – zapytał baron z wściekłością w oczach, ale głosem jeszcze spokojnym.

– Jeszcze zbyt dużo pracy zostało do zrobienia, a mało czasu. Poza tym za chwilę zaczną się największe upały i prace będą szły jeszcze  wolniej.

– Niemożliwe, przecież pracują całą dobę.

– I w tym tkwi problem, baronie. Za chwilę będą padać z wycieńczenia, a potem nie będzie miał kto budować mostu. Sugeruję zmniejszyć intensywność prac na lato, a zwiększyć w jesieni i na zimę.

– Nie ma mowy! Nie zgadzam się na to! Powstaną opóźnienia, a nie możemy sobie na nie pozwolić. Prawda, Kroneliuszu?

– Prawda, mój panie – rzekł szybko i przekręcił głowę unikając spojrzenia barona.

Orania już nie dyskutowała z baronem. Miała przeczucie graniczące z pewnością, że prędzej czy później dojdzie do rewolucji, bo jaszczuroludzie już nie będą mieli innego wyjścia.

Konwój zbliżał się do miejsca, skąd niewolnicy brali kamienie i następnie jeden za drugim szli w stronę końca mostu. Gdy jeden ze strażników zauważył, kto przejeżdżał natychmiast, oddając mu mu pokłon. Podobnie zrobili pozostali, gdy dostrzegli właściciela bagien w Ragilii. Jedynie jaszczuroludzie skupili się na pracy.

– Przeklęte gady! Nawet mi pokłonu nie oddają!

– Przeklęte gady! – wrzasnął jeden z żołnierzy – Nie widzicie, kto przybył?! – Smagnął biczem jednego z niewolników. – Padnijcie na kolana przed waszym panem!

Baron skinął żołnierzowi w podziękowaniu. Po oddaleniu się barona, żołnierz przynaglił niewolników do pracy.

– Cóż za piękny widok, uwielbiam, kiedy  oddają mi pokłon – rzekł baron dumny z siebie.

– Baronie, odróżniła bym szacunek od strachu – zaoponowała Orania.

– Oranio, jesteś bezczelna i nie oddajesz mi należytego szacunku! – Mógł ją ukarać, ale miał słabość do niej, mimo, że potrafiła grać mu na nerwach. – Podważasz każdą moją decyzję! Przez ciebie stracę szacunek wśród poddanych i niewolników.

– Wśród nich już dawno straciłeś szacunek, mój baronie – rzekła kpiąco.

– Oranio, nie bądź śmieszna. – złagodniał. – Przecież oni nie umieją walczyć.

Oranja nie była tego taka pewna. Widziała, ich wyniszczającą pracę i brak snu, a mimo to ich determinację i siłę… Żołnierze szybciej opadali z sił niż oni. W ciągu dnia dochodziły do niej głosy uderzeń bicza, ,powodujące gęsią skórkę. Po wprowadzeniu rozporządzenia o pracy bez przerwy, nie usłyszała ani jednego smagnięcia.

– Wszyscy jaszczuroludzie są zaprzęgnięci do pracy? – spytała Kroneliusza.

– Tak moja pani, wszyscy.

„To gdzie oni są?” – pozostawiła tą myśl dla siebie. Miałą wrażenie, że było ich za mało. Zupełnie, jakby robili coś, o czym nawet strażnicy nie wiedzieli, mimo, że pilnowali ich całą dobę. Wiedziała, że baron nie będzie chciał jej słuchać, ale im bardziej przyglądała się pracy jaszczuroczłowieków i ich witalności, tym bardziej przewidywała rewolucję.

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Fanfik a prawa autorskie

Niech pierwszy pisarz rzuci we mnie kamieniem, który nigdy nie pomyślał, by napisać fanfik lub inną powieść w istniejącym już świecie. Wątpię, że czymkolwiek oberwę. Ciężko będzie mi uwierzyć, że nikt z nas nie wykorzystał świata, który istnieje, żeby wpleść w nią własną historię.

Jednak czy jest to zgodne z prawem? Jest bardzo dużo fanfików na platformie Wattpad, gdzie tworzy się kontynuację dalszych wydarzeń na podstawie istniejącego świata. Autorzy ci kontynuują dalszą historię, mimo, że ich główna fabuła została już zamknięta. Czy mogą wydać tak powstałe dzieło? Nie, chyba, że spełnią kilka warunków, o których również opowiem. Dlatego też serdecznie zapraszam do lektury artykułu.

Fanfik a prawa autorskie?

Nim zacznę opowiadać o zależności między fanfikiem a prawami autorskimi skupię się na tym drugim. Czym one są? Prawa autorskie to nic innego, jak narzędzie, które ma bronić dzieło przed bezprawnym jego wykorzystaniem. Sprowadza się ono do tego, że jeśli stworzysz dane dzieło, to tylko ty i wyłącznie ty masz możliwość decydowania, w jaki sposób będziesz je eksploatował, ewentualnie udzielisz komuś zgody na jego dalsze wykorzystanie. Klasyczną sytuacją jest wydawanie powieści przez wydawcę. Pokazujesz mu swoje dzieło, on je analizuje i decyduje się je wydać, pod warunkiem, że przekażesz mu prawa do późniejszego dysponowania nim. On będzie podejmował działania związane z promocją twojej twórczości np. książki, jej wydaniem etc., a ty otrzymasz z tego tytułu jakiś profit.

Reasumując – prawa autorskie mają chronić ciebie i twoje dzieło przed bezprawnym jego wykorzystaniem.

Jak fanfik narusza prawa autorskie?

Skoro wyjaśniliśmy sobie czym są prawa autorskie, to teraz przejdźmy do sposobu w jaki fanfik je narusza. Fanfik jest dziełem, które dzieje się w istniejącym świecie, a więc narusza własność innego twórcy. Wykorzystanie jakichkolwiek elementów ze świata już istniejącego powoduje, że automatycznie utwór przestaje być twój i żeby móc go dystrybuować, wydać i jakkolwiek czerpać z niego korzyści, musisz mieć zgodę właściciela praw autorskich do jego pierwotnej wersji.

Taka sytuacja powstała, kiedy chciałem wydać „Bunt Charny”. Po konsultacji z prawnikiem okazało się, że nie mogłem tego zrobić, bo powieść naruszała prawa obecnego właściciela praw autorskich, czyli Ubisoftu.

Ale jest bardzo dużo wydanych fanfików, to czy one również naruszają prawa autorskie?

Jeśli rzeczywiście by to robiły, to mogę Was zapewnić, że właściciele praw autorskich wytoczyliby proces, który skończyłby się dla nich szczęśliwie. Uzasadnieniem sądu byłoby to, że utwór jest utworem zależnym, a nie inspiracją, toteż należy mieć zgodę aktualnych właścicieli praw autorskich. Właściciele publikacji, które widzicie w księgarniach, mają zgodę od właścicieli na wykorzystanie wizerunku i promocję twórczości, której akcja dzieje się w ich świecie.

To ja stworzyłem fabułę, która dzieje się po zakończonej sadze, więc czemu nie mogę z niej korzystać?

Odpowiedź jest prosta: Wykorzystałeś elementy ze świata już istniejącego, a więc twój utwór nie powstałby, gdyby nie utwór pierwotny. Jeśli tworzysz historię, która jest po Śródziemiu i napiszesz na przykład:

Przybyli do Minas Tirith, które kiedyś było oblegane przez króla Nazguli.

… to powieść automatycznie staje się utworem zależnym i jej dystrybucja bez zgody właścicieli jest zabroniona i karana.

 

Dalsza część artykułu o fanfikach poniżej

Jeżeli treść artykułu Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Czym jest utwór zależny?

Trzeba wyjaśnić tę kwestię, bo to ona w głównej mierze decyduje, dlaczego na czymś możemy zarabiać, a na innym nie. Utwór zależny to taki utwór, który nie mógłby powstać bez utworu pierwotnego. Najlepszym tego przykładem jest tłumaczenie książek, filmów, gier, plakatów etc., które powstają na podstawie już istniejących dzieł. Sami widzicie, że aby coś przetłumaczyć musiało coś powstać w oryginalnym języku. Podobnie jest z fanfikami, żeby mógł powstać fanfik, który jest rozwinięciem świata, musiało powstać dzieło pierwotne.

Właśnie to decyduje, że fanfik jest utworem zależnym.

Kiedy natomiast utwór jest inspiracją?

Dzieje się tak wtedy, kiedy artysta zainspirowany danym dziełem, tworzy własne. Co to oznacza? Oznacza to, że tworzysz wszystko od zera i nie powielasz rzeczy, które pochodzą z innych światów. Co ciekawe możesz użyć nazw, które są znane z innych utworów.

Ktoś z Was powie:

„Ale zaraz, chwilę wcześniej napisałem przecież, że wykorzystując elementy ze świata już istniejącego powoduję, że mój utwór staje się zależny, to więc jak mogę wykorzystać?”

Już ci pokazuję:

Przybyli do Minas Tirith i wyszli na siódmy poziom miasta.

Widzicie subtelną różnicę? Nie wskazuję na coś, co jest tylko i wyłącznie dziełem Tolkiena.  Wymieniam tylko nazwę miasta i w nim tworzę już własną fabułę. Nie nawiązuję do czegoś, co już istnieje. Wyłącznie nadaję nowe znaczenie, a przez to chociaż używam nazwy miasta, to dalsza część zdania oparta jest już na mojej własnej wyobraźni, bez opierania się na oryginale. To  powoduje, że utwór nie jest już zależny od pierwotnego dzieła.

A kiedy można wydać utwór zależny, w tym fanfik?

Wspomniałem już o tym wcześniej, ale powtórzę raz jeszcze. Jeżeli właściciel dzieła, w którego rękach są prawa autorskie, wyda zgodę na publikację waszego dzieła – możesz wydać swoją publikację.. Najczęściej odbywa się to na gruncie obopólnej korzyści, czyli procenta od sprzedaży. W przeciwnym wypadku nie myślcie nawet o zarabianiu na powieści.

Podsumowanie

Fanfik nie jest waszym dziełem, mimo, że to wy go napisaliście. Jest wasz, jeśli właściciel przekaże wam prawa autorskie do dzieła, lub udzieli wam licencji na jego dystrybucję. W przeciwnym wypadku wasz utwór jest utworem zależnym, a nie inspirowanym.

Szanujmy prawa autorskie innych twórców i nie naruszajmy ich. Szanujmy ich dzieło, które stworzyli, i na podstawie którego chcą po prostu zarobić uczciwe pieniądze.

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Powstanie Ragilii – Rozdział 4 – część 2 – fantastyka

Rozdział 4 – część 2 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci 🙂

Bagno nie dawało Krolowi wytchnienia. Momentami porywało go, a kwiaty i inne rośliny wręcz oplatały jego ręce. Miejscami woda płynęła w postaci rzeki, więc wykorzystywał jej nurt, żeby oszczędzić sobie męczarni przy zmierzaniu do Gazi. Wiedział, że jest tam port przeładunkowy, więc jeśli miał się czegoś dowiedzieć o tych gnollach, to tylko tam.

Zastanawiało go, czemu Ogran nie pojawiał się od dłuższego czasu. Miał wrażenie, że pokazywał się wtedy, kiedy chciał, a nie wtedy, kiedy go potrzebowali. Teraz też potrzebował jego opinii o planie rebelii. Czy miał sens? Czy warto wprowadzić go w życie? Czy była szansa, że dzięki niemu pozbędą się ludzi z Ragilii? Te i jeszcze wiele pytań chciał mu zadać.

Prowiant od Krapa starczył mu na dzień, jednak trudność, z jaką pokonywał bagna, zmuszała go do częstszych posiłków. Od tej chwili lwią część czasu poświęcał na polowanie na mniejsze jaszczury czy inne ważki, latające wśród drzew. Dzięki zwinności udało mu się upolować kilka ważek, które nie zdążyły przed nim uciec. Później rozpalał ognisko i smażył je oraz inne upolowane jaszczury. Nie miał pojęcia jak daleko była Gazi od Itrapy. Wyprawa, która miała się zakończyć w ciągu kilku dni, trwała już ponad tydzień. Pierwszą część dnia przemierzał bagna i zatrzymał się, nim słońce wzeszło nad horyzontem. Wówczas polował na jaszczurki i inne bagniste stworzenia, które mógłby zjeść, po czym rozpalał ognisko i zajadał się upolowaną zdobyczą, zawiniętą w moglisty dyniacz, który zbierał, gdy przeprawiał się przez wodę.

Po dwóch tygodniach przemierzania bagien ,wspiął się na jedno z wyższych drzew i dostrzegł, jak odnogi rzeki Widy zbierały się u ujścia. To tam wybudowano ogromny port w Gazi, gdzie cumowały statki z Gradenii, które przypływały z materiałami do budowy mostu.

Wreszcie dotarł na miejsce. Zszedł z drzewa i stanął przed pierwszymi budynkami w Gazi. Zdziwił się, że miasto nie miało żadnych murów obronnych, ani innych umocnień. Najwidoczniej ludzie nie spodziewali się, że jakikolwiek wróg mógł przejść od tej strony. Krolowi natychmiast rzuciły się w oczy budynki, jakie ludzie budowali. W niczym nie przypominały ich lepianek w Itrapie. Zbudowano je z solidnego kamienia, utwardzonego jakąś brązową mazią. Zielonołuskowy domyślił się, że to ta sama maź, którą murarze przytwierdzali kamienie do budowy mostu.

Dostrzegł, że wokół domów spacerowali ludzie, więc natychmiast schował się zza jednym z krzewów. Nie widział żadnych jaszczuroludzi, więc nie  był pewnien, jak ludzie by go potraktowali.

– I jak ja mam wśród nich znaleźć gnolli?

Podbiegł pod jeden z domów i spojrzał przez okno do środka. W środku znajdował się kamienny piec, na którym wyłożono garnki. Obok pieca stał stół, do którego przystawiono krzesła. Siedziały na nich dzieci, jedzące posiłeke, a jego zapach wywołał w Krolu skurcze żołądka.

– Dzieci zjadajcie i idźcie jeszcze do kowala, zanim spadnie deszcz.

Jaszczuroczłowiek usłyszał starszej kobiety,dochodzący z wnętrza mieszkania, i natychmiast schował swoją głowę. Przywarł mocniej do ściany z bijącym szybko sercem. Potrzebował dowiedzieć się, jaki jest stosunek ludzi do takich jak on, lecz bał się wyjść ze swojej kryjówki..

– Ej, łapać tego gada! – krzyknął jeden ze strażników, gdy dostrzegł Krola.

Kilku strażników z dwóch stron natychmiast pobiegło za nim. Zielonołuskowy wbiegł w gąszcz domów, a gdy zerknął za siebie, dostrzegł kilkanaście ludzkich sylwetek, biegnących za nim. Biegł w labiryncie korytarzy między domami ludzi i próbował ich zgubić.

– Straż! Straż! Tu jest gad!

Ludzie krzyczeli, gdy ich mijał. Nie miał co szukać wśród nich pomocy. Wskoczył na dach jednego z mniejszych domów, mając nadzieję, że strażnicy mu odpuszczą. Nim zdążył wyjść, zauważył, jak dzida z ostrym grotem przeleciała tuż obok niego irobiła wyżłobienie w płytkach dachowych. Spojrzał w dół, gdzie kilku strażników naprężało łuki i mierzyło do niego. Natychmiast puścił się biegiem, ponieważ gdyby pozostał choć chwilę dłużej, strzały niechubnie by go dosięgły.Zwinnie przeskakiwał z dachu na dach i nie zatrzymywał się, dopóki strażnicy nie znikli. Nawet jeśli jedna grupa strażników straciła go z widoku, to pojawiała się kolejna.

Musiał coś zrobić, żeby nie dać się złapać. Zeskoczył w alejkę pełną domostw, gdzie nie było ludzi i wbiegł do dużego domu. Okazał się opustoszały, a w środku było kilka stogów siana. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Znajdowały się w nim boksy, w których zamknięto istoty na czterech nogach z zakończonymi kopytami i podłużnym pyskiem.

– Czy to są byczary? – spytał sam siebie w nadziei. Podszedł do jednego z nich. – Nie, one miały rogi i były znacznie potężniejsze. Też zniewolone tak samo jak my.

Istota, przed którą stał Krol zaczęła się gwałtownie poruszać. Podnosiła kopyta z zamiarem odgonienia Krola. Wraz z nim pozostałe istoty przywarte do boksów zaczęły się nerwowo poruszać.

– Cichutko, nie chcę wam robić krzywdy – uspokajał je, ale jeszcze bardziej panikowały.

– Tu jest ten gad!

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Krol  usłyszał krzyk jednego ze strażników, i natychmiast wskoczył do jednego ze stogówsiana. Odsłonił widok na korytarz, gdzie już znajdowało się kilku strażników.

– Gdzie się ukrywasz, gadzie? – spytał złowrogo jeden ze strażników z wyciągniętym mieczem.

– Widziałem, jak wbiegł tutaj – dodał kolejny, który trzymał dzidę wystawioną przed siebie.

Krolowi serce podchodziło do gardła. Zastanawiał się, kiedy zostanie zdemaskowany, i ta świadomość pchała go do wyjścia z ukrycia, lecz resztki rozsądku podpowiadały mu, , że to będzie zły pomysł.

– Konie się spłoszyły, więc na pewno tu jest. Nawet one wiedzą, że jaszczuroczłowiek jest zły – powiedział ten z wyciągniętym mieczem.

Uspokoili konie i rozglądali się po budynku. Sprawdzali między boksami, weszli pod dach budynku i już mieli wychodzić, gdy jeden z nich rzekł.

– A może schował się w sianie? – rzekł ten z dzidą.

– Podpalmy ją i zobaczymy – dodał inny, z młodzieńczym głosem.

– Siano jest tutaj cenne i rzadko dostępne, a konie nie lubią tego ragilijskiego świństwa. Lopar – podszedł do niego ten z mieczem – wbij miecz do każdej z nich i zobaczymy co się stanie.

Gdy podszedł do pierwszej kopy, wbił miecz w kilku miejscach. Poczuł siano, więc przeszedł do następnej kopy, w której również było siano. Zbliżał się do kopy, w której był Krol. Jaszczuroczłowiekowi serce zabiło jeszcze szybciej. Nim Lopar zdążył wbić miecz, Krol wyskoczył z kopy siana i rzucił się do ucieczki przez korytarz. Nimzdążył uciec z budynku, kilku strażników przyszpiliło go do ziemi.

– Tu jesteś, wstrętny jaszczurze! Chciałeś uciec od pracy, co? – rzekł Lopar, który związał jego ręce, a następnie siłą podniósł go w góręi postawił na nogi. – Trzeba przyznać, szybki jesteś i jak na jaszczura silny. Będzie dużo mięska do jedzenia.

Cała grupa wybuchła śmiechem, a następnie wyprowadzili go ze stajni.

Początkowo strażnicy prowadzili go przez wąskie brukowane uliczki w mieście, na których Krol się ślizgał. Później Gradenianie weszli z nim na główne ulice Gazi. Szybko zebrała się gawiedź, która rzucała w Krola wszystkim, co było w pobliżu.

– Gnij w więzieniu przeklęty jaszczurze! – krzyknął ktoś z tłumu.

– Z taką paszczą nie chciałabym nawet żyć! – dodał jeszcze ktoś.

Krol nie zwracał uwagi na obelgi. Był zły na siebie, że zawiódł pobratymców, a jeszcze bardziej zły na ludzi, że ci nie mieli choćby minimalnego szacunku do nich.

Tłum szedł za nimido momentu, aż dach jednego z domów zsunął się na ulicę i upadł z głośnym łoskotem. Strażnicy natychmiast rozstąpili się , a dach znalazł się pośrodku nich. Tłum ludzi uciszył się, część z nich uciekła do domów. Strażnicy i Krol nie wiedzieli, co takiego spowodowało, że dach osunął się i spadł na ulicę. Jaszczuroczłowiek zauważył jedynie, że dach został zbyt równo ścięty.

– Panowie do broni i pilnować zbiega – rzekł Lopar, który wyciągnął miecz spodziewając się wroga z każdego miejsca. Podobnie uczynili pozostali.

Trzask rozbijanych kamieni dobiegł do nich z jednego z domów, który pozostawił po sobie wyrwę w budynku. Tłum zaczął uciekać, część żołnierzy niepewnie trzymała miecz, a ci, co pilnowali Krola puścili go. Nikt nie rozumiał co się działo, oprócz Lopara.

– Wyłaź przeklęty magu i pokaż swoją twarz! – wrzasnął, lecz nikt mu nie odpowiedział.

Z bronią wyciągniętą i małymi krokami szedł do przodu. Żołnierze również to zrobili, ale nikt z nich nie chciał tu być. Krol również czuł się nieswojo. Wiedział, że magowie potrafili dużo, ale nie sądził, że są zdolni do takich zniszczeń.

Wtem z jednym z budynków wyszedł człowieko podobny twór, który miał brązowy habit na sobie, kaptur założony na twarz, tylko, że pod nim nie było widać twarzy, a była wyłącznie ciemność. Gdy Krol zauważył kapłana natychmiast się zląkł i nie wiedział, co robić. Strażnicy też nie byli przekonani, czy mieli go atakować. W końcu jeden z nich zaatakował postać bez twarzy, na co tamten rzucił nim o ścianę jednego z budynków, niczym błoto na ziemię.

– Wszyscy razem na niego! – rzekł Lopar, który jako pierwszy zaatakował z mieczem. Rzucił nim w niego, i chociaż trafił, to ostrze przeszło przez maga zupełnie tak, jakby nic pod habitem nie było. Pokaz ten spowodował, że wszyscy żołnierze stanęli. Upuścili broń i zaczęli się trząść, niczym skazaniec przed stryczkiem.

Przez chwilę nastała nerwowa atmosfera. Kapłan mimo swojej przewagi nie chciał podejmować kolejnego kroku, a strażnicy byli zbyt przerażeni, aby się poruszyć uciekać. Tępo patrzyli na postać w habicie, nie wiedząc, co za chwilę się wydarzy.

– Bądźcie przeklęci – rzekł mag przytłumionym głosem, wyciągając rękawy w ich kierunku, a podłoże brukowane momentalnie stało się mielizną. Również pod nogami Krola powstała mielizna, jakby ponownie wszedł w bagna.

– Uciekamy! – zarządził ktoś, ale magiczne mokradła stanowiły przeszkodę nie do pokonania..

Postać maga podchodziła do nich powoli, i im bliżej strażników była, tym bardziej próbowali uciekać, lecz ich próby okazywały się zupełnie bezskuteczne. Jeszcze mocniej zanurzali się w bagnie, aż w końcu mag bez twarzy był tak blisko, że widzieli własną śmierć przed oczami.

– Precz! – wykrzyknął mag, a mokradła nagle znikły, i gdy żołnierze odzyskali grunt pod nogami, natychmiast puścili się pędem.

Krol spoglądał na tą scenę sparaliżowany śmiertelnym strachem. Nie wiedział, czego właśnie był świadkiem, lecz wiedział, że postać, która przegoniła żołnierzy, miała ogromne moce magiczne Mag nie zakończył na tym swojego przedstawienia – gdy Gradenianie znikli, natychmiast spojrzała na Krola.

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Gra stworzyła świat, a jak go przenieść do książki?

Dzisiaj przychodzę do Was z takim dość nietypowym pytaniem. Mianowicie: jak przenieść świat z gry na karty powieści? Gra posiada świat, w którym występuje jakaś mechanika, powiązania między grupami istot, sposób życia, klimat itp. itd. Tylko jak to przenieść na słowo pisane?

Spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie w tym artykule. Opowiem Wam o swoich  doświadczeniach, jakie wyniosłem, przenosząc  świat popularnych hirołsów do Worda.

Najpierw fabuła

W każdej powieści, grze, filmie i innych dziełach, opierających się na rozwiniętym świecie, musi występować fabuła. Również przy pisaniu Buntu Charny głęboko mi ona doskwierała. Musiałem mieć dobry szkielet powieści, na którym oprę całą akcję, a to sprowadzało się do odpowiedzi na trzy pytania: kto, co i najważniejsze dlaczego. To fabuła powoduje, że kibicujemy głównemu bohaterowi lub wręcz przeciwnie, życzymy mu porażki.

Jednak opierając fabułę na świecie gry musimy pamiętać, że ona też ma swoją własną historię. Coś się zadziało, zanim doszło do wydarzeń, które opisujesz. Dlatego przy tworzeniu Buntu Charny wręcz cofnąłem się w czasie, aby dowiedzieć się, jak wyglądał świat z uniwersum Heroes of Might & Magic. Gdy zrozumiałem już, co się wcześniej działo, mogłem wejść ze swoją fabułą.

Dostosuj fabułę do świata gry

Gra, oprócz historii, ma również swój świat, mechanikę i wszystko co powoduje, że ten świat jest po prostu żywy. Od razu musimy przyjąć, że on na swój sposób funkcjonuje i ma swoje zasady, które musimy poznać. Przykładowo w grze upływający czas odmierzały dni, tygodnie, miesiące, a nawet lata, ale znaczenie miał tak naprawdę tylko pierwszy dzień tygodnia. Dzień, w którym można było gromadzić nowe jednostki i zbierać armię (dlatego hirołsy to była jedyna gra, w której poniedziałek był najbardziej wyczekiwanym dniem tygodnia (śmiech).

Na czym polega dostosowanie fabuły do świata?

Jest to uwzględnienie jej mechaniki i konstrukcji, a gdy czegoś brakuje, trzeba dodać to w taki sposób, aby całość zachowywała spójność. Tylko tyle i aż tyle.

Gra ma również swoich bohaterów

Ucząc się historii danego świata było trzeba poznać bohaterów tych wydarzeń. Dla przykładu, gdy poznawałem chronologię wydarzeń, potrzebowałem również sięgnąć do serii gier Might & Magic, aby poznać to, co w serii hirołs nie zostało powiedziane. Dowiedzieć się, że były takie osoby jak: Katarzyna Ironfist, Gelu, Roland Ironfist, Mutare, Tarnum itp. itd. Nawiązanie do nich jest istotne i pokazuje ciebie, jako eksperta ze świata gry. Im bardziej jesteś ekspertem w świecie gry, tym łatwiej jest ci napisać książkę i umieścićw niej grę.

 

Dalsza część artykułu o nagrodach literackich poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Może to być również przeszkodą

Prawda jest taka, że jeśli wiemy za dużo na temat świata przedstawionego w grze, to możemy na tym  więcej stracić niż zyskać. Dlaczego? Już tłumaczę.

Przede wszystkim wystąpi pokusa, aby umieścić w świecie gry wszystko, co wystąpiło, a co w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach będzie nie potrzebne na tym etapie pisania, na którym jesteś. W Buncie Charny dość często zawierałem zbyt dużo informacji o krainach, w których aktualnie akcja się nie działa. Oczywiście redakcja powieści ten błąd usunęła.

Nie potrzeba pisać wszystkiego, bo to jest niepotrzebne dla fabuły. Trzeba wyszczególnić informacje, które rzeczywiście mają wpływ na wydarzenia, a pominąć te, które są dodatkiem do świata gry.

Pamiętaj – mniej znaczy więcej

Jeżeli gra czegoś nam nie powiedziała i książka też nie powie, to nie bój się – czytelnik to sobie dopowie. Taka prawda. Nie musisz robić z czytelnika idioty – proste powiązanie między informacją a i b jest on w stanie zidentyfikować samodzielnie. Dla przykładu: Charna świetnie odnalazła się jako rycerz przywdziewający zbroję.

Nie trzeba pisać o przywdziewaniu zbroi, bo już sama nazwa rycerza sugeruje czytelnikowi, że nosi on zbroję. Podobnie jest z grą. Jeśli piszesz powieść nawiązującą do świata gry, to jej głównymi odbiorcami będą czytelnicy, dla których gra nie jest obca. Doskonale będą wiedzieli, jak świat ujęty w fabule a zaczerpnięty z gry funkcjonuje, jaka jest jego specyfika. Więcej im nie potrzeba, a jeśli ktoś nie będzie tego wiedział, to wysoce prawdopodobne jest, że wejdzie w świat gry i pogłębi swoją wiedzę. Dlatego nie musisz pisać wszystkiego, po prostu trzeba wybrać to, co jest najważniejsze.

Raczej nie twórz czegoś, co w świecie gry jest nierealne

Mam tu na myśli, sytuację, w której opisujesz w  powieści coś, co nie jest do przyjęcia z logicznego punktu widzenia w grze. Na przykład, jeśli w Buncie Charny umieściłbym jakieś kosmiczne statki, a nie wyjaśniłbym, skąd mogłyby pochodzić, to nie będzie to realne. Przede wszystkim, jeśli bazuję na świecie magicznym, to muszę trzymać się jego standardów. Nie mogę do krainy smoków wprowadzić cyborgi i odwrotnie, jeśli nie jestem w stanie tego logicznie uzasadnić.

Dlatego nie polecam dodawać czegoś, czego gra nie zawierała. Przede wszystkim ciężko ci będzie to uzasadnić i przekonać innych dlaczego to jest istotne. Jeśli byli przekonani do jednego świata, to są do niego przekonani, i mogą nie zaakceptować twoich pomysłów.

Pamiętaj, chociaż ty ją napisałeś, to powieść nie jest twoja

To co napisałeś to jest fanfik, a nie twoja powieść. Mimo, że wszystko to ty spisałeś, ale użyłeś części ze świata, które już nie są twoje, a więc wydać tej powieści NIE MOŻESZ.

O prawach autorskich jeszcze więcej będę pisał i wskażę, gdzie tam znajduje się fanfik i co trzeba zrobić, aby taką twórczość wydać. Powiem Wam, że jak się o tym dowiedziałem, musiałem całą powieść przerobić i dlatego wydaję ją dopiero w tym roku.

Ale informacje o niej już możecie znaleźć na moim Instagramie (link do niego poniżej).

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Powstanie Ragilii – Rozdział 4 – część 1 – fantastyka

Rozdział 4 – część 1 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci:

Spoglądał z najwyższej wieży swojego zamku na budowę mostu. Cieszył się, że prace postępowały tak szybko. Miał nadzieję, że do końca roku król Waren będzie mógł przybyć z Warden do Itrapy.

– Baronie Joas – jeden z jego posłańców w tym właśnie momencie wszedł do wieży. – Życzył mnie sobie baron widzieć –powiedział drżącym głosem.

– Wejdź – powiedział nonszalancko baron. – Spójrz, Kroneliuszu.

Asystent z obawą podszedł do barona i wyjrzał przez okno na budowę mostu. Z oddali widział sznur kropek zmierzający w jednym kierunku oraz wielkie skupisko kropek, które dźwigały jakąś iglicę.

– Życzyłbym, żeby do końca tego roku król Waren mógł po nim przejść ze swoją świtą.

– Mój panie, to niemożliwe – odrzekł nieśmiało, po czym spuścił wzrok pod wpływem gniewnego wzroku barona Joasa. Władca zamku podszedł do posłańca i natychmiast wymierzył mu policzek w twarz.

– Skoro mówię, że ma być wykonany do końca roku, to nie przyjmuję odmowy. Ma być zrobione, czy to jest jasne?

– Tak mój panie, tylko proszę nie bij już więcej!.

– Dobrze, zatem idź i przekaż tą wiadomość żołnierzom. Mają jeszcze bardziej popędzać robotników i pracować bez wytchnienia dzień i noc. Po drodze zawołaj skrybę, muszę coś oficjalnie ogłosić.

– Tak mój panie.

Po czym Kroneliusz znikł, a baron przebrał się w najdostojniejsze szaty obleczone futrem z jaskiniowych małp, które upolował w graniczącej z Ragilią Bestrecie, oraz buty z cholewami wykonanymi ze skóry hydr. Śmieszyło go, że jaszczury traktowały je jak bóstwo. Schodził do katedry, w której  przyjmował świtę i omawiał najważniejsze sprawy. Służba dostarczyła mu puchar z winem i sowite jadło, którym była potrawka z bazyliszka z moglistym dyniaczem. Wciąż nie mógł się przyzwyczaić do gorzkiego smaku rośliny, ale po doprawieniu solą stawała się zjadliwa. W trakcie spożywania posiłku przybył skryba -była to kobieta w średnim wieku. Mimo, że wciąż była w kwiecie wieku, nie chciała wychodzić za mąż ani zakładać rodziny. .

– Witaj Oranio –  Baron przywitał się najserdeczniej jak potrafił. Miał nadzieję, że kiedyś zmieni zdanie o wybraniu męża. – Jak się czujesz?

– Dobrze baronie Mormo Joasie, ale nie zaprosił mnie baron, aby rozmawiać o moim samopoczuciu.

Spoważniał. Krew w nim płonęła, kiedy panna odrzucała jego zaloty, jednak nie chciał jej posiąść na siłę. Zostałby skazany, a skazani nie mogą nosić tytułów szlacheckich. Zastanawiał się, czy jej nie porwać, ale jakiekolwiek oskarżenie wysnute od członków rodów na tym samym poziomie hierarchii kończyło się utratą tytułów szlacheckich.

Nienawidził, kiedy miał związane ręce i jego prośby nie zostały spełniane.

– Tak, potrzebuję rozpisać rozporządzenie o zwiększonej pracy niewolników nad budową mostu.

– Baronie, czy nie uważa baron, że to już jest przesada? Oni pracują …

– Za mało! – Uderzył ręką w stół aż kilkunastokilogramowe danie podskoczyło od stołu i obudziłoby nawet umarłego, lecz nie skrybę. – Nie wyrobią się z pracami, a ja pod koniec roku obiecałem królowi Waren, że będzie mógł już nim przechadzać się od Gradenii do Ragilii!

– Po pierwsze proszę na mnie nie krzyczeć, bo sobie tego nie życzę. Zrobi baron, jak uważa, ale nie sugerowałabym drażnić niewolników. Jest ich dużo i wystarczająco, aby się postawić.

– Nie rozśmieszaj mnie. Oni nawet bić się nie umieją. Ostatnio dostałem raporty od żołnierzy, że kilku z nich się postawiło, to szybko zostali sprowadzeni do parteru, a następnie zginęli pod cokołami.

Orania zdawała sobie sprawę, że dalsza rozmowa nie miała sensu, więc podeszła do pulpitu, nawilżyła pióro gryfa w atramencie i wzięła papirus do ręki.

– Co mam pisać?

Zaczął jej dyktować.

 

W Itrapie jeden z żołnierzy podszedł do miejskiej kolumny na której szczycie znajdowała się hydra z trzema głowami, obiekt bóstwa jaszczuroludzi, i przybił pergamin.

– To dla was jaszczury, żebyście się zapoznały i dostosowały się! – rzekł tonem nieznoszącym sprzeciwu, po czym odszedł spod kolumny.

Mokar, Krap i pozostali jaszczuroludzie podeszli do rozporządzenia.

– Co tam napisali? – spytał ktoś, a za jego głosem zawtórowali pozostali.

– Krap, jesteś w stanie to odczytać? – spytał Mokar kucharza, który jako jedyny ze wszystkich w Itrapie znał alfabet ludzki i umiał czytać.

Czerwonołuskowy podszedł do cokołu i zaczął czytać na głos.

– Z rozkazu barona Mormo Joasa mówię co następuje. – Dalszą część czytał powoli po cichu. Słowa układały mu się w nieskładne zdania, a im dalej czytał, tym szybciej oddychał i ręce zacieśniały się w pięści.

– Krap powiesz nam, co tam pisze? – spytał Mokar.

Kucharz złapał oddech i przeczytał raz jeszcze, tym razem na głos.

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

– Z rozkazu barona Mormo Joasa mówię co następuje. Od tej chwili każdy jaszczuroczłowiek poświęca na budowę mostu łączącego Ragilię z Gradenią każdy czas swojego życia. Zakres pracy pozostaje bez zmian, lecz zmianie ulega długość czasu pracy. Od tej chwili codzienny czas pracy zostaje wydłużony zarówno na godziny nocne. Żaden z jaszczuroludzi nie ma prawa odkładać narzędzi pracy bez jakiejkolwiek zgody strażnika. Każde odłożenie narzędzi jest równoznaczne z sabotażem przy budowie mostu, a to oznacza skazanie na śmierć bez sądu. Podpisano baron Mormo Joas.

Koniec listu zapoczątkował wrzawę w Itrapie. Część z nich już zaczęła złorzeczyć na ludzi.

– Przeklęci ludzie, chcą nas wykończyć! – krzyknął jeden z nich, na co zawtórowali mu inni.

– Nie możemy nawet spać, tylko budować ten chrzaniony most! – dodał kolejny co pozostali zabuczeli na tą myśl.

– Zatem sami widzicie, co potrzebujemy zrobić – rzekł Mokar, gdy towarzystwo się uspokoiło. – Nie ma dla nas ratunku innego niż walka! Musimy zebrać ochotników, sprzęt i ruszyć z nimi do walki. Inaczej oni nas wykończą. Krol, którego dobrze znacie poszedł już po wsparcie, ale my musimy przygotować broń do walki z ludźmi.

– W jaki sposób chcesz to zrobić, skoro strażnicy będą mieli nad nami pieczę cały dzień i noc? – spytał jeden z tłumu.

– Dzisiaj wszyscy do świątyni i do tego czasu każdy przygotowuje pomysł, w jaki można uchronić się przed rozporządzeniem barona Joasa.

– Koniec gadania, czas na ich głowy – zarządził jeden z nich, na co pozostali krzyknęli chórem.

– Cisza! – krzyknął Krap, który z natury nie był krzykliwy i stroni od głosu. – Musimy przygotować plan działania. Krol już poszedł po wsparcie gnolli, a my przygotujmy się do walki. Nie damy rady ich pokonać tak od razu. Musimy skupić się na tym, co najlepiej nam wychodzi, a więc na pracy. Przygotować się do rewolucji, ale tak, żeby ludzie jej nie widzieli.

Gdy skończył Inja skinęła ukochanemu z uznaniem. Pozostali przyjęli słowa kucharza do siebie i następnie rozeszli się do swoich lepianek. Wraz z nastaniem nocy wszyscy uczestnicy przyszłej rewolucji spotkali się w świątyni Goryi w jamie, gdzie był gobelin Darona, ponieważ było to największe pomieszczenie ze wszystkich i mogło pomieścić wszystkich chętnych do walki. Pod nieobecność Krola, to właśnie Mokar przejmował dowodzenie i przygotowywał do walki.

– Dziękuję bracia, że przybyliście – zabrał głos, gdy wszyscy jaszczuroludzie usiedli. – Pamiętajcie, że na kształt Darona chcemy uzyskać wolność i żyć, jak wolne istoty. Problemem są ludzie.

– Spróbujmy się z nimi jakoś dogadać – zasugerował jeden, który natychmiast został zakrzyczany przez pozostałych.

– Nie ma takiej możliwości – zaprzeczył spokojnie lecz stanowczo Mokar. – Ludzie pokazali, że nie można z nimi rozmawiać.

– To chodźmy się bić! – rzekł inny, a wtem większość zawrzała i chciała natychmiast wymierzyć sprawiedliwość ludziom.

– Nie jesteśmy na to gotowi – odrzekł Krap. – Widziałem, jak ludzie się biją i jak trenują walkę między sobą. Są zaprawieni w boju, a przez to bardzo szybko nas pokonają. Potrzebujemy wiedzieć, jak walczą.

– Proponuję, żeby jeden z nas podpatrywał żołnierzy, jak się biją i następnie przekazał wiedzę pozostałym – zaproponowała Inja, która zrozumiała, że nie było sensu zgadzać się na wszystko co powiedzą Gradenianie. Nic się nie poprawi, a będzie tylko gorzej, co baron Joas pokazał nowym rozporządzeniem.

– Czy jest sprzeciw? – spytał Mokar, na co zgromadzenie odpowiedziało ciszą. – Podejmuję się tego zadania.

– Ale czym my będziemy na nich walczyć? – zapytał jeden z jaszczuroczłowieków, który miał błony na głowie tworzące grzebień. – Oni mają miecze, kusze, bicze, dzidy, a my? Młotki i gwoździe. Potrzebujemy broni.

– Ma rację Koras – zgodził się z nim Riba. Imię zawdzięczał temu, że jego paszcza przypominała rybie usta. – Nie możemy pójść do walki z nimi młotkami.

– Zatem waszym zadaniem będzie odkrycie, w jaki sposób ludzie wykuwają broń – postanowiła Inja, z którą zgodził się Mokar. Dwaj jaszczuroludzie kiwnęli głową i natychmiast udali się wykonać zadanie.

– A co my mamy robić? – rzekł ktoś z tłumu.

– Naszym zadaniem będzie odwracać uwagę strażników od naszej rebelii. Jesteśmy w stanie to zrobić, więc sabotujemy pracę, tak bardzo, jak to możliwe.

– Ale co nam to da? Przecież nawet bez tego ludzie zaczną nas podejrzewać, że to nasza wina – Inja podzieliła się swoim zwątpieniem.

– Właśnie o to chodzi, żebyśmy my to robili, ale ludzie nie myśleli, że my to robimy – wyjaśnił Mokar, po czym zwrócił się do tłumu. – Zatem wszyscy wiemy, co mamy robić. Za chwilę nowe prawo barona wejdzie w życie, a więc do dzieła.

Wszyscy opuścili świątynię Goryi. Mokar po raz ostatni spojrzał na Darona. Czuł, że to dzięki niemu uwierzył, że wolna Ragilia nie była snem. Krol miał rację, nie taki był ich los.

 

Krol opuścił Itrapę od południowej strony i zmierzał w kierunku Gazi. Lniany i liście zawzięcie go atakowały, tak, że jaszczuroczłowiek bez przerwy mrużył oczy. Dopiero, gdy wyciągnął maczetę i ciął nią na lewo i prawo,  mógł dłużej mieć szeroko otwarte oczy. Wszędzie miał drzewa, krzewy, bagno, które momentami falowało, czy dzikie zwierzęta. Promienie słoneczne powodowały szybkie wysuszanie łusek. Co chwila popijał wodę, którą nabrał jeszcze w lepiance Krapa, lecz wiedział, że nie starczy mu na długo.

Gdy wszedł na twardszy grunt natychmiast zrobił przerwę. Miał świadomość, że nie oddalił się tak bardzo od Itrapy, ale mocno czuł w ciele pokonany dystans. Ledwo stał na nogach i potrzebował chwilowego wytchnienia.

– Moje plecy.

Wciąż odczuwał skutki okładania pejczem przez strażnika oraz późniejszą walkę o życie, gdy o mały włos nie skończył pod cokołem. Jednak na myśl, że jego bracia męczą się przy budowie mostu, zjadł szybko upolowanego jaszczura zawiniętego w liściu moglistego dyniacza, wypił manierkę wody, i kontynuował podróż.

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Czy nagroda literacka ma jeszcze jakieś znaczenie?

Dzisiaj chciałbym skupić się na nagrodach literackich, ponieważ mam z nimi pewien dylemat. Nie jestem tym, który śledzi jakie wyróżnienia otrzymał dany pisarz, ale zastanawiam się, czy laury literackie mają jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Zastanówmy się nad tym.  

Za co właściwie jest przyznawana nagroda literacka?

Zanim zaczniemy od dyskusji na temat sensowności nagród literackich, spróbujmy wyjaśnić, jak wybierane są powieści, które zasługują na nagrodę. To będą moje wewnętrzne rozważania na temat „najlepszości” powieści, ale szczerze –  nie mam zielonego pojęcia.

Na podstawie mojego artykułu mówiącego o tym, czy powieść może być dobra lub słaba (kliknij tutaj, by do niego przejść), nie ma czegoś takiego jak lepsza lub gorsza powieść. Nie ma i koniec dyskusji. W grę wchodzi wyłącznie kategoria: podoba mi się i nie podoba mi się.

Jednak krytycy uważają, że są powieści „lepsze” lub „gorsze”, natomiast niestety niezbyt często uzasadniają swoje wybory. Robią to rzadko  z prostej przyczyny.

Ciężko ocenić powód, jeśli nie jest on mierzalny

Weźmy na przykład literacką nagrodę Zajdla (jej pełna nazwa: Nagroda Fandomu Polskiego imienia Janusza A. Zajdla). W roku 2022 otrzymał ją Radek Rak za powieść Agla, która została wybrana najlepszą powieścią fantastyczną  ówczesnego roku. Ciekawe jest to, że o tej nagrodzie nie decydowało żadne jury, tylko ilość głosów czytelników.

Dla was może to nie było odkrywcze, ale mi rozwaliło mózg. Właśnie dowiedziałem się, że o tym, która powieść fantasy jest najlepsza, nie decydują osoby z merytoryczną wiedzą, tylko popularność danego dzieła. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistą jakością powieści (jeśli możemy o czymś takim w ogóle mówić). To jest konkurs popularności, a to w wielu przypadkach kwestia budżetu przeznaczonego na marketing.

Powiedzmy, że jeszcze w tym przypadku jest to mierzalne, bo decyduje ilość głosów oddana na dane dzieło. Co jednak z książkami, które nie są tak bardzo znane i również mają swoich zwolenników? No właśnie, ich już się nie bierze pod uwagę.

Skoro nie konkurs popularności, to może jury?

Weźmy plebiscyt, gdzie to jury decyduje komu zostanie wręczona główna nagroda.  Przykład: nagroda Ryszarda Kapuścińskiego za najlepszy reportaż w dany roku. W 2022 roku główną nagrodę otrzymała Anna Goc za reportaż „Głusza”. Jury swój wybór uzasadniało następująco:

„Anna Goc pisze precyzyjnie, z namysłem stawiając każde słowo. Jej język jest prosty, surowy, celny. Siła jej narracji tkwi we wrażliwości na niuanse, w wyszukiwaniu wielości aspektów kondycji osób niesłyszących. Podziw budzi to, z jakim zaangażowaniem usiłuje ukazać nam świat z ich perspektywy”

Powiem wam, że taka argumentacja może odnosić się do każdego innego dzieła, które było nominowane za rok 2022. Niczego nie odbieram reportażowi pani Anny, ale na pewno pojawi się ktoś, kto będzie uważał, że to reportaż pani Urszuli Chylaszek albo Jakuba Sieczko (lub dowolnego innego autora z nominowanych do nagrody za 2022 rok) bardziej zasługiwał na nagrodę. Dla kogoś język innego reportażysty będzie prostszy, niż pani Anny. Do jeszcze kogoś bardziej trafił inny reportaż z tych nominowanych itp. itd. Takie twierdzenia można tworzyć w nieskończoność.

 

Dalsza część artykułu o nagrodach literackich poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Czy zatem nagroda literacka ma jakiekolwiek znaczenie?

Zawsze będzie głos sprzeciwu wobec werdyktu przyznającego nagrodę dla danego laureata. Zawsze dla kogoś to inna powieść jest lepsza, bardziej interesująca itd. . Zawsze usłyszy się kogoś, dla kogo nagroda główna powinna trafić do innego nominowanego. Zawsze będzie jakieś „ale”, a więc powstaje pytanie, czy takie konkursy powinny być w ogóle organizowane?

Moim zdaniem – nie.

Właśnie dlatego, że zawsze pojawi się głos, który uważa, że to inna publikacja jest pod pewnymi względami bardziej naj, a jury czy czytelnicy nie potrafią zanegować tego zdania. Skoro nie ma merytorycznych i mierzalnych wytycznych, które decydują, że dana publikacja jest bardziej „naj” od innej, to zawsze będą osoby, które będą podważać wybór zwycięzcy. To właśnie to powoduje, że nagrody literackie tracą jakiekolwiek znaczenie.

Czy jest możliwe, żeby wybór najlepszej publikacji był mierzalny?

Tak i nie. Możemy rozbijać to na konkurs popularności, jak w przypadku nagrody Zajdla, tylko co oznacza taka nagroda? Czy rzeczywiście jest to najlepsze dzieło, czy najbardziej popularne dzieło? Moim zdaniem to drugie. Podobnie, jeśli wprowadzimy jury, które będzie oceniać daną powieść pod względem jej „lepszości” od innych na podstawie wewnętrznie ustalonych wytycznych, to czy wówczas nie zabijamy kreatywności pisaniem dzieła pod klucz? Już w szkole jest tego za dużo, a wolałbym, aby kreatywność pozostała w rękach ludzi, a nie wytycznych.

Podsumowanie

Moim zdaniem nie da się merytorycznie zmierzyć, czy dana publikacja jest lepsza od innej i dlaczego. Nagroda w dziedzinie literatury bazuje – i raczej będzie bazować – na odczuciach subiektywnych, niźli obiektywnych. Aczkolwiek wierzę w ludzką kreatywność, że kiedyś rzeczywiście ktoś stworzy takie zestawienie wytycznych , które obiektywnie będzie podchodzić do oceny publikacji i jednocześnie nie zabije kreatywności.

Na ten moment nagrody literackie tracą jakiekolwiek znaczenie, bo właśnie nie ma takich wytycznych, które jednoznacznie wskazują, że dana powieść jest lepsza. Gdy tak się stanie, wówczas artykuł do którego odsyłam w linku, również przestanie mieć znaczenie.

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta: Karolina Kwarcińska

Powstanie Ragilii – Rozdział 3 część 2 fantastyka

Rozdział 3 – część 2 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka i jej najlepsze wydanie przed wami 🙂 Dalsza część opowiadania Powstania Ragilii przed wami stoi otworem 🙂

Następnego dnia Mokar przyjął do siebie Krola i Krapa, który kuśtykał i miał trudności z podniesieniem rąk.

– Co ci się stało? – zmartwił się Mokar.

– Przez waszą przeklętą prośbę oberwałem od ludzi! – Krap nie ukrywał  wściekłości.

– Przepraszamy, ale udało ci się coś dowiedzieć? – Krolowi było przykro z powodu cierpienia przyjaciela. Miał nadzieję, że gdy uwolnią Ragilię spod ludzkiego panowania nikt nie będzie już tak cierpiał.

– A to mało?! – Krap wskazał na ślady pobicia na swoim ciele. – W taki właśnie sposób biją  ludzie. Bez litości i z dużą siłą.

– Bardzo przepraszamy cię Krap, nie wiedzieliśmy, że tak się to skończy.

Przeprosiny Mokara uspokoiły nieco czerwonołuskowego, lecz nie spowodowały, że naraz poczuł się lepiej.

– Mówili też coś, że pyskujemy jak jakieś gnolle i w ogóle nie wiem, o kogo chodzi.

Również Krolowi i Mokarowi nic to słowo nie mówiło.

– Powiedzieli o nich coś więcej? – spytał Krol.

– Nie, nic, tylko tyle, że jesteśmy dożarci jak one.

Każdy z nich zastanawiał się, kim były owe gnolle. Nie słyszeli o nich, ale wiedzieli jedno – to musiały być istoty, które również znajdowały się w Ragilii.

 

Krol, Mokar i Krap przyszli do świątyni, żeby odnaleźć Ograna. Przeczesali każdy jej zakamarek, lecz nigdzie go nie było.

– Mógłby się pojawić na zawołanie – rzucił Mokar, gdy przypomniał sobie, jak poprzednim razem przybył na jego słowa.

– Nie rozumiem go – odparł Krap – wiem, że jest mądrzejszy od nas wszystkich, ale nie ufam mu. Podobnie jak Inja.

– Czy Inja oprócz ciebie i twoich dzieci widziała jeszcze kogoś? – spytał Krol zaczepnie. – Czemujesteście takimi pesymistami? Może nie zawsze się pojawia. W końcu to on włada magią, a nie my.

– To po co tu przyszliśmy? – spytał Mokar. – Chcemy się dowiedzieć, kim są te gnolle, czyż nie?

– To się nie dowiemy, bo go tu nie ma. Chodźmy stąd – zrezygnował Krap.

– Nie możemy – powiedział stanowczo Krol. – Tylko stąd się możemy czegoś dowiedzieć o tych gnollach. Przeszukajmy świątynię, może nam coś powie.

Mokar i Krap nie wyglądali na przekonanych, lecz poszli wykonać zadanie. Krol poszedł w kierunku portretu Darona. Nie miał czasu przyglądać mu się uważnie. Zauważył, że jaszczuroczłowiek trzymał jakiś świecący przedmiot. Od trzonka wychodziła złota kula, na której stała hydra. Drugą ręką wskazywał na jakiś cel, w którym kierunku podążały hydry, latały wiwerny z jakimiś złotymi ważkami, dreptały bazyliszki czy byczary. Patrzył na postacie obok niego i dostrzegł, że jeden z nich miał owłosioną twarz podobną do psów, z którymi ludzie ich pilnowali. Ciała tych postaci były owłosione, podobnie jak łapy, spod których wystawały ostre pazury.

Lekko drygnął na wspomnienie o psich bestiach z wielkimi kłami i ich dotkliwych ugryzieniach.

– Mokar, Krap chodźcie. – Na to wezwanie obaj przybiegli do niego. – To oni.

Kucharz i przyjaciel Krola spojrzeli na gobelin przedstawiający Darona.

– No dobrze, rzeczywiście ktoś taki jest, ale jak my się z nimi dogadamy? – Pierwszą wątpliwość przedstawił Mokar.

– I jak my ich znajdziemy? – Kolejną dołożył Krap. – Skoro już wiemy o nich, to mógłby przybyć Ogran i nam pomóc.

Krol zgadzał się z Krapem. Ogran był im potrzebny, jak wilgotność dla łusek. Potrzebowali go, aby odpowiedział na pytania kompanów. Nic nie wiedzieli o tych istotach. Nie wiedzieli, że istnieją hydry czy byczary, a co dopiero istoty takie jak te.

– I czy są wolni, czy zniewoleni, jak my – dodał Mokar.

– Raczej wolni nie są, bo inaczej by nas bili. – obalił to szybko Krol. – Musimy ich odnaleźć.

– Jak chcesz to zrobić?

– Nie wiem, ale tylko o mnie nikt nie pyta. Pójdę ich poszukać.

Po tym stwierdzeniu wyszedł ze świątyni, a tuż za nim Krap i Mokar. Gdy wrócili do Itrapy, Mokar odszedł do swojej lepianki, a Krol poszedł z Krapem do jego domu. Gdy czerwonołuskowy przekroczył próg domu, jaszczurątka rzuciły mu się w ramiona. Przytulił je mocno i dostrzegł, że na przywitanie czekała uśmiechnięta Inja. Podziwiał jej piękno, złote łuski grzbietowe, które rozdzielały się na końcu, niebieskie spojrzenie, które wyglądało kusząco, czy długi ogon, którym uwodzicielsko wymachiwała. Nie potrafił się jej oprzeć i gdy zobaczył ją po raz pierwszy zrozumiał, że pragnie skraść jej serce.

Krol zawsze ich podziwiał, że mimo tak ciężkich czasów tworzyli wspaniałą rodzinę. Sam marzył o takiej, ale nie w takich okolicznościach. Teraz już było za późno. Stracił swoją płodność rok temu i już nic nie mógł z tym zrobić. Nie żałował, nigdy zbytnio się nie starał, by założyć rodzinę.  A jednak widząc szczęśliwą rodzinę Krapa lekko żałował swojego wyboru.

– Dzień dobry wujku Krolu – podbiegł do niego syn Krapa i rzucił mu się na szyję, lecz po chwili puścił zielonołuskowego i złapał się za ręce.

– Ojac, mówiłem, że jak nie masz ubranej szaty, to nie tul się do wujka. Będzie cię bolało.

Ojac podpadł jednemu Gradenianinowi pytaniem o możliwość odpoczęcia na chwilę. Za tą zuchwałość żołnierz wymierzył mu kilkanaście smagnięć po plecach, po czym kazał dwóm pozostałym strażnikom trzymać ręce syna Krapa, podczas gdy on  uderzał w nie biczem do momentu aż łuski odeszły z ręki.

– Wiem tato. – Spojrzał spokorniały na przyjaciela Krapa. – Przyjemnie cię widzieć wujku.

Nim Krol zdołał się z nim przywitać, przytuliła go również Nana, młodsza siostra Ojaca, która każdego przybysza lizała po policzku.

– Witajcie. Cieszę się, że jesteście cali i zdrowi – przywitał się Krol.

– Pozwolisz kochana, że Krol prześpi u nas jedną noc? – spytal Krap Inję. – Jutro wyruszy na poszukiwanie gnolli.

– A co to jest takiego? – spytała Krapa.

– Istoty, które pomogą nam walczyć z ludźmi.

– Dzieci idźcie na zewnątrz się pobawić. – Poleciła Inja swoim dzieciom, przeczuwając, że to będzie długa rozmowa. Kiedy dzieci opuściły dom, wróciła do tematu. – Jakie znowu gnolle? Kim oni są? Czy wy naprawdę myślicie, że ta wasza rewolucja przyniesie coś dobrego? – Nie pochwalała inicjatywy Krola.

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

– Słuchaj – zaczął Krol – w świątyni odkryliśmy naszą przeszłość. Byliśmy wielkim ludem, którym rządził Daron sprawiedliwie.

– Tak wiem, nie musisz mi powtarzać, Krap już mi powiedział. – Złapała się za głowę nie mogąc uwierzyć w to,co słyszy. – Krol, tak było kiedyś, czy to do ciebie nie dociera? Mam pokazać ci rękę Ojaca albo łuski Krapa?

– Kochanie, ale …

– Ty się nie odzywaj! – Kochała swojego męża, ale gdy czuła, że robi głupotę brała sprawy w swoje ręce. – Jak myślisz Krol, dlaczego się tak nad nami znęcają?

– Bo nie mamy żadnych praw – odparł Krol – dlatego …

– No właśnie, czy naprawdę myślisz, że bez powodu ich nie mamy?

– Do czego zmierzasz? – Krap również włączył się do rozmowy.

– Do tego, że już podobne rewolucje kiedyś były i nic to nie dało. Ludzie pokonali nas z kretesem, a ty myślisz, że wspaniałomyślnie nas uratujesz? – Zielonołuskowy milczał. Zapowietrzył się szukając odpowiedniego słowa, na co ukochana Krapa kontynuowała. – Wlałeś ogrom nadziei w nas wszystkich, ale to jest droga donikąd. Przegramy ponownie, a wraz z tym wielu z nas zginie. Na tym ci zależy?

– Nie, na wolności! – krzyknął. – Chcę, żeby właśnie twoje dzieci nie musiały się martwić, co się z nimi stanie, żeby zawsze czuły się wolne, kochane, i miały swoje prawa.

– Jakże to wspaniałe i szlachetne – ironizowała Inja. – Czym chcesz to zrobić? Łapami? Pazurami? Krol, dostałeś szansę od losu, żeby stąd uciec. Ludzie już spisali cię na straty, więc wykorzystaj tę okazję, zamiast  wzbudzać w nas płonne nadzieje. Nie pokonasz ludzi, czy ci się to podoba czy nie.

– Sam nie – odrzekł. – Dlatego potrzebuję broni, was, gnolli, Ograna i innych, aby się to udało. – Już chciała wejść mu w słowo, ale dodał: – Damy radę! Razem, damy radę.

– Jak?! – Już nie trzymała języka za zębami. – Podaj mi sposób, w jaki będziecie z nimi walczyć, to uwierzę. W tej chwili jestem przekonana, że przegracie i zginiecie. Nie chcę żebyś ginął. Ojac i Nana bardzo cię lubią i nie chcą tracić silnego wujka.

– A ja nie chcę, aby miały taki los! – uniósł się Krol. – To nie jest życie, to udręka, nawet nie możemy nic zrobić, żeby nie oberwać od człowieka. Naprawdę uważasz, że nic nierobienie pomoże nam? Ludzie naraz przestaną się nad nami znęcać?

– Dobra, ta rozmowa nie ma sensu – przerwała mu zniecierpliwiona. –Krol, rób sobie co chcesz, ale nie wplątuj w swoją grę Krapa i innych.

– Czy ja mogę w końcu coś powiedzieć? – wtrącił się Krap, który stał na uboczu w trakcie kłótni. – Zgadzam się z tobą moja wilgotności na skórze, podobnie jak z tobą Krol. Popieram walkę o wolność, ale również potrzeba to przygotować, żeby mogło się udać. Tu nie wystarczy sama broń i wsparcie gnolli, nawet jak ich znajdziesz, potrzebny jest plan, jak walczyć z ludźmi.

– Dobrze, pójdę po tych gnolli, czy pomożesz mi z tym? – spytał Krol Krapa, żeby już zakończyć tę dyskusję.

Inja wzruszyła ramionami i zniknęła w czeluściach lepianki. Krap poszedł do miejsca, gdzie przygotowywał pożywienie dla rodziny i przyrządził mu kilka sutych posiłków składających się z płazów, owadów i liści moglistego dyniacza.

– Wiesz, gdzie iść? – spytał Krola, gdy przygotowywał dla niego jedzenie. W odpowiedzi pokręcił mu głową, na co Krap strzepną resztki jedzenia do kotła, a następnie wyciągnął mapę z kufra, którą położył na ziemi. Przedstawiała Ragilię, która miała wygląd drzewa. Trzon jej zmierzał od Gradenii, a korona rośliny była już szeroko nad morzem bagnistym. Itrapa znajdowała się w centrum korony drzewa, na jej trzonie mieściły się Troada i Pokrat, a jeszcze dalej na południe znajdowała się  Gazi. – Do Troady i Pokrat nie masz po co iść. Tam budują most.

– Gazi też nie mam po co, bo tam natomiast Gradenianie przypływają z zaopatrzeniem do budowy mostu.

– Można tam podejść i czegoś się dowiedzieć. Chociaż nie będą cię chcieli słuchać, a co dopiero mówić.

Krol miał takie samo zdanie. Wiedział, o tych miastach, lecz mimo to pojawiła się w nim świadomość nikłej znajomości topografii Ragilii.

– Niewiele o niej wiemy – rzekł. – Praktycznie muszę iść w każdym kierunku. Na północ, na wschód, na zachód, na południe.

– Na południe nie ma sensu, bo z Gazi przyjeżdżają filary czy inne kamienie.

– A wiemy, jak daleko jest do Gazi? – milczał w odpowiedzi. – No właśnie. Będę błądził po omacku, ale dojdę do tych gnolli i przekonam ich do walki z ludźmi.

– O ile rzeczywiście z nimi walczą.

– Co?

– A nie dziwi cię to, że przez całe nasze życie nie widzieliśmy ani jednego gnolla? Krol, jeśli nie są niewolnikami, to jest to misja samobójcza i jedynie co odkryjemy, to istoty, które mają do nas wrogie nastawienie.

– Krap widziałeś ten gobelin ze świątyni? Tam Daron panował również nad gnollami, był królem wszystkich istot w Ragilii i rządził nimi uczciwie, więc dlaczego mieliby traktować nas źle?

– To czemu ich nie ma wśród nas?

– Ludzie na pewno wysłali ich w inne miejsce do katorżniczej pracy. Taka prawda.

Kucharz nie był przekonany, lecz nie chciał polemizować z Krolem. Czuł, że przyjaciel żył wizją wolności, a nie stąpał realnie po ziemi. Sam dał się jej pochłonąć, ale im dłużej w to brnął, tym coraz więcej miał wątpliwości, podobnie jak ukochana Inja. Dał mapę Krolowi, dokończył przyrządzanie mu prowiantu na drogę i poszli spać.

Następnego dnia Krol wstał przed dzwonami rozpoczynającymi dzień. Pożegnał się z Inją, Ojacem i Naną i razem z Krapem podążyli do wyjścia z Itrapy.

– Będziemy pilnować jaszczuroludzi, żeby nikt nie atakował ludzi. – zapewnił Krola Krap. – Z Mokarem będziemy słuchać Ograna i szykować się do rewolucji. Idź i wróć cały. Nie wiem, co czeka tam za palisadą Itrapy, więc uważaj na siebie. Bez powodu ludzie nie pilnują tego wyjścia.

– Rozumiem, dzięki za słowa otuchy.

Wymienili się serdecznościami, po których Krol zawiązał torbę przez ramię i wszedł na bagna w poszukiwaniu sojuszników.

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Czy interpretacja powinna mieć „jedyny” klucz?

Wrócę myślami do matury czy egzaminów gimnazjalnych – tak jestem z tej epoki, kiedy istniała taka instytucja jak gimnazjum – i jakiegokolwiek tekstu literackiego nie przerabialiśmy, to jego interpretacja została nam z góry narzucona. Przypomina mi to ten mem z demotywatorów:

Interpretacja: mem

Czy jest to coś dobrego? Pochylmy się nad tym i z przyjemnością posłucham waszej opinii.

Po co w ogóle interpretacja?

Wszelkiego rodzaju teksty literackie analizujemy od zawsze i nadal będziemy to robić. Jaki jest cel takiej interpretacji? Przede wszystkim pokazać czasy, w jakich dany utwór wystąpił, i jak pisarz chciał żebyśmy go odbierali. Po pierwsze, przerabiając poezję Adama Mickiewicza, prozę Bolesława Prusa albo Henryka Sienkiewicza mamy do czynienia z danym okresem historycznym. Dla przykładu, poezja wspomnianego już przeze mnie Mickiewicza czy dramaty Juliusza Słowackiego, dzieją się w czasach, gdy Polska była pod zaborami. Wiele z tych utworów nie wprost nawiązywała do Polski, której już nie było na mapach.

Z drugiej strony, interpretacja tekstów jest też po to, abyśmy zrozumieli, co pisarz chciał nam przekazać. Zauważamy jej przekaz, który jest ukryty pod licznymi zabiegami stylistycznymi, i dopiero po ich odszyfrowaniu, dostrzegamy ukryty komunikat.

Sami widzicie, że mamy do czynienia z dwoma powodami do interpretacji i każdy z nich odnosi się do przeszłości. Z tego powodu chciałbym zapytać …

Czy współcześnie należy interpretować teksty powstałe w przeszłości?

Jak najbardziej – i nie powinniśmy od tego odbiegać, natomiast wydaje mi się, że jedna rzecz jest istotna.

KAŻDY INTERPRETUJE TEKST PO SWOJEMU!

Dlaczego na języku polskim, kiedy przerabiamy te piękne teksty literackie, wciąż bazujemy na jakimś kluczu? Dlaczego, gdy przykładowo interpretujemy inwokację Mickiewicza, nie możemy dopatrzeć tam podobieństwa do współczesności, ale wciąż patrzymy przez pryzmat przeszłości? Sztuka ma to do siebie, że jest ponadczasowa i nie zamyka się tylko w jednych ramach czasowych. Możemy swobodnie odnosić się do niej, jeśli mówimy o czasach współczesnych. Warto docenić to, że podchodzimy do literatury w sposób dowolny i po swojemu.

 

Dalsza część artykułu o interpretacji poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

 

W takim razie, czy interpretacja powinna mieć „jedyny” klucz?

Absolutnie nie, i niech nauczyciele języka polskiego oraz ezgzaminatorzy Centralnej Komisji Egzaminacyjnej (skrót. CKE) wybiją sobie z głowy, żeby wpajanie uczniom tylko jednej interpretacji. Po pierwsze, nie wpływa to na lepszy odbiór tekstu. Interpretacja narzucona z góry w dużym stopniu zaburza indywidualne podejście do analizowanego tekstu. A po drugie – przypomina przykre doświadczenia z interpretacją innych utworów literackich. Jeśli z góry mamy narzucony odbiór danego utworu, to również do innych tekstów będzie mieć ostrożne podejście w kwestii jego interpretacji.  Moim zdaniem najgorsze, co możemy zrobić, to ograniczyć się do jednego podejścia. Sztuka (zwłaszcza tak piękna, jak poezja), nie powinna mieć jakiejkolwiek granicy w interpretacji. Przykładowo, gdy dla kogoś II część Dziadów jest przestrogą, jak powinniśmy żyć, to dla kogoś innego może być rozmową z mentorem, który jest skryty w jego podświadomości (wymyśliłem to na szybko, więc nie uważajcie, że tak pomyślałem).

Która interpretacja jest dobra? Ta, do której bardziej się skłaniamy, czytając dany utwór. To intuicja mówi nam jak powinniśmy interpretować dany utwór, jaką naukę mamy z niej wyciągnąć, i co ten utwór może zmienić w naszym życiu.

Interpretacja jest nasza i nikogo innego

To my decydujemy jak interpretujemy dane dzieło, co z niego wyciągnąć, i jaką naukę przekazać dla innych. Utwory są nasze i czytając je dość często wracamy do doświadczeń z naszego życia. Skoro Słowacki pisał o jego odczuciach, gdy tułał się po świecie, to dlaczego młodszy odbiorca nie mógł tego odczuć jako borykanie się z trudnościami współczesnego świata? Co jest w tym takiego nieodpowiedniego, że interpretacja utworów musi być taka sama?

Słowo magiczne: klucz

Gdyby Centralna Komisja Egzaminacyjna wprowadziła do matury czy testów ósmoklasisty możliwość dowolnego interpretowania utworów literackich, to nie wiadomo byłoby, jak taką interpretację oceniać. Co byłoby wówczas dobre? Jak podejść do interpretacji odbiorcy tekstu? Jak ocenić? Tyle pytań, że aż nie ma na nie jednej dobrej odpowiedzi.

Dlatego CKE postanowiła utrudnić życie uczniom i narzucić im własną interpretację tekstów, aby dało się jakkolwiek ocenić wypowiedź egzaminowanego.

Ma to przykre w skutkach konsekwencje

Zabija wyobraźnię, zabija odczuwanie emocji, niszczy własną interpretację – a przez to posiadanie własnego zdania. Mogę mieć tylko takie zdanie, jakie podoba się egzaminatorom i jakie oni uważają za słuszne. Mówimy tutaj o tekstach, które nie są użytkowymi tekstami, jak instrukcja obsługi, przepisy kuchenne, czy jakakolwiek inna literatura non-fiction. Mówimy o tekstach, które powstały z wyobraźni i tylko wyobraźnia powinna nam mówić, jak powinniśmy je odbierać, a nie narzucony z góry klucz.

Słowa na koniec

Interpretacja niech będzie twoja. Zawsze interpretuj dane utwory literackie po swojemu i odnoś je do swojego życia. Racja, na egzaminach ósmoklasisty czy na maturze będziesz musiał napisać wszystko zgodnie z kluczem, ale jeśli masz możliwość – interpretuj po swojemu. Zwłaszcza, jeśli ten etap jest już za tobą.

 

Zapraszam również na nowe pojawiające się opowiadania, tym razem opowiadam jak powstało królestwo jaszczuroludzi:

Pierwsza część już dostępna:

/powstanie-ragilii-rozdzial-1-czesc-1/

 

Wejdź na mój sklep, tam również są ciekawe historie:

/sklep/

 

Korekta: Karolina Kwarcińska

Powstanie Ragilii – Rozdział 3 część 1 fantasy

Rozdział 3 – część 1 – fantasy w najlepszej postaci

Krol długo potrzebował namawiać Mokara, żeby przyszedł z nim do świątyni, lecz gdy przybyli i pokazał mu to, co odsłonił przed nim Ogran był wniebowzięty i zaskoczony.

– Widzisz? Nie od zawsze byliśmy niewolnikami. – rzekł, gdy Mokara wciąż zdumiewały gobeliny w świątyni. – Mieliśmy swoje bóstwa, które jednocześnie nam mówiły, że powinniśmy być wolni. Nikt z nas nie urodził się niewolnikiem, to ludzie nas zniewolili.

Mokar patrzył na Darona, który nie miał niewolniczych szat. Nie nosił biednych przepastek, tylko dostojne sukna ze zwierząt, których nie było w Ragilii. Z oczu biła dobroć i ciepło, a jednocześnie sprawiedliwość w stosunku do ludzi. Zapragnął takiego króla, który ze spokojem będzie przewodził swoim pobratymcom i chronił ich przed innymi.

Postać Darona go onieśmieliła, ale po chwili wrócił do rzeczywistości.

– To niemożliwe.

– Tak właśnie było. – powtórzył Krol – nie byliśmy niewolnikami, tylko wolnymi istotami. Zrozum, że takie jest nasze przeznaczenie. Żebyśmy żyli, tak jak chcemy.

– Ale Krol, to było kiedyś i …

– I może być teraz. Ludzie nas stłamsili, ale nie mogą nam zniszczyć naszej wolności. Nie mogą się nad nami znęcać, bo nie są bogami. Mamy swoje bóstwa, widziałeś? Hydry, wiwerny, byczary czy bazyliszki, to tylko jedne z nielicznych istot, które u nas były i które wysławialiśmy. Daron rządził królestwem sprawiedliwie, bez przemocy i również tak samo może być u nas.

– Niby jak mógł rządzić bez bata? – spytał zniechęcony Mokar.

Przez chwilę zielonołuskowy nie wiedział co na to odpowiedzieć. O to nie zapytał Ograna, a sam nie wiedział, jakby takie Królestwo bez bata mogło funkcjonować.

– I w ogóle kim jest ten cały Ogran, o którym mi tyle opowiadałeś. – dodał kolejny powód do rozważań.

– Kapłanem, który dba o pamięć i cześć naszych przodków.

– To czemu go teraz nie ma? – Krol nic na to nie odpowiedział. – Nie ma go i …

– Wzywałeś mnie Mokarze.

Niebieskołuskowy podskoczył zaskoczony. Patrzył szerokim spojrzeniem na jaszczuroczłowieka, który ponownie przybrał szaty kapłańskie, lecz tym razem miał na rękawach wyszyte słońce.

– Kim jesteś? – spytał zaskoczony i coraz bardziej przerażony.

– Przecież mnie wzywałeś, jestem Ogran. I właśnie opowiadałem Krolowi o tym, jak kiedyś byliśmy wolnymi istotami, bez ludzkiej protekcji.

– Czego? – spytał Krol, ale Mokar również nie znał tego słowa.

– Bez ludzi, którzy panowali nad nami.

Obydwaj pokiwali rozumiejąc nowe słowo. Krol ucieszył się z obecności Ograna, natomiast Mokar na widok kapłana trząsł się coraz bardziej.

– Co powiedział ci Krol? – Opowiedział Ogranowi o wszystkim, co usłyszał od przyjaciela. – I ma rację. Byliśmy wolnym królestwem, ale pod wpływem inwazji ludzi jesteśmy niewolnikami.

– Co potrzeba zrobić? – Przekonał się do słów Krola i Ograna. Poczuł wielką chęć, żeby odbić Ragilię z rąk ludzi i wiedział, że to nastanie. Pragnął wolności dla nich wszystkich, podobnie jak Krol.

Nad Ogranem uniosła się złota poświata, a następnie powstała trąba powietrzna wokół jego osoby. Ciało odpłynęło w niebyt.

– Nie znikaj! Proszę pomóż nam! – krzyczał Krol, ale Ogran już był głuchy na jego wołania.

– To co teraz robimy? – zapytał Mokar.

Krol spoglądał na gobeliny i inne malowidła w świątyni. Mokar próbował sprowadzić ponownie Ograna, żeby cokolwiek jeszcze powiedział, ale odbiorcą jego wołania były ściany świątyni. Zielonołuskowy skupił uwagę na gobelinie, który nie został dokończony.

– Popatrz, ludzie zwalczyli nas jakąś bronią, kiedy my na nich wyskoczyliśmy z pazurami. – dostrzegł Krol.

– Widzę, ale możemy już stąd iść? – marudził Mokar. – Zaraz zacznie się nowy dzień i muszę wstawić się do pracy.

– Oni mieli miecze, łuki, strzały, dzidy, a my nie mieliśmy nic. – Mokar nie wiedział, do czego zmierzał przyjaciel. – Potrzebujemy bronie, takie same, jakie mają ludzie.

– Krol to zabronione! Wiesz, co się dzieje z tymi …

– Mokar, wiem, że za przekroczenie prawa z miejsca mamy śmierć i to bez sądu, ale tak czy inaczej umrzemy, więc co za różnica.

– Krol, posłuchaj …

– Nie, to ty mnie w końcu posłuchaj! Dość już mam twojego marudzenia i narzekania, tak czy inaczej zamierzam walczyć z ludźmi i tak czy inaczej uwolnię Ragilię z rąk prześladowców i czy się to stanie z twoją pomocą, czy bez, to nie mam zamiaru nad tym dywagować. Uratuję nas wszystkich i przyszłe twoje dzieci.

Krol nie czekając na odpowiedź przyjaciela wyszedł z jaskinii. Nie słuchał już dalszego marudzenia niebieskołuskowego. Nie zwracał na niego uwagi, tylko wyszedł z niej i zmierzał z powrotem do Itrapy. Mokar chwilę później dołączył do niego.

 

W końcu Krolowi udało się przekonać Mokara i od tej chwili rozpoczęli poszukiwania jaszczuroludzi chętnych do podjęcia walki z ludźmi. Najpierw rozpoczęli od Krapa, którego długo namawiali do wzięcia udziału w rewolucji. Kilka dni zajęło im przekonanie kucharza do rozpoczęcia rewolucji i to mimo ukazania gobelinów ze świątyni. Później coraz więcej istot zaczęło dołączać do rewolucji. Zdecydowali, że Krol będzie ich wodzem, który powiedzie armię jaszczuroludzi do zwycięstwa. Gromadzili się w świątyni, gdzie czasami dołączał Ogran, który został naczelnym doradcą zielonołuskowego. Krol zabronił im walki, póki nie będą uzbrojeni.

– Musimy wykraść broń ludziom! – zarzucił ktoś z tłumu. – Jak nie będą mieli, to nic nam nie zrobią.

– Wybijmy ludzi natychmiast, zanim się połapią. – Nastały głośne wiwaty. – Jest nas więcej, więc zdecydowanie musimy na nich ruszyć. Pokonamy ich!

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

– Żadnej walki! – zarządził stanowczo Krol. – Póki każdy z nas nie ma broni, to nawet nie mamy co się z nimi mierzyć.

– Weźmiemy ich z zaskoczenia i ubijemy. – rzucił któryś z tłumu, na co pozostali mu zawtórowali.

– I tak nastanie. – rzekł Krol, który poradził się Ograna, co powinien odpowiedzieć. – Dlatego potrzebujemy przygotować broń. Każdy, który może zdobyć broń, niech ją zdobędzie w jakikolwiek sposób, dopiero wtedy możemy stanąć z ludźmi twarzą w twarz i rozpocząć walkę.

Nastały głośne wiwaty i wszyscy rozeszli się do swoich obowiązków. Z racji, że było już po dniu roboczym większość z nich wróciła do swoich lepianek. Krol również wrócił do domostwa Mokara, żeby schować się przed żołnierzami.

– Naprawdę myślisz, że broń nam wystarczy? – zaczął Mokar.

– Do czego zmierzasz? – spytał Krol.

– Mam dziwne przeczucie, że posiadanie broni może nam nie wystarczyć. – Widząc wzrok Krola kontynuował. – Każdy z nas ma jakieś narzędzia i jakieś noże lub inne maczety, które mogłyby pomóc nam pokonać ludzi, a mimo to nawet jak ruszymy na nich, to wiemy, jak się to skończy.

– Zapomnieliśmy o czymś?

– Albo nie zauważyliśmy, wydaje mi się, że warto podpatrzeć wojskowych.

Następnego dnia po skończonej pracy podeszli pod obóz wojskowych, który był odgrodzony palisadą. Wejścia do niego pilnowało dwóch żołnierzy. Niewolnicy chwilę poczekali, aż jaszczuroludzie zeszli z palisady i podbiegli pod nią. Wspięli się i dostrzegli, że w środku był Krap, który podawał jedzenie żołnierzom. W obozie panował biesiadny nastrój. Żołnierze wlewali kufle za kołnierz. Przybijali je z innymi, po czym pili je przez ramiona swoich kompanów. Rozpalono ognisko na środku, wokół którego tańczyło mnóstwo żołnierzy i ich rodziny. Krap chodził między nimi i serwował im jedzenie. Robił to na tyle szybko, żeby nie oberwać od żołnierzy. Jednak mimo najszczerszych chęci nie uniknął kopnięcia, szturchnięcia, złapania za kark, czy zwykłego spoliczkowania. Pokornie chował swoje rzeczy i szedł po dalsze jedzenie.

– Gdzie się wyrywasz! – Powstrzymał Krola Mokar, który pragnął pomóc czerwonołuskowemu.

Krap zmierzał w ich stronę, bo jak się okazało kocioł i przygotowane koło niego wysuszone jaszczury, większe owady czy inne insekty znajdowały się pod palisadą.

– Krap! – krzyknął Krol do kucharza na tyle głośno, aby Gradenianie ich nie usłyszeli.

Spojrzał w stronę źródła dźwięku i dostrzegłszy swoich przyjaciół natychmiast podbiegł ku nim.

– Co wy tu robicie?! Uciekajcie stąd!

– Przyszliśmy zobaczyć na żołnierzy, czy coś jeszcze przed nami ukrywają. – powiedział Krol.

– Gadzie dawaj żarcie bo głodny jestem! – nakazał mu pogardliwym tonem żołnierz gradeniański.

– Już idę! – krzyknął Krap, po czym zwrócił się do współbratymców. – Uciekajcie stąd, zaraz was złapią.

– O nas się nie bój. – uspokoił go Mokar. – Potrzebujemy wiedzieć w jaki sposób ludzie walczą, kiedy staniemy z nimi do walki. Mógłbyś ich o to podpytać?

– Oszaleliście?! – Złapał się za głowę na prośbę przyjaciół. – Przecież jak się dowiedzą, to na pewno zaczną coś podejrzewać. Czy nasza walka nie miała pozostać w tajemnicy przed nimi?

– W niczym się nie połapią. – Uspokoił go Krol.

Krap spoglądał na nich i na żołnierzy, którzy już coraz głośniej go wołali.

– Dobrze, zobaczę co da się zrobić, a teraz idźcie stąd, bo za chwilę zbiją mnie, że z wami rozmawiam.

Zielono i niebieskołuskowy zeszli spod palisady i wspięli się pod najbliższe drzewo, aby obserwować obóz żołnierzy. Obydwaj mieli głęboką nadzieję, że Krap wspomoże ich w zadaniu.

 

Krap odszedłszy od swoich przyjaciół rozmyślał nad ich słowami. Ręce mu drżały na myśl, o co przyjaciele go prosili i chociaż sam popierał rewolucję w porównaniu z jego ukochaną żoną, to miał wątpliwości, czy wypytywanie strażników o ich sposób walki był dobrym pomysłem. Nim powziął próbę zapytania ich o to, to za ociąganie się przy przynoszeniu strawy do zjedzenia otrzymał kilkanaście smagnięć biczem. Nie chciał przedłużać podawania jedzenia, więc zrobił kilkanaście okrążeń wokół kotła i Gradenian, którym podawał specjały swojej kuchni.

Po kolejnej przeprawie wokół biesiadników powziął decyzję, że spyta najbliższego ze strażników. Podszedł do pierwszego lepszego żołnierza.

– Przepraszam, czy mogę o coś zapytać? – rzekł drżącym głosem, na co żołnierz nie zwracał na niego uwagi. Już miał odejść i wrócić do swoich obowiązków. Zrozumiał, że strażnicy nie byli nim zainteresowani, lecz wziął głęboki oddech i zapytał raz jeszcze. – Przepraszam, czy mogę o coś zapytać.

Jeden ze strażników, którym był mężczyzna z bujną brodą i wąsem spojrzał pogardliwie na jaszczuroczłowieka.

– Czego tak syczysz? Nie możecie gadać jak normalni ludzie, tylko syczycie cały czas? – Nastąpiła salwa śmiechu, która przeraziła Krola. Czuł, że żołnierze odpłacą mu za śmiałość. – Pytaj o co chcesz. – Następnie wziął haust napoju.

Krap dostrzegł, że żołnierz był w dobrym humorze i nie miał ochoty się nad nim wyżywać. Uznał to za zrządzenie losu.

– Chciałem zapytać, w jaki sposób walczycie? – zapytał i natychmiast pożałował swojego pytania.

Mężczyzna spojrzał z zaciekawieniem na jaszczuroczłowieka. Spróbował odczytać z jego reakcji, skąd takie pytanie przyszło mu do głowy. Powstał i oglądał jaszczura z góry na dół. Im bardziej go obchodził, tym bardziej Krap drżał. Strach zamienił zielonołuskowego w posąg. Zaczęły mu się kłębić myśli co też strażnik mógł z nim zrobić, a człowiek, jakby napawając się jego strachem, spacerował jeszcze dostojniej.

W końcu kopnął Krapa w zgięcie kolan, na co ten upadł i upuścił tacę z jedzeniem. Kolejny kopniak wymierzony był szczękę, aż później okładał go we wszystkie możliwe miejsca, aż czerwonołuskowy nie był w stanie ustać na nogach i upadł na ziemię. Strażnik przerwał po dłuższej chwili.

– Patrzcie jaki chojrak teraz leży. – Pozostali Gradenianie nabijali się z Krapa, który nieznacznie poruszał się. Okładający podszedł do niego i siłą postawił na nogi. – Właśnie tak walczymy, nie dajemy litości podludziom i istotom, które nie mają żadnych praw.

Jaszczuroczłowiek szybko zebrał rozrzuconą tacę i mimo bolących rąk, nóg i głowy szedł do kotła, aby ponownie napełnić jedzenie. Na odchodne usłyszał:

– Przeklęte jaszczury. Jeszcze będą pyskowały jak gnolle.

Gnolle? Pierwszy raz usłyszał o kimś takim. Kim one były? Zrozumiał, że to również musiały być istoty bagien, które kiedyś spokojnie żyły, ale ich spokój został zmącony przez Gradenian. Kimkolwiek były, to nie chciał nad tym teraz roztrząsać. Bał się kolejnej fali wściekłości ze strony ludzi, więc szybko podszedł do kotła i z powrotem roznosił jedzenie, lecz siedziały mu te istoty w głowie.

 

Sprawdź moje media społęcznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantasy i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Czy powieść może być dobra lub słaba?

Często czytam wśród recenzji, albo słyszę od znajomych czytelników, że czytali powieść, która w ich opinii jest dobra lub słaba. Zastanawiam się, czy w ogóle takie kryterium oceny powinniśmy stosować.

To jak to jest z tą książką – może być dobra lub słaba?

Pozostaje mi zaprosić was do dalszej części artykułu, w której będę chciał odpowiedzieć na to pytanie.

Co rozumiemy przez to, że powieść jest „dobra”?

Właśnie, o to chciałbym was zapytać. Co to znaczy, że powieść jest dobra lub słaba? Jakie kryteria musi mieć dobra książka, żeby uznać ją za dobrą, a co powoduje, że jej wartość niknie w naszych oczach? Osobiście przez dobrą powieść rozumiem taką, którą da się czytać. Brzmi minimalistycznie? Niezupełnie, bo co to oznacza, że da się czytać? Czyli nie posiada rażącej ilości błędów ortograficznych, stylistycznych, frazeologicznych, logicznych i jakichkolwiek innych. Nie mówię tutaj o sytuacji, w której powieść zawiera pojedyncze błędy. Powiedzmy to wprost – zdarzają się. Problem jest wtedy, kiedy jest ich zatrzęsienie.

To wtedy kluczową rolę odgrywa redakcja i korekta powieści

Od czego są ci dwaj specjaliści? Redaktor to jest ktoś, kto trzyma pieczę nad merytoryczną i stylistyczną formą treści. Czyli jest kimś, kto opiekuje się tekstem i wyłapuje w nim błędy logiczne, merytoryczne, a także stylistyczne – przy utrzymaniu stylu autora. To jest ważny etap powstawania powieści, bo dzięki redakcji dokładniej poznajemy tekst, z którym mamy do czynienia. Im więcej błędów związanych z tekstem (czyt. powieścią w moim przypadku) się wyłapie, tym powieść będzie lepsza. Oczywiście decyzja, które błędy usunąć z powieści, należy do autora, ale ja ufam redaktorom w stu procentach.

Czym zatem jest korekta?

Korekta jest to właśnie wyłapywanie błędów ortograficznych, interpunkcyjnych, metaforycznych i innych, związanych stricte z poprawną pisownią. Czyli korektor to specjalista, którego można porównać do pani od polskiego, gdy oddaje wypracowania pokreślone czerwonym długopisem.

I jeśli redakcja i korekta zostały przeprowadzone rzetelnie, to …

Powieść nie jest ani słaba, ani dobra

Występuje tylko i wyłącznie ocena subiektywna: podoba mi się, nie podoba mi się. Bardzo bym sobie życzył, aby recenzenci czy inni znawcy literatury przyjęli do wiadomości, że jeśli powieść przeszła odpowiednią redakcję i korektę, to nie jest już ani słaba, ani dobra.

Dlatego momentami dziwię się, jak można współcześnie ocenić powieść w kategorii dobra/słaba. Żeby coś oceniać, trzeba mieć jakiś wyznacznik. Wyznacznik merytoryczny, nie subiektywny.

 

Dalsza część artykułu o powieści

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Co mogłoby być wyznacznikiem merytorycznym?

Szczerze mówiąc – nie wiem. Nie mam bladego pojęcia, pod jakim względem moglibyśmy wartościowo oceniać powieść. Czy bohaterowie są prawdziwi? To jest ocena subiektywna. Dla jednych Gary Hayes i Litin Stockborn będą sztuczni, a dla innych prawdziwi. Czy świat przedstawiony jest realny? To również zależy od osoby – jedna powie, że tak, inna, że nie.

W takim razie na co powinniśmy patrzeć? Ilość błędów? Możliwe, że jest to jakiś wyznacznik, ale nie mówimy tu o powieściach, które nie przeszły minimalnej choćby redakcji i korekty, tylko o profesjonalnie wydanych publikacjach. Poza tym jest jedna rzecz, którą powinniście wiedzieć.

Nie ma publikacji pozbawionej błędów!

Kiedy sobie to uświadomicie, możecie weryfikować, czy powieść wam się podoba, czy wręcz przeciwnie. Zatem jakąkolwiek publikację czytacie, to zawsze co najmniej jeden błąd wystąpi, bo ludzkie oko nie jest w stanie wszystkiego wychwycić. Również komputer nie zawsze wykrywa kontekst danego słowa, przez co wydaje mu się, że nie ma błędu tam, gdzie on występuje, jak na przykład:

Oczywiście vs oczy wiście

Specjalnie zrobiłem błąd i jeśli chcecie, to sprawdźcie w programie Word, czy wam go wychwyci.

Zatem czy można powiedzieć, że „Clone” Aleksandry Negrońskiej można porównać do „Władcy pierścieni” Tolkiena?

Porównania zawsze są dozwolone, jednak dla mnie zestawianie tych dwóch powieści mija się z celem, biorąc pod uwagę chociażby gatunek, a kończąc na epoce literackiej. Porównajmy zatem inne powieści np. „Venom” Aleksandry Kondraciuk i „Ekspozycja” Remigiusza Mroza. Obydwie powieści mają swoich zwolenników i przeciwników, i ja również nie wskażę, która powieść bardziej trafia do mnie. Jedna i druga powieść ma swoich wielbicieli, lecz chciałbym nadmienić, że …

Czytelnicy sami wiedzą, co jest dla nich dobre

Wydaje mi się, że to stwierdzenie, choć w stu procentach prawdziwe, mocno bije w ego krytyków. Jak można czytać tak mało wartościową powieść, jak seria Rodziny Monet, kiedy mamy takie perełki, jak Sienkiewicz, Tokarczuk, Szymborska, Pratchett i wielu innych autorów, których twórczość zalicza się do klasyki?

Można i jak najbardziej to pochwalam. Pochwalam to, że współcześni czytelnicy sami wiedzą, co im się podoba. Jeśli ktoś szuka w powieści zabawy i odreagowania, to nie zajrzy do publikacji poruszającej ciężkie tematy. Jeśli ktoś szuka poradników i ciekawostek dotyczących danego miejsca, to nie będzie sprawdzał powieści fantasy.

Podsumowanie

Czytelnicy sami wiedzą co chcą czytać i co jest dla nich dobre. Dlatego też nie przejmujmy się ocenami krytyków, którzy wciąż mają porównanie, że dobra powieść to musi mieć … no właśnie, sami nie wiedzą co. Czytajmy, to co każdy z nas lubi, bo to właśnie te powieści są dla nas dobre i odpowiednie. Wpisują się w nasze gusta i są spełnieniem literackim.

 

Sprawdź moje media społęcznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Zapraszam również na nowe pojawiające się opowiadania, tym razem opowiadam jak powstało królestwo jaszczuroludzi:

Pierwsza część już dostępna:

/powstanie-ragilii-rozdzial-1-czesc-1/

 

Wejdź na mój sklep, tam również są ciekawe historie:

/sklep/

 

Korekta: Karolina Kwarcińska