Jak to się stało, że zacząłem pisać książki?

Gdybym jeszcze piętnaście lat temu powiedział sobie, że kiedyś będę pisał powieści, to wyśmiałbym samego siebie. Jak człowiek, który kiedyś był patologicznym graczem komputerowym i wręcz nienawidził czytania książki, może je pisać? Przyznaję, że sam się temu dziwię i cały czas się zastanawiam, jak to się potoczyło.

Dzisiaj będzie inaczej niż zazwyczaj, bo zamiast pisać o rynku książki, powiem wam o sobie. Wyjawię wam część swojego życia. Zainteresowani? A więc zaczynajmy.

Jestem dzieciakiem pokolenia gier video

Gdy do domu przybył pierwszy Pegasus wręcz straciłem dla niego głowę. Nie było chwili, kiedy nie chciałem grać w gry typu: Mario, Contra, czołgi, czy inne platformówki, które wtedy podbiły całą Polskę. Sam jestem z tego pokolenia, gdzie pady do konsoli wymieniało się co chwilę, bo ich żywotność pozostawiała wiele do życzenia.

Pamiętam, jak kupowało się dyskietki na targu za dziesięć złotych i miało się dostęp do tysiąca gier (jak nie więcej). Pady swoją stroną też były bardzo tanie, więc nie ma co się dziwić, że się psuły. Później Pegasus przeszedł w pierwszy komputer (ATARI), gdzie z ledwością chodził Heroes of Might and Magic III, ale grałem w tą grę bez końca. Inspirując się tą grą powstanie moja kolejna powieść: Bunt Charny. Właśnie jestem w trakcie jej procesu wydawniczego, więcej o niej na Instagramie.

Można powiedzieć, że nałogowo grałem w gry do momentu, aż sprzęt do kompa i same gry kosztowały coraz więcej. Jednak czy to zatrzymało moje granie i zachęciło do czytania?

Absolutnie nie! Więc co to było?

Gdy miałem dwadzieścia dwa lub dwadzieścia trzy lata i były święta Bożego Narodzenia, to po Wigilii następowało otwieranie prezentów. Jak dochodzi do tego wielkiego wydarzenia, to nie ważne ile będę miał lat zawsze będę się czuł jak pięciolatek, który nie może się doczekać, co też się mu trafiło pod choinką. Z wielką werwą otwierałem prezent, a tam… powieść George R. R. Martina Gra o Tron. Moja reakcja była taka, że z zażenowania kręciłem głową i krzywiłem się, jakbym zjadł cytrynę. Oczywiście moi rodzice nie dostrzegli mego niezadowolenia, ale pierwsze wrażenie było takie, że ten prezent był nietrafiony.

Do czasu…

 

Dalsza część artykułu o moich początkach z pisaniem poniżej

Jeżeli treść artykułu Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Pewnego popołudnia przegrałem wszystkie gry, obejrzałem wszystkie seriale i nie miałem co ze sobą zrobić. Na stole leżała powieść pana Martina. Patrzyłem na nią wielokrotnie, nim wziąłem ją do ręki i zacząłem czytać. Powiem wam, że tak mnie wciągła, że przeczytałem cały pierwszy tom praktycznie w dwa dni.

Od tego momentu polubiłem się z książkami

Zacząłem czytać coraz więcej powieści, głównie młodzieżowych jak: Więzień Labiryntu, seria Wybrani, Niezgodna, fantasy od: Karen Miller, Brenta Weeksa, Jacka Komudy, Mai Lidii Kossakowskiej czy kryminały od: Remigiusza Mroza, Marcusa Sakey, Joan Campbell, Harlana Cobena, Tess Gerritsen itp. itd. Każdą wolną chwilę zacząłem spędzać nad książką.

No dobra, ale kiedy napisałem pierwsze opowiadanie, powieść, historię, czy cokolwiek pisarskiego?

Zaskoczę was… w okresie, w którym najbardziej nie znosiłem powieści

Właśnie wtedy, kiedy byłem wielkim przeciwnikiem książki, to byłem za pan brat ze słowem pisanym. Pamiętam, jak w gimnazjum (tak jestem ten dinozaur, który żył w tamtych czasach) dostałem nawet jakieś wyróżnienie, bo napisałem piękny wiersz. Rozumiecie to?! Człowiek, który nienawidził czytania książki dostał wyróżnienie literackie! Jak to sobie do dzisiaj wspominam, to śmieję się do rozpuku.

Nie znosiłem czytania książki, ale za to nie miałem problemów, żeby pisać swoje własne teksty piosenek i je nagrywać. Bardzo mnie to cieszyło i tęsknię za tamtymi czasami, kiedy była zajawka, było miło i przyjemnie, i nikt nie patrzył na pieniądze, bo wtedy najważniejsza była zabawa. Właśnie tworzenie tych tekstów powodowało, że żyłem. Czułem, że byłem i jestem stworzony do pisania i tworzenia czegoś właśnie ze słowa. To był właśnie ten moment, gdy uzmysłowiłem sobie, że ze słowa pisanego chcę żyć. Co prawda wtedy liczyłem, że będę raperem, ale pisanie już wtedy sprawiało mi przyjemność.

Dlatego jak połączymy moją chęć do pisania, plus chęć do czytania wychodzi…

Że w końcu musiałem coś zacząć pisać.

I napisałem pierwsze opowiadanie o zabójcy na zlecenie, lecz było ono tak złe, że mam nadzieję, nikt, nigdy go nie znajdzie. Później jeszcze powstała powieść nawiązująca do tej konwencji. Tym bardziej mam nadzieję, że nikt jej nie zobaczy. Jednak następną powieść jaką napisałem, to najprawdopodobniej wydam w tym roku, to właśnie Bunt Charny. Był to dokładnie rok dwa tysiące siedemnasty. I przez prawie siedem lat przymierzałem się do jej wydania.

Mniej więcej tak wyglądały moje początki związane właśnie z pisaniem powieści i opowiadań. Dzisiaj mam już trzy powieści wydane własnym kosztem, blog, do którego co tydzień wrzucam opowiadania i multum przyjemności. Kiedy pomyślę, że macie możliwość dokładnie poznać pisarza, który jest również czytelnikiem takim samym jak Wy, to wzbiera mnie duma. Tylko różnica jest taka, że musiałem dorosnąć do czytania książek (śmiech), wy jesteście o jeden etap do przodu.

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania czy powieści, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Również na Allegro:

https://allegro.pl/uzytkownik/KamilSobikPisarz

Powstanie Ragilii – Rozdział 9 – część 2 – fantastyka

Rozdział 9 – część 2 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci 🙂

Co drugi dzień Krap spotykał się z Oranią, która przekazywała mu informacje o baronie i sytuacji w Gradenii. Dzięki skrybie dowiedział się, że król Waren zarządził mobilizację wojsk i część strażników przeniesiono z Ragilii ku Bestrecie.

Orania nauczyła jaszczuroludzi wykuwania broni, dzięki czemu mieszkańcy Ragilii przekształcili część świątyni Goryi w kuźnię i wytwarzali: miecze, topory, łuki, czy strzały. Wykradali część rudy z kopalni, gdzie, jak odkrył Riba i Koras, pracowali jeszcze inni współbratymcy.

Krap przygotowywał jedzenie dla mieszkańców Ragilii i strażników. Martwił się o Krola, bo od dłuższego czasu nie dostali żadnej informacji o nim. Rozmyślał o zielonołuskowym, a jego dalsze rozważanie przerwało bzyczenie złotej ważki, która wylądowała przy kotle. Czerwonołuskowy odganiał ją, ale ona jakby zamarła.

– Czego tu chcesz owadzie? Uciekaj stąd, bo zaraz jakiś żołnierz cię zabije.

Jednak wbrew jego słowom ważka wciąż była na swoim miejscu i nic sobie nie robiła z jego uwag. Jaszczuroczłowiek ukrywał ją przed ludźmi, gdy przechodzili. Przygotowywał potrawy, ale świadomość ważki nie dawała mu spokoju. Wiedział, że złote ważki tak się nie zachowywały. Zielone jeszcze dało się przegonić, ale złote atakowały aż nie pokonały ofiary lub same nie zostały pokonane, ta natomiast siedziała przy kotle i nic nie robiła. Ponownie popatrzył na nią i zauważył, że miała przywiązany pergamin przez tułów. Ten sam, na którym ludzie pisali. Ciekawość spowodowała, że rozwiązał supełek przytwierdzony do jej grzbietu i otworzył list.

 

Bądź pozdrowiony Krap

To ja Krol. Jeśli czytasz ten list, to znak, że udało ci się przekonać do ważki, która ją dostarczyła. Chciałem przekazać wam, że udało mi się odnaleźć gnolli i ich przywódcę. Przez przypadek zostałem ich wodzem i są do naszej dyspozycji. Ludzie rzucili na nich klątwę, dzięki której są im bezgranicznie poddani i jakiekolwiek katusze nie znoszą, to uważają, że jest to dla ich dobra. Razem ze Zdorakiem, który oddał w moje ręce przywództwo nad gnollami, pracujemy nad zrzuceniem tej klątwy.

Ważka ta będzie moim posłańcem i jak przeczytasz ten list poinformuj mnie, że ważka do ciebie doleciała i wyjaw mi, co się dzieje pod moją nieobecność.

Z wyrazami uścisku.

Krol

 

Ucieszył się z sukcesu Krola. Nawiązał współpracę z gnollami i razem mieli większe szanse na zwycięstwo w zbliżającej się rebelii. Zastanawiał się, o co chodziło z tą klątwą, którą ludzie rzucili na gnolli, ale wierzył, że zielonołuskowy i Zdorak rozwiążą ten problem.

Zbliżała się Orania, która kiwnęła głową, żeby poszedł za nią. Poszli do drzewa w którym spotkali się wcześniej.

– Mam dla was nowe informacje o zbliżającej się wojnie – zaczęła Orania. – Najprawdopodobniej rekrutacja dodatkowych jednostek zacznie się już jutro, więc od jutra poczujecie jeszcze większe luzy.

– To bardzo dobre informacje. Możemy w ogóle nie pracować.

– Nie – zaprzeczyła – właśnie musicie tak samo pracować, aby baron nie domyślił się, że coś jest nie tak.

– Nie rozumiem.

– Trzeba mu pokazać, że cokolwiek nie zrobi, nie ma to większego wpływu na postęp prac przy budowie mostu. Za to więcej możliwości będziecie mieli, aby przygotować się do rebelii.

– Rozumiem, tak też im przekażemy. Dostałem informację, że Krol porozumiał się z gnollami i już jest ich przywódcą. – Patrzył na Oranię, ale miał wrażenie, że jej mimika twarzy nic nie mówiła i była cały czas taka sama.

– Dobrze im więcej rebeliantów, tym większa szansa na powodzenie. Czy to wszystko, co chciałeś mi przekazać? Muszę jednak wrócić do pracy.

– Tak moja pani, na ten moment to wszystko. – Skulił się jaszczuroczłowiek i wrócił do pracy.

Podobnie Orania wróciła do płacu barona. Od momentu, kiedy rozmawiała z duchem w pokoju nie mogła się nad niczym skupić. Cały czas miała wrażenie, że była pod ciągłą obserwacją i przez to miała skrępowane ruchy.

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

 

– Dziękuję Oranio, że jesteś – przywitał się z nią stary znajomy niezmaterializowany głos.

– Czuła bym się bezpieczniej, gdybyś się pokazał.

– Na ten moment nie mogę tego zrobić, ale spokojnie, wkrótce obejrzysz moją materialną postać.

– Czemu tak się ukrywasz?

– To ja zadaję pytania – rzekł ze stanowczością, z którą od dawna Orania nie miała do czynienia. – Chciałem się dowiedzieć, jak idą prace nad przygotowaniem rewolucji i obaleniem ludzi w Ragilii.

– Jaszczuroludzie dobrze sobie radzą – następnie streściła to, co ostatnio udało im się dokonać wraz z Krolem, który nawiązał wspópracę z gnollami. – Są coraz bliżej rewolucji i ich liczebność już wskazuje na to, że mogą walczyć z ludźmi.

– Jesteś przekonana, że sobie poradzą?

– Nie, ale prawda jest taka, że teraz jest najlepszy moment na rozpoczęcie walk.

– Czego twoim zdaniem im brakuje?

– Wyszkolenia, taktyki wojskowej, ale chyba najbardziej tej brutalności ludzkiej. To są istoty o dobrych zamiarach i nie mają instynktu mordercy, aby walczyć z ludźmi.

– Naucz ich go.

– W jaki sposób?

– Niech splądrują jakąś miejscowość, wtedy się nauczą.

– Co?! – wrzasnęła Orania. – Czy to nie jest czasem już rozpoczęcie rewolucji?

– Kto powiedział, że mają napadać na ludzi? – Dostrzegł, jak Orania patrzyła wzrokiem wbitym w ścianę. – Niech napadną na inne stworzenia znajdujące się w Ragilii.

– Gdzie? Poza Itrapą i Gazi jest jeszcze Pokrat i Troada, ale tam budują most. Innych miast nie ma.

– Ech wy ludzie jesteście tacy pyszni – zaśmiał się chichotliwie – naprawdę myślicie, że jeśli wy czegoś nie odkryliście, to znaczy, że tego nie ma? – Wciąż nie wiedziała, o czym mówił. – Wystarczy pójść na północ od Itrapy i zobaczycie, jak bardzo tam niczego nie ma.

Jego śmiech coraz ciszej dochodził do jej uszu, aż w końcu umilkł. Wtedy zdała sobie sprawę, że zjawa ją zostawiła z mętlikiem w głowie. Wiedziała, że ludzie barona niewiele wiedzieli o Ragilii i nie zapuszczali się w dalekie rejony, ale czy aż tak bardzo ich wiedza topograficzna bagien była ograniczona?

 

Baron nie mógł znieść, że król Waren postanowił rozpocząć wojnę z Bestretą. Miał świadomość, że orkowie coraz bardziej naruszali granice i plądrowali przygraniczne miasta, ale żeby od razu z wszczynać wojnę? Szanował rozkazy króla, ale przeszkadzały mu w jego planach.

Coraz częściej spoglądał z okna na plac budowy. Most nie dawał mu spokoju. Miał wrażenie, że prace postępowały za wolno. Wojna oddaliła wstępny termin zakończenia mostu i to go przerażało. Obiecał królowi Gradenii, że pod koniec roku będzie mógł przemierzać się po nim ze swoją świtą. Maj się kończył, a jeszcze połowy mostu nie zbudowano.

Kolejnej nocy, również nie zasnął, bo jego myśli cały czas krążyły wokół mostu. Zszedł na hol, gdzie witał przybyłych gości i zapraszał ich do pokoju gościnnego. Tym razem ubrał się w wojskowe ubrania i wyszedł w kierunku mostu. Kiedy zmierzał w tamtą stronę minął się z Oranią, która wracała do pałacu.

– Oranio – rzekł baron – a co ty tutaj robisz? Myślałem, że po ciężkim dniu pracy śpisz.

– Proszę mi wybaczyć baronie. – Ukłoniła się nisko, czym go zaskoczyła. Już dawno tego nie robiła, a baron przestał ją za to karać. Przyzwyczaił się. – Po prostu poszłam sprawdzić, jak idzie budowa mostu, bo wiem, że baron się martwi.

– Dziękuję Oranio, że tak się o mnie troszczysz – podziękował, aczkolwiek zastanawiał się skąd taka nagła zmiana jej zachowania. – Mogę powiedzieć, że plany budowy mostu idą zgodnie z planem i jeśli prace nadal będą tak postępowały, to jestem przekonana, że do końca roku król Waren będzie mógł przejść po tym moście.

– Nie podważasz już mojego zdania?

– A dlaczego mam to robić baronie? – Lekko się uśmiechnęła. – Myliłam się, więc przepraszam barona za moją pomyłkę. W końcu ja w stosunku do pana umiem się przyznać, że popełniłam błąd.

Jednak nadal tak samo bezczelna jak wcześniej – pomyślał baron, gdy śledził ją wzrokiem, jak wracała do pałacu.

Popatrzył w kierunku mostu i przeczucie, które jeszcze chwilę wcześniej nie dawało mu spać, odeszło. Myśli jego zaprzątała Orania, która już nie podważała jego zdania, tylko przyznała mu rację i nawet uśmiechnęła się. Czuł, że jego urok osobisty powoli na nią działał. W końcu będzie mógł się do niej zbliżyć.

Podekscytowany tą myślą wrócił do swojej komnaty, gdzie momentalnie zasnął.

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

Zainteresowany dalszą częścią? Jeśli tak to kliknij poniżej „Następny wpis”.

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Zmiana dotycząca spotkań na żywo!!! Więcej na stronie

Witajcie 🙂

Chciałem Was poinformować, że od początku sierpnia rozpocznie się sposób, w jaki będę prowadził z Wami spotkania na żywo. Od sierpnia relacje live nie będą się już odbywały co każdy wtorek i czwartek o godzinie 17:00. W zamian tego nasze spotkania będą się odbywały raz w tygodniu w każdą:

Środę o godzinie: 20:00

Zapamiętajcie sobie tą datę, bo we wtorki i w czwartki już nie będę prowadził spotkań live.

Serdecznie zapraszam, a jeśli nie chcecie przegapić relacji live, to zarezerwujcie sobie miejsce w poniższym wydarzeniu:

https://www.facebook.com/events/1492644721640381/1492644761640377?active_tab=about

Sposób prowadzenia spotkań live pozostaje bez zmian 🙂

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania czy powieści, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Również na Allegro:

https://allegro.pl/uzytkownik/KamilSobikPisarz

Drama z wydawnictwem Prószyński i S-ka. O co poszło?

Zazwyczaj, jak na Tik Toku słyszę słowo bookdrama albo inne tego typu określenie, to podchodzę do tego z dystansem. Często te zwroty są używane tylko i wyłącznie do podkreślenia zasięgów i szerszego dotarcia, dlatego o wielu takich przypadkach nie wspominam. Oczywiście od momentu, kiedy bloguję i opisuję wam świat wydawniczy, to zdarzyło się kilka dram, a o jednej z nich pisałem tutaj.

Jednak to, o czym opowiem teraz, przebija każdą dramę z ostatnich lat. Mianowicie będzie tutaj mowa o działaniach jednego z najbardziej szanowanych i poważanych wydawnictw w Polsce, mianowicie: Prószyński i S-ka. W czym wydawnictwo zawiniło? Jakie były konsekwencje ich działań?

O tym i jeszcze więcej opowiem wam w dalszej części artykułu, do którego serdecznie was zapraszam.

Czym Prószyński zawinił?

Zerwaniem umowy z autorkami, które miały debiutować lub wydawać kolejne tomy serii pod ich szyldem Prószyński Young. Wydawnictwo zawiązało współpracę z kilkoma autorkami, które miały debiutować, lub wydać kolejne tomy serii, jednak decyzją wydawnictwa tomy te nie zostaną wydane, a wydawca zakończył współpracę z autorkami. Dowiedziałem się, że ofiarami takiej firmy są m.in: Malwina Kubiczek czy Klaudia Wyrobek (bardziej ją znacie pod nazwą Luna Scriptor), ale autorów, z którymi wydawnictwo zakończyło współpracę jest znacznie więcej, skoro…

 

Dalsza część artykułu o wydawnictwie Prószyńskim poniżej

Jeżeli treść artykułu Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Wydawnictwo Prószyński zamknęło swój imprint Young

Powiem wam, że czegoś tutaj nie rozumiem. Decyzja o zamknięciu imprintu na pewno została podjęta znacznie wcześniej, więc dlaczego wydawnictwo nawiązało współpracę z kolejnymi autorkami? Skoro wiedział, że sekcja Young zostanie zamknięta, to czemu zdecydował się na podpisanie kolejnych umów wydawniczych? Początkowo myślałem, że wspomniane autorki i inni autorzy, po prostu przejdą pod szyld Prószyński, jednak tak się nie zadziało.

Przyznaję, że już tutaj wydawnictwo nie zapunktowało swoim podejściem do twórców. Niestety po raz kolejny branża wydawnicza pokazała, że można autorów sponiewierać, a oni mają sobie z tym poradzić.

Póki co wydawnictwo nie wydało żadnego oświadczenia, ale gdy to będzie na pewno umieszczę je tutaj i dam swoją opinię na ten temat. Jednak zastanawia mnie co skłoniło wydawcę do zerwania umowy z tyloma autorami?

Odpowiedź: Jedna z redaktorek zakończyła współpracę z wydawnictwem Prószyński

Gdy usłyszałem ten powód, to myślałem, że to jest jakiś nieśmieszny żart. Wydawnictwo Prószyński dysponuje wieloma redaktorami i korektorami tekstów, więc jestem przekonany, że ktokolwiek inny mógłby się tym zająć. Jeżeli to prawda, to wydawnictwo pokazało, że cały ich szyld Young jest uzależniony od jednego redaktora, co brzmi absurdalnie. Każde duże wydawnictwo (w tym i Prószyński) ma co najmniej kilku, jak nie kilkunastu redaktorów, którzy z nimi współpracują, więc czy naprawdę nie dało się pracy nad powieściami rozdysponować między innych redaktorów?

Jeżeli to prawda, to wydawnictwo pokazało, że nie idzie im dobrze zarządzanie zasobami ludzkimi. Kiedy mam świadomość, że jedna osoba ma odejść, to próbuję znaleźć inną na jej miejsce, albo dzielę pracę między pozostałych specjalistów do momentu, aż nie znajdę zastępstwa.

Dlatego moje pytanie brzmi, czy rzeczywiście Prószyński musiał podjąć tak drastyczną decyzję?

Moja opinia

Chociaż jestem samowydawcą, to utożsamiam się z każdym autorem, który wydaje powieści z jakimkolwiek wydawnictwem. Mogę zrozumieć rozwiązanie umowy z powodów finansowych, ale to i tak źle stawia wydawnictwo w świetle współpracy z innymi autorami. Prószyński mógł się zachować w każdy inny lepszy sposób. Mógł wydłużyć proces wydawniczy powieści, zasugerować zapewnić późniejsze wydanie książki, jeśli przejdą trudności, z którymi się aktualnie borykają i autor nie znajdzie wydawnictwa, albo zachęcić inne wydawnictwa do wydania powieści tych pisarzy (oczywiście nie za darmo). Mógł naprawdę wiele zrobić, a wybrał najgorsze rozwiązanie.

Życzę autorkom jak najlepiej i wydawnictwu, które ich tak potraktowało, ale jednak jest mi smutno. Niestety sytuacja ta pokazała, że nadal można autorów upokorzyć, a oni mają z pokorą przyjąć to na klatę.

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania czy powieści, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Również na Allegro:

https://allegro.pl/uzytkownik/KamilSobikPisarz

Powstanie Ragilii – Rozdział 9 – część 1 – fantastyka

Rozdział 9 – część 1 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci 🙂

Krap przygotowywał posiłek dla robotników, kiedy Orania odciągnęła go od pracy.

– Chodź za mną – rzekła kobieta.

– Nie, tym razem idziesz za mną – powiedział niepewnie kucharz, na co kobieta nie zaprotestowała tylko poszła za nim.

Zmierzali bagnami w stronę Itrapy, a następnie w kierunku świątyni Goryi. Nie skręcili do niej, tylko zboczyli z trasy. Momentami trasa przebiegała przez mokradła, które sięgały im do ramion. Kucharz spodziewał się, że będzie marudziła, ale kobieta dzielnie dotrzymywała mu kroku.

Chwilę później doszli do wielkiego drzewa, w którego pniu wydrążono jamę. W środku znajdował się Mokar wraz z Ribą, Korasem i Inją. Wszyscy z zaciekawieniem patrzyli na Oranię, która wciąż miała taki sam wyraz twarzy.

– Skąd wiesz o naszej rebelii? – spytała Inja, tuląc się do swojego ukochanego.

– Mam oczy, obserwuję i widzę, że coś było nie tak przy budowie mostu. I miałam rację.

– Co masz na myśli mówiąc „nie tak”? – dociekał Koras, któremu od razu nie spodobały się jej słowa.

– Macie pracować bez przerwy i wytchnienia, a mimo to bardzo dobrze się trzymacie. Jesteście wypoczęci i energiczni, w porównaniu do ludzi, którzy was pilnują. Nawet wasze rany zaczynają się goić. Z daleka widać, że jest to podejrzane, a wy omijacie rozporządzenie barona, które spisałam.

– To dzięki tobie mamy pracę bez przerwy?! – krzyknął Mokar, ale  Inja szybko go powstrzymała.

– Tylko spisywała słowa barona, ale to nie ona wydała rozporządzenie – wyjaśniła jaszczurzyca. – Wiesz dużo o nas, więc możesz donieść baronowi. Dlaczego tego nie zrobiłaś?

Orania przez dłuższy moment zastanawiała się czy mówić im o rozmowie ze zjawą, i tym, jakie widmo miało plany względem niej. Postanowiła zostawić to dla siebie.

– Jest was zdecydowanie więcej i jesteście w stanie obalić ludzi i wypędzić ich z Ragilii. Gdy to zrobicie, będą akty odwetu.

– Czego? – spytał Riba.

– Miała na myśli, że będziemy się mścić na ludziach za to wszystko, co nam zrobili – wyjaśnił Krap. – Nic takiego nie będzie miało miejsca. Obiecujemy – rzekł, chociaż Riba, Koras i Mokar nie wydawali się z tego zadowoleni.

– Wybacz mi, ale miałam już z niejedną rewolucją do czynienia, i zawsze ofiary mściły się na oprawcach za swoje krzywdy. Wystarczy popatrzeć na was trzech – wskazała na Ribę, Korasa i Mokara – i odpowiedź sama się nasuwa.

– W taki razie wiesz, że odwet może dosięgnąć także ciebie, więc nie boisz się nam zaufać? – spytała Inja.

– Oczywiście, że się boję – rzekła Orania – jednak bardziej obawiam się tego, co się stanie, jeśli tego nie zrobię. Mogę być waszą pomocą w walce z ludźmi. Przekazywać wam informacje wcześniej, niż ludzie ogłoszą, przez co będziecie mieli więcej czasu na przygotowanie się. Przekazywać baronowi fałszywe informacje, odciągać uwagę żołnierzy. Mogę być waszą pomocą, tylko pytanie, czy tego chcecie.

Jaszczuroludzie zastanowili się nad słowami kobiety. Posiadanie szpiega w szeregach ludzi było dobrym pomysłem. Nie wiedzieli, czy mogli jej zaufać, ale możliwość uzyskania tak dużego wsparcia była dla nich atrakcyjna. W końcu Krap odpowiedział

– Daj nam chwilę musimy przemyśleć sprawę. – Orania zrozumiała i wyszła na zewnątrz. – Co o tym myślicie? – zapytał, kiedy kobiety już nie było.

– Nie podoba mi się – rzekł Mokar. – Nie ufam żadnemu człowiekowi. Im się nie ufa. Zdradzi nas, przy pierwszej lepszej okazji.

– Zgadzam się z Mokarem – zawtórował mu Riba. – Wyda nas przy pierwszej lepszej okazji, zresztą powiedziała to.

– Powiedziała, że boi się naszego odwetu, kiedy już odzyskamy wolność – sprostowała Inja. – Nie mam do niej zaufania, ale to przez to, że nie mamy już zaufania do ludzi.

– Zgadzam się – rzekł Krap. – Podeszła do mnie i rozmawiała, jak równy z równym. Nie ganiła, ani jakkolwiek nie obrażała, wręcz stanęła w mojej obronie, kiedy jeden z żołnierzy chciał mnie zbiczować. – Wszyscy szerokimi oczami popatrzyli na czerwonołuskowego, jakby oznajmił im, że bóstwa pochodzące z Goryi przychodzą do Ererat. – Dlatego ją przyprowadziłem.

Nie mogli wyjść ze zdziwienia, gdy usłyszeli słowa Krapa. Może nie każdy z ludzi był zły, tylko ze złymi mieli do czynienia?

– Rzeczywiście jest to dziwne – odrzekła Inja – jednak nie ufałabym jej do końca. Proponuję, że musi udowodnić swoją przydatność i oddanie.

– W jaki sposób? – spytał Mokar.

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

– Na początek niech nam przynosi informacje od barona, a my będziemy je rozważać z pobratymcami. Za dużo się nie dowie, a my będziemy wiedzieć wszystko bezpośrednio o baronie i jego poczynaniach względem nas.

Skinęli jej głową.

– Możesz przyjść – przywołał ją Krap, na co kobieta weszła do środka.. Wciąż miała ten sam poważny wyraz twarzy. – Postanowiliśmy, że przyjmujemy twoją pomoc, ale jeszcze nie ujawnimy cię przed współbratymcami.

– Chciałam to samo zasugerować – rzekła Orania. – Im mniej was o mnie wie, tym lepiej będę działać.

– Zamierzamy wyjawić twoje imię, ale wtedy, kiedy zasłużysz na nasze zaufanie – dodał Koras, który zgodził się z podjętą decyzją, ale nie czuł się z tym dobrze. – Poza tym, jak mamy na ciebie mówić?

– Jestem Orania z rodu Santorino – wyciągnęła dłoń do jaszczuroludzi, którzy początkowo nie wiedzieli, jak się zachować.

– Krap – czerwonołuskowy uścisnął jej rękę, a następnie zrobili to pozostali.

– Miło mi was poznać. – Życzliwe się uśmiechnęła. – Wszystko, czego się dowiem od barona będę wam przekazywać przez Krapa lub kogokolwiek z was, tylko powiedzcie, gdzie mam was szukać. O Krapie wiem, że jest kucharzem i przygotowuje dla was jedzenie. A wy?

– Tutaj ktoś będzie – postanowiła Inja. – Jeśli nikogo z nas nie będzie, to masz poczekać, aż któreś z nas się zjawi.

Kobieta skinęła głową.

– W takim razie chciałabym wam przekazać coś, co może was zainteresować. Król Waren planuje wojnę z Bestretą i będzie zbierał dodatkowe siły do ataku. – Nic im to nie mówiło, więc pospieszyła z wyjaśnieniem. – Bestreta, to królestwo, które na południu graniczy z Ragilią. Planują rozpocząć inwazję jakoś w przyszłym miesiącu.

– Co to dla nas oznacza? – zapytał Riba.

– To, że część strażników zostanie wciągniętych do wojska, a przez to jest duża szansa, że nie będzie miał was kto pilnować. Możecie to wykorzystać.

– Do rozpoczęcia rewolucji! – Wpadł na pomysł Koras.

– Raczej do jej przygotowania – sprecyzowała Inja. – Dziękujemy Oranio. Już my wiemy, co z tym powinniśmy zrobić.

– Nie wątpię. Dziękuję za zaufanie i postaram się was nie zawieść – rzekła skryba barona Joasa, po czym opuściła zgromadzenie.

Gdy już wyszła z budynku Inja nie kryła podniecenia.

– Mamy szpiega w szeregach ludzi. Cóż lepszego mogło nam się przytrafić?

– Nie ufam jej – skontrował ją Mokar. – Zgodziłem się, ale nie mam do niej zaufania.

– Ja tak samo – zawtórowali wspólnie Riba i Koras.

– My też nie – rzekł Krap w imieniu swoim i ukochanej. – Niech pokaże nam, że warto jej zaufać, a wtedy powiemy jej więcej o naszej rewolucji.

 

Krol nakazał Zdorakowi napisanie listu do swoich pobratymców z informacją, że udało mu się odnaleźć gnolli oraz że został ich przywódcą. Chciał osobiście dostarczyć ten list do Krapa, lecz Zdorak zasugerował mu inny sposób.

– Mój panie pozwól sobie pomóc – wyciągnął rękę do góry, na co natychmiast przyleciała ważka. Ragilijskie ważki mają długość ręki i są giętkie, dzięki czemu nie mają trudności z przechylaniem się na wszelkie strony. Natychmiast oplotła rękę Zdoraka. – To są złote ważki. Zostały przez nas udomowione i służą nam, jako posłańcy listów. – Krol chciał jedną z nich pogłaskać, ale wtedy ważka się nastroszyła i otworzyła paszczę chcąc zaatakować jaszczuroczłowieka. – Ostrożnie, one nam służą, ale na ich zaufanie trzeba sobie zasłużyć, mój panie.

Zielonołuskowy powoli wyciągał rękę w stronę ważki. Przestawał, jeśli odwracała głowę lub nawet odsuwał rękę, byleby nie sprowokować jej do ataku. Po dłuższej chwili ważka pozwoliła mu się pogłaskać i odwzajemniła czułość, oplatając jego ramię.

– Witaj mój panie.

Krol usłyszał ten głos w myślach i odruchowo strzepnął ważkę z ramienia, ogarnięty nagłym przestrachem.

– Co to było? – zapytał Krol.

– O czym mówisz mój panie? – zapytał Zdorak.

– Ktoś się ze mną przywitał. I nie, to nie byłeś ty Zdoraku. Usłyszałem głos w swojej głowie.

– Nikt nic nie mówił.

Krol zrozumiał, że się przesłyszał, chociaż nie dawało mu to spokoju. Po chwili podniósł rękę do góry, na co ważka ponownie go oplotła.

– Przepraszam, że cię wystraszyłam mój panie. Proszę, nie bądź na mnie zły – powiedziała ważka, na co jaszczuroczłowiek ponownie się wzdrygnął, lecz już nie strącił jej z ramienia. – Jesteś naszym panem i możemy się z tobą porozumiewać.

– Jesteś w mojej głowie? – spytał Krol.

– Tylko jak sobie pozwolisz mój panie się dotknąć, to możemy rozmawiać przez nasze myśli. W przeciwnym wypadku jesteśmy tylko owadami. Uderzyłeś w gong, więc dałeś nam nadzieję na uwolnienie Ragilii spod władzy ludzi.

Również one potrzebowały uwolnienia się spod jarzma Gradenii. Zrozumiał, że Ragilia potrzebowała rebelii i oswobodzenia się spod opresji ludzi. Zdorak patrzył z boku na Krola i zastanawiał się, co tam się działo. Nie miał odwagi, żeby przerwać swojemu panu w wykonywanej przez niego czynności, ale zastanawiał się, co robił.

– Zdorak, czy napisałeś już ten list?

– Tak mój panie – odrzekł gnoll i wręczył mu go – tylko jak ważka będzie wiedziała, w jaki sposób się skontaktować z pobratymcami mojego pana?

– A to już mi pozostaw.

Rzekł Krol, po czym przywiązał list do jej grzbietu i gdy oplotła się na jego ramieniu poinstruował ją.

– Polecisz wzdłuż budowanego mostu do osady moich pobratymców. Tam znajdziesz jednego, który jest podobny do mnie, tylko ma czerwone łuski. Następnie skulisz się przy nim do momentu, aż nie otworzy tego listu i nie zacznie go czytać. Po jego przeczytaniu na pewno będzie chciał napisać podobny. Zaczekasz do momentu, aż napisze list i przywiąże go do twojego grzbietu podobnie jak ja to zrobiłem i z tym listem wracasz tutaj. Zrozumiałaś?

– Tak mój panie. Mówiłeś o Itrapie, to tam w ciągu dnia powinnam dolecieć.

Krolowi kilka tygodni zajęła podróż z Itrapy do Gazi, a ona zamierzała tam dolecieć w ciągu dnia? Z podziwem patrzył na ważkę, którą wypuścił z ręki, na co poleciała w kierunku Itrapy.

– Mój panie, czy ty umiesz się porozumiewać z ważkami? I to tymi złotymi?

– Tak Zdorak. Sam o tym nie wiedziałem. Rozmawiam z nimi, kiedy oplotą moje ramiona.

– Ja czegoś takiego nie potrafię, mimo, że oplotła moje ramię. Mój panie, jesteś naszym wybrańcem. Nawet z ważkami potrafisz się porozumieć – Powiedział, kłaniając się. Dziękuję, że mnie szanujesz, ale jestem tylko zwykłym jaszczuroczłowiekiem. Zastanówmy się lepiej, w jaki sposób ściągnąć tą klątwę z gnolli, aby ludzie nie mieli nad wami kontroli.

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

Zainteresowany dalszą częścią? Jeśli tak to kliknij poniżej „Następny wpis”.

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Jak to się stało, że powstała seria Gary & Litin?

Dzisiaj chciałbym powiedzieć Wam o serii powieści kryminalno-sensacyjnych, które możecie nabyć w moim sklepie, mianowicie serią Gary & Litin. Są to powieści, przy których będziecie się dobrze bawić, a także przeżyjecie całą paletę emocji, począwszy od strachu, a zakończywszy na radości. Skąd pomysł na napisanie takiej serii? Jaka była inspiracja do powstania bohaterów? Czy będą dalsze części o niesfornych złodziejach?

Na te i inne pytania odpowiem w dalszej części artykułu, do którego serdecznie was zapraszam.

Kim się inspirowałem w trakcie powstawania serii Gary & Litin?

Serią filmów Bad Boys. Kiedy zobaczyłem pierwszą część kultowej serii, gdzie główne role zagrali Will Smith i Martin Lawrence, to już wiedziałem, że ta historia zostanie ze mną na długo. Od początku Mike’a Lowreya i Marcusa Burnetta polubiłem. Do samych bohaterów przejdę później, ale przede wszystkim tutaj liczyła się akcja.

Skoro Bad Boys, to Gary & Litin musieli przypominać Willa Smitha i Martina Lawrence’a?

Zdecydowanie tak, chciałem, aby relacja między Garym i Litinem była podobna.

Uznałem, że Gary & Litin również muszą się różnić i to diametralnie. Nie tylko pod względem tego, co lubią, ale również światopoglądowo. Dlatego jeden z nich jest bardziej racjonalny i wyważony w działaniach, a drugiego charakteryzuje spontaniczność i działanie bez planu. Ta właśnie skrajność napędza relację między dwoma bohaterami.

 

Dalsza część artykułu o Garym & Litinie poniżej

Jeżeli treść artykułu Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Co ich łączy? – Kasa

Obydwaj są tak samo na nią łasi. Pragną jej mieć więcej i więcej. Jeden z nich pragnie szybko i łatwo zarabiać. Drugi natomiast skupia się na ustabilizowaniu życia i osiągnięciu spokoju. To powoduje, że nierzadko ich priorytety życiowe będą ze sobą w sprzeczności.

W Bad Boys byli policjanci, a w serii Gary & Litin są złodzieje. Dlaczego?

Wyjaśnieniem tutaj jest nic innego, jak moja obawa, że po raz kolejny powstanie kryminał, który będzie wiał grozą i tajemniczością. Nie o to mi chodziło. Chciałem, żeby ta seria powieści była mieszanką wszystkich emocji, ale przede wszystkim aby dominowała w niej szybkość, częste zwroty akcji i ciekawość o dalsze losy bohaterów. Policjanci mogliby mi to zaburzyć i przedstawić wyłącznie jeden typ emocji znany właśnie z kryminałami. Tego chciałem uniknąć, a czy mi się to udało, to już pozostawię do waszej oceny 😊

Czego możecie się spodziewać po serii Gary & Litin?

Przede wszystkim dobrej zabawy. Będziecie się dobrze czuć z rozterkami głównych bohaterów, którzy zrobią wszystko, aby wyjść cało z każdych kłopotów. Nieważne, w jak duże kłopoty wpadną główni bohaterowie, zawsze spróbują z nich wyjść. A jakie jest wasze zdanie o tej serii? Podzielcie się w komentarzu.

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, Gary & Litin i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Również na Allegro:

https://allegro.pl/uzytkownik/KamilSobikPisarz

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Powstanie Ragilii – Rozdział 8 – część 2 – fantastyka

Rozdział 8 – część 2 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci 🙂

Koras i Riba zmierzali za woźnicą przez wyżłobioną drogę w bagnach. Droga miała już odbite ślady kół od ilości kursów w stronę poboru kamieni do wykuwania broni, i z powrotem do kuźni. Jaszczuroludzie chowali się za drzewami, krzewami, korzeniami wystającymi z ziemi i zanurzali się w bagnie, jeśli sytuacja tego wymagała. Czasami atakowały ich jaszczurki, które nie dały się udomowić.

Dłuższą chwilę nie ustępowali na krok woźnicy, który donośnie chrapał, mając za nic niebezpieczeństwa Ragilii. Doszli do większego pagórka, w którym wykopano kilkanaście wejść. Dzień zbliżał się ku wieczorowi, więc słońce powoli chowało się za drzewami rzucając coraz więcej cienia na okolicę.

– Za chwilę ludzie będą kończyć dzień pracy i wychodzić z tych jam – rzekł jaszczuroczłowiek z grzebieniem na głowie.

Riba przyglądał się pracownikom pracującym w kopalni. Dostrzegł żołnierzy gradeniańskich, którzy poganiali robotników. Zdziwiło go to, że robili to tak samo jakby ich pośpieszali przy budowie mostu.

– Nie wydaje mi się, żeby tam pracowali ludzie – wypuścił swoje zwątpienie Riba, na co Koras momentalnie spojrzał na niego. – Ludzi by tak nie poganiali do pracy.

Obydwaj spoglądali na tych, którzy obrywali z biczy. Koras nie mógł ich rozpoznać, za to Riba od razu ich poznał, a wraz z tym szeroko otworzył paszczę z zaskoczenia.

– Riba, co cię tak zdziwiło?

– Czy ty to widzisz? – Wiedział, że Koras nie miał dobrego wzroku w ciemności, więc wyjaśnił mu. – Tam są tacy jak my, jaszczuroludzie.

– O czym ty mówisz? – spytał Koras. – Przecież nikt z nas nie idzie tam pracować.

– To więc kto tam jest? – retorycznie zapytał Riba.

– Sprawdźmy to.

Podeszli bliżej pagórka. Trzymali odległość, żeby ludzie ich nie dostrzegli. Próbowali podejść jak najbliżej tych pracowników. Riba jeszcze bardziej się utwierdził, że byli to jaszczuroludzie. Tacy sami jak oni, tylko ich skóra była umorusana na czarno i szaro.

– Masz rację – rzekł jaszczuroczłowiek z grzebieniem. – To są jaszczuroludzie, ale czemu my o nich nie wiedzieliśmy? Przecież nikt z nas nie szedł do kopalni pracować.

Riba nie posłuchał, tylko podbiegł do najbliższego jaszczuroczłowieka.

 

Wszystko stało się jasne dla Krola po wyznaniu Zdoraka. Nie spodziewał się, że ten posunął się tak daleko, żeby wymusić na gnollach posłuszeństwo do ludzi. Gdy uciekał przez bagna razem z przywódcą gnolli, Kroiciem i Broanem zastanawiał się, jak bardzo trzeba być łatwowiernym, żeby uwierzyć ludziom w ich dobroć.

Z oddali widzieli pojedyncze pochodnie, których z każdą chwilą pojawiało się coraz więcej. Gdy przywódca gnolli wyjawił im tajemnice tłum zawrzał i momentalnie chciał go zlinczować. Kilkunastu mężnych psiopodobnych towarzyszy natychmiast rzuciło się z liną na Zdoraka, lecz w drogę wszedł im Krol, który kilku przerzucił za siebie, a następnie razem z przywódcą gnolli puścili się przez bagna, a z nimi Kroić i Broan. Tłum pobiegł za nimi.

Schowali się w gąszczu krzewów i mniejszych drzew, gdy wokół nich pojawiło się mnóstwo płonących punktów, które im bardziej się zbliżały, tym bardziej przybierały kształt płonących pochodni.

– To moja wina – powiedział wódz gnolli. – Powinienem im o wszystkim powiedzieć.

– Gnolle głupie – obalił to Broan.

– Nie zrozumieją – dodał Kroić.

– Tylko, że to razem z nimi jesteśmy w stanie przeciwstawić się ludziom – rzekł Krol, czym jednocześnie zwrócił uwagę pozostałych. – Potrzebujemy ich.

Część rozwścieczonego tłumu gnolli pobiegła dalej w głąb bagien, a część została.

– Gdzie on jest?! – wrzasnął jeden z nich.

– Niech go tylko dorwę w swoje ręce. To zaraz mu nogi powyrywam – zawrzał kolejny.

Słowa te doszły do Zdoraka i wywołały w nim wyrzuty sumienia. Chciał być jak najlepszym wodzem dla nich wszystkich. Cokolwiek nie robił, robił to dla ich dobra, ale okazało się, że zaszkodził im.

– Nawet jeśli się oddam w ich ręce, to nie wystarczy, żeby się tego pozbyć.

– O czym ty mówisz? – zapytali Krol z Kroiciem?

Zanim im Zdorak odpowiedział wyszedł na spotkanie gnolli. Najbliższy z tłumu pochwycił go, po czym dołączyli do niego następni.

– Mamy go! – krzyknął jeden z nich, na co pozostali zawrócili i spętali swojego przywódcę.

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Krol, Broan oraz Kroić i nie zdołali zatrzymać przywódcy, który ich zdaniem postradał rozumy. Krol nic z tego nie rozumiał, więc wyszedł z krzaków i zmierzał wraz z tłumem z powrotem do wioski. Podobnie za nim ruszyli towarzysze z portu.

Gdy znaleźli się z powrotem w centrum osady gnolli tłum posadził Zdoraka na środku, a niektórzy z nich przewieszali lianę przez drzewo tak, żeby jej końcówka starczyła na oplecenie szyi przywódcy.

– Gnolle zwariowały! – wrzasnął Broan.

– Trzeba zareagować, inaczej go powieszą! – powiedział na głos Kroić do Krola.

Tak samo Krol uważał. Jeśli czegoś nie zrobią, to dojdzie do linczu. Nakazał Broanowi i Kroiciowi spróbować ich powstrzymać przed dokonaniem egzekucji, a jaszczuroczłowiek natychmiast pobiegł do gongu, wziął pień drzewa znajdujący się przy nim i uderzył kilka razy w gong. Dźwięk instrumentu rozszedł się po tłumie, który natychmiast uciszył go.

Rozwścieczony tłum spojrzał na Krola z przestrachem, a później z coraz większym podziwem. Nikt nie miał takiej siły, aby dźwignąć ten pień drzewa i uderzyć nim w gong. Z tego powodu od wielu dekad stał nieużywany.

– Spokój tutaj! – krzyknął z całej siły i jego głos dobiegł do najdalszych zakątków osady. – To nie Zdorak jest winny waszej klątwy, tylko ludzie i magowie, którzy ją na was praktykowali! Ma mi tu być spokój, jasne?!

Gnolle patrzyły po sobie, w tym Kroić, Broan oraz Zdorak. Z każdą chwilą wzrok wyrażający osłupienie zmieniał się we spojrzenie pełne szacunku, aż niektórzy z nich zaczęli bić pokłon Krolowi. Do pojedynczych gnolli dołączyły inne, a później Broan, Kroić i na końcu Zdorak. Jaszczuroczłowiekowi opadła żuchwa i zmarszczyło się czoło. Nie rozumiał, czego właśnie był świadkiem.

– O nasz wielki panie. Jesteśmy twoimi sługami i działamy na twoje życzenie – śpiewał tłum, do czego doszło bicie pokłonów.

Zielonołuskowy ołupiał. Czemu oni traktowali go, jak bóstwo? Przecież nie miał żadnych magicznych mocy. Wziął tylko pień drzewa i uderzył nim kilkukrotnie w gong. Stał i patrzył na przedstawienie, którego był świadkiem, nie rozumiejąc, co się dzieje.

– Przestańcie, nie jestem żadnym bogiem, ani bóstwem do wielbienia – powiedział, ale i tak nic to nie dawało. Nadal bili pokłon przed nim i wychwalali go jak bóstwo. – Co wy wyprawiacie? Zdorak. Co się dzieje?

Krol podszedł do przywódcy gnolli.

– Mój panie, pozwól mi wyjaśnić.

– Oczywiście, że tak, co tutaj się dzieje?

– Mój panie, jesteś naszym przywódcą, a my jesteśmy na twoje wezwanie – wyjaśnił Zdorak. – Pójdziemy za tobą w ogień i żadne z nas nie zwątpi.

Przywódca? Ja? – pomyślał ze zwątpieniem Krol. Co prawda był już przywódcą jaszczuroludzi, ale czuł, że tam sobie zasłużył, a tutaj miał wrażenie, że go wyśmiewają. Popatrzył na wszystkich gnolli i na ich pyszczkach była wymalowana cała paleta powagi.

– Jak to jestem waszym przywódcą? – spytał wciąż nieświadomy Krol. – Przecież to ty masz nad nimi pieczę.

– Spełnić się przepowiednia – odpowiedział Broan, który również bił pokłon Krolowi.

– Przepowiednia mówiła – wyjaśnił Kroić – że ten, kto podniesie wielki kij i uderzy nim w gong ten jest naszym przywódcą wybranym przez Goryie. Udało ci się to, więc jesteś naszym przywódcą. Wychwalamy cię o wielki Krolu.

– Wychwalamy cię o wielki Krolu – dodał tłum, po czym ponownie zaskandowali.

Krol nie wiedział, co począć. Wciąż wszystko, co widział, dochodziło do niego z opóźnieniem. W dalszym ciągu odnosił wrażenie, że gnolle się z niego naśmiewały i za chwilę wyjawią to donośnym śmiechem. Spodziewał się tego, wręcz świadomość mu podpowiadała, że za chwilę tak się stanie.

Aczkolwiek gdy widział, jak one biły mu pokłon coraz bardziej wczuwał się w rolę wybrańca. To on był tym, który mógł uratować ich spod opresji ludzi, nie tylko ich, ale również jaszczuroludzi. Miał dowód, że został stworzony do wielkiego i szlachetnego celu. Był ich przywódcą. Musiał o tym przekazać swoim pobratymcom. Rozejrzał się po osadzie i zauważył, że na drewnach, podpierających gong, było napis w piśmie ludzkim. Od razu przypomniał, że Krap umiał pisać i czytać w tym języku.

– Czy ktoś z was umie pisać w języku ludzi? – zapytał, ale gnolle wciąż były zajęte oddawaniem mu pokłonu. – Przestańcie! – Gdy krzyknął tłum naraz ucichł. – Czy ktoś z was umie pisać w języku ludzkim?

– Ja umiem – zgłosił się Zdorak – co mam przekazać mój panie?

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

Zainteresowany dalszą częścią? Jeśli tak to kliknij poniżej „Następny wpis”.

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Dlaczego NIE powinieneś kupować powieści w księgarniach?

Jestem wręcz przekonany, że tym artykułem zyskam więcej przeciwników, niż zwolenników, jednak w końcu musiał on powstać. W tym artykule pokażę ci powody, dlaczego NIE powinieneś kupować powieści w księgarniach. Tu nie chodzi o konkretne marki, bo każda księgarnia zarabia w podobny sposób, również wyjaśnię w jaki, tylko o rynek literacki, który traci, gdy kupujecie książki w księgarniach.

Zatem jeśli zależy ci na literaturze, to NIE kupuj powieści w księgarniach – i już wyjaśniam dlaczego.

Zacznijmy od tego dlaczego księgarnie są takie popularne

Pewnie wielokrotnie słyszeliście, że każdy pisarz marzy, aby trafić na półkę ze swoją twórczością. Również miałem takie marzenie, do momentu, aż nie zacząłem samodzielnie wydawać powieści. Jednak skąd się wzięło takie przekonanie, że wielki pisarz musi trafić na półki sklepowe?

Mógłbym cofnąć się tutaj do początku, kiedy pisanie i czytanie nie było umiejętnością przeznaczoną wyłącznie dla elit intelektualnych, ale wraz ze spadkiem analfabetyzmu, wzrastała chęć czytania dla przyjemności. Pisano i publikowano coraz więcej książek, a gdzie one trafiały? Do powstających na masową skalę księgarń. Każdy pisarz chciał tam trafić, bo to było jedyne miejsce, gdzie można było sprzedać napisaną powieść.

Współcześnie powieści można kupić… wszędzie. Poza księgarniami możesz nabyć je w Internecie, na targach książki i dziesiątkach innych miejsc. Pomimo tego nadal pokutuje przekonanie, że książki można zakupić tylko i wyłącznie w księgarni.

No właśnie, co składa się na zakup powieści?

Przeanalizujmy poniższą grafikę stworzoną przez serwis granice.pl.

Mamy jedną czerwoną plamę – obrazuje ona połowę kosztów wydania książki (o czym opowiem w kolejnym podpunkcie) i cały szereg innych, pomniejszych kosztów. Nadmienię, że te mniejsze koszty stanowią w całości koszt wydawnictwa lub autora, jeśli jest on samowydawcą. Jakie koszty wchodzą tutaj w grę? Są to mianowicie: koszty stworzenia publikacji, jej promocji, utrzymania samego wydawnictwa, wynagrodzenia dla autora, aż wreszcie podatki. Wydawca ponosi koszty związane z: redakcją, korektą i składem powieści, jej drukiem, promocją, utrzymaniem wydawnictwa. Na końcu dochodzi do rozliczenia z urzędem skarbowym i samym autorem. Koniec końców, finalny dochód dla wydawcy wynosi około pięciu procent ceny okładkowej.

 

Dalsza część artykułu o cenie książek i wpływie księgarni na rynek literacki poniżej

Jeżeli treść artykułu Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

 

Rozbijmy te koszty:

– redakcja, korekta – około pięciu procent kosztów,

– skład, druk – dziesięć procent kosztów,

– prawa autorskie – w większości przypadków wynagrodzenie dla pisarza, w zależności jaką stawkę uzgodni autor z wydawcą, zazwyczaj między pięć a dziesięć procent od ceny finalnej.

– reklama i promocja – piętnaście procent kosztów,

– podatki i dystrybucja – pięć procent.

Na samym końcu zostaje nam pięć procent, które jest profitem dla wydawcy. Z czterdziestu złotych wychodzi nam dwa złote. Niezbyt dużo, nieprawdaż?

I w końcu dochodzimy do tej czerwonej plamy, którą jest…

Prowizja księgarni od sprzedanej publikacji

Pięćdziesiąt procent ceny okładkowej powieści trafia do ręki dystrybutora, czyli księgarń. Oczywiście rozliczamy się dopiero wtedy, kiedy dystrybutor sprzeda daną publikację, jeśli nie, to ponosi on koszty magazynowania powieści. No właśnie, jakie jeszcze koszty ponoszą księgarnie? Przede wszystkim utrzymanie pomieszczenia lub pomieszczeń, jeśli jest to sieć księgarni (w to liczę wszystko, również sprzątanie czy wynagrodzenie dla pracowników).

Dokładnie nie będę się spierał, ile to kosztuje, ani dobrego artykułu na ten temat nie znalazłem (jeśli znalazłeś lub widziałeś, podziel się), jednak wątpię, że wielkie księgarnie jak Empik, Matras, Świat Książki itd. mają trudności z utrzymaniem się i muszą tak drakońską prowizję wystawiać dla wydawcy i samowydawców.

Nawet jeśli uważasz, że ten koszt nie jest duży, to nie wpływa on jakkolwiek na rozwój literatury!

To jest całkowicie zbędny koszt. Ponosi go wydawca lub samowydawca tylko po to, żeby księgarnia wystawiła jego książki na półki sklepowe (w przypadku Empiku nawet i to nie wystarczy).

Dodatkowo mają większą możliwość manipulowania cenami, żeby zwiększyć sprzedaż

Widzicie dość często promocje w Empiku lub w innej księgarni? Dzięki temu dość często okazuje się, że korzystniej dla czytelnika jest kupić powieść w księgarni niż na stronie wydawcy czy samowydawcy. Dlaczego? Już tłumaczę.

Załóżmy, że wydawca czy samowydawca ma do sprzedaży dziesięć tytułów. Wśród tych dziesięciu powieści są takie, które wychodzą w bestsellerowym nakładzie, ale również i takie, które nie przekraczają progu rentowności. Co robi wówczas wydawca? Te powieści, które są poczytne muszą spłacić również te, które nie dają rady na rynku.

Podczas gdy samowydawca czy wydawca dysponuje śladową ilością powieści w dany gatunku, to księgarnie dysponują setkami, a nawet tysiącami publikacji z danego gatunku. To powoduje, że mają większy wachlarz powieści, które zastąpią te mniej rentowne.

Podsumowanie

Prowizja wydawcy i samowydawcy dla księgarń wynosi około pięćdziesięsiu procent od sprzedaży pojedynczego egzemplarza.

Wiem, księgarnia zaoferuje niższą cenę za powieść niż wydawca lub samowydawca, ale…

WŁAŚNIE ONI TWORZĄ NOWE POWIEŚCI DLA CIEBIE!

Dlatego jeżeli zależy ci na polskim rynku literackim NIE kupuj powieści w księgarniach, tylko bezpośrednio od wydawcy czy samowydawcy, a zobaczysz, jak ceny powieści i książek pójdą w dół.

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Również na Allegro:

https://allegro.pl/uzytkownik/KamilSobikPisarz

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Powstanie Ragilii – Rozdział 8 – część 1 – fantastyka

Rozdział 8 – część 1 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci 🙂

Krol nie mógł pozostawić Zdoraka samego sobie. Widział, jak wielki ciężar zrzucił na jego barki, i bardzo chciał go od niego uwolnić. Wiedział, że ludzie są zdolni do wielu okropności, ale  mimo wszystko nie spodziewał się tego, że nie będą dotrzymywać słowa.. Obiecali nie znęcać się nad gnollami, a mimo to wyżywali się na nich. Ta świadomość bardzo bolała Krola i była powodem jego rosnącej wściekłości.

– Trzeba się postawić ludziom – rzekł do przywódcy gnolli, gdy przebywali w świątyni Goryi.

– Ale jak mamy to zrobić? – spytał Zdorak. – Jesteśmy tylko gnollami i pracujemy dla nich. Nie mamy broni, ani nie umiemy walczyć.

– Pomożemy wam – zapewnił go Krol. – Nie zostawimy was. Razem możemy sobie pomóc.

– W jaki sposób?

– Zwołaj wszystkich i wspólnie coś ustalimy. Po skończonym dniu pracy w Gazi wszystkie gnolle zebrały się w jednym miejscu na życzenie Zdoraka. Ich przywódca założył żółtą skórę w czarne kropki iprzywdział przepaskę, która była przytwierdzona pasem z klamrą, na której widniały wszystkie najważniejsze bóstwa: hydry, wiwerny, byczary i bazyliszki. W ręce dzierżył  kostur, na którym znajdowała się hydra z pięcioma głowami.

– Drogie kundelki – rozpoczął– dziękuję, że znalazłyście czas, aby spotkać się i porozmawiać z goszczącym nas od kilku dni Krolem.

Jaszczuroczłowiek dostrzegł Broana i Kroicia, którzy jako pierwsi zaczęli bić brawo. Zdorak podniósł rękę, aby uciszyć tłum.

– Nim przejdę do rzeczy, chciałbym was przeprosić. – Gnolle spoglądały na siebie nawzajem, zastanawiając się, o co może chodzić.

– Przepraszać nas? Za co? – spytał Broan.

– Nie zauważyłem tego, co ludzie z wami robili – przyznał się . Było po nim widać, że ciężar winy mocno go przytłoczył. – Widziałem, jak wielu z was jest pobitych, skatowanych, poobijanych. Nie zgadzam się na to!

Gnolle jeszcze żwawiej rozglądały się po sobie. Nikt z nich nie wiedział, do czego zmierzał ich przywódca.

– Muszę się wam do czegoś przyznać – oznajmił Zdorak Wszystkie spojrzenia w jedej chwili spoczęły na nim. – Zawarłem z ludźmi umowę. Oni obiecali mi, że dadzą wam spokój, jeśli co tydzień będę przynosił daninę zebraną od was w świątyni. Na to szły wasze pieniądze. Nie zabierała ich Gorya, tylko ludzie, abyście mieli spokój. Zawiodłem was i za to was przepraszam.

– Ufaliśmy ci, a ty nas okradłeś! – krzyknął nagle Kroić.

– Nie mam na jedzenie, a zabierałeś mi ostatnie pieniądze – dodał kolejny.

. Krol patrzył na to wszystko zdezorientowany. Czuł, że musiał coś powiedzieć. Przecież Zdorak robił wszystko, by im pomóc, a w zamian spotykały go tylko zniewagi.

– Zdorak brał pieniądze, aby kupić wam spokój i żebyście nie musieli cierpieć! – krzyknął jaszczuroczłowiek. – Ludzie złamali postanowienie i oszukali waszego przywódcę i was! Pokazali, że za nic mają wasze słowo. Zdorak robił wszystko, aby uchronić was od bólu.

Część z obecnych usłuchała Krola i dała się przekonać, ale nie do każdego trafiła argumentacja jaszczuroczłowieka.

– Co z tego, że próbował? Jego wysiłki poszły na marne – rzucił ktoś z tłumu gnolli.

– Prawda – dodał Kroić – miałem mieć spokój, a mimo to mam skórę zdartą na łapie. – Mówiąc te słowa, wyciągnął łapę w kierunku Zdoraka.– Mówiłeś, że mieliśmy mieć spokój, a ty nas oszukałeś. Mówiłeś, że ludzie są dobrzy, a teraz okazuje się, że wcale tak nie jest! Od początku mieliśmy rację, a Ty dopiero teraz przyznajesz, że nas oszukałeś.

Słowa Kroicia wywołały wrzawę wśród gnolli. Niektórzy z nich zaczęli zbliżać się do Zdoraka, aby go porwać i zlinczować.

– Głupi jesteście! – krzyknął Broan. Zgromadzenie uciszyło się natychmiast – Zdorak nam pomagać. My pomagać jemu. I Krolowi.

Zapanowała trudna do zniesienia cisza.

– To nie Zdorak jest winny, tylko ludzie – powiedział Krol. – Okłamali waszego wodza i wykorzystali jego naiwność. Nie Zdorak wyrządził wam te krzywdy, tylko ludzie. Podli, źli, okrutni. Człowiek jest tylko zdolny do wyrządzenia zła. – Ściągnął tunikę, by pokazać im plecy całe w bliznach . – Przypatrzcie się. – Mimo, że był odwrócony tyłem, świetnie wyczuł, że część gnolli odwróciła głowę z obrzydzenia. – To właśnie robią ludzie. Biją nas, biją was i każdego, kto zachowuje się inaczej, niż oni oczekują..

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Znów zapadło milczenie. Każdy rozważał słowa zielonołuskowego. Gnolle, które były złe na Zdoraka, miały wyrzuty sumienia, że tak szybko go oskarżyły. Kroić pierwszy nie wytrzymał.

– Zdorak – odwrócił się w jego stronę – bardzo przepraszam cię za moje oskarżenia. Były głupie i bezsensowne. Przepraszam cię.

– Zmądrzał – stwierdził z przekąsem Broan.

Za jego przykładem ruszyły inne gnolle, które były złe na swojego przywódcę i chciały natychmiastowego wymierzenia kary – teraz przepraszały go za wcześniejsze oszczerstwa.

– Nie jestem zły, Kroić – rzekł Zdorak. – Na nikogo z was nie jestem wściekły. Przepraszam, że nie zauważyłem, jak bardzo cierpicie od ludzi. Myślałem, że wasze rany i blizny są efektem prac w porcie. Dlatego prosiłem, żebyście nie robili nic ludziom.. Krol – zwrócił się do zielonołuskowego – co powinniśmy robić?

Krol poczuł dumę i zaszczyt, że udało mu się namówić gnolli do buntu przeciw ludziom. Wiedział, że nie byłoby to możliwe bez wsparcia Zdoraka .

– Czy jest was więcej? – spytał Krol.

– Oczywiście – potwierdził Broan – dużo osad czeka.

– Powiem im, że planujemy rebelię – zgłosił się Kroić na ochotnika.

 

 

Riba oraz Koras skorzystali z momentu, kiedy inni przejęli ich obowiązki, i ruszyli do obozu Gradenian. Ich głównym zadaniem było odkrycie w jaki sposób ludzie wykuwają broń.

– Wciąż uważam, że powinniśmy ukraść miecze – powiedział Riba.

– Oni zrobią sobie następne, więc nic z tego – zaprzeczył jego pomysłowi.

Stali tuż przy miejskiej kuźni.. Koras pilnował, żeby jego grzebienie przy głowie były zwinięte. Zazwyczaj w momentach silnego napięcia grzebienie te się otwierały, a to niosło za sobą ryzyko, że ktoś mógł ich zauważyć. Wykorzystali moment, kiedy niewielu ludzi krzątało się po osadzie, bo każdy z nich był zajęty swoimi obowiązkami, podobnie jak kowale z kuźni.

Riba patrzył na Korasa, któremu grzebienie się otwierały i zamykały.

– Koras, lepiej idź patrzeć, czy ktoś nie idzie.

Jaszczuroczłowiek posłuchał kolegi i znalazł miejsce w centralnej części osady, gdzie miał dobry widok na kuźnie, Ribę oraz okolicę.

Riba skupił się na obserwacji pracy w kuźni. W środku było kilku pracowników,. Jeden z nich dokładał drewna pod kocioł, z którego później przelewał ciecz do foremek. Kolejny robotnik brał foremki, wyciągał z nich stwardniałą już ciecz i ucinał od nich pozostałości po stopieniu. Następny brał wielki młot i tłukł w twardą jak kamień stal, po czym podchodził do pieca i nagrzewał ją, a następnie wracał i ponownie bił, do momentu aż wykuł coś na kształt miecza. Następny wyciągał wybity miecz i ostrzył go na kamieniu.

– Poznałeś w jaki sposób pracują? – spytał jaszczuroczłowiek.

– Tak – potwierdził mu Riba. – Ale nie wiem, co to jest w tym kotle.

– Nie mam pojęcia. – Koras rozejrzał się wokół. – Popatrz – wskazał mu na punkt przy kotle. – Mają jakieś grudki kamienia, które dają do środka. A kamieni to mamy mnóstwo, choćby na budowę tego mostu.

– Idioto, to nie jest zwykły kamień. Nie widzisz, że jest szary?

– Ale, to skąd go biorą?

– Tego musimy się dowiedzieć. Zaraz się im skończy, więc  muszą mieć dostawę – zauważył Riba.

Obydwaj odeszli od kuźni i czekali na dostawę szarych kamieni. Odeszli niedaleko od niej, aby mieć dobry ogląd na budynek. Częściej spoglądali na wszystkie strony, bo już coraz więcej ludzi zaczynało się kręcić po centralnej części osady.

– Patrz co robisz! – krzyknął Riba zduszonym głosem.

– Nie zauważyłem ich.

– To lepiej, żeby oni nie zauważyli ciebie.

Chwilę później dostrzegł woźnicę, którzy wiózł pełny wóz kamieni do kuźni. Riba podszedł bliżej, aby usłyszeć ich rozmowę. Polecił Korasowi, aby obserwował okolicę.

– Witajcie panowie – rzekł woźnica, który miał trudności z wypowiedzeniem słów.

– Cloas, jak zwykle wypiłeś za dużo wina – rzekł ktoś z kuźnii. – Chłopcy, zrzućcie tą rudę tutaj, a potem dalej do roboty. Baron nie da nam spokoju, jak nie będzie miał tych mieczy.

Riba zastanawiał się, po co im tyle mieczy. – Chyba, że może już wiedzą o naszej rebelii? – Zląkł się w myślach.

Dłuższą chwilę zajęło pracownikom kuźni opróżnienie wozu i wysłanie woźnicy z powrotem. Koras dołączył do Riby. wiedzieć, skąd ludzie czerpali rudę żelaza.

– Pierwszy raz słyszę o czymś takim – rzekł Koras przerywając ciszę. – Gdzie to coś takiego można znaleźć?

– Pójdźmy za nim, to zobaczymy.

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

Zainteresowany dalszą częścią? Jeśli tak to kliknij poniżej „Następny wpis”.

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska

Piractwo a literatura – czy wciąż mają coś ze sobą wspólnego?

Niestety tak i to całkiem sporo. Wydawało mi się, że już problem piractwa z roku na rok będzie odchodził do lamusa, ale mam wrażenie, że jest wręcz odwrotnie. Mimo, że mamy coraz więcej możliwości jak czytać legalnie i to za półdarmo, to w dalszym ciągu musimy się mierzyć z piractwem dzieł. Zaznaczam, że piractwo nie dotyczy tylko literatury, ale również gier video, muzyki i wielu innych form przejawiania artystycznej duszy.

Skupię się najbardziej na literaturze, bo to w niej najwięcej działam.

Piractwo ma się dobrze

Mówię to z wielkim bólem serca. Nie trzeba daleko szukać, żeby znaleźć udostępnione nielegalnie powieści lub ich znaczne fragmenty, które przekraczają darmowe udostępnienie dzieła w celu zapoznania się do podjęcia zakupu. Pamiętam, jak na początku XXI wieku piraciliśmy gry, bo nikt z nas jeszcze nie zarabiał, a rodzice nie chcieli dawać pieniędzy na ich zakup. Więc pozostało nam piracenie, bo nie mieliśmy wyjścia i nie wiedzieliśmy, że robiliśmy coś złego.

Przyznaję, że miałem jedenaście lat, kiedy się dowiedziałem, że takie kopiowanie gier (niech pierwszy gracz rzuci we mnie kamieniem, który nigdy nie skopiował żadnej gry za pomocą Nero Burning Room lub Alcohol 120%) jest po prostu nielegalne. Było mi ogromnie głupio, bo nie miałem kasy na gry, ani przyzwolenia. Jednak zaznaczam, nic mnie nie usprawiedliwia i kajam się za to.

Współcześnie, aby zakupić grę, to nie jest problem i są dostępne wszędzie. Podobnie jak literatura, a co jeszcze dodam – jest dostępna za darmo. Wystarczy tylko po nią sięgnąć, bo powiedzmy, to raz a dobrze…

Piractwo to jest kradzież!

Ściąganie książek z internetu, z jakiś forum, czy nielegalnie skanując publikacje, jest kradzieżą czyjegoś dorobku życia. Powodujesz tym, że okradany nie ma za co jeść, pić, utrzymać rodziny, zapłacić rachunków czy na wszelkie inne wydatki potrzebne do życia. Już nie wspominam o jakiś dodatkowych atrakcjach, które również chciałby sobie zapewnić.

Zapytam teraz osobę, która piractwo uważa za coś normalnego. Przyjemnie by ci było, jakby pracodawca nie wypłacił ci należnych pieniędzy za twoją pracę? Jakbyś się wtedy czuł, kiedy cały twój miesięczny zarobek ktoś wziął dla siebie? Zakładam, że źle, to więc czemu chcesz kraść innym pieniądze?

Dalsza część artykułu o piractwie literackim poniżej

Jeżeli treść artykułu Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Bo książki są drogie i głupie!

Co do drugiego „argumentu” sam musiałem dojrzeć do tego, że to nie one są głupie, ale ja byłem głupi, jednak co do pierwszego argumentu, to jak go słyszę, to mnie słabość bierze. Poważnie? Czterdzieści złotych, za rozrywkę na co najmniej osiem do dziesięciu godzin, to jest dużo? Bilet jednodniowy do Energylandii masz za prawie dwieście złotych a jest otwarta od dziewiątej do dwudziestek pierwszej, czyli dwanaście godzin. W takim razie powiedz prędzej, że książki są nudne, a nie drogie.

Jednak załóżmy, że rzeczywiście są drogie. Skoro na jedną książkę za czterdzieści złotych na miesiąc cię nie stać, to co powiesz, że dopłacisz do tego dziesięć złotych i masz dostęp do setek tysięcy publikacji na miesiąc w postaci e-booka i audiobooka?

Takie abonamenty masz np:

– W Legimi (wstaw zdjęcie legimi i odnośnik do niego),

– W Empik Go (wstaw zdjęcie Empik Go i odnośnik do niego),

Dalej uważasz, że są drogie? To pójdę dalej, bo możesz je mieć… uwaga… za darmo. Pytasz jak to możliwe? To już ci odpowiadam. Zapisz się do biblioteki, które z roku na rok kupują coraz więcej powieści, aby właśnie spełnić oczekiwania najbardziej wymagających czytelników.

Piractwo literatury nie ma usprawiedliwienia!

I nigdy nie miało. Jakiekolwiek piractwo (w tym moje gier komputerowych) nie ma żadnego usprawiedliwienia. Mimo okoliczności trzeba kupować dzieła z legalnych i dostępnych źródeł, a nie kopiować z internetu. W przeciwnym wypadku mamy do czynienia z kradzieżą. Kradzieżą czyjeś ciężkiej pracy. Jeszcze będę pisał jakie dokładnie wydatki wpływają na cenę książki, ale zapewniam cię, że piractwo książki powoduje, że nie zarabia: autor, wydawca, dystrybutor i każdy, który miał wpływ na wydanie książki.

Dlatego szanujmy nawzajem swoją pracę i korzystajmy z legalnych źródeł. Zwłaszcza, że współcześnie mamy bardzo dużo możliwości, aby za niewielki koszt wspierać polską twórczość.

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Korekta i Beta czytelnictwo: Karolina Kwarcińska