Powstanie Ragilii – Rozdział 7 – część 2 – fantastyka

Rozdział 7 – część 2 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci 🙂

Krap szedł za kobietą. Wiedział, że miała na imię Orania, ale oprócz tego nie znał jej. Zmierzali w głąb bagien z dala od budowy.

– Droga pani, czy możemy już wrócić? – spytał przerażony. – Jeszcze nie skończyłem gotować, a jak nie będzie jedzenia, to strażnicy zbiją moją rodzinę.

– Wtedy ja dotkliwie ukarzę tych strażników, jeśli tak zrobią.

Nie rozumiał tej kobiety. Najpierw wstawiła się za nim, a teraz zamierzała to samo zrobić z jego rodziną? Im bardziej nie rozumiał tej kobiety, tym bardziej go przerażała.

– Dokąd idziemy?

Kobieta rozejrzała się dookoła i następnie powiedziała do niego bez zbędnych ceregieli.

– Planujecie rewolucję, prawda?

Krap spojrzał na nią z niemałym zaskoczeniem i jeszcze większą obawą o swoje zdrowie i życie. Czuł się, jakby postawiono go pod szubienicą i od tego co teraz powie zależało być albo nie być.

– Absolutnie – rzekł niepewnie. – Nie planujemy żadnej rebelii! – krzyknął, żeby przekonać samego siebie.

– Nie musisz kłamać, nie zamierzam wam w tym przeszkadzać. Wręcz przeciwnie chciałabym wam pomóc.

– Pomóc? – spytał Krap.

– A więc jednak przyznajesz, że planujecie rebelię. – Puściła do niego oczko z uśmiechem.

– Nie, nie planujemy moja pani! – zaprzeczył natychmiast, a wraz z jego zaprzeczeniem napłynęły głosy sumienia, że przez przypadek wyjawił plany rebelii człowiekowi. – Nie planujemy, przepraszam – usiadł na kamieniu – moi bracia mnie zabiją. To miała być tajemnica.

– A myślisz, że dlaczego wyprowadziłam cię z placu budowy? – Jaszczuroczłowiek spojrzał na nią. – Naprawdę nie musisz się z tym przede mną ukrywać. To oczywiste, że planujecie jakąś rebelię, bo nie macie innego wyjścia.

– Nie planujemy żadnej rebelii.

– Przepraszam, ale nie kłam już – rzekła stanowczo, czym całkowicie już przeraziła rozmówcę. – Nie jestem waszym wrogiem, a wręcz zamierzam wam pomóc.

Krap wybałuszył na nią oczy. Świdrował ją wzrokiem próbując jakkolwiek odkryć, czy kłamała, ale widział w niej tylko szczerość.

– Dlaczego chcesz nam pomóc?

– Mam swój cel ku temu, póki co, nie zamierzam się z nim tobą dzielić. Powiedz mi, kiedy się spotykacie, a przyjdę i wam pomogę.

– Nie mogę tego zrobić – rzekł Krap.

– Nie od razu, wiem, że mi nie ufasz, zresztą, nie ma się czemu dziwić, skoro wszystkie blizny, które masz na ciele, zafundował ci człowiek. Porozmawiaj ze swoimi, a za tydzień przyjdę do ciebie i powiesz, co oni na to.

Nie czekała na jego odpowiedź, wzięła go za rękę i z powrotem przyprowadziła do jego polowej kuchni, gdzie bulion już kipiał w kotle. Krap w ostatniej chwili powstrzymał wywar przed wylaniem się z kotła, gasząc pod nim ognisko. W głowie miał cały czas rozmowę z kobietą. Co takiego chciała uzyskać? Czemu z nim rozmawiała? A przede wszystkim, dlaczego chciała przyłączyć się do rebelii przeciwko ludziom, przeciwko jej gatunkowi? Było to nie do pomyślenia dla kucharza.

Zbliżała się pora obiadowa i jaszczuroludzie podchodzili do kotła i ustawiali się w kolejce po jedzenie, które im Krap wydawał. Kucharz patrzył na swoim pobratymców dostrzegając, że każdy z nich był pełen energii. Ich plan działał dobrze. Wymienność pracy i odwracanie uwagi strażników dawało oczekiwane rezultaty. Ilość pracy nie zwiększała się, ale zwiększało się jej tempo. Dawali dużo więcej roboty strażnikom, a przez to byli coraz bardziej zmęczeni. Gdy podsłuchał rozmowę jednego z nich, usłyszał jego narzekanie na warunki panujące w Ragilii i chęć powrotu do Gradenii. Krap nawet nie wiedział, gdzie to jest.

Ostatni w kolejce był Mokar. Niebieskołuskowy trzymał się lepiej, niż wtedy, kiedy ludzie uważali Krola za żywego. Wciąż nosił kamienie, lecz równie często wywoływał burdy, przez co strażnicy mieli dużo więcej roboty. Korzystając z ich nieuwagi podmienili pejcze na sznury, przez co baty nie bolały już tak bardzo, a za to oni bardziej się męczyli.

Krap poszedł spożywać jedzenie razem z Mokarem. Oddalili się od tłumu, który rozmawiał na tematy dotyczące rewolucji.

– Jakieś informacje o Krolu? – spytał Mokar.

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

– Niestety nic – potwierdził czerwonołuskowy. – Od momentu, kiedy Ogran go uratował spod ludzkiej opresji nic nie wiadomo.

– Nie podoba mi się to, że Ogran pojawia się tylko wtedy, kiedy on sobie tego życzy – marudził niebieskołuskowy. – Z jego wiedzą moglibyśmy zrobić znacznie więcej, a tak to jesteśmy w kropce. Krol pobiegł po gnolli, my odwracamy uwagę, Koras, Riba, razem z Inją próbują wykuć broń, ale źle im to idzie. Po prostu nadal jesteśmy w bagnie i nie popychamy rewolucji do przodu.

– Mógłbyś przestać marudzić? – spytał Krap, choć wiedział, że przyjaciel nie przestanie narzekać, a zważywszy, że odzyskał energię, to czuł, że długo nie przestanie. – Jeśli nie masz nic lepszego do powiedzenia, to daj chociaż w spokoju zjeść.

– Krap, ale co myśmy zrobili przez ostatni miesiąc? – rzucił pytanie w powietrze. – Nic nie wiemy o ludziach. Nie mamy broni. Gnolle, jeśli w ogóle są, to jeszcze nie udało się z nimi nawiązać kontaktu. My wciąż pracujemy nad tym głupim mostem. Nic nie idziemy do przodu, a Krol jest gdzieś w Ragilii, a my nie jesteśmy w stanie mu pomóc, tylko korzystamy z magii.

– Człowiek ze mną rozmawiał.

– No i strażnicy, którzy co chwila nas biją. – Po tym zdaniu doszło do niego, co powiedział Krap, lecz gdy wszedł w tryb marudzenia, ciężko było go z niego wyprowadzić. – Oni nie rozmawiają, tylko krzyczą na nas, wyzywają, przeklinają, wyśmiewają, lecz nie rozmawiają. To jest …

– Mokar rozmawiałem z człowiekiem, który nie był strażnikiem i co ważniejsze, nie bił mnie.

Niebieskołuskowy spojrzał na niego z szeroko otwartą paszczą. Zastanawiał się, czy się przesłyszał, czy rzeczywiście mówił prawdę.

– Jak to?

– Przyszła do mnie kobieta i odciągnęła mnie na stronę. Tam …

– Czego chciała? Wie o naszej rewolucji?! Jesteśmy zgubieni! Musimy się ratować, uciekać, zaraz nas ludzie po …

– Usiądź i  nie panikuj! – wrzasnął na niego, bo już nie mógł wytrzymać. Kontynuował, gdy maruder wrócił do spożywania jaszczura. – Rozmawiałem z człowiekiem i to nie był strażnik, tylko kobieta. Prawdopodobnie pracuje w zamku barona Joasa.

– To czego od nas chciała?

Atak histerii Mokara nie zwrócił niczyjej uwagi, a jaszczuroludzie byli zbyt zajęci spożywaniem posiłku, żeby interesować się innymi rozmowami. Gdy zapanowała cisza Krap, rzekł:

– Chciała się przyłączyć do naszej rebelii.

– Co?! – wrzasnął na tyle głośno, że już zwrócił uwagę wszystkich jaszczuroczłowieków na siebie. – Powiedziałeś jej o nas?!

– Nie! – Kucharz widząc, że wybuch Mokara przerwał wszystkim spożywanie posiłku, rzekł do nich: – Nic się nie stało, wróćcie do jedzenia, zaraz będzie dalsza praca. – Niewolnicy patrzyli na Krapa, jakby ten chciał im coś powiedzieć, ale po chwilowej przerwie pojedyncze osobniki wracały do jedzenia, później kolejni, aż w końcu wszyscy powrócili. Spiorunował wzrokiem niebieskołuskowego, aby nie próbował już krzyczeć na cały głos, po czym powiedział mu:

– Ona sama się domyśliła, że organizujemy rebelię i przyszła do mnie, żeby porozmawiać o niej i zgłosić się do jej udziału.

– Skoro ona wie, to tym bardziej wiedzą strażnicy.

– Mokar. – Barki Krapa opadły. Czasami rozumiał, czemu Krol nie mógł z nim wytrzymać. Był wiernym towarzyszem, ale irytująco szybko potrafił zdenerwować drugą osobę. – Pomyśl, czy gdyby strażnicy wiedzieli, to czy nie pilnowaliby nas dniami i nocami?

– Przecież karzą nam budować ten most bez przerwy.

– Prawda, ale gdyby mieli przekonanie, że jest rebelia, to nikt nie mógłby już odejść od budowy choćby na chwilę. Nic nie wiedzą. Prędzej zastanawiałbym się skąd ona wie. – Opowiedział mu o tej kobiecie oraz o tym, że chciała dołączyć do ich rebelii. – Nie wiem, co o tym sądzić.

– Jak to co? – oburzył się Mokar. – Nie przyjmujemy ludzi do nas, bo z nimi chcemy walczyć. Zapomniałeś o tym?

– Wiem, ale kiedy z nią rozmawiałem, odniosłem wrażenie,  że również nie popierała tego, co robił baron Joas. Zupełnie, jakby nie chciała być człowiekiem.

– Człowiek, który nie chce być człowiekiem? – Mokar podrapał się po głowie. – Nie brzmi mi to sensownie.

– Nie wiem, co o niej myśleć, może porozmawiajmy z nią wspólnie i dowiedzmyy się czegoś więcej?

– Ale kiedy?

– Za tydzień ma przyjść, ale może będzie wcześniej.

– To skoro tak, to zawołaj mnie. Z przyjemnością sobie z nią porozmawiam.

Po tych słowach przerwa obiadowa się skończyła i każdy z nich wrócił do swoich obowiązków. Również Krap wrócił do poszukiwania składników na wieczorny posiłek, jeszcze intensywniej rozmyślając nad słowami Oranii. Czy rzeczywiście mógł tak bardzo ryzykować, aby kontaktować się z człowiekiem?

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

Zainteresowany dalszą częścią? Jeśli tak to kliknij poniżej „Następny wpis”.

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Moje pomyłki na drodze pisarskiej

Moje pomyłki na drodze pisarskiej

Kamil Sobik, czy gdzieś coś ci dzwoni, że taki pisarz istnieje? Jeśli tak, to wiedz, że czuję teraz dumę, ale założę się, że nikt poza tobą nie podniesie ręki. Znam swoje miejsce i wiem, że jeszcze długa droga przede mną, abym był rozpoznawalny pisarzem. Brakuje mi dość trochę, aby dobić, do pierwszego tysiąca sprzedanych powieści, ale dzisiaj nie o sprzedaży chciałbym mówić, a o moich porażkach w trakcie poszerzania świadomości wśród czytelników o mojej marce pisarskiej.

Co może was zdziwić, ale pomimo tego, że jeszcze jestem nierozpoznawalny, to już miałem kilka spektakularnych upadków, z którymi chciałbym się z wami podzielić. Zainteresowani? Jeśli tak, to zapraszam do dalszej lektury.

Porażka nr. 1: Nawiązanie współpracy z wydawnictwem vanity

W 2018 roku wydawnictwo Posnania ogłosiło konkurs na utwór literacki nawiązujący do powstania wielkopolskiego (domyślacie się pewnie o jakiej swojej powieści będę teraz mówił). To był luty tego roku, a powieść w całości miała być stworzona do października tamtego roku. Napisałem, wysłałem i… niestety nie wygrałem. Jednak to nie była porażka, bo później chciałem tą powieścią zainteresować wydawców, ponieważ dostałem pozytywną opinię o niej od beta czytelników.

Poszukiwałem zainteresowanych wydawnictw i trafiłem na koronne wydawnictwo vanity, które było zainteresowanie podjęciem współpracy ze mną. Oczywiście, jak to wydawnictwo vanity zaproponowało wydanie mojej powieści, ale z moim wkładem pieniężnym. Nie wiedziałem, jak działa rynek wydawniczy, więc się zgodziłem. Do momentu podpisania umowy z tym wydawnictwem wszystko było super.

Dopiero później zaczęły się schody. Kontakt jakikolwiek był utrudniony, a jak już był, to pracownicy dawali znać, że nie mają ochoty z mną rozmawiać. Redakcja i korekta zrobiona po łebkach, ale ufałem im, że wiedzą, co robią. Jak powieść miała swoją premierę, to powieści nie kupił dosłownie nikt. Po dwóch latach od momentu wydania powieści sprzedała się ona w niecałe sto pięćdziesiąt egzemplarzy.

Wspomniałem wcześniej o wkładzie pieniężnym. Wiecie ile on wynosił? – dwanaście tysięcy złotych. Jak czasami opowiadam o tym znajomym, to chwytają się za głowę. Teraz już wiem, że na pewno nigdy nie wydam w vanity i wam też radzę. To była bolesna porażka, z której wychodziłem przez kilka lat, a sprzedaży było jak na lekarstwo.

Porażka nr. 2: Próba wydania Buntu Charny jako część uniwersum świata Heroes of Might & Magic

Kiedy pisałem Bunt Charny w 2017 roku to przyświecał mi cel, aby powieść była rozwinięciem świata popularnych hirołsów. Starałem się tak bardzo odwzorować świat, przenieść mechaniki z gry do książki, nawet napisałem dalsze charakterystyki dla bohaterów, którzy nie byli tak bardzo znani, a wszystko po to, aby fani gry mieli powieść w swoim uniwersum.

Już wtedy wiedziałem, że chciałem wydać powieść w trybie self – published i mimo, że nie miałem żadnego wsparcia finansowego, to praktycznie dwie trzecie wypłaty przeznaczałem na jej wydanie. Zapłaciłem za redakcję powieści, która ciągnęła się przez ponad dwa lata, później za jej korektę i już miałem płacić za skład powieści, tylko ktoś mnie zapytał, czy aby nie naruszam praw autorskich do pierwotnego dzieła.

Byłem przekonany, że nie, ale poradziłem się pani mecenas. Po dogłębnej analizie wprost powiedziała, że powieść jest utworem zależnym, a jak wiecie z lektury artykułu o fanfikach, nie mogłem jej wydać.

Zatem zaczęła się moja długa i mozolna droga, aby nakłonić ówczesnego właściciela praw autorskich do marki, a więc fransuski koncern Ubisoft, do udzielenia licencji na dystrybucję powieści w ich świecie. Przedstawiłem im pomysł i byli mocno zainteresowani jej wydaniem, tylko był jeden haczyk:

Nie współpracują z Self – Publisherami, tylko z profesjonalnymi wydawnictwami.

To był mini policzek w twarz, ale pomyślałem sobie, że znajdą wydawcę i wspólnie ustalimy plan działania. Liczyłem, że jeśli już ma się tak dużego gracza do promocji, jak Ubisoft (z roku na rok notuje przychody na poziomie dwóch i pół miliarda dolarów), to znalezienie wydawcy nie będzie problemem.

Jakże było moje zaskoczenie, gdy dosłownie po roku żadne z wydawnictw nie wyraziło zainteresowania wydania powieścią i to mimo tego, że pokazałem im list od dyrektora generalnego Ubisoftu, zainteresowanego wydaniem dzieła.

Wtedy się mocno podłamałem. Ta porażka dała mi w kość. Nie miałem ochoty nic robić związanego z pisaniem. Jednak po chwilowym załamaniu się nie poddałem i działałem dalej, a więc przejdźmy do kolejnego błędu…

 

Dalsza część artykułu o wenie poniżej

Jeżeli treść artykułu Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Porażka nr. 3: Wydanie powieści Gary & Litin: Maroszek

Nie o samą powieść chodzi, bo wiem, że można ją polubić, podobnie, jak moich bohaterów, tylko o tym, jak z nią wszedłem w rynek, jako samowydawca. Oczywiście przygotowanie tej powieści zafundowałem z własnej kieszeni, podobnie, jak i promocję. W tamtym okresie pracowałem jako reklamodawca w mediach społecznościowych i gdy wykręcałem liczby sprzedażowe dla klientów, to myślałem, że tak samo zrobię ze swoją twórczością.

Redakcja, korekta i później skład powieści oraz druk, wszystko szło zgodnie z planem. Nawet nie spotkałem żadnych komplikacji przy dostarczeniu powieści przez drukarnię. Pamiętam, jaki byłem ucieszony, kiedy przyszły pierwsze egzemplarze do domu. Czułem, że teraz złapałem byka za rogi, że w końcu się uda. Miałem ogromne nadzieje, wydawało mi się że wystarczy zastosować techniki promocji, które stosowałem w pracy na co dzień i wszystko się uda..

Wiecie, ile sprzedałem powieści w ciągu pół roku takiego działania? Podpowiem wam, że była to okrągła liczba. Wiecie ile? Tak dużo zainwestowałem, że sprzedałem… ZERO powieści przez pierwsze pół roku.

Wtedy załamałem się na maksa, bo wiedziałem, że powieść nie była zła. Wręcz była świetna, tylko był z nią jeden problem. Nie umiałem o niej mówić. Stąd nic z niej nie poszło, a ja skończyłem z kolejnym załamaniem.

Jak myślicie po tym rzuciłem pisanie? Wręcz przeciwnie. Wiedziałem, że rynek pisarski ma na mnie miejsce, tylko muszę się dobrze pokazać. I tak przejdźmy do kolejnej powieści, którą już wydałem wcześniej.

Porażka nr. 4: Premiera powieści W drodze do wolności

Dla osób niewtajemniczonych, to powieść, o której mówiłem w punkcie pierwszym, to była właśnie W drodze do wolności. Zbiegło się to z czasem, kiedy wydawnictwo vanity straciło licencję na promowanie mojego dzieła, więc współpraca się skończyła. Wciąż o niej słyszałem, że jest na tyle dobra, że warto z nią coś zrobić. Dlatego postanowiłem ją wydać raz jeszcze, tym razem pod moim szyldem.

Przyznaję, że jak redakcja i korekta zazwyczaj przebiegały w porządku, tak teraz miałem tu starcie tytanów. Korektor zarzucał redaktorowi braki umiejętności, a korektor się bronił, i tak pałeczka była przerzucana. W końcu koniec końców powieść powstała i chciałem zorganizować spotkanie premierowe w muzeum powstania wielkopolskiego w Poznaniu. W końcu powieść nawiązywała do tematyki instytucji. Wydarzenie było zorganizowane z wielką pompą, rozpisywały się o nich media i wiecie ilu było uczestników spotkania premierowego?

Również okrągła liczba, a dokładniej… ZERO.

Ale za to kilka powieści co miesiąc się sprzedawało.

Później jeszcze było kilka porażek

Każda z nich zasługiwała na miano porażki roku, ale nie wspominam wam o nich po to, by się jakkolwiek żalić. Piszę wam o tym, bo macie pewność, że nieważne, jak wielkie błędy się popełniło zawsze jest kolejna szansa. Mógłbym rzucić to pisanie, bo wydałem na to tyle kasy, a efektów, jak mogliby powiedzieć złośliwi, żadnych.

Jednak widzę efekty i widzę, że idzie mi coraz lepiej. Wierzę w siebie i swój potencjał literacki, z którym możesz się zapoznać na moim blogu. Pamiętaj, że kolejne powieści czekają na ciebie. Możesz wesprzeć ich wydanie na Patronite czy BuyCoffee. Serdecznie do tego zachęcam dla dobra literatury.

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Powstanie Ragilii – Rozdział 7 – część 1 – fantastyka

Rozdział 7 – część 1 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci 🙂

W głowie Oranii wciąż kłębiły się słowa … Zjawy? Ducha? Widma? Nie wiedziała, jak go określić. Namówił ją, żeby poszła do jaszczuroludzi i była jego głosem. Wciąż nie ufała Korindanowi. Ukrywał coś przed nią i ta świadomość ją dobijała. Z jednej strony czuła, że chciał pomóc jaszczuroludziom w walce o wolność, a z drugiej nie mówił jej co po tym.

Nie miała zbyt częstego kontaktu z jaszczuroludźmi. Dopiero po raz pierwszy rozmawiała z tym kucharzem, który przyrządził jej dobrego jaszczura z moglistym dyniaczem. Czuła, że jeśli ktokolwiek coś miał wiedzieć, to tylko on. Pogalopowała z pałacu barona na plac budowy. Dostrzegła kucharza, który ponownie przyrządzał jedzenie dla innych. Pognała do niego i gdy zsiadła z konia, jaszczuroczłowiek natychmiast się skulił, gdy ją tylko zauważył.

– Chciałam spróbować twojego jaszczura. Nigdy nie jadłam nic tak dobrego.

Czerwonołuskowy nie wiedział, co powiedzieć, lecz wziął drewnianą miskę, wyciągnął z kotła jaszczura, a następnie polał go wywarem ze zwierzęcia i dołożył do niego moglistego dyniacza. Podał go jej, a Orania ponownie zajadała się najpyszniejszym daniem, jakiego miała okazję kiedykolwiek skosztować. Rozkoszowanie się posiłkiem spowodowało, że na moment zapomniała o powodzie, dla którego przybyła na plac budowy. Po chwili sobie przypomniała.

– Chciałam cię o coś zapytać.

– Przepraszam, nie wolno mi rozmawiać z ludźmi.

– Spokojnie nic ci nie grozi, ja się wstawię za tobą.

– Niech mi pani wybaczy, ale nie mogę z panią rozmawiać.

– Gadzie! Nudzi Ci się?! – Jeden ze strażników usłyszał jego rozmowę z Oranią i rzucił się na niego z pejczem. – Zaraz cię przywołam do porządku!

Czerwonołuskowy natychmiast zwinął się w kłębek ze strachu przed uderzeniami. Żołnierz zaatakował niewolnika, lecz pejcz pochwyciła skryba, która pociągnęła go do siebie tak, że strażnik wylądował w błocie.

– To ja rozmawiałam z jaszczuroczłowiekiem i chyba kmieciu zapomniałeś, kim jestem.

Strażnik podniósł się z błota i gdy zobaczył, że rozmawiał z Oranią natychmiast się pokłonił.

– Pani, proszę mi wybaczyć za moją zuchwałość.

– Jeszcze raz podniesiesz pejcz na któregokolwiek z niewolników, to ze mną będziesz miał do czynienia. Odeślę cię do najbardziej barbarzyńskiej prowincji Gradenii, a jeśli ci to nie pomoże, to pozbawię cię wolności i będziesz pracował za każdego z tych jaszczuroczłowieków. Czy to jest jasne?

– Tak, moja pani, wybacz mi.

– Zejdź mi z oczu.

Strażnik znikł, nim zdążyła domówić ostatnie słowa. Natomiast jaszczuroczłowiek patrzył zszokowany na swoją wybawicielkę.

– Przepr… – przerwał, nie wiedząc, co powiedzieć. – dzięku…

– Już nic nie mów. Chodź ze mną.

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Krol nie chciał dać za wygraną. Kiedy wszystkie gnolle rozeszły się do swoich jam podszedł do tej, do której wszedł Zdorak. Przeczucie mu podpowiadało, że coś ukrywał. Nie odpowiedział mu z pełnym przekonaniem.

Podszedł do jego jamy i obserwował jej wejście. Chwilę później zobaczył, jak psi pyszczek z ubranym żółtym futrem z białymi kropkami na głowie wyszedł z jamy i kierował się w przeciwnym kierunku do tego, z którego Broan i Kroić przyprowadzili Krola do wioski. Natychmiast jaszczuroczłowiek poszedł za nim. Widział jak Zdorak cały czas się rozglądał wokół siebie, jakby w obawie, że jest obserwowany. Teraz miał wręcz pewność, że przywódca gnollu coś przed nimi ukrywał i Krol miał nadzieję się tego dowiedzieć.

Weszli w bagnistą część Gazi, gdzie stopy zapadały się głęboko w mieliznę, lecz mimo to Zdorak nie miał trudności z poruszaniem się po podłożu, w przeciwieństwie do Krola, który czuł, że za chwilę wpadnie do błota. Jaszczuroczłowiek zmierzał za nim, do momentu, aż gnoll się zatrzymał. Rozglądał się, jakby wyczekiwał kogoś. Krol ustawił się za większym drzewem i bacznie obserwował przywódcę gnolli. Chwilę później trzech ludzi podeszło do niego.

Prowadzili dość ożywioną dyskusję, lecz dzieliła ich zbyt duża odległość, żeby Krol mógł usłyszeć poszczególne słowa. Wydawało mu się, że ludzie śmieją się z gnolla, a ten cierpliwie znosił ich obelgi. W końcu gnoll wyciągnął coś spod futra i im wręczył. Zielonołuskowy zauważył, że była to sakiewka, którą jeden z żołnierzy natychmiast otworzył i wyciągnął mały przedmiot. Obracał go w palcach, a następnie włożył z powrotem do sakiewki. Przekazał ją człowiekowi, który na oko Krola, był dostojniej ubrany niż reszta. Poklepali gnolla po ramieniu i następnie zawrócili z powrotem do miasta.

Coś ich nagle zatrzymało. Odwrócili się w kierunku gnolla, który skulił się. Krol zrozumiał, że najprawdopodobniej powiedział coś, co ich oburzyło. Ludzie podeszli do niego, jeden z nich wyciągnął coś na kształt buławy i uderzył nią mocno przywódcę gnolli. Gnoll upadł na ziemię, na co dwaj pozostali oprawcy doskoczyli do niego, i wszyscy trzej zaczęli okładać nieszczęśnika. Po chwili przestali, jakby zrozumieli, że gnoll już dostał lekcję za swoją zuchwałość. Wzięli sakiewkę i poszli w kierunku miasta.

Gnoll długo nie powstawał z ziemi. Już Krol chciał podejść i pomóc przywódcy psopodobnych istot, lecz tamten powstał po dłuższej chwili. Przywódca jaszczuroludzi z powrotem schował się za drzewo. Gnoll złapał się za głowę, a po chwili podążył w przeciwnym kierunku, do miasta i obozowiska gnolli. Krol w dlaszym ciągu zmierzał za nim, do momentu aż Zdorak wskoczył do innej jamy, od której długo nie wychodził. Jaszczuroczłowiek czekał aż z niej wyjdzie, aby z nim o tej sytuacji porozmawiać. Jednak im dłużej z niej nie wychodził, tym coraz bardziej zielonołuskowy zaczynał się o niego martwić. Zmartwienie wzięło nad nim górę, podszedł do jamy i wskoczył do niej.

Jaszczuroczłowiek spoglądał na wnętrze jamy i miał wrażenie, że kiedyś był w podobnym miejscu. Wszystkie malowidła, gobeliny, rzeźby gdzieś już widział. Przedstawiały skrzydlate postacie, czarne zwierzęta z kopytami i wielkimi rogami czy jaszczura potężnego z pięcioma głowami. Po chwili zrozumiał, w jakim miejscu się znalazł. W świątynii Goryi, tej samej, która była w Itrapie. Przyglądał się jej malowidłom i widział, jak hydry dzielą dobra pomiędzy wszystkich gnolli, jak byczary swoimi oczami zabijają niebezpieczeństwo, jak bazyliszki polują na zwierzęta. Wszystkie malowidła przedstawiały tą samą harmonię, którą widział w Itrapie.

– Przestań mnie śledzić! – warknął Zdorak.

– Przepraszam, ale wyznajecie to samo bóstwo co my.

– Nie interesuje mnie to, co wyznajecie – odburknął gnoll. – Jesteś naszym gościem, ale nie nadużywaj naszej gościnności.

– Hydry dają wam jedzenie. Wiwerny bronią przed najeźdźcami. Bazyliszki opiekują się wami. Wierzycie w to samo co my.

Zapowietrzył się, gdy usłyszał dokładny opis Krola.

– Wyznajecie pokój, prawość i sprawiedliwość. Nie ma tutaj niczego związanego z niewolnictwem, więc dlaczego pozwalasz twoim współbratymcom tak się traktować?

– Jesteśmy traktowani najlepiej jak się da – podszedł do jednego z malowideł i zapalał świece znajdujące się w pobliżu. Jaszczuroczłowiek miał wrażenie, że Zdorak robił to tylko po to, żeby się go pozbyć. – Odejdź stąd, nic nie rozumiesz.

– Rozumiem to, że wyznajecie to samo, co my. Ludzie traktują was tak samo pogardliwie jak nas.

– To nieprawda.

– Widziałem, jak cię potraktowali, kiedy im dałeś sakiewkę, więc nie okłamuj mnie.

Zdorak odwrócił się w jego kierunku z wściekłością malującą się na pysku. Podniósł zęby i zawarczał, jakby szykował się do ataku. Zielonołuskowy pamiętał ten wzrok z Itrapy. Tak zachowywały się psy ludzi, które rzucały się na nich i dotkliwie ich szarpały swoimi pazurami. Zląkł się na to, co chciał z nim zrobić przywódca gnolli.

– Nie życzę sobie, abyś mnie śledził. Czy wyraziłem się dostatecznie jasno?

Krol zamienił się w słup soli, ale resztką odwagi rzekł:

– To powiedz mi o wszystkim, wtedy nie będę cię śledził.

– Nie mam zamiaru się przed tobą tłumaczyć – odburknął i dalej zapalał świece.

– Nie musisz się przede mną tłumaczyć, ale dlaczego okłamujesz swoich braci.

– Nikogo nie okłamuję!

– To czemu nikt z tobą nie szedł? – Krol nie dawał za wygraną. – Czemu dajesz się ludziom poniżać? Czemu traktujecie ich, jak swoich panów, skoro oni was poniżają? Biją was, a wy ich traktujecie za panów.

– Nikt nas nie bije. Już się o to postarałem.

– Otrzymałeś od nich kilkanaście kopniaków.

– Tylko ja, to dodatkowa cena, aby nikt nie był już bity.

– Broan i Kroić mają blizny od pejczy. – Zdorak odwrócił się do niego, a jego szczęka opadła. Patrzył na niego przestraszonym wzrokiem. – Kroić ma zdartą łapę, a Broan bliznę na głowie, myślę, że pozostali również mają niemałe blizny.

Zdorak wyglądał na przerażonego. Po raz pierwszy czuł, że nie panował nad swoimi braćmi i pozwolił ludziom na zadanie im krzywdy.

– Kłamiesz. Mówili mi, że wszystkie blizny otrzymali przy załadunku.

– Stało się to przy załadunku, ale to ludzie ich pejczem poganiali do pracy.

– Skąd to wiesz?

– Bo ja również mam podobne rany. – Odsłonił tunikę na wysokości pleców i odwrócił się do Zdoraka, aby widział je wyraźnie. – Podobne rany mam na swoim własnym ciele. Wiem, skąd one pochodzą.

Przywódca gnolli przez dłuższą chwilę patrzył niewidzącym wzrokiem na plecy Krola. Słowa jaszczuroczłowieka zaskoczyły go całkowicie.

– Ludzie obiecali mi, że nie będą się znęcać nad nami. Płacę im specjalnie za to, żeby się nad nami nie znęcali.

– To ludzie okłamali cię i o niczym nie mówią. Poniżają was i traktują jak niewolników. Podobnie jak nas.

Dostrzegł, że rozmówca nie chciał wierzyć jego słowom. Próbował jakkolwiek je zanegować, ale nie miał ku temu argumentów.

– Powiedz mi, co mam robić – poprosił zrezygnowany.

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

Zainteresowany dalszą częścią? Jeśli tak to kliknij poniżej „Następny wpis”.

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Czy wena istnieje?

Pisarz, malarz, rzeźbiarz, influencer, aktor (i… mógłbym tak wymieniać artystów bez końca) oraz wena, co ich łączy ze sobą? Zważywszy, że jestem pisarzem, to skupię się na twórczości pisanej, ale odnosi się to do każdej działalności artystycznej. Mówi się, że powieści powstają na podstawie weny, obrazy malarz tworzy gdy najdzie go natchnienie, rzeźbiarz więcej dostrzeże, gdy czuje tajemnicze moce, na podstawie których widzi więcej niż zazwyczaj itp.

Możemy nazwać to różnie, ale wszystko opiera się na jednej mitycznej mocy, która nazywa się weną. Czym ona jest? Czy rzeczywiście istnieje? Sprawdźmy to.

Czym jest wena?

Według słownika języka polskiego są dwa znaczenia tego słowa. Pierwsze z nich mówi o zapale twórczym i jakiegoś rodzaju natchnieniu, natomiast drugie wskazuje na szczęście sprzyjające komuś, zwłaszcza w grze. Z jednej strony jest to jakaś siła, która pcha nas do czegoś. Mamy wenę do działania. Drugie znaczenie wspomina o szczęściu, które nam towarzyszy, kiedy gramy w jakąś grę. Jeśli połączymy dwa znaczenia tego słowa, to wychodzi nam, że natchnienie jest formą szczęścia lub fortuna dopisuje nam dzięki zapałowi.

Może brzmi to pomieszanie z poplątaniem, ale miałem na myśli, że jedno z drugim jest bardzo powiązane z sobą. Szczęście w grze zależy od weny, a zapał twórczy zależny jest od szczęścia.

Czy takie połączenie w ogóle istnieje?

Będę brutalnie szczery, ale nie istnieje. Wena jest wyłącznie wymysłem ludzkim i nie ma jakiegokolwiek uzasadnienia w badaniach. Nasz mózg jest tak wspaniałym narzędziem, że on cały czas gromadzi i analizuje dane, które mu dostarczymy, ale nie stworzy czegoś nowego, jeśli wcześniej nie wprowadziliśmy czegoś do niego. Zatem, aby mityczna wena mogła zadziałać już na poziomie naszego mózgu, nie potrzeba czasu, tylko informacji.

Nie nazywajmy weny weną, tylko odpowiednim przygotowaniem

Jeśli chcemy napisać książkę, namalować obraz, stworzyć grafikę czy po prostu zrobić cokolwiek twórczego, to nie czeka się na tą mityczną wenę. Zamiast tego poszukuje się informacji potrzebnych do jej powstania. Dla przykładu, kiedy zaczynam pisać książkę przeprowadzam rozeznanie, na podstawie którego wiem jak będzie świat wyglądał, jacy bohaterowie się pojawią, jakie wątki poruszę itp. itd. Nie zaczynam pisać, jeśli nie mam przygotowania odpowiedniego do powieści, wszystko po to, żeby…

 

Dalsza część artykułu o wenie poniżej

Jeżeli treść artykułu Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

…Nie utknąć w miejscu.

Właśnie po to się planuje stworzenie dzieła, żeby nie utknąć w miejscu nie wiedząc, dokąd dzieło ma dalej iść. To ten moment twórcy nazywają brakiem weny. Jedyne co tutaj widzę, to brak informacji, jak dalej tworzyć to dzieło. Jeśli dobrze przygotujemy się do tworzenia dzieła, to mogę was zapewnić, że nie będziecie cierpieli na brak weny. Ba, nawet jak nie będziecie pisać powieści przez pół roku i po tym czasie do niej wrócicie, będziecie wiedzieli co chcecie tworzyć.

Wszystko rozbija się o przygotowanie do tworzenia dzieła. Mówię głównie o pisaniu powieści, ale odnosi się to do każdego dzieła, które ma powstać. Jeśli chcesz coś stworzyć, zaplanuj swoje dzieło, aby nie skończyć w martwym punkcie.

Czyli nie ma weny, a jest wyłącznie brak przygotowania?

Dokładnie tak. Kiedy wiesz co masz pisać, to również i natchnienie cię znajdzie, które jest niczym innym, jak chęcią do tworzenia czegoś nowego. Jeśli pomysł cię elektryzuje i zachwyca za każdym razem, kiedy coś czytasz, plus do tego masz powód do napisania powieści (O czym wspomniałem w artykule pt. „Czy pisarz musi mieć powód do pisania książki”), to nie złapie cię brak chęci do jej napisania.

Szukaj informacji wszędzie, nawet w najmniej spodziewanych miejscach. Szukaj tam, gdzie inni nie szukali, bo prawda jest taka, że nie wiesz, jakich rzeczy będziesz potrzebował. Oczywiście niech tworzenie dzieła nie będzie wyłącznie szukaniem informacji potrzebnych do jej stworzenia, bo wtedy zapętlisz się w ciągłym poszukiwaniu.

Jak tu znaleźć złoty środek?

Poszukiwać informacji i pisać. Pisz, jeśli wiesz o czym chcesz pisać, a jak czegoś nie wiesz, lub potrzebujesz sprawdzić, wspomnij o tym w komentarzu. Wszystko po to, żeby przepisując powieść, uwzględnić w niej tę informację. W trakcie pisania staniesz nieraz przed problemem, co dalej napisać. Co więcej, wielokrotnie staniesz przed taką przeszkodą.

Co wtedy robić?

Wchodzisz w plan powieści i sprawdzasz, o czym masz teraz pisać, i piszesz. Tylko tyle i aż tyle.

Podsumowanie

Mityczna wena nie istnieje, istnieje wyłącznie brak przygotowania do pisania powieści. Przygotujcie się do pisania powieści i śmiało piszcie. Zatrzymacie się wielokrotnie, żeby wiedzieć o czym pisać, ale jeśli macie dobry plan możecie pisać dalej. Mityczna wena nie zastąpi wam solidnego przygotowania, taka moja rada na koniec.

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Powstanie Ragilii – Rozdział 6 – część 2 – fantastyka

Rozdział 6 – część 2 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci 🙂

Wszystko szło zgodnie z planem. Krol poszedł po wsparcie gnolli, Mokar i Krap przygotowywali jaszczuroludzi do rebelii, a dodatkowo wśród żołnierzy barona pojawiło się coraz większe zniechęcenie do pracy, a część jego świty zaczynała podważać decyzje barona. Nie wystąpili jeszcze ze zdecydowanymi krokami, lecz wiedział, że nadejdzie to wkrótce. Żołnierze są zbyt zmęczeni, żeby godzić się na taki los. Co innego im obiecywano, gdy przybywali do Ragilii, a żołd, który otrzymują od barona nie był w stanie wyrównać niedogodności tego miejsca.

Najbardziej jego uwagę zwróciła kobieta, która pewnego dnia rozmawiała z czerwonołuskowym. Widział w niej mądrą osobę i zaczął ją obserwować. Doradziła baronowi, żeby zmniejszył intensywność prac, bo choć wydłużono dzień pracy, to nie przełożyło się to na ich postęp. Zasugerowała, żeby częściej żołnierze szli na odpoczynek, bo już część z nich wyglądała na zmęczonych i odbywała służbę wyłącznie z obowiązku.  Zignorował jednak jej zdanie, miał bowiem swoją wizję przypodobania się królowi Waren i nie zamierzał jej zmieniać.

– Witaj Oranio.

Kobieta rozejrzała się niespokojnie po pokoju.

– Bądź pozdrowiona, Oranio.

Orania wyjrzała zza księgi nie wiedząc, co się dzieje. Widział, jak błądziła wzrokiem po pomieszczeniu.

Lubił takie momenty, kiedy był niedostrzegalny. Podobało mu się to, że kobieta nie miała najmniejszego pojęcia, skąd pochodził ten dźwięk, ale on był.

– Niech szczęście spłynie na ciebie Oranio.

Odłożyła księgę, otworzyła drzwi i wyjrzała na korytarz.

– Co się dzieje? – zapytała samą siebie.

Wróciła do lektury księgi, ale tym razem z czujnym wzrokiem i słuchem. Gdy siadała na łóżko, odezwał się ponownie.

– Wielkie szczęście spływa na ciebie Oranio. Bądź pozdrowiona.

– Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?! – wrzasnęła.

– Uspokój się Oranio. Nie chciałem cię wystraszyć, a wyłącznie porozmawiać.

–  Kim jesteś i co chcesz ze mną zrobić?

– Moje imię niech pozostanie tajemnicą, ale masz rację, nie przybyłem bez celu. – Widział, jak patrzyła w ścianę, jakby tam znajdował się jej rozmówca. Kiedy się ozwał, odwróciła się w jego kierunku. – Zaimponowałaś mi, że rozmawiałaś z tamtym jaszczuroczłowiekiem i jesteś jedną z nielicznych osób, które potrafią się przeciwstawić baronowi.

Kobieta się wyprostowała, ale widział, że była bardzo spięta.

– Jestem skrybą, więc nie tylko spisuję, ale również doradzam. Zwłaszcza, jak widzę, że ktoś źle postępuje.

– I to mi imponuje. Mam względem ciebie plany.

– Wybacz mi tajemniczy głosie bez imienia, ale nie współpracuję z kimś, kogo nie znam, i nie ma odwagi się pokazać.

Nastała cisza. Wzburzył się na zarzucenie mu braku odwagi. Przewrócił szafę, która z głośnym łoskotem upadła na podłogę roztrzaskując się na kawałki.

Dostrzegł, jak kobieta podskoczyła na trzask mebla, po czym przewrócił stolik, przy którym jadła. Złamał go w trzonie. Również ją zaskoczył, ale już nie tak bardzo jak wcześniej. Zdenerwował się, że nie zlękła się na jego pokaz siły.

– Nie wolno mi zarzucać braku odwagi! – wrzasnął. – Mam podziw dla ciebie, ale jestem w stanie w każdym momencie cię unicestwić, za swoją zuchwałość, więc baczaj na słowa.

– Nigdy nie słynęłam z trzymania języka za zębami. Zwłaszcza do kogoś, komu nie ufam. Wzbudź moje zaufanie, wtedy porozmawiamy.

Zaimponowała mu. Mimo, że mógł z nią zrobić wszystko, to kobieta pozostała niewzruszona. Oczywiście wystraszył ją jego pokaz, ale miał świadomość, że śmierci się nie bała. Nie przerażała jej świadomość, że rozmawiała z potężniejszą od siebie postacią, i to mu imponowało. Postanowił dać jej to, o co prosiła.

– Jestem Korindan i mogę powiedzieć, że jestem zarówno żywy, jak i martwy. Nie mam materialnej postaci, ale też nie oznacza to, że nie istnieję. Mam wielki wpływ na to co się dzieje.

– Zauważyłam – spojrzała na pobojowisko w pokoju – Jestem Orania, skryba barona Joasa i wielka hańba rodu Satirino, ponieważ nie wyszłam za mąż, za pierwszego podstawionego mi mężczyznę.

– Bardzo mi miło.

– Mnie również, to czego chcesz ode mnie? – Usiadła na łóżku. – Robiąc taki bałagan w moim pokoju nie przybyłeś napić się wina.

– Jak zauważyłaś nie jestem cielesną postacią. – Skłamał, mógłby się zmaterializować, kiedy tylko chciał i w co tylko by chciał. – Ale mam plany względem ciebie.

– Nie jestem przekonana, czy chcę uczestniczyć w twoich planach.

– A jeśli cię do nich przekonam?

– Spróbuj, lecz nie obiecuję, że ci się uda. – Opowiedział jej o swoich planach. Nie nadmienił jej o wszystkim, bo część jego planów już jej nie uwzględniała. Nadmienił jej tylko o tych, które ją uwzględniały. Orania słuchała z uwagą. Początkowo niechętnie, ale z każdym jego słowem z coraz większym zapałem, a gdy skończył była przekonana, co do niego. Jednak resztki rozsądku pozostały jej w głowie. – Dlaczego mi to mówisz?

– Ponieważ już dość się napatrzyłem na cierpienia ludów Ragilii, a jaszczuroludzie sami nie dadzą sobie rady z ludźmi.

– Kim mam być?

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

 

– Moim głosem u jaszczuroludzi.

Po czym głos znikł, a po chwili służba pojawiła się w pokoju.

– Moja pani, co tu się stało?! – Przeraziła się starsza kobieta. Natychmiast wzięła pościel i zaczęła ją zmieniać. Zawołała stolarza, który przybył wraz z pomocnikiem i zaczęli naprawiać szafę i stolik.

Orania pozostawiła ich i zaczęła się zastanawiać nad porą przybycia służby. Czemu nie zjawili się wcześniej, tylko dopiero wtedy, jak Korindan odszedł? Co prawda mówiła im, żeby jej nie przeszkadzali bez powodu, ale dźwięk trzasków roznosił się po całym budynku, więc na pewno musiał je ktoś usłyszeć, ale mimo to nikt nie przybył. Założyła, że była to sprawka tajemniczego głosu o imieniu Korindan. Nie wiedziała tylko czemu mu zależało, aby jaszczuroludzie odzyskali wolność, bo chociaż miał altruistyczne stanowisko, to nie potrafiła uwierzyć w jego altruizm.

 

Krol zazem z Broanem i Kroiciem wyszli z portu. Obeszli Gazi blisko murów, aby nikt nie zauważył Krolla, a tak nie było dużo ludzi. Gdy gnolle odwróciły uwagę strażników zielonołuskowy prześlizgnął się do wyjścia, a póżniej wyszły psiepodobne istoty. Prowadzili go w głąb lasu, który o wieczornej godzinie stawał się coraz trudniejszym miejscem do spaceru ze względu na ograniczoną widoczność. Swobodnie Gnolle przechadzały się, jakby znały drogę na pamięć. Krol co chwila się potykał o wystający korzeń lub napatoczony kamień.

Gdy Krol usłyszał pierwsze szczeknięcie stanął sparaliżowany, a gdy doszło do niego więcej szczekania natychmiast chciał uciec. Czuł, że wpadł w pułapkę. Wyobraźnia podpowiadała mu, że za chwilę go porwą i rzucą na ich pożarcie, tak jak nieraz ludzie rzucali nieporadnych jaszczuroludzi na pożarcie psom.

– Krol, nie bój się – rzekł Kroić, kiedy zauważył, jak zielonołuskowy trzymał się z tyłu. – Szczekamy, żeby odstraszać inne zwierzęta. Na ludzi to nie działa.

Nie przekonał go, ale dorównał kroku gnollom. Nie posiadali żadnej palisady, ani murów obronnych, które miały odgradzać je od dzikiego ragilijskiego życia. W osadzie było sporo dołów, do których wskakiwali i od których wyskakiwali. Rozpalono ognisko, przed którym tańczyło kilkunastu gnolli. Posiadali w rękach kij z kilkoma sznurkami, do których zaczepione były podobizny paszczy z ostrymi zębami. Uderzali nimi w ziemię, po czym przesuwali po niej, co w całości tworzyło harmonijny taniec. Jaszczuroczłowiek zauważył, że w porównaniu do nich, gnolle byli radośniejsi. Cieszyli się z małych prostych rzeczy. Byli razem, bawili się, śpiewali chociaż zauważył, że ich śpiew przypominał szczekanie. Mieli rozpalonych kilka ognisk, pod którymi przyrządzali jaszczurki, węże lub inne upolowane zwierzęta.

– A kto to? – zapytał jeden z gnolli wskazując na Krola.

Z każdym kolejnym gnollem radość i szczęście zastępowało nieświadomość połączona z dociekaniem kim  był Krol. Wszyscy w wiosce zwrócili uwagę na jaszczuroczłowieka. Część z nich patrzyła na niego z góry na dół, jeszcze inni próbowali go dotknąć, a gdy to zrobili natychmiast uciekali. Jeszcze inni od razu trzymali się na dystans, zwłaszcza, że Krol z ilością uzębienia im nie odstępował, za to z wielkością przewyższał.

– Poznajcie Krola – przedstawił go Kroić.

– Gad z Itrapy. – dodał Broan.

– Przepraszam, jestem jaszczuroczłowiekiem, a nie gadem – doprecyzował Krol. – Jestem ponieważ … – zająknął się. Nie wiedział, czy po tym, co dzisiaj od nich usłyszał powinien im mówić, o powodzie przyjścia. W zamian powiedział co innego. – Chciałem was poznać i odnaleźć. Dużo o was słyszałem.

– Co takiego o nas słyszałeś! – krzyknął na niego gnoll ze skórą zwierzęcia na sobie. Trzymał coś na kształt laski, która była wyższa od niego całego. Jako jeden z nielicznych gnolli nie miał przekrzywionej głowy do przodu. Chociaż gnoll obleczony w skórę zwierzęcą na niego krzyknął, to jego głos nie był nienawistny, tylko niósł ze sobą radość. Krol miał wrażenie, że gdzieś tą skórę już widział.

– Słyszałem, że kiedyś razem z nami jaszczuroczłowiekami żyliście w Ragilii, nim przyszli ludzie i nas zniewolili.

– Właśnie Zdorak – wtrącił się Kroić – Krol nam mówił, że kiedyś żyliśmy bez ingerencji ludzkiej w nasze sprawy. Czy to prawda?

Zdorak zapowietrzył się.

– Nie, to bzdury – odrzekł, ale nie brzmiał zbyt pewnie.

– To prawda – odparł Krol – panował nad nami Daron i było prawo, na podstawie którego każdy z nas był równy.

– Nie wierzcie mu kundelki – powiedział do zgromadzenia. – Nic takiego nie było, więc jeśli masz złe zamiary to odejdź stąd.

– Nic wam nie chcę zrobić. Nie zamierzam nikomu wyrządzać krzywdy. Przeciwnie, nie chcę, żebyście kiedykolwiek czuli się pokrzywdzeni.

– Nie jesteśmy pokrzywdzeni – rzekł Broan. – Jesteś gościem, nie masz racji.

– Naprawdę uwierzcie mi, że kiedyś byliśmy wolnymi istotami i nie mieliśmy ingerencji ludzkiej.

Krol dalej próbował przekonywać, ale Zdorak odszedł do swojej jamy, a wraz z nim tłum, który zgromadził się wokół Krola. Zielonołuskowy odniósł wrażenie, że Zdorak coś przed nim ukrywał. Nie wiedział co, ale było coś, o czym nie chciał powiedzieć.

Po chwili jaszczuroczłowiek był sam w wiosce a pozostałe gnolle rozeszły się do swoich domów. Wskoczyły do jam i nie wychodziły z nich. Wraz z ich zniknięciem zgasły pochodnie, aż wkrótce cała miejscowość spowiła się ciemnością.

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

Zainteresowany dalszą częścią? Jeśli tak to kliknij poniżej „Następny wpis”.

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Book Drama w sprawie pisania recenzji, za pomocą AI

Pamiętacie o moim artykule, w którym wspominałem o Chacie GPT i AI? Jeśli nie, to przejdziecie do niego tutaj, jednak już mamy książkową dramę z tym związaną, i niestety dla pisarzy oraz dla czytelników, daleko idące konsekwencje. Czemu sprawa zyskała taki rozgłos i ma negatywny wpływ na nas pisarzy i czytelników? Już tłumaczę.

Wyjaśnijmy genezę tego kryzysu w mediach społecznościowych

Wszystko zaczęło się od tego, że jedna z dziewczyn publikująca recenzje powiedziała, że recenzje przygotowuje w oparciu o AI. Zrobił się wielki tumult, że oszukuje, że nie sprawdza powieści, które czyta, że robi pośmiewisko ze świata literackiego, i jeszcze więcej komentarzy, których teraz nie będę przytaczał.

Zrobił się wielki szum i niewielu o niej pisało dobre słowo. Nawet znane profile książkowe przestawały ją obserwować. Rozlało się wielkie szambo, a ją samą zmieszano z błotem. Czy dziewczyna sobie na to zasłużyła, czy nie, to wrócę do tego później. Wróćmy do sedna sprawy. Korzystała z AI, żeby wystawiać recenzje, ponieważ…

 

Dalsza część artykułu o pisaniu recenzji za pomocą AI poniżej

Jeżeli treść artykułu Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Nabrała za dużo współprac książkowych

Próbuję brzmieć profesjonalnie, ale wybaczcie mi, jak czasami nie będę. Jeżeli jest klęska urodzaju, to są trzy rozwiązania. Biorę tyle, ile mogę, albo dogaduję się z konkurencją na profit od polecenia, albo poszerzam swoje grono recenzentów. Owa influencerka wybrała trzecią wersję i niestety w świecie literackim najgorszą. Tworzymy wszystkie recenzje i to po linii najmniejszego oporu, tnąc koszty tak bardzo jak się da. Przez to również recenzje straciły na wartości.

Postawa ta świadczy o wszystkim, ale nie o profesjonalizmie. Jeszcze napiszę artykuł o tym, dlaczego pisarze i wydawnictwa decydują się na współprace z influencerami czy bookstagramerami, ale poprzez recenzję chcemy wam pokazać, że książka jest warta uwagi i powinniście się z nią zapoznać.

Ta influencerka temu zaprzeczyła

Pokazała, że recenzentem książkowym może być każdy. Byle jaka osoba, która wpisze odpowiednią komendę do AI, która stworzy dla niej gotowy tekst. Wartość merytoryczna tej recenzji pozostawia wiele do życzenia, bo zaznaczmy to. Recenzja ma jakąkolwiek wartość wtedy, kiedy oprócz rzetelnej oceny jest również opinia recenzenta, nie AI.

Osobiście jestem bardzo podirytowany taką sytuacją i wykorzystaniem AI

Jako pisarz i samowydawca dla mnie liczy się każdy grosz i każdy grosz musi mi się zwrócić na sprzedaży książek. A skoro już jestem zdecydowany na współpracę z influencerami, to oczekuję, że za jakąkolwiek współpracę pieniężną wygenerują mi sprzedaż książek na co najmniej tyle, na ile wyceniły swoje usługi. Często się tak nie dzieje z prostej przyczyny.

Recenzje instagramowe, tik tokowe i jakiekolwiek nie robią już na nikim wrażenia

Wątpicie? Wystarczy, ze wejdziecie na Instagrama i ledwo przewiniecie dziesięć postów, to jestem przekonany, że co najmniej połowa z nich to będą recenzje książkowe, ich zapowiedzi itp. itd. Już po minucie idzie zapomnieć, o czym była recenzja widziana chwilę wcześniej, a jak jeszcze do tego dodamy ciągle zmieniający się algorytm Instagrama, powoduje to niejednokrotnie, że te recenzje zbierają tylko puste lajki.

Ta book drama jest tylko kwintesencją tego, że już nie warto zwracać uwagi na polecenia książkowe. Recenzenci coraz bardziej zlewają się ze sobą i nikt nie zwróci uwagi na jeden post, o którym jest twoja książka. Można powiedzieć, że podana wyżej book drama pokazała tylko i wyłącznie, jak bardzo influencerzy książkowi wykorzystują autorów i wydawnictwa, żeby wyciągnąć od nich pieniądze.

Podsumowanie i moja własna opinia

Zdaję sobie sprawę, że cały ten artykuł został napisany w stylu, jakby to była moja własna opinia. Częściej powinienem gryźć się w język i bardziej dobierać język wypowiedzi, jednak nie trawię oszustwa. Wolę, żeby ktoś się przyznał do najgorszego zaniedbania, niźli do oszukiwania. To nie jest tylko moje zdenerwowanie, bo już ta book drama ma przykre konsekwencje w środowisku literackim.

Nic nie tłumaczy oszustwa i nie usprawiedliwia pójścia na łatwiznę. Autor, wydawca, czy ktokolwiek inny, jak płaci za recenzję, to oczekuje, że ta recenzja będzie na odpowiednim poziomie. Tylko tyle i aż tyle. Dajcie znać w komentarzu, co o tym myślicie.

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Powstanie Ragilii – Rozdział 6 – część 1 – fantastyka

Rozdział 6 – część 1 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci 🙂

Krol w ciągu kilku dni zdobył zaufanie gnolli. Pracował z nimi przy załadunku towarów na statek, które później płynęły do Itrapy, Troady, Pokrat, Mardat i innych miast w Ragilii. Odkrył, że gnolle miały lepszą znajomość miejsc w Ragilii niż jaszczuroludzie. Psopodobne istoty wiedziały o innych miastach, gdzie również pracowali przy budowie mostów.

– Jak to? To Gradenianie budują więcej niż jeden most? – Pewnego dnia Kroll spytał jednego z woźniców, gdy pracował z nim przy załadunku statku.

– Budują – odpowiedział szczekająco. – Ten, który biegnie przez Ragilię jest głównym mostem, ale od niego będą odchodzić mniejsze, które połączą się z głównym – wyjaśnił mu.

Wszystko, o czym mówiły mu gnolle, było dla niego nowością. Od dawna czuł, że mało wiedział o Ragilii, a dzięki gnollom zrozumiał, jak bardzo jego wiedza o bagnistej krainie była niewielka.

– Jestem Krol – podał jednemu z nich swoją jaszczurzą rękę.

Nim zdążył się przedstawić, drugi z woźniców zaszczekał, co było sygnałem dla Krola, że miał się schować do snopu siana i się nie wychylać. Słyszał, jak strażnik przyszedł skontrolować ich pracę i sprawdzić, ile jeszcze mógł statek pomieścić. Poprzez smagnięcia batem, dał im do zrozumienia, że powinni pracować szybciej.

Gdy wyszedł spod siana, jeden z gnolli podał mu rękę.

– Kroić. Ludzie nadali mi takie imię, bo jeden z nich skazał mi skroić łapę, na której były włosy. Teraz mam gołą rękę, którą się właśnie z tobą witam.

Kroić uścisnął rękę Krola, po czym pokazał mu wierzchnią stronę drugiej dłoni – na jednej z nich było futro, a na drugiej skóra.

– Ten na górze to Broan. Podobno ludzie nazwali go Baranem, ale chyba ktoś nie zrozumiał i krzyczał do niego Broan. Tak już zostało.

Początkowo Krol miał trudności z odróżnieniem Kroicia od Broana, lecz im dłużej pracował z nimi, tym więcej różnic dostrzegał. Zauważył, że Kroić częściej szczekał przy mówieniu niż Broan, za to Broan skracał swoje wypowiedzi do trzech słów, rzadko kiedy mówił dłuższe zdania.

Pewnego dnia Kroić został wezwany do załadunku towaru na inny statek, więc Krol cały dzień pracował z Broanem.

– Wszystko ułożyłem jak należy – rzekł jaszczuroczłowiek, położywszy ostatnią deskę na skupisku.

– Dobrze, bierz to. – Wskazał na kamienie do budowy mostu.

Statek ten płynął do Itrapy i gdy Krol się o tym dowiedział, miał ochotę wyrzucić wszystkie kamienie do wody i choćby tak ulżyć swoim współbratymcom.  Wiedział jednak, że oberwie się za to Broanowi. Pomógł więc nowemu koledze załadować statek krótkimi przęsłami żelaznymi, które na miejscu łączono w długie filary. Gdy je załadowali, zauważyli, że nie było kolejnego towaru do załadunku.

– Powiedz mi, gdzie wy mieszkacie. – Broan nie wiedział, o co Krol zapytał. – Gdzie śpicie?

– Nie rozumiem.

– Gdzie odpoczywacie po całym dniu pracy?

– Tutaj.

– Nie chodzicie spać do jakiś domów, lepianek, albo innych chat?

– Nie rozumiem pytania.

Krol długo zastanawiał się jak wytłumaczyć Broanowi o co pytał, a im bardziej wyjaśniał, tym bardziej gnoll nie rozumiał. Po dłuższej chwili zrezygnował z dalszego tłumaczenia. Gdy dzień zbliżał się do końca dołączył do nich Kroić.

– Jak wam idzie towarzysze?

– Dobrze – odrzekł Krol, gdy kończyli załadunek ciężkich skrzyń. – Porozmawiałem z Broanem.

– Nie rozumiałem go.

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

 

Krol spróbował jeszcze z Kroiciowi wyjaśnić o co mu chodziło i w porównaniu do małomównego kolegi on zrozumiał, o co pytał jaszczuroczłowiek.

– Krol, my nie mamy domów, ani niczego, co rzeczywiście można by było nazwać domem. Śpimy na świeżym powietrzu. Na trawie, bagnie, wodzie, kamieniu, na wszystkim, na czym można położyć głowę.

– A gdzieś się gromadzicie?

Na pytanie Krola obydwaj spojrzeli po sobie, a potem obdarzyli jaszczuroczłowieka nieufnym spojrzeniem. Mimo, że już tyle razem towaru przenieśli, wciąż mieli wątpliwości, czy powinni ufać Krolowi.

– Czego chcesz? – spytał Broan.

Krol już wiedział, że nie było sensu trzymać tej tajemnicy. Jeśli mieli mu zaufać, to musiał przekazać im wszystko, co wiedział.

– Podobnie jak wy, jestem niewolnikiem ludzi. Podobnie jak wy, my również mamy blizny na ciałach, o czym wiecie. Ale jednak nie trafiłem tu przez przypadek. – Nastała nieufność między nimi. Gnolle przestąpiły krok do tyłu. Zielonołuskowy chciał się do nich zbliżyć, lecz gdy dostrzegł, że w zamian ci się odsuwają, rzekł:

– Chcemy wyrzucić stąd ludzi i być wolni, tak jak byliśmy kiedyś.

– Nie rozumiem – rzekł Broan.

– Ja też cię nie rozumiem, Krol– dodał Kroić. – W jaki sposób wolni, o czym ty mówisz?

– Nie jesteśmy niewolnikami – tłumaczył im Krol. – Nie jesteśmy poddanymi ludzi. Kiedyś byliśmy oddzielnym królestwem, które było na tyle silne, że samo decydowało o tym, jak wyglądała Ragilia.

– Nie rozumiem, co to znaczy być wolnym – stwierdził Kroić. – Zawsze byliśmy uzależnieni od ludzi.

– No właśnie my też tak myśleliśmy, a jednak okazuje się, że nie. Władzę sprawował Daron sprawiedliwie, który za dobro wynagradzał, a za zło karał.

– Czyli nas bił? – wywnioskował Broan.

– Nie bił. Było prawo, które przestrzegaliśmy.

– Co było? – spytali obaj wspólnie.

Krol momentami nie wiedział, w jaki sposób powinien z nimi rozmawiać. Miał wrażenie, że wszystko o czym opowiadał im było dla nich nowością. Już od kolejnych pytań, które dotyczyły miasta, świątyni, bądź bóstwa rozszerzali oczy. Sam mało wiedział o Ragilii w stosunku do nich, z kolei oni nie wiedzieli, że można żyć bez ludzi. Po którymś kolejnym pytaniu dotyczącego funkcjonowania zapytał wprost.

– Czy jesteście źli za to, co ludzie wam robią?

– Jak tak można? – oburzył się Broan.

– Nie można być złym na naszych panów – potwierdził Kroić. – Oni są doskonali i najważniejsi dla nas. Cokolwiek robią, robią dla naszego dobra.

Oczy Krola mało co nie wyszły z oczodołów, a szczęka bezwładnie opadła i miał trudności by ją podnieść. Nie wierzył w co usłyszał. Po raz pierwszy ktoś powiedział, że ludzie mogli zrobić coś dobrego. Patrzył na nich i miał wrażenie, że nie byli świadomi swoich słów. Broan miał bliznę na głowie, która ciągnęła się od ucha do pyska, Kroiciowi żywcem zdjęli skórę z ręki, a mimo to, nie mogli być źli na ludzi?

– Jak to panów? – Krol był jednocześnie przestraszony, jak i zaskoczony tym co słyszał. – Służycie im? Jesteście im wierni?

– Tak i nie rozumiemy, jak to można się im postawić.

Krol miał ochotę uciekać, lecz nim powziął tę myśl, zdziwiła go jedna rzecz.

– Biją was, dla waszego dobra? – Skinęli mu. – Znęcają się nad wami, dla waszego dobra? – Ponownie mu skinęli. – Każdą krzywdę, jaką wam wyrządzają, to dla waszego dobra? – Również i tym razem mu potwierdzili.

Jeszcze bardziej zaskoczyli Krola. Gnolle były posłuszne ludziom i nie wyobrażały sobie stanąć przeciwko nim. Mimo wszystkich upokorzeń, bólu i cierpienia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego, którego zaznały od ludzi, nadal były im posłuszne. Nie wierzył, że mogą im wierzyć i zawierzać im życie, skoro oni odpłacają im się upokorzeniem i zniewoleniem.

– Czy spotykacie się z innymi gnollami?

– Tak – potwierdził Kroić.

– Mogę pójść do nich z wami?

– Chodź. – Machnął mu Broan, kiedy statki zostały załadowane, a dzień pracy w porcie się kończył.

Poszedł za nimi.

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

Zainteresowany dalszą częścią? Jeśli tak to kliknij poniżej „Następny wpis”.

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Czy pisarz musi mieć powód do pisania książki?

Czasami zastanawiam się nad tym, dlaczego piszę. Jedna z odpowiedzi jest taka, że jest to moja pasja i coś co sprawia, że żyję. Koniec… można zakończyć ten artykuł. Tak pewnie powiedziałby każdy pisarz. Utarło się, że każdy pisarz, którego książki są w Empiku, musi pisać z powodu pasji.

Czy rzeczywiście tak jest? Sprawdźmy to.

Po co powód do pisania?

No właśnie. Dlaczego nam pisarzom potrzebny jest jakikolwiek powód, żeby pisać? Skoro piszę, to już samo to, jest powodem, dla którego piszę. Masło maślane mi z tego wyszło, ale wciąż się spotykam z opinią, że tworzy się literaturę dla pasji  dlatego, że chce się podzielić swoją twórczością z czytelnikami. Czy tak jest? Nim przejdę do odpowiedzi, spróbuję wyjaśnić, po co jest potrzebny powód do pisania.

Powód to jest coś, co napędza nas pisarzy do tworzenia nowych opowiadań, powieści, historii czy spisywania jakiejkolwiek przygody na papier. To jest motywator, z którego zaczynamy tworzyć daną historię i spisywać ją na kartki. Skoro to już sobie wyjaśniliśmy, to dlaczego tworzymy książki?

Dla pieniędzy?

Niech pierwszy pisarz, który nie chciałby, żeby jego książki sprzedawały się w bestsellerowym nakładzie, rzuci we mnie kamieniem. Jak spadnie na mnie jeden malutki kamyczek, to i tak dużo. Każdy z nas pragnął pisać powieści, tak jak nasi poczytni odpowiednicy. Czy jest to coś złego w tym, że są pisarze, którzy chcą pisać książki dla pieniędzy? Nie, jeśli piszą powieści, które podobają się innym, to nie mam z tym problemu, wręcz jeszcze bardziej to podziwiam.

Nie rozumiem dlaczego, realizacja pasji przyjednoczesnym czerpaniu z jej korzyści materialnych (zarobków), nadal jest problematyczne w XXI wieku? Każdy artysta musi mieć pieniądze do życia. Nie tylko do przetrwania, ale po prostu do życia.

Piszę książki, bo chcę przekazać coś tajemniczego?

Taką motywację miał między innymi George Orwell, autor znanego na całym świecie „Folwarku Zwierzęcego” czy „Roku 1984”. Pisał, ponieważ tkwiła w jego głowie inspiracja, którą chciał się podzielić z całym światem. Oczywiście tych powodów, dla których pisał było znacznie więcej. Jeśli chcecie je poznać, to zapraszam do jego eseju o nazwie „Dlaczego piszę”. Widzimy tutaj, że mamy do czynienia z głęboką motywacją, chce nam pokazać coś, co siedzi w nim gdzieś głęboko.

 

Dalsza część artykułu o motywacjach do pisania powieści poniżej

Jeżeli treść artykułu Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

A czy mogę pisać książki po prostu dla zabicia nudy?

I jeszcze żeby za to płacili? Osobiście ten powód najbardziej mi się spodobał. Piszemy książki dla zabicia nudy i jeszcze zgarniamy za to pieniądze. Oczywiście w moim przypadku samo pisanie i wydawanie jeszcze nie wchodzi w grę z prostej przyczyny. Niestety nie mam jeszcze tak rozbudowanej marki, żebym mógł tylko pisać i wydawać, i jakkolwiek się promować, ale prawda jest taka, że nawet jak już będę miał rozbudowaną markę, to jeszcze trzeba ją utrzymać. W tym tkwi największy problem, ale na ten problem zwrócę uwagę później (może wtedy, kiedy już będzie ona rozpoznawalna?) Co myślicie? (Śmiech).

Pisanie książek, żeby zabić nudę powoduje, że takie książki najbardziej trafiają w innych gusta. Dlaczego? Powstały bez żadnej presji, czy to ze strony wydawcy, czytelników, czy innych wpływowych osób. Napisano je, aby zabić czas.

Czy mogę pisać z jakiegokolwiek powodu?

Tak, oczywiście, że możesz pisać z jakiegokolwiek powodu. Możesz pisać, żeby mieć pieniądze na koncie, żeby się z kimś czymś podzielić, żeby rozwiązać czyiś problem, żeby dać motywacje ludziom, żeby zaspokoić swoje własne ego, żeby … i mogę tu bez końca wymieniać powody.

Jedno musisz zrozumieć.

Twój powód musi być twoim powodem!

Nie mamy, nie taty, nie partnerki, czy partnera, nie brata, siostry, wujka, ciotki, czy pasierba twojego pasierba. To musi być twój powód, który napędza cię do napisania książki, a zapewniam cię, że kiedyś Empik się o nią upomni. Jest to jednocześnie inspiracja, która napędza cię do tworzenia. Przypomnisz sobie o niej, kiedy cały świat literacki i pisarski będzie się walił. Kiedy twoje książki będą prowokować hejt za hejtem, kiedy nikt w ciebie nie będzie wierzył … nawet ty sam.

To musi być coś, co niczym najlepszy kumpel podejdzie i poda ci rękę, kiedy będzie ci się wydawało, że jesteś już na dnie. Taki powód miej do napisania książki.

Również go mam

Dodam, że towarzyszył mi zawsze przy tworzeniu książki, i towarzyszy przy pisaniu tego artykułu. Moim powodem, dla którego tworzę książki jest chęć zarabiania na nich. Nie zależy mi na ogromnych pieniądzach, nie chcę mieć fortuny, ale pewność, że pieniądze będą na różne ciężkie okazje. Dlatego też do chęci zarabiania muszę dodać spokój. Swój spokój w życiu definiuję następująco: pieniądze dla mojego ogniska rodzinnego będzie dostarczało pisanie kolejnych powieści i wasze zadowolenie, kiedy będziecie je czytać.

Niczego więcej nie potrzebuję i o nic więcej nie zabiegałem. Zarabiać pieniądze, żeby spokojnie żyć.

Nie zabrzmiało górnolotnie – prawda?

Być może, ale to właśnie ta motywacja napędza mnie, żeby wydać kolejną powieść, czyli „Bunt Charny”. Powieść, która będzie w gatunku fantasy, i która już mnie cieszy na myśl, że będzie dostępna dla was w moim sklepie (link do niego na dole artykułu) i w innych księgarniach. Wymagam tylko od siebie i piszę nawet wtedy, kiedy nie mam na to ochoty lub nie mam tej mitycznej weny (choć warto tutaj przypomnieć, że tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak wena).

Podsumowanie

Pisarze piszą książki z różnych powodów, ale jedno na pewno łączy je wszystkie. Powód jest motorem napędowym do pisania powieści. Również i ja mam swój osobisty motywator do pisania kolejnych opowiadań, którym jest spokojne zarabianie pieniędzy. Tego sobie i wam życzę. Spokojnego zarabiania pieniędzy. Już za dużo mamy stresu we współczesnym świecie.

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Powstanie Ragilii – Rozdział 5 – część 2 – fantastyka

Rozdział 5 – część 2 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci 🙂

Baron wraz z ekipą, w której skład wchodzili Orania, Kroneliusz oraz straż przyboczna, przygalopowali na miejsce, gdzie stawiano cokoły. Drużyna, która dźwigała cokół, robiła to nad wyraz sprawnie, a na dnie mokradeł trzy ekipy pilnowały, aby cokół wszedł pionowo. Orania zrozumiała w tym momencie, że baron mylił się co do ich podejścia do pracy – oni znaleźli sposób, jak obejść jego rozporządzenie. – Baronie, czy mogę spróbować kunsztu kucharskiego tego jaszczuroczłowieka? -spytała nagle Orania.

– Co?! Kunszt!? Tego jaszczura?! – Baron roześmiał się, co Orania skwitowała skrzywieniem ust. – On nawet nie umie gotować, ale proszę cię bardzo, spróbuj wypocin tego gada podszywającego pod kucharza. Jestem przekonany, że potem wrócisz do kuchni w zamku i zjesz naszą wytworną cielęcinkę czy jagnięcinę.

Nie odpowiedziała, tylko oddaliła się od barona i jego służącego, którzy pognali na drugą stronę mostu. Wraz z nią pojechało kilku kawalerzystów Gdy przygalopowała do czerwonołuskowego kucharza, spojrzała na jego rany i łuski, które odrywały się od ciała. Skrzywiła się na ten widok.

– Czy możecie zostawić mnie samą? – spytała dowódcy konnych jeźdźców.

– Ale miła pani, oni mogą zrobić pani krzywdę.

– To mnie strażnicy obronią. Jeźdźcie i wróćcie do swoich obowiązków.

Pognali i zostawili Oranię samą, która podeszła do kotła kucharza. Szybko skulił się na jej widok, bał się kolejnej kary.

– Czy mogę spróbować tego, co ugotowałeś?

Zaskoczyła niewolnika tą prośbą. Widziała, że nie był przyzwyczajony do takiego podejścia ze strony ludzi. Kucharz podszedł do kotła, nabrał potrawę na talerz i drżącymi rękami wręczył jej danie. Nie wiedziała, czego się spodziewać po kunszcie kucharskim jaszczuroczłowieka, lecz gdy przekroiła kawałek mięsa i wzięła do ust, natychmiast się rozpromieniła.

– To jest najpyszniejsze na świecie!

Jaszczur był odpowiednio doprawiony. Czuła posmak mięsa, ale nie było ono tłuste, ani mdłe. Nigdy czegoś podobnego nie jadła. Szybko pochłonęła porcję i poprosiła o kolejną.

– Naprawdę umiesz gotować. Powiedz mi, z czego to robisz? – spytała, lecz jaszczuroczłowiek bał się jej odpowiedzieć. Widziała, jak drżał, i choć słowa chciały wyjść z jego ust, to już instynkt przetrwania podpowiadał mu, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. – Nie musisz się mnie bać. Nie umiem gotować, ale za to lubię solidnie zjeść. – Serdecznie się uśmiechnęła.

– Wykorzystuję małe jaszczury – wydukał. – Próbuję je upolować, ale nie wychodzi mi. – Poczuł, że powiedział coś złego, więc wystawił ręce w geście obronnym. – Proszę mnie nie bić. Poprawię się.

– Spokojnie – rzekła wyciągając ręce do góry, chcąc mu pokazać, że nie ma złych zamiarów. – Nie mam zamiaru cię bić, tylko chciałam wiedzieć, z czego to powstało. Jest naprawdę smaczne.

– Dziękuję.

Skulił się zawstydzony tym komplementem i wrócił do pracy. Zrozumiała, że żołnierze karzą ich za jakąkolwiek rozmowę.

– Jak się wam pracuje? – spytała. Widziala, jak żołnierze każą ich za najmniejszą niesubordynację, i było jej ich żal.

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

 

– Dobrze. – rzekł szybko.

– Nie czujecie, że biją was za bardzo? – Nie zareagował. – Nie bolą was plecy, ręce, nogi, ani nic? – Również odpowiedziała jej cisza. Miała wrażenie, że chciał jej coś powiedzieć, ale bał się. – Nie dziwię się, że nie chcesz nic mi mówić. Tak bardzo już nie ufacie ludziom, że nie oczekujecie po nas niczego dobrego. – Dokończyła posiłek z jaszczura i oddała talerz kucharzowi. – Serdecznie dziękuję ci za posiłek. Jestem Orania i z przyjemnością przybędę tutaj by zjeść miskę jaszczura z moglistym dyniaczem.

Dosiadła konia i pognała w kierunku twierdzy barona

Krol spoglądał na maga, który uratował go z opresji. Nie wiedział, co postać z nim zrobi. Całe jego życie było uzależnione od tego maga, który odwrócił głowę w jego kierunku i chociaż nie miał oczu ani twarzy, jaszczuroczłowiek czuł na sobie jego spojrzenie. Po chwili jego wybawca od strażników zrobił kilka kroków w kierunku ziełonołuskowego, któremu strach całkowicie splątał nogi. Postać maga wyciągnęła rękę do góry, na co kajdany skuwające ręce i nogi Krola opadły.

– Kim jesteś?

Mag nic nie odpowiedział na pytanie jaszczuroczłowieka. Skinął tylko, żeby poszedł razem z nim, po czym znikli w gąszczu domostw. Walka maga z żołnierzami nie wzbudziła żadnego zainteresowania, co mocno zaskoczyło Krola. Wcześniej spacerowali wokół domów, gdzie ludzie wprost obrzucali go wszystkim, co wpadło w ręce, a teraz nikt nie wyglądał z okien.

– Odpowiesz na moje pytanie?

Postać maga w dalszym ciągu nic nie mówiła i gdzieś zmierzała. Zielonołuskowy zmierzał w jego kierunku, lecz im dalej pokonywali kolejne domu, tym bardziej górowała w nim irytacja.

– Jeśli chcesz mnie zabić, to czemu idziemy między domy?

Postać maga odwróciła się w jego kierunku.

– Milcz!

Donośny głos maga postawił Krola do pionu, po czym nadal podążał między budynkami. Gdy mag znikał zza winklem ruszył za nim pędem i gdy go dogonił zrównał krok z nim. Jednak postać wybawcy Krola momentalnie przyśpieszyła.

– Ej, czekaj, nie nadążam za tobą! – krzyknął Krol na postać, która oddalała się od niego.

Postać znikała właśnie między budynkami. Krol zmierzał za nią. Wbiegł między budynki, mając nadzieję, że gdzieś za domem postać maga się pojawi, lecz gdy spostrzegł coraz więcej ludzi pojawiających się w krużgankach, to schował się w kopie siana.

Rozmyślał nad tym, co się właśnie stało. Ktoś go uratował i nawet nie wiedział kto.

– Nareszcie jesteście z tym sianem – rzekł żołnierz do woźnicy, na co Krol schował się w sianie.

– Przepraszamy za spóźnienie – bronił się woźnica.

– Zamknij paszczę, durny psie, i wjeżdżaj z tym na statek! – Do uszu Krola dobiegło smagnięcie biczem.

– Dobrze, mój panie, już jedziemy.

Pognał konia i za chwilę widok na niebo przesłoniło Krolowi ciemność statku. Jeszcze chwilę później jechał w przyczepie, aż w końcu przystanęli.

– Wyrzuć tą kopę siana, a ja idę ją zameldować u majtka.

Nerwy przejęły władzę nad Krolem i wyskoczył z wozu rozsypując siano po całym pokładzie statku. Woźnicy zlękli się, że człowiek był za nimi, lecz gdy zrozumieli, że to nie był człowiek przyjrzeli mu się. Jaszczuroczłowiek również im się przyglądał. Miał wrażenie, że gdzieś widział te postacie, które miały owłosione całe ciało. Stali na łapach i ręce mieli z palcami jak ludzie. Jaszczuroczłowiek skojarzył ich pyski z psami, które pilnowały porządku w trakcie budowy mostu, podobnie uszy spiczaste do góry.

Dopiero po chwili zrozumiał kim są.

– Jesteście gnollami? – Skinęli mu, na co Krol odetchnął z ulgą – Poszukiwałem was.

– Po co? I w ogóle kim jesteś? – odrzekł mu jeden z woźniców pół głosem pół szczekając.

– Pracujecie dla ludzi?

– Również tak, ale powiedz nam kim jesteś? – Potwierdził mu ten, który miał futro na ręce podzielone krwistą pręgą.

– Jestem Krol jaszczuroczłowiek i też dla nich pracuję – pokazał im poranione plecy. – A to dostałem bo im się postawiłem.

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Dlaczego Remigiusz Mróz zyskał taką sławę?

Remigiusz Mróz jest jednym z najbardziej poczytnych pisarzy młodego pokolenia. Można go lubić lub nie, ale jedno jest pewne – obok tego nazwiska nie można przejść obojętnie. Niewielu jest czytelników w Polsce, którym nazwisko „Mróz” nic nie mówi. Wpisałem je z ciekawości w Google i pierwsze dziesięć miejsc zarezerwowanych jest dla tego pisarza.

Nie ma co ukrywać, Remigiusz Mróz jest ambasadorem polskich pisarzy za granicą. Aczkolwiek o czymś innym chciałem porozmawiać. Ostatnio wspomniany pisarz pochwalił się, że sprzedał już dziesięć … milionów egzemplarzy powieści w Polsce.

Co spowodowało, że ten pisarz jest tak bardzo popularny? Sprawdźmy to. Zaznaczam, że to będą moje wewnętrzne przemyślenia i możecie się z nimi zgadzać lub nie.

Marka Remigiusz Mróz każdemu coś mówi

Nie ważne jak mówią, ważne, że mówią  znacie to powiedzenie? Można powiedzieć, że jest to pierwsze prawo marketingu, które warunkuje, czy produkt lub usługa zyskuje popularność, czy nie. Prawda jest taka, że jeśli coś nie jest na tyle unikatowego, żeby wywołać dyskusję, to nie jest to coś godnego uwagi. Możecie się z tym zgadzać lub nie, ale według mojej oceny, świat tak działał i działa od zawsze. Zawsze to, co wywoływało dyskusję, było bardziej pożądane, niż to, po pozostawało bez komentarza, a Remigiusz Mróz nie daje o sobie zapomnieć.

Praktycznie co chwila daje się dostrzec jakiś news na temat wspomnianego pisarza. Czy to kolejna premiera książki (o czym opowiem za chwilę), czy to opinia o jednej z wielu jego powieści w mediach społecznościowych, czy wreszcie jego twarz, pojawiająca się w kolejnym programie. Po prostu jego wszędzie jest dużo i już samo to napędza jego markę.

 

Dalsza część artykułu o sukcesie Remigiusza Mroza poniżej

Jeżeli treść artykułu Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

 

Czy nie jest go za dużo?

Być może, ale to moje osobiste odczucia, które (co oczywiste) nie obchodzi całej Polski. Gdyby nie mówiono o nim stale, to nie pojawiał by się tak często w sieci. Polska ma ogromne zapotrzebowanie na powieści Remigiusza Mroza i ogromny deficyt związany z informacjami na temat niego samego i jego twórczości.

Skąd to wiem? Inaczej…

…Remigiusz Mróz nie pisałby średnio sześciu powieści na rok

Wiadomo, jedni uważają, że lepsza jest taka powieść, drudzy, że inna, a jeszcze inni twierdzą, że jego fenomen wygasa na pierwszych trzech częściach przygód Forsta. Na podstawie mojego artykułu pt. „Czy powieść może być dobra lub zła” wiecie już, że nie może być. Może wyłącznie się podobać lub nie. Odsyłam was do lektury artykułu (kliknij tutaj). Ile ludzi tyle opinii, jednak fakt jest taki, że jest duże zapotrzebowanie na powieści Mroza. Prawdopodobnie gdyby wydawał jedną powieść rocznie, to kolejki po nie byłyby porównywalne do tych, kiedy ostatnia część Harrego Pottera trafiła do księgarni. Najlepsze jest to, że totalnie nie przesadzam.

Remigiusz Mróz ma mocne oparcie … w hejterach

Znacie powiedzenie: szczyt zera – nie mieć hejtera? Ta fraza zdecydowanie pasuje do powieści Remigiusza Mroza. Jego potęga tkwi właśnie w ilości posiadanych hejterów. Zagorzałych antyfanów, którzy będą robić wszystko, aby przekonać jego fanów do nielubienia jego twórczości. A co na to zrobią fani pisarza? Nie domyślicie się, ale będą przekonywać antyfanów do zainteresowania się twórczością bestsellerowego pisarza. W ten oto sposób rozpoczęła się zagorzała dyskusja, która nigdy nie ustąpi, zwłaszcza, jeśli uwzględnimy naturę Polaka.

Remigiusz Mróz to marka narodowa

Powiem to przez duże M. Ten pisarz jest tak bardzo rozpoznawalny, że już zagraniczni autorzy czytają i recenzują jego powieści. Coraz więcej tłumaczeń powieści pisarza jest wydawanych na innych rynkach. Zapotrzebowanie na niego jest nie tylko w Polsce, ale również na świecie. Jestem przekonany, że pisarze z mekki kryminałów, czyli Skandynawii, coraz bardziej czują na plecach oddech polskich pisarzy zajmujących się tą tematyką, w tym przede wszystkim Remigiusza Mroza.

Czy Remigiusz Mróz może być inspiracją dla pisarzy?

Tak i powinien nią być. Można jego twórczość lubić lub ganić, ale każdy z nas pisarzy marzy, aby o jego powieściach tak bardzo mówiono, jak właśnie o twórczości pana Mroza. Remigiusz Mróz też kiedyś zaczynał od pierwszej powieści, potem drugiej, trzeciej, czwartej aż doszedł do… którejś tam. Wybaczcie, ale przestałem już liczyć (śmiech). Pisarz, który jest na ustach tak wielu osób, zasługuje na szacunek i uznanie.

Dla mnie osobiście jest inspiracją, i to dużą. Wiem, że podobnie jak on również będę pisarzem, którego powieści będą szybko schodzić z mojej strony internetowej (www.segeworld.pl), na wszystko jednak trzeba czasu. Wiem to, mimo, że ten artykuł napisałem w momencie, kiedy na koncie bankowym świeciły pustki.

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska