Z bloga pisarza: Czy pisarz powinien korzystać z AI przy pisaniu powieści?

Sztuczna Inteligencja (in. AI) jest wszędzie. Mimo, że wciąż jest na etapie raczkującym, to już teraz wchodzi do coraz większej liczby branż. Weszła między innymi do gospodarki, do przemysłu, do wojskowości (między innymi poprzez tworzenie fake newsów), do mediów społecznościowych itd.. Jednym słowem – wszędzie.

To była tylko kwestia czasu, kiedy AI zacznie być stosowana w branży wydawniczej. Nie ulega wątpliwości, że branża, w której działam, też korzysta z AI. Jednak czy pisarz powinien korzystać ze sztucznej inteligencji?

Czym jest AI?

Nie ma na to jednej dobrej odpowiedzi. Ciężko jej definicji szukać w słowniku języka polskiego. Na stronie gov.pl pojawiła się taka definicja:

Sztuczną inteligencję (ang. Artificial Intelligence – AI) próbuje się definiować jako dziedzinę wiedzy obejmującą m.in. sieci neuronowe, robotykę i tworzenie modeli zachowań inteligentnych oraz programów komputerowych symulujących te zachowania, włączając w to również uczenie maszynowe (ang. machine learning), głębokie uczenie (ang. deep learning) oraz uczenie wzmocnione (ang. reinforcement learning).

Upraszczając tą definicję jest to uczenie maszyny myśleć i postępować jak człowiek, tylko z umiejętnością przetwarzania danych o miliardy razy większą, niż człowiek. Przekładając to na język ludzki, AI dąży do stworzenia modelu, gdzie dane będą przetwarzane znacznie szybciej i przystępniej, a następnie na jej podstawie generowane wyniki, które mają uprościć życie.

W jaki sposób sztuczna inteligencja wchodzi do branży wydawniczej?

Szerokie modele AI mają ogromne zastosowanie w branży wydawniczej. Zanim będzie pokazane w jaki sposób sztuczna inteligencja weszła do branży wydawniczej, odpowiedzmy sobie na pytanie, co można za jej pomocą zrobić. Po raz pierwszy o niej usłyszałem, kiedy przy jej użyciu generowano proste obrazki, które z każdym miesiącem stawały się coraz bardziej skomplikowane. Później okazało się, że modele AI pomagają stworzyć kod programistom, którzy następnie wprowadzają je do aplikacji i innego rodzaju urządzeń. W marketingu za ich pomocą powstawały teksty sprzedażowe, które miały lepszy wydźwięk, niż te wymyślone przez ludzi.

W branży wydawniczej pojawiały się również grafiki do okładek stworzonych przez AI, redakcję poszczególnych powieści już dokonała AI, czy nie mówiąc o planach marketingowych, które wydawnictwa tworzyły przy wsparciu sztucznej inteligencji. I chociaż wiele aspektów wykorzystywania AI wciąż budzi kontrowersję, to jednak przenika ono  w środowisko wydawnicze coraz bardziej.

Nie ma co ukrywać…

Pisarze też słyszeli o AI

Wystarczy wpisać w Google frazę „teksty literackie napisane za pomocą AI” i już dostajemy podejrzenia, które teksty są najprawdopodobniej dziełem sztucznej inteligencji, jak i również niektóre propozycje dzieł stworzonych przez nią. Tak ogromne narzędzie wcześniej czy później musiało wejść do warsztatu pisarskiego. Oczywiście nie jest ono tak rozbudowane, jak w innych branżach, lecz sfera kreatywna jest już napędzana przez niektórych twórców AI.

To niektóre moje artykuły, które o tym wspominały:

/book-drama-w-sprawie-pisania-recenzji-za-pomoca-ai/

/chat-gpt-czy-nalezy-sie-go-bac/

AI nie tworzy niczego na nowo, tylko przetwarza coś, co już jest przygotowane. Oznacza to, że jeśli którekolwiek narzędzie ze sztucznej inteligencji pokaże nam rozwiązanie, to jest to równoznaczne z tym, że już wcześniej ktoś je tam wrzucił.

Dlatego więc, czy autorzy powinni korzystać z AI?

Osobiście nie jestem fanem sztucznej inteligencji w literaturze. Zdecydowanie wolę, jak sfera kreatywna, twórcza i pochodząca z umysłu i serca człowieka niech powstaje z serca i umysłu człowieka. AI może pomóc w przygotowaniu się do pisania, stworzyć harmonogram pracy pisarskiej, pomóc wyobraźni w kreowaniu bohaterów, czy pomóc rozwijać warsztat pisarski. I to tyle sztucznej inteligencji w literaturze.

Dlatego słabości mnie biorą, jak słyszę o autorach wykorzystujących AI do pisania powieści. Już abstrahując od tego, że jest to zwykłe pójście na łatwiznę, to powieści te nie mają głębi. Nie idzie w nich wyczuć emocji, czy zagłębić się w fabułę i w bohaterów. Czytamy powieści ze względu na pisarza, a nie ze względu na maszynę.

Może w przyszłości tak będzie, że to wydawnictwa same będą tworzyć powieści i nie będzie potrzeba autorów, lecz dla mnie to będzie upadek literatury. Nie dlatego, że nie będę miał pracy, ale temu, że nie będzie już w nich nic nowego.

Podsumowanie

Sztuczna inteligencja to potężne narzędzie, dzięki któremu wiele branż zmienia się na naszych oczach. Przenika ona wszystkie działy technologii i skraca pracę ludziom poprzez wpisanie odpowiedniego promptu do wyszukiwarki. Również wydawnictwa, a później pisarze, zaczęli z niej korzystać, lecz osobiście nie jestem fanem AI. Oczywiście korzystam z niego do pracy, ale sferę literacką pozostawiam sferze literackiej, nie sztucznej inteligencji.

Mam nadzieję, że kreatywność w dalszym ciągu pozostanie w rękach ludzi, a nie maszyn. Tyle ode mnie, a co ty sądzisz o AI?

 

Moje powieści możecie nabyć w moim sklepie:

/sklep/

Z bloga pisarza: Podsumowanie roku 2025 (część ógólna)

Zakończył się rok 2025. Cokolwiek udało się zrobić, lub czego się nie udało, już jest przeszłością. Finito, koniec 2025 roku. Można snuć plany na ten rok i również mam takie, którymi będę się chciał z tobą podzielić. Nie będzie to w tym artykule, bo teraz chciałbym ci przedstawić ogólne podsumowanie minionego roku. Spiąć pozytywne i negatywne podsumowanie, które napisałem odpowiednio dwa i tydzień temu.

Chciałbym, żeby to podsumowanie było najbardziej racjonalne ze wszystkich poprzednich. Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić cię do dalszej części artykułu.

SPRZEDAŻ

Zacznę od tego, że nie lubię twórczości zawężać do sprzedaży, lecz jest to również część mojej pracy. Mimo, że nie lubię tego robić, to niestety ale podsumowanie musi je zawierać. Tak więc zgodnie z tym co pisałem w pozytywnym podsumowaniu, to w ostatnim roku zwiększyłem sprzedaż powieści. Z 430 sprzedanych egzemplarzy w roku 2024 do 880 w minionym roku. Jest to ponad dwukrotny wzrost i to jest fakt. Wiele powieści sprzedałem w trakcie targów książki i pamiętam, że przeprowadziłem z wami mnóstwo rozmów, z czego część kończyło się zakupem, a inne nie. Jest to normalna sytuacja i nie zamierzam cię ganić, jeśli tego nie zrobiłeś (zawsze masz taką możliwość, jak przejdziesz do mojego sklepu).

Miałem głęboką nadzieję, że w tym roku uda się przebić barierę tysiąca powieści, lecz niestety nie było mi to dane. Żałuję tego, ale co się uciecze, to nie upiecze. Mam już jeden cel na rok 2026.

Bardziej zależało mi, żeby sprzedaż powieści szła przez tą stronę i choć również i w tym kontekście liczba zamówień poszła w górę, to jednak jest to zdecydowanie za mało, żeby mieć chociażby na romantyczną kolację z ukochaną żoną. Temu będę chciał, żebyś zdecydowanie częściej wchodził na moją stronę. Temu powróciłem do cotygodniowego blogowania, albo raczej pozytywne podsumowanie roku pomogło mi do tego wrócić.

SPOTKANIA AUTORSKIE

Bardzo je polubiłem. Czuję się na nich jak gwiazda i zawsze na każdym spotkaniu poczujesz, że jestem dla ciebie na 100%. Nie ważne, czy poznaliśmy się wcześniej, czy dopiero pierwszy raz masz ze mną do czynienia. Zawsze wyciskam z siebie siódme poty, żebyś poczuł się jak u siebie w domu. Spotkania autorskie łechcą moje ego i choć w poprzednim roku ponownie zwiększyłem liczbę spotkań autorskich, to… mam lekki niedosyt. Lekki niedosyt wynikający z tego, że nie zrobiłem wszystkiego co mogłem.

Znam swoje miejsce w szeregu. Zresztą to podsumowanie też pokaże, że jestem raczej na początku drogi, niż na gwiazdorskiej ścieżce. Jednak z każdym rokiem jestem coraz bliższy szczytu. Jestem zadowolony z tego, co udało mi się osiągnąć w minionym roku, lecz, jeśli mógłbym mieć życzenie, to żeby częściej spotkania autorskie odbywały się z czytelnikami, którzy mieli do czynienia z moją twórczością. Tego mi brakuje.

Jednak jeśli którekolwiek spotkanie autorskie zaowocowało tym, że sięgnąłeś po moją twórczość, to chciałbym ci oznajmić, że kłaniam się do twoich stóp.

PLANY PISARSKIE

Zważywszy, że jestem samowydawcą, to plany wydawnicze mocno skorelowane są z dwoma powyższymi punktami. One natomiast sprowadzają się do jednego punktu – pieniądza. Niemniej, kiedy pod koniec przyszłego roku będę pisał podsumowanie, to chciałbym opowiedzieć ci, że w 2026 roku wydałem dwie powieści. W tym roku wydałem jedną: Bunt Charny.

Jak jej szło? Mimo, że miała pół roku mniej czasu, niż pozostałe trzy powieści, to i tak najczęściej po nią sięgaliście w poprzednim roku. W takim razie największym objawieniem w 2026 roku był właśnie Bunt Charny. W tym roku chciałbym napisać kontynuację Charny oraz jeszcze jeden kryminał młodzieżowy. Mam nadzieję, że w przyszłym podsumowaniu wspomnę o tych dwóch powieściach.

BRAK PIENIĘDZY

Te dwa miesiące, w których brakowało mi pieniędzy mocno dobijały mnie w kontekście poprzedniego roku. Nie dawało mi to spokoju. Musiałem o tym wspomnieć, gdy pisałem negatywne podsumowanie.

Jednak muszę tutaj zaznaczyć, że brak pieniędzy wynikał… z inwestycji. Nieudanych inwestycji, ale jednak inwestycji. Wynikały ze źle ulokowanych pieniędzy i wiem, że to były ostatnie nieudane inwestycje. Za bardzo wierzyłem w wiedzę i umiejętności niektórych usługodawców, kiedy prawda okazała się inna. Niemniej… miałem pieniądze na te współprace. To bardzo mocny znak, że rosłem w poprzednim roku i to pod każdym względem.

PODSUMOWANIE

Chciałbym, żeby właśnie ten wzrost wybrzmiał w tym ogólnym artykule. Pod wieloma względami udało mi się osiągnąć znacznie więcej. Pod wieloma względami liczby poszły w górę i to te najważniejsze cyferki. Pod koniec 2026 roku, kiedy przyjdzie czas na podsumowanie 2026 roku, mam nadzieję, że nadmienię, że ten rok był przełomowy.

Z bloga pisarza: Podsumowanie roku 2025 (część negatywna)

Z bloga pisarza: Podsumowanie 2025 roku (część negatywna)

W poprzednim tygodniu przedstawiłem tobie podsumowanie minionego roku w wersji pozytywnej. Tym razem chciałbym przedstawić ci trudności, z którymi borykałem się jako pisarz, i z którymi będę się borykał (mniej lub bardziej) w przyszłym roku. Tak jak wspomniano w tytule artykułu, będzie to negatywna część. Nie będę cię oszukiwał, droga pisarza samowydawcy (daruj, ale nie lubię tej angielskiej nazwy self-publisher) nie jest usłana różami, a jeśli już jest, to częściej czujesz jego kolce, niż kwiecisty zapach roślinki. Jedynie chciałbym wspomnieć, że cokolwiek nie napiszę w tym artykule, to nie żałuję tej drogi wydawniczej.

W takim razie czas na pesymistyczne podsumowanie roku.

Dwukrotnie brakowało pieniędzy w 2025 roku

Kiedy czytasz ten artykuł, to w myślach miałem pustkę na koncie i dodatkowe zamówienia książek, które trzeba opłacić. Zatem wiesz już, że raz pieniędzy zabrakło mi w grudniu, a kiedy był drugi raz? W sierpniu tego roku i czułem się nic niewart. W głowie snuła mi się negatywna wizja przyszłości. Miałem wrażenie, że jakichkolwiek starań nie podjąłem wszystko i tak sprowadzało się do pustki na koncie. Po raz pierwszy przyszła mi do głowy myśl, że nie umiem ogarniać swoich finansów zarówno domowych, jak i firmowych. Wiem, że to nie jest prawdą, bo choćby nie ważne jak dobrze planował bym wydatki, to nie jest się w stanie przewidzieć kilku tysięcy złotych do zapłaty w ciągu jednego tygodnia. Jednak niestety ta sytuacja się zadziała i to dwukrotnie w tym roku.

Też wiem, że zarówno w sierpniu, jak i teraz w grudniu podejmowałem wiele współprac, które miały za zadanie pomóc wzrosnąć mojej pisarskiej marce. O tych współpracach opowiem nieco dalej, tutaj nadmieniam, że one były. Pani psycholog powtarzała mi (z czym się oczywiście zgadzam), że pieniądze lub ich brak nie świadczą o mojej wartości. Jest to sytuacja uwierająca, ale ma pan wizję, że tak nie będzie cały czas. To mi powtarzała i to mnie trzymało na duchu.

Dwukrotnie współprace płatne okazały się fiaskiem

Wiem, że tworzę świetne powieści. Negatywna ocena mojej twórczości nie pojawia się zbyt często. Zresztą średnia ocen na lubimyczytac.pl mówi sama za siebie:

Niemniej mam wrażenie, że bez dobrego marketingu nie można zajmować się tym na stałe. Niestety muszę przyznać, że coś w tym jest. W tym roku chciałem to zmienić. Nigdy nie umiałem w media społecznościowe, mimo, że… pracuję w tej branży etatowo. Czasami jak pomyślę o zawrotnych wynikach, które wykręcam dla klientów, a dla siebie nie umiem, to trafia mnie jasny szlag. Jednak efekt jest taki, że nie wiem co robić, żeby moje media społecznościowe zaczęły przynosić oczekiwany skutek.

W takim razie podjąłem decyzję, że zaufam jakiemuś specjaliście. Znalazłem takowych, którzy mieli dobre opinie i napisałem do nich o współpracę. Z pierwszym rozpocząłem współpracę na przełomie roku, a z drugim w czerwcu tego roku. Łącznie obydwie współprace kosztowały mnie naście tysięcy PLN. A jaki był z tego zwrot?

500 PLN.

Rozsądnie chciałem reklamować ich usługę i prosić o zwrot, to w odpowiedzi dostawałem argumentacje: Kiedyś to zadziała, a oni przekazali mi pełną wiedzę i umiejętności.

Ręce mi opadły i niestety portfel też, ale nie z nadmiaru gotówki. Ponownie poczułem się jak gówno, które nic nie umie i do niczego się nie nadaje. Żona miała do mnie pretensje (słuszne), że daję komuś pieniądze, zamiast przeznaczyć na coś potrzebnego. Niestety pieniądze dałem i musiałem je wypracować inaczej.

Teraz to już nie ufam żadnemu specjaliście, a już na pewno nie temu, u którego choćby jedna opinia jest negatywna. Muszę z tego myślenia wyrosnąć, bo przecież sam chciałbym, żeby jedna negatywna ocena nie ważyła na mojej twórczości, ale na ten moment nie umiem inaczej.

Podsumowanie

W poprzednim tygodniu było pozytywnie, w tym jest negatywnie. Wiem, że te wpadki nie były do końca moją winą, ale się zadziały. Mógłbym tu jeszcze pisać o dodatkowych wydatkach podatkowych, o niespodziewanych kosztach związanych z naprawą samochodu, czy o kosztach naprawy strony. Jednak takie rzeczy się zdarzają, a te powyżej, nie i nie mają się zdarzać w przyszłym roku! Wiem, że praca samowydawcy to przyjmowanie nie tylko glorii i chwały, ale również (albo zwłaszcza) tej negatywnej strony twórczości. W tym roku jednak mam wrażenie, że dała mi mocno po czterech literach.

 

Jeśli jesteś zainteresowany nabyciem jednej z moich powieści, to serdecznie zapraszam do mojego sklepu:

/sklep/

Pamiętaj, że z kodem „CHARNA” jesteś w stanie nabyć je z 20% rabatem.

Z bloga pisarza: Podsumowanie roku 2025

Z bloga pisarza: Podsumowanie 2025 roku

Zbliża się koniec 2025 roku, a jak to zazwyczaj bywa pod koniec roku nadchodzi czas podsumowań. Nie będę zaniedbywał tej tradycji, ponieważ również to dla mnie dobra pora, aby podsumować mijający rok i muszę przyznać, że pod wieloma względami był to wyjątkowy czas. Myślę, że podsumuję go w trzech krokach. W tym artykule będzie pierwsza część składająca się z pozytywnych doświadczeń i osiągnięć mijającego roku. Za tydzień przedstawię to, czego nie udało się dokonać w kończącym się roku. W trzeciej części zbiorę obydwie części i przedstawię swój punkt widzenia w krótkie podsumowanie roku.

W takim razie zaczynajmy od pozytywnych rzeczy.

Zwiększyłem sprzedaż powieści w stosunku do 2024 roku.

I to ponad dwukrotnie. Z roku na rok moje powieści dochodzą do coraz szerszego grona. Również z roku na rok coraz więcej was jest zainteresowanych moimi powieściami. Jest mi z tego powodu niezmiernie miło. Żeby nie było, że wprowadzam Was w błąd, to chciałbym zamieścić poniższą infografikę, która przedstawi moje osiągnięcia w minionym roku:

Z bloga pisarza: Podsumowanie roku 2025

Wzrost z 430 do 880 jest co najmniej dwukrotnym wzrostem. To daje mi dowód, że ufacie mojej twórczości. Zaufaliście mi, jako pisarzowi i z tego miejsca chciałbym Wam serdecznie podziękować za zaufanie. Rynek wydawniczy w 2025 ujrzał moją czwartą powieść i jednocześnie pierwsza fantasy, a więc powieść z gatunku, od której zaczęła się twórczość i prowadzenie bloga segeworld.

W większej liczbie bibliotek przeprowadziłem spotkania autorskie, w porównaniu z 2024 rokiem.

W tym roku przeprowadziłem 68 spotkań autorskich, co w porównaniu z poprzednim rokiem (52) daje wzrost o 130%. Jednak to nie liczba jest tutaj najważniejsza, ale przeżycia, które dzięki Wam mogłem doświadczyć. Energia, którą udzielaliście w trakcie spotkań, czy pytania, które od was otrzymywałem świadczą o waszym zaangażowaniu i pozytywnej energii, jaką od was otrzymałem. To również dla mnie laurka, że spotkania autorskie ze mną nie należą do nudnych.

Zważywszy, że większość spotkań autorskich przeprowadziłem z młodzieżą, to wnioskuję, że z tym czytaniem w Polsce, wcale nie jest tak źle. Potwierdza to tezę, że uczniowie nie lubią czytać lektur szkolnych i pewnie jeszcze niejeden artykuł o tym napiszę.

Kolejnym moim osiągnięciem, z którym chciałbym się z Wami podzielić, to…

Częściej uczestniczyłem na targach książki, niż w 2024 roku

Z tego też powodu miałem więcej możliwości, żeby się z wami spotkać, porozmawiać, powymieniać się poglądami na temat literatury, czy poznać waszą opinię o mojej twórczości. Rok wcześniej uczestniczyłem w siedmiu targach książki. W tym roku było to osiem takich wydarzeń. Nie jest to znaczny wzrost, jednak doświadczenie nabyte z poprzedniego roku pokazało mi, jak łatwiej nawiązywać kontakt z wami oraz pomogła mi przełamać lęk przed rozmowami z wami.

Co na pewno mogę powiedzieć, to, że w przyszłym roku chciałbym częściej pojawiać się na wszelkiego rodzaju targach książki i wydarzeniach literackich.

 

Jeśli chodzi o pozytywne informacje to z takimi znaczącymi osiągnięciami chciałbym się z wami podzielić.

Gdzie widzieliście się ze mną?

Pamiętajcie, że wciąż możecie nabyć Bunt Charny i inne moje powieści taniej o 20% z kodem Charna. Przejdźcie do mojego sklepu klikając w poniższy link:

/sklep/

Czy pisarz musi mieć dobre oceny z języka polskiego?

Ten artykuł powstał na podstawie pytań, które często otrzymuję na wszelakich spotkaniach autorskich. Pytanie to pojawia się zarówno wśród młodszego, jak i starszego grona. Jestem pisarzem, więc powinienem mieć dobre oceny z języka polskiego, prawda?

Czyżby?

Sprawdźmy, czy pisarz musi mieć dobre oceny z języka polskiego.

Jak to było u mnie z ocenami z języka polskiego?

Przyznaję, że nigdy nie byłem orłem z tego przedmiotu. Nie tylko zaniżałem średnią klasową, ale wręcz szorowałem po dnie. Ledwo przechodziłem z klasy do klasy, z podstawówki do gimnazjum (tak chodziłem do szkoły, kiedy istniał ten twór), z gimnazjum do liceum i z liceum do … nikąd. Studia wybrałem skrajnie matematyczne, ale to kiedyś o nich opowiem.

Trudności miałem z ocenami z języka polskiego. Nie rozumiałem większości dzieł, które interpretowaliśmy w szkole. Często miałem swoją własną interpretację na poszczególne utwory literackie, a nie rzadko w ogóle ich nie rozumiałem.

W klasie maturalnej moja nauczycielka od języka polskiego, która była również moją wychowawczynią, powiedziała:

„Kamil w twoim przypadku umrę z radości, jak ty zdasz maturę z języka polskiego.”

Moja odpowiedź:

„To trzymam panią za słowo.”

Od tej chwili przestała się do mnie odzywać. Również i ja nie miałem powodów, by odzywać się do niej. W takim razie, jak sami widzicie z językiem polskim nigdy nie było mi po drodze, a mimo to piszę. Z tego powodu można zapytać…

Czy pisarz powinien mieć dobre oceny z języka polskiego?

Jestem idealnym przykładem, który obala tę tezę. Mógłbyś mi zarzucić, że taki ze mnie pisarz, który nawet wśród swoich fanów na Facebooku czy Instagramie nie jest znanym pisarzem, a co dopiero na całą Polskę. Dla takich komentarzy mam do pokazania poniższy screen:

Źródło: lubimyczytac.pl

Klasę i atrakcyjność pisarza nigdy się nie ocenia na podstawie jego rozpoznawalności. Przykładowi pisarze, którzy również byli na bakier ze znajomością swojego języka:

Stefan Żeromski – polski kandydat do literackiej nagrody Nobla w 1924, nie dostał świadectwa maturalnego.

George Orwell – czyli Eric Arthur Blair. Zrezygnował krótko po skończeniu osiemnastu lat.

Ray Bradbury – zarabiał na życie, sprzedając gazety. Nie rezygnował jednak ze zdobycia wykształcenia i uczył się sam, trzy dni w tygodniu spędzając w bibliotece.

Inne przykłady możecie znaleźć na stronie lubimyczytac.pl.

To również nie są wyjątki. Możecie wpisać w wyszukiwarkę Google frazę pisarze, którzy nie ukończyli szkoły i jestem przekonany, że znajdziecie jeszcze więcej przykładów.

To znak, że język polski nie jest potrzebny do pisania?

Tego nie powiedziałem. Zaznaczyłem tylko, że nie trzeba być prymusem z języka polskiego, żeby zostać pisarzem. Jakie umiejętności są potrzebne, aby trudnić się w tym zawodzie? Lista jest praktycznie nieograniczona, ale moim zdaniem jedna umiejętność jest kluczowa.

Umiejętność opowiadania i wczuwania się w opowiadaną opowieść

Najważniejsza umiejętność i jeśli nie macie wyczucia odnośnie słowa, bohatera, fabuły, świata i czegokolwiek, co dodacie do powieści, nie bierzcie się za pisanie. Czytasz oczami, interpretujesz rozumem, ale sztukę odbierasz sercem. Jeśli jesteś wrażliwym człowiekiem i interesują cię głębokie emocje to masz ogromną umiejętność, która gniecie dobre oceny z języka polskiego.

Jeżeli umiesz opowiadać kawały tak, że wszyscy dookoła pękają ze śmiechu, zanim dojdziesz do końca albo opowiadasz straszne historie tak, że odbiorcy chowają się pod stołem, nim usłyszą jej koniec, to znak, że pisarstwo jest dla ciebie. Ta umiejętność jest jedną z najważniejszych umiejętności w trakcie pisania: opowiadanie z zapałem i wczuwanie się w historię. Reszta jest tylko i wyłącznie dodatkiem. Dobre oceny z polskiego, dobry warsztat, dużo czasu na pisanie etc.

Jeśli umiesz wczuwać się w tekst, to jesteś stworzony do tej pracy, więc nie bój się, tylko pisz.

 

Do tego również serdecznie cię zachęcam.

 

Sprawdź moją twórczość w moim sklepie 🙂

Powstanie Ragilii – Rozdział 13 – część 2 – fantastyka

Rozdział 13 – część 2 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci 🙂

Nastały czasy, których ani Krol, ani Mokar, ani Krap czy nawet najstarsi jaszczuroludzie żyjący w Itrapie nie pamiętali. Od momentu dekretu barona mówiącego o równości względem prawa dla mieszkańców Ragilii w Itrapie zapanował pozorny spokój. Żołnierze już nie zmuszali pobratymców Krola do budowy mostu, bo mieli za zadanie ich przyuczyć do noszenia broni, by stanęli do walki z barbarzyńcami z Bestrety.

W dalszym ciągu Gradenianie niechętnie patrzyli na nich. Nadal niektórzy strażnicy chcieli znęcać się nad jaszczuroludźmi, lecz w zamian spotykały ich nieprzyjemności prawne. Rozpoczynały się rozprawy, które najczęściej kończyły się odebraniem żołdu.

Od tej chwili każdy jaszczuroczłowiek zdolny do noszenia broni znajdował się w koszarach i odbywał szkolenie wojskowe. Uczyli się walki bronią, zarówno tnącą, jak i obuchową, strzelali z łuku, a część z nich po raz pierwszy dosiadała konia, co z początku kończyło się brakiem opanowania wierzchowca. Początkujący często lądowali na ziemi, co wywoływało salwę śmiechu wśród kawalerzystów i czempionów.

Od momentu, kiedy zostali przyjęci, jako pełnoprawni żołnierze Gradenii, jeszcze częściej spotykali się potajemnie, ale tylko po to, żeby omawiać sytuację panującą na froncie. Wojna z Bestretą działa się już na całej linii frontu. Gazi wciąż się opierała najeźdźcom, a w innych portach Ragilii nie było dobrego połączenia z pozostałą częścią półwyspu, przez co przemarsz wojsk byłby utrudniony. Sytuacja na południowej granicy również była podobna, jak w przypadku Gazi.

Nastała wojna pozycyjna i dopóki wszelkie graniczne punkty się opierały nie było mowy o jakimkolwiek przejęciu inicjatywy przez którąś ze stron. Również i tym razem tematem spotkań jaszczuroludzii i Oranii była sytuacja na froncie.

– Jestem pod pełnym wrażeniem dowodzenia lorda Kardisza – rzekła Orania, gdy patrzyła na mapę. – Armia złożona z kilkudziesięciu wojów wciąż pilnuje, żeby Gazi nie była otoczona przez armię Lortara. Utrudniają desant królewskim jednostkom barbarzyńcy, przez co nie może się przebić w głąb Ragilii.

– W takim razie to idealna okazja na atak – rzekł Koras. – Zaatakujmy ludzi i wyrzućmy stąd barbarzyńców. Będziemy mieli Ragilię wyłącznie dla siebie.

– Koras, czy ty siebie słyszysz? – spytała retorycznie kobieta. – Nawet przy założeniu, że pokonacie ludzi, to wielu z was zginie, co skrzętnie wykorzystają barbarzyńcy.

– I ja również uważam, że Orania ma rację.

Wszyscy usłyszeli głos w jamie, którego zaczęli poszukiwać, lecz poza nimi nikogo nie było. Chwilę później ściana w świątyni rozwarła się, a z przejścia wyszedł niebieskołuskowy jaszczuroczłowiek z szatami kapłańskimi.

– Również uważam, że nie należy walczyć z ludźmi, tylko razem z Gradenią przepędzić barbarzyńców.

– Korindan? – spytała Orania.

– Ogran, bądź pozdrowiony – powiedział Krol. – Dawno cię nie widzieliśmy.

– Korindan? A kto to taki? – Kapłan podniósł prawą powiekę do góry, aby wprowadzić Oranię w błąd. – Również przyjemnie mi was widzieć moi towarzysze.

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo. I niech fantastyka będzie z nami 🙂

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

 

– Przepraszam, pomyliłam cię z kimś – oznajmiła, choć nie była przekonana. Miała wrażenie, że Ogran miał taki sam głos, co głos z pałacu, z którym rozmawiała.

– Nad czym się zastanawiacie moi mili? – zainteresował się kapłan.

– Jak najlepiej pomóc ludziom – postawiła sprawę jasno Inja.

– Pokazałam im, jak wygląda sytuacja na froncie bezpośrednio od naszych informatorów – głos zabrała Orania. – Na ich podstawie wojna toczy się w Gazi. Na morzu Ragilijskim, gdzie flota Gradenian skutecznie nie dopuszcza do desantu barbarzyńców oraz na południowej granicy, gdzie przygraniczne twierdze jak: Żelazny grot, Opszak, Trazyntia czy Horowa mora wciąż są w rękach Gradeniańskich.

Ogran doskonale wiedział, jak wyglądała sytuacja na froncie i cieszył się, że nie dochodziło do przełamania wojsk gradeniańskich i bestreckich. Plan działał jak należy.

– W takim razie czemu nie pójdziecie z ludźmi walczyć? – dociekał Ogran. – Co wam przeszkadza?

– Inja i Orania, których słucha Krol – powiedział zniesmaczony Riba, do którego dołączył Koras.

– Nie jesteśmy jeszcze wyszkoleni do walki, więc nie chcemy być pierwszymi, którzy zginą w tej walce – odrzekł Krol. – Chcemy walczyć, ale nie zginąć.

– Tak się teraz zastanawiam o powodach waszej walki. – Podrapał się po głowie Ogran. – Przecież już nie jesteście niewolnikami, to czemu chcecie walczyć?

– Wciąż jesteśmy zależni od ludzi – powiedział Krap.

– Ludziom nie można ufać, bo prędzej nas zabiją niż dotrzymają swoich obietnic. – Zgodził się z Krapem Koras.

– Jednak jesteście traktowani tak samo jak ludzie, to dlaczego chcecie z nimi walczyć? – Jeszcze raz zapytał Ogran. – Czy w wolności właśnie nie chodzi o to, że jesteście traktowani tak samo, jak ludzie?

– Ludzie wciąż tu są, a nie powinno ich być – odparł Krol. – Nie zadowala nas obecność ludzi w Ragilii. To jest wielka kpina, że w dalszym ciągu musimy ich słuchać – oznajmił dobitnie zielonołuskowy, na co zgodzili się wszyscy jaszczuroludzie. Orania jedynie nie dawała tego po sobie poznać, ale również zgadzała się ze zdaniem rodowitych mieszkańców Ragilii.

– W takim razie walczcie – rzekł Ogran, który znikł w ścianie świątynii.

– Ogran! Ogran! Wracaj! Potrzebujemy cię! – krzyczał Mokar, lecz wraz ze zniknięciem kapłana znikł również kurz, który kapłan wzniósł.

– Czy to jest ten Ogran, o którym mówiliście? – zapytała Orania, na co wszyscy jej skinęli głową. – Spodziewałam się, że bardziej nam pomoże – rzekła zażenowana jego postawą.

– Nikt nie jest w stanie go zrozumieć – powiedział Mokar.

Mieli nadal rozmawiać o sytuacji na froncie, lecz złota ważka wleciała do świątynii. Falująco zmierzała w kierunku Krola, który złapał ją w ostatniej chwili, nim zwierzę z wielkim łoskotem upadło na ziemię. Dostrzegł, że na jej tułowiu przewieszono list. Spodziewał się, że jest od Zdoraka.

– Dajcie ważce pić i jeść – polecił Krol spiskowcom.

Kroić i Broan jako pierwsi znaleźli się przy Krapie, któremu Krol podał list. Czerwonołuskowy natychmiast rozwinął list i zaczął czytać.

Mój panie, nie mam czasu pisać tego listu, więc wybacz mi za mój nietakt. Gdy czytasz ten list Gazi została podbita. Gdy zbieraliśmy moglistego dyniacza razem z Arinem dostrzegliśmy wielkie małpy, które niszczyły drzewa bagien i biegły w kierunku portu. Pokonali armię ludzi i przebili się przez mury miasta. Uciekamy razem z pobratymcami do was. Przepraszam, że zawiodłem mój panie.

Zdorak

Wszystkich ogarnęło przerażenie, a Orania skwitowało to, co usłyszeli, na swój sposób:

– Gazi zostało podbite, a więc następnym celem jest Itrapa, a potem po moście podbój Gradenii.

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

Zainteresowany dalszą częścią? Jeśli tak to kliknij poniżej „Następny wpis”.

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

 

Honorarium za wypożyczenia biblioteczne – moje przemyślenia

Często opowiadam wam, że pisarz zarabia nie tylko na pisaniu książek, ale również na wielu innych przedsięwzięciach. Wielu z nich jest moderatorem spotkań autorskich, tworzą własne kursy kreatywnego pisania, mają swoje kanały w mediach społecznościowych itp. itd. Mógłbym rzec, że pisarze, w tym i ja, jesteśmy bardzo kreatywni nie tylko w warstwie literackiej, ale również w kontekście zarabiania pieniędzy.

Jednak jest jeden sposób na dodatkowe środki dla pisarzy, który w Polsce nie jest popularny, ale też generuje zarobek dla literatów. Artykuł ten powstał z inspiracji felietonem Katarzyny Tubylewicz „Jak wykończyć pisarzy”.

Jaki to zarobek? Honorarium za wypożyczenia biblioteczne, przejdźmy do niego.

Jest on związany z instytucją, gdzie powieści dostaniecie za darmo

Często przychodzicie do biblioteki wypożyczyć powieści, lektury szkolne, książki, poradniki i wiele innych publikacji. Z każdego wypożyczenia biblioteka musi się rozliczać z Ministerstwem Kultury, które później wypłaca honorarium dla danego autora.

Wydawać by się mogło, że to sytuacja wymarzona. Czy rzeczywiście tak jest?

Nie do końca, a jest to spowodowane dwoma rzeczami:

1. Mała ilość bibliotek wypłaca honoraria za wypożyczenia biblioteczne w Polsce

Wiecie ile jest bibliotek w Polsce? – 7693 placówki literackie. Ile z nich wypłaca honorarium, za wypożyczenia biblioteczne? – 60. Tylko tyle bibliotek w Polsce wypłaca honoraria w związku z wypożyczeniami bibliotecznymi! To tragiczna sytuacja, a jak dodamy do tego, że wśród tych sześćdziesięciu bibliotek nie ma ani jednej wojewódzkiej czy powiatowej biblioteki, lub takiej, która gromadzi mnóstwo czytelników, możemy mówić o katastrofie. Lista tych bibliotek jest bardzo skromna i nie uwzględnia nawet placówek w większych miastach. Część bibliotek wypłaca honorarium za wypożyczenia biblioteczne, jednak niewiele z nich pochodzi z miast, które mają powyżej stu tysięcy mieszkańców lub są często odwiedzane przez czytelników.

 

Dalsza część artykułu o wypożyczeniach bibliotecznych poniżej

Jeżeli treść artykułu Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

2. Niska kwota honorarium

Na podstawie felietonu pani Katarzyny zrozumiałem, że Polska ma jeszcze sporo do nadrobienia w tej kategorii. Dlaczego? W roku 2022 całkowita kwota wypłaty za wypożyczenia biblioteczne wynosiła 4,374,000 PLN. Czy to dużo? Weźmy na przykład Szwecję, która pod względem populacji jest czterokrotnie mniejsza od Polski, a wypłata honorarium bibliotecznego na ten rok wynosiła 190,500,000 koron, czyli około… 95,000,000 PLN. Znacznie więcej prawda?

Wciąż pisarze muszą traktować swoją twórczość, za pasję, a nie środek zarabiania na życie

Nie każdy pisarz nazywa się Mróz, Bonda, czy Czornyj, którzy sprzedają powieści po kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy rocznie. Jest wielu pisarzy, którzy nie dobijają do bestsellera, a też pragną żyć z pisania. Powiecie, że rynek ich wykończył, a to znak, że nie powinni pisać. Problem tylko w tym, że nie każdy pisarz dysponuje sztabem marketingowców, który zrobi promocję za niego. Nadal widnieje przekonanie, że pisarz musi pisać z pasji i uwierzcie mi. Oni to robią z pasji i miłości do tekstu, ale gdy wkład, który dają w stworzenie powieści odzwierciedla się niesprawiedliwym wynagrodzeniem, to każdemu się odechciewa… ale właśnie nie pisarzom.

Podsumowanie

Smutny wniosek mam po tym artykule. Pisarz nie może godnie zarabiać z pisania. Trud, który poświęca w tworzenie powieści nie zawsze się zwraca w postaci sprzedanych książek lub profitu za wypożyczenia biblioteczne. Będzie się dwoił i troił, żeby wyżyć z kreowania nowych fikcyjnych historii, a kłód do pokonania z roku na rok będzie coraz więcej.

 

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania czy powieści, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Również na Allegro:

https://allegro.pl/uzytkownik/KamilSobikPisarz

Sprawdź również pozostałe wpisy na moim blogu. Wybierz „następny wpis” lub „poprzedni wpis”.

Powstanie Ragilii – Rozdział 13 – część 1 – fantastyka

Rozdział 13 – część 1 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci 🙂

Zdorak razem z pozostałymi gnollami wciąż poszukiwał moglistych dyniaczy i innych składników, potrzebnych do klątwy, która wymuszała na gnollach posłuszeństwo względem ludzi.

– Mam kolejnego moglistego dyniacza – rzekł do niego jeden z gnolli, który przybiegł do niego z rośliną.

– Dobrze Arinie, daj go do kosza.

Zbierali mogliste dyniacze, przez cały dzień i noc. Zastępca przywódcy stworzył wymienność pracy, gdzie jedni pracowali za dnia, a inni w nocy. Nikt nie był zmęczony i każdy miał siły do dalszego szukania roślin. Podzielił wszystkich gnolli na kilka mniejszych ekip, które przeczesywały określoną część Gazi i jej okolic. Wielokrotnie widzieli ogniste kule lecące w powietrzu, a gdy podchodzili pod mury miejskie to słyszeli pojedyncze uderzenia broni, co ich przerażało.

– Zdorak, jak myślisz, dobrze robimy, że pomagamy ludziom w walce z orkami?

Zastępca dowódcy również się nad tym zastanawiał. Miał świadomość, że Krol jest ich wodzem i powiedzie do wolności, zgodnie z tym co mówiła przepowiednia. Nie chciał mu wchodzić w zdanie, ale czuł, że nie w tym kierunku powinni iść. Nie mogli odzyskać wolności, jeśli w dalszym ciągu będą uzależnieni od ludzi.

– Nie mam pojęcia Arinie. Ufam Krolowi i może w tym szaleństwie jest jakaś metoda. Krol również nie był zadowolony, kiedy jego pobratymcy zgodzili się na współpracę z ludźmi.

– Czy rzeczywiście Krol jest tym, za którego uważamy?

Zdorak schylił się w kierunku Arina. Gniewny wzrok zastępcy patrzył z dezaprobatą na stwierdzenie niższego gnolla.

– Przepowiednia go wskazała. Naturalna siła go wskazała, więc nie podważajmy zdania przeznaczenia. Krol jest naszym dowódcą, który wyciągnie nas z sideł śmierci i zniewolenia. Jestem o tym przekonany. Musimy zaufać naszemu dowódcy i nie próbuj komukolwiek siać defetyzmu i zwątpienia w naszego przywódcę, czy to jasne?!

Arin się spiął. Nigdy nie widział, żeby Zdorak tak się zdenerwował. Zawsze go miał, jako opanowanego i spokojnego przywódcę, ale ostatnio miewał trudności z chłodnym podejściem.

– Przepraszam cię, mam wrażenie…

– To ja cię przepraszam – uspokoił się. – Za dużo ostatnio wszystkiego się dzieje i boję się, że zaczynam tracić jasność umysłu.

Arin poklepał Zdoraka po ramieniu i wrócili do zbierania roślin. Przechadzali się między mokradłami, które momentami przypominało jezioro do przepłynięcia.

– Całe futro mi się lepi – marudził Zdorak. Nigdy nie znosił pływania i pływał z przymusu. Dostrzegł po drugiej stronie mokradła jeszcze kilka pomarańczowych roślin, które w nocy świeciły, co pomagało je odnaleźć. Przypłynął na wysepkę, gdzie po wyjściu na brzeg starannie się otrzepał i zaczął zbierać rośliny.

Donośny ryk przeszedł całą okolicę, a dźwięk odgłosu wchodził do uszu Zdoraka ze wzmocnioną siłą. Skulił się próbując jakkolwiek wytrzymać siłę natężenia dźwięku. Gdy wycie ustało spojrzał w kierunku jego źródła i gdy ledwo się odwrócił okolicę przebiegł kolejny ryk, a po nim następny i jeszcze kolejne.

Nigdy nie słyszał tego dźwięku. Natychmiast włosy na jego skórze stanęły, podobnie jak uszy, które spodziewały się kolejnego dźwięku. Rozglądał się, ale ciemne niebo wyglądało tak jak zawsze. Gwiazdy przykrywały chmury, a drzewa nie poruszały się i korony drzew sięgały nieba.

– Zdorak, czy wszystko w porządku?!

Z ledwością do uszu zastępcy przywódcy gnolli dobiegł krzyk współtowarzysza. Nie wiedział, czy krzyk był taki cichy, czy jeszcze słuch przystosowywał się do nowych warunków.

– Tak, w porządku, zaraz wracam.

Zebrał wszystkie rośliny do torby i zmierzał z powrotem do Arina. Kiedy wszedł do wody poczuł dużą falę, która wypchała go na brzeg. Nie wiedział, skąd wziął się ten nurt. Spróbował jeszcze raz, ale fala ponownie wypchała go na brzeg. Poszedł w drugim kierunku, ale również i stamtąd został zepchany na brzeg.

Spojrzał w kierunku drzew na przeciwległym brzegu i dostrzegł, że zaczęły się kiwać.

– Jak wielka siła jest w stanie przechylać drzewa?

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo. I niech fantastyka będzie z nami 🙂

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Zastanawiał się Zdorak, lecz nim zdążył wysnuć jakąkolwiek teorię, to część drzew ta siła powaliła na ziemię, a następną część ucięła w połowie. Nastał kolejny ryk, który powalił gnolla na ziemię. Skulił się, żeby zagłuszyć donośny wrzask i uchronić swoje uszy przed niszczącym wpływem dźwięku. Ziemia, na której leżał zastępca, zaczęła się trząść. Widział drgania ziemi poruszające się niczym fala. Podobne drgania wywoływała woda, aż po chwili dobiegały dźwięki tupotu stóp.

Spojrzał w kierunku ich źródła i ni stąd, ni zowąd wyskoczyła wielka małpa na środek wody i zaczęła krzyczeć w niebogłosy. Za nią wybiegły kolejne i na dwóch łapach zmierzały w kierunku Zdoraka.

Gnoll wyłupił oczy, po czym rzucił się do wody i płynął w kierunku Arina, który dostrzegłszy niebezpieczeństwo wbiegł w głąb bagien. Małpy były coraz bliżej Zdoraka, lecz zdawały się go nie zauważać.

Wtem jedna ze stóp uderzyła w taflę wody tuż obok gnolla, którego siła wyrzuciła do góry i spadł z powrotem do wody. Otrzepawszy się spojrzał w kierunku gromady małp, która biegła w głąb bagien. Spojrzał, że miały szare futro, a z ich pysku wychodziła piana, która otaczała potężne kły wychodzące ze szczęk. Były wielokrotnie wyższe od jakichkolwiek istot, które znał w Ragilii.

Gdy znikły w odmętach bagien Zdorak dopłynął do brzegu, na której widział Arina równie przestraszonego co on sam.

– Wiesz, co to było? – spytał zastępcę przywódcy gnolli.

– Nie mam pojęcia, wiem tylko, że na pewno nie pochodzi z Ragilii – rzekł gnoll. – Poszukajmy resztę, sprawdźmy, co się dzieje.

Pozostawili wszelkie kosze z moglistym dyniaczem i natychmiast wrócili do osady. Panował tam bardzo duży rozgardiasz i nikt nie wiedział, co się stało.

– Drogie kundelki proszę was o spokój – rzekł Zdorak, ale na nic się to zdało. Spanikowany tłum nie reagował na słowa gnolla. – Proszę was uspokójcie się! – krzyknął, ale nie spowodowało to jakiejkolwiek zmiany zachowania.

– Milczeć!!! – krzyknął Arin, na którego głos wszystkie gnolle się uspokoiły i zwróciły się w jego stronę, który sam jeden przekrzyczał cały tłum i skupił na siebie uwagę. – Możesz mówić – oddał głos Zdorakowi.

– Powiedzcie mi, czy ktoś z was wie, co to są za stworzenia?

– Te wielkie małpy? – rzekł ktoś z tłumu. – O mały włos mnie nie stratowały.

– Zgadzam się i obśliniły mnie porządnie – dodał kolejny, który był przykryty flegmą z ust bestii.

– Zdorak co to było? – zapytał następny. – Te potężne małpy tratowały drzewa, powodowały, że ziemia się trzęsła. Powiedz z czym mamy do czynienia?

– Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że te stworzenia nie pochodzą z Ragilii – oznajmił były przywódca.

– Widziałem, jak zmierzały w kierunku Gazi – powiedział następny z gnolli.

– Idę sprawdzić, w jakim celu, pozostańcie tutaj.

Ruszył w kierunku Gazi drogą wyrwanych drzew z korzeniami. Pamiętał, że w niektórych miejscach należało przepływać przez mokradło, a teraz przebiegał przez nie, jak po suchej powierzchni.

Dobiegł do pobojowiska, w którym jak się domyślił toczyła się bitwa. Widział wiele małp, które leżało na ziemi, a do ich ciała były powbijane kilkanaście długich włóczni. Nieco dalej leżeli ludzcy jeźdźcy na koniach, którzy mieli rozszarpane ciała, a z wielu z nich wciąż krew spływała. Kolejny krok spowodował, że zanurzył się w lepistej mazi. Natychmiast pomyślał, że była to ślina małpy, ale była zbyt czerwona. Kiedy odpowiedź przyszła do jego głowy natychmiast zwrócił wnętrzności.

Z dalszych wymiotów wyrwał go ryk, który dochodził od Gazi. Pozostawił pobojowisko i ruszył w kierunku portu. Przed murami miasta stało kilkanaście małp, które biły w bramy miasta, a przy nich znajdowało się mnóstwo zielonych ludzi, którzy po drabinach próbowali wejść na mury. Zdorak nigdy nie widział tych postaci, ale po opisie przeczytanym wcześniej, natychmiast zrozumiał, że byli to orkowie. Wywnioskował, że król Bestrety dobił statkami do brzegu i jego armia rozpoczęła szturm na miasto.

Gnoll usłyszał trzask wyłamanych drzwi, później przebicie pięścią murów, a następnie coraz więcej odgłosów utyskiwania i spadających ciał.

Zorientował się, że armia Lortara przebiła się do miasta. W tej chwili rozpoczęła się masakra jej mieszkańców. Zawrócił i ile miał sił w nogach biegł w kierunku osady. Przybiegł do niej zdyszany i ledwo miał trudności ze złapaniem oddechu.

– Zdorak, co się stało? – zapytał Arin.

– Przywołaj ważkę, muszę napisać list i porozumieć się z Krolem.

Natychmiast przywołał złotą ważkę, która chwilę później zawinęła się wokół ramienia Arina. Zdorak tak szybko, jak potrafił, napisał list do przywódcy, obwiązał go wokół ważki i nakazał jej lecieć do Krola.

– Co robimy Zdorak?

– Idziemy do Itrapy, powiemy dokładniej, co widzieliśmy, a Krol już nam powie, co robimy.

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

Zainteresowany dalszą częścią? Jeśli tak to kliknij poniżej „Następny wpis”.

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

 

Wulgaryzm w powieści – potrzebny czy wręcz przeciwnie?

Pewnie wiesz, że przekleństwa są wśród nas. Codziennie masz z nimi styczność, w domu, w pracy, w przygodzie i wszędzie, gdzie zawitasz. Pilnujesz swojego słownictwa, aby ochronić je przed dziećmi, żeby nie powtarzały bezmyślnie usłyszanych słów. Pilnujesz się, żeby ani jeden wulgaryzm nie wyszedł z twoich ust.

A jak to jest z wulgaryzmami w powieściach? Są potrzebne? Zbędne? Jaka jest ich rola w beletrystyce? Porozmawiajmy o tym.

Czym jest wulgaryzm?

Nie będę tu przytaczał cytatów ze słownika języka polskiego czy innej Wikipedii, bo pewnie wiesz, czym mniej więcej jest wulgaryzm. Powiem tylko, że są to słowa, które społecznie nie są akceptowalne i dozwolone do użytku formalnego. Najczęściej słysząc je się krzywimy i osobie nie stroniącej od nich przypisujemy łatkę niekulturalnej.

Jednak słowa te stosujemy w życiu i to nie rzadko. Najczęściej wtedy, kiedy mamy do czynienia z wyższymi emocjami i to zarówno z dobrymi, jak i złymi. Podkreślają nasz stan podniosły, tylko w sposób niekulturalny.

Czy wulgaryzmy są potrzebne?

Uważam, że tak. Krótka, treściwa odpowiedź. Można kończyć ten artykuł. Mógłbym tak powiedzieć, bo rzeczywiście twierdzę, że wulgaryzmy w powieściach dają coś od siebie. Właśnie to, co wspomniałem paragraf wyżej, czyli podkreślenie emocji panujących w fabule. Powiedzmy to wprost, że łatwiej mi jako pisarzowi napisać w powieści:

– Kurwa, ale to zjebałeś!

niż

– Jacie kruca, ale to zepsułeś.

 

Dalsza część artykułu o znaczeniu wulgaryzmów w powieściach poniżej

Jeżeli treść artykułu Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo.

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

Prawda, że jest inny wydźwięk? Przy pierwszym sformułowaniu mamy do czynienia z prostym i mocnym komunikatem, który jest odpowiedni dla bohaterów mocnych, twardych i nieustępliwych, kiedy sytuacja tego wymaga. Gdyby taki bohater wypowiedziałby drugą kwestię, to jak byście ją odebrali? Coś byłoby nie w porządku. To samo, gdy mamy do czynienia z osobą, która wypowiada się elokwentnie i naraz rzuci pierwszy tekst. Również i to dziwnie brzmi.

Zgadzam się również z tym, że o wielu okolicznościach nie wspomniałem, jak warunki, stosowany język, klimat powieści, jednak mi chodziło o pierwsze skojarzenie, jakie mieliście na dźwięk tych kwestii dialogowych.

Kiedy przekleństwa są zbędne?

Również w wielu przypadkach. Przede wszystkim w powieściach, gdzie panuje dostojniejszy nastrój, a słownictwo jest takie wysublimowane i wyszukane. Tutaj użycie przekleństwa musi mieć naprawdę uzasadnione użycie. Jeśli jest uzasadnione, to nie widzę przeciwskazań. Wszystko po to, aby treść powieści była wiarygodna. Nieprawdopodobna, ale wiarygodna.

Kiedy jeszcze są zbędne? Zdecydowanie w przypadku publikacji non-fiction. Naprawdę, nie stosujcie wtedy przekleństw i innych wulgaryzmów, bo nie brzmicie profesjonalnie i jako osoby godne zaufania.

Jaka jest rola wulgaryzmów w tekście?

Oprócz tego, o czym wspomniałem wcześniej, to również pokazanie realności bohatera. Jeśli mamy postać sebiksa, który spędza dnie na ławeczce z browarem w ręce, to najprawdopodobniej popularny przecinek (wiecie jakie słowo na „K”), będzie stosował bardzo często. Tworząc takich bohaterów nie możemy udawać, że wulgaryzmów nie ma. Wtedy powieść będzie wyglądała sztucznie, zwłaszcza, jeśli piszemy o codzienności. Możemy się spierać, że nie przeklinamy, ale prawda jest inna. W naszym codziennym życiu klniemy jak szewc, a słowa na „k”, na „ch”, czy na „p” bardzo często przychodzą nam jako pierwsze na myśl.

Podsumowanie

Wulgaryzmy mają bardzo ważne zadanie w tekście i odpowiednio użyte potrafią naprawdę dużo dobrego zdziałać. Podkreślają klimat w powieści oraz uzupełniają bohatera nadając mu wiarygodności. Należy pamiętać również, że jakikolwiek zabieg nie jest stosowany przez autora, to wszystko trzeba robić z umiarem. Nadmiar nikomu jeszcze nie pomógł i to w jakiejkolwiek dziedzinie.

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania czy powieści, to zapraszam do sklepu:

/sklep/

Również na Allegro:

https://allegro.pl/uzytkownik/KamilSobikPisarz

Sprawdź również pozostałe wpisy na moim blogu. Wybierz „następny wpis” lub „poprzedni wpis”.

Powstanie Ragilii – Rozdział 12 – część 2 – fantastyka

Rozdział 12 – część 2 – fantastyka w najlepszej postaci

Fantastyka w najlepszej postaci 🙂

Orania otworzyła odrzwia, które prowadziły do pokoju gościnnego w pałacu barona. Sam jego właściciel siedział na drugim końcu długiego stołu, gdzie znajdowały się wszelkiego rodzaju pieczenie, mięsa przyprawione moglistym dyniaczem, sałatki, i kulinaria ze składników, które nie pochodziły z krainy bagien. Niedaleko od stołu stała służba, której trzęsły się ręce. Po położeniu półmiska na stole, bądź napełnieniu pucharu, znikali, żeby baron na nich nie spojrzał.

Sam właściciel pałacu przybrał najbardziej dostojne szaty oplecione w herb rodu Joas – jelenia z szerokimi porożami stojącego na kuszy. Jego sukno było obleczone złotem od stóp do głów. Na butach znajdowały się duże łuski, co natychmiast rzuciło się w oczy Krolowi. Baron podniósł kielich, na co jedna ze służących przyszła i polała mu wina. Wstał i podszedł do przybyszy z uśmiechem na ustach.

– Witajcie moi mili. Uściśnijmy sobie dłonie na przywitanie. – Energicznie wyciągnął dłoń do każdego z nich, na co mieszkańcy Ragilii nieznacznie wyciągnęli swoje. Baron ścisnął je tak mocno, że Kroić czy Inja czuli, jakby kości im połamał. Tylko Krol odwzajemnił baronowi równie mocnym uściskiem. – Pozwólcie, że was oprowadzę po tym, co się tu znajduje. – Odwrócił się do nich plecami i skinął palcami by szli za nim.

Mieszkańcy Ragilii nie wiedzieli jak się zachować. Wszyscy spojrzeli w kierunku Oranii, na co ona skinęła im, żeby podążali za baronem. Właściciel pałacu stanął przed pierwszym zwierzęciem, któremu od ściany wystawała podłużna głowa z szerokimi porożami.

– Tego jelenia jeszcze upolowałem w Gradenii w pobliżu Warden – oznajmił z dumą. – W lasach środkowo gradeniańskich jest ich naprawdę sporo, ale tego nikt nie potrafił upolować. Mnie się udało, ale dość długo się męczyłem. Zawsze mi uciekał i to mimo tego, że świetnie umiem strzelać z kuszy. Wiecie drodzy jaszczuroludzie i – spojrzał na psiopodobne istoty – gnolle, jak trudno jest upolować taką zwierzynę? – W odpowiedzi mieszkańcy Ragilii podnieśli barki. – Dla was to może nie być trudne, bo wy ze zwinnością poruszacie po ziemi, podobnie jak prężnie budujecie most na cześć króla Waren.

Krolowi już cisnęła się odpowiedź, ale w ostatniej chwili szturchnęła go Inja.

– Jestem wam wdzięczny, że tak prace postępują. I to wszystko dzięki waszemu zaangażowaniu. Jestem wdzięczny, że tak pilnie budujecie most. Chodźmy dalej. – Przeszli do drugiej części pokoju, w której znajdowała się głowa bazyliszka przytwierdzona do ściany.

Krol raz w życiu widział tę istotę, podobnie jak pozostali jaszczuroludzie. Broan i Kroić patrzyli na głowę bestii kuląc się ze strachu. Gdy Mokar dostrzegł ich strach natychmiast położył rękę na ich barkach.

– Ten bazyliszek był pierwszym, którego tutaj upolowałem. Przyznaję, że również nie miałem z nim łatwego zadania. Kilku z moich żołnierzy zamienił w kamień, bo idioci spojrzeli mu w oczy, a jak wiemy, nie patrzy się bazyliszkowi w oczy. Podobnie jak meduzie. Na przestrogę dla mnie postanowiłem wziąć ich posągi i ustawiłem je w drugim końcu pokoju.

Zgromadzenie odwróciło się we wskazanym kierunku i dostrzegło pięć rzeźb ludzi, których zamieniono w kamień. Jaszczuroludziom zrobiło się niedobrze na ten widok, a gnolle zemdlały i upadły na podłogę. Baron natychmiast poprosił służbę, żeby ocucili gości. Podbiegli do nich i lekko uderzyli ich po pyszczkach. Ocknęli się i łapczywie pili wodę, którą im podstawili. Spojrzeli ponownie na posągi i momentalnie odwrócili głowę.

– Podejdźcie moi goście pod kolejny okaz, który chcę pokazać.

Zmierzali za nim. Poprowadził ich pod wielką głowę z kłami o długości ramion. Głowa była owinięta łuskami i z oczami wielkości głowy jaszczuroczłowieka. Mieszkańcy Ragilii skłonili się ze strachu, a gnolle odwróciły głowę nie chcąc patrzeć na wielką bestię. Krol patrzył z zaciekawieniem i przerażeniem. Podszedł bliżej i chciał ją dotknąć, lecz była za wysoko.

– Spokojnie mój gościu – odrzekł baron. – Temu powiesiłem wyżej, bo jest to dla mnie największe trofeum. To jest jedna z głów trójgłowej hydry.

Oczy przywódcy powstania mało co nie wypadły z oczodołów. Z wrażenia patrzył na głowę zwierzęcia i bóstwa, które wielbili, po czym spojrzał ze strachem na barona. – Kim on był, że potrafił upolować hydrę? – pomyślał Krol. Nienawidził go, ale świadomość, że mógł z nim zrobić wszystko wywołała w nim przerażenie.

– Tą bestię…

– Baronie Mormo Joasie, zaprosił baron gości, żeby nie pokazywać swoich trofeów, tylko porozmawiać na istotne dla Gradenii kwestie – rzekła Orania.

– Oczywiście – odrzekł Baron – zapraszam do stołu.

Usiedli przy nim. Orania skinęła głową do jaszczuroludzi i gnolli. Widziała, jaki strach wywołała w nich głowa hydry.

– Częstujcie się moi goście – zachęcił właściciel pałacu odkrawając solidny kawał wieprzowiny.

Mieszkańcy Ragilii nie wiedzieli jak jeść te potrawy. Po chwili Krol rękami oderwał kawałek baraniny i konsumował część mięsa. Po nim w ten sam sposób zaczęli robić pozostali mieszkańcy bagien, oprócz Inji i Krapa, którzy niezdarnie próbowali się posługiwać sztućcami. Baron patrzył zniesmaczony na brak manier rodowitych mieszkańców tych terenów, natomiast twarz Oranii nie wyrażała nic, tylko zaczęła powoli pochłaniać kęsy mięsa.

Po pierwszych obawach wszyscy konsumowali jedzenie na swój sposób. Baron próbował zagadywać mieszkańców Ragilii, ale oni byli zaabsorbowani jedzeniem i pałaszowali udka, skrzydełka, karczki tak szybko, jakby nie jedli od kilku dekad. Nikt z nich nie miał do czynienia z tak starannie przygotowanymi potrawami i tak wykwintnie podanymi. Toteż pałaszowali do momentu, aż wszystko znikło ze stołu.

– Dobrze baronie, czy możemy przejść do tematu rozmowy? – zarządziła Orania, po czym mrugnęła do Inji.

 

Dalsza część opowiadania poniżej

Jeżeli treść opowiadania Ci się spodobała i chciałbyś wpłynąć na rozwój świata literackiego, to serdecznie zachęcam Cię do sprawdzenia mojego Patronite. Kliknij w poniższe logo. I niech fantastyka będzie z nami 🙂

 

Albo postaw mi kawę, będę serdecznie za nią wdzięczny:

– Oczywiście Oranio, więc jak wiecie moi mili ostatnio na Gradenię spłynęła niegodziwa fala w postaci wojny z Bestretą. Jest to kraina znajdująca się na południe od Ragilii, która charakteryzuje się wyjątkową brutalnością i nienawiścią do wszystkich.

Krol już miał ochotę coś odpowiedzieć, lecz Mokar, który widział, jak przyjacielowi drgały usta z nerwów, złapał go za rękę, co go uspokoiło. Baron nie zwrócił na to uwagi i kontynuował:

– Zarządziłem, że najmężniejsi jaszczuroludzie mieli stawić się do koszar, żeby przebyć obowiązkowe szkolenie na żołnierza gradeniańskiego. Ku mojemu zaskoczeniu nie wstawił się nikt, a choćby jak patrzę tutaj na niektórych – wskazał na zielonołuskowego – to nadawali by się do walki. Pomyślałem, od razu, aby wyjaśnić tą sprawę z wami. Dlatego, czy mogę poznać powód, dlaczego nie chcecie nas wspomóc?

Zielonołuskowy powstał, lecz nim zdołał rzec jakiekolwiek słowo wstali za nim Krap i Mokar, którzy uspokoili zdenerwowanego Krola. Orania pokręciła głową z zażenowania, a Inja rzekła z drżącym głosem:

– Baronie – baron usłyszawszy jej głos przechylił ku niej głowę – nie czujemy… nie mamy przekonania. – Ciężko jej przechodziły słowa przez gardło. Spojrzała na Oranię, która jedną dłonią pokazała jej wyciągnięty kciuk, a drugą robiła kółka zachęcając ją do dalszego mówienia. – Nie mamy przekonania, dlaczego powinniśmy wesprzeć swoją obecnością ludzi w walce z barbarzyńcami.

– Jak masz na imię jaszczurzyco? – zapytał głosem nieznoszącym sprzeciwu. Gdy się przedstawiła mówił dalej: – Injo, mógłbym was zmusić do noszenia broni gradeniańskiej i puścić was w pierwszym rzędzie, żebyście zginęli, ale chcę po dobroci was przekonać, że lepiej będzie dla was wesprzeć naszą sprawę, niż barbarzyńskie dążenie Lortara do zbudowania cesarstwa. Powiedzcie mi lepiej, kto wśród was ma największy poklask. Nie wierzę, że jest to kobieta.

Powiedziawszy to Inja zapłonęła z wściekłości. Powstała i wrzasnęła na barona.

– Tylko dlatego, że jestem kobietą nie mam prawa do wypowiadania się?! – Krzyk Inji zamurował nawet Oranię, z której nie wychodził żadne emocje. – Aż tak baron jest zaślepiony, że skoro się odezwałam, to znak, że mówię w imieniu osoby, która nami dowodzi?! Baron jest…

– Injo, prosimy cię bez wyzwisk – oznajmiła Orania, po czym dała znać, niewidzialnie dla barona, że jest to zła droga. Następnie zwróciła się do właściciela Ragilii. – Baronie Joas nie godzi się zaszczytnemu Gradenianowi, żeby podważać czyjeś słowo tylko ze względu na płeć i swoje uprzedzenia względem kobiet.

Baron zerknął na Oranię, której cała aparycja wyrażała dezaprobatę do jego postępowania.

– Zrozumiałem swój nietakt Oranio i serdecznie przepraszam cię Injo, że poczułaś się urażona moim postępowaniem. – Inja usiadła, gdy się uspokoiła. – Jesteśmy w ciężkich czasach i emocje biorą nade mną górę. Chcę zrozumieć wasze postępowanie.

– Baronie, może wyjaśni baron obecnym tu gościom dlaczego powinni wesprzeć ludzi w wojnie z Bestretą – zasugerowała Orania.

– Oczywiście Oranio. – Następnie zwrócił się do jaszczuroludzii i gnolli. – Bestreta słynie z wyjątkowej brutalności, która nie rozróżnia rasy, ani płci. Oni sprawią wam tutaj piekło.

– Baronie, my już przez ludzi mamy piekło – odrzekł stanowczo Krol, na co Orania i baron spojrzeli na niego z niechęcią.

– Krol uspokój się – powiedział Mokar. – Tak, to do niczego nie dojdziemy.

Przywódcy przyszłego powstania już słowa cisnęły się w odpowiedzi, ale gdy dostrzegł zdegustowane spojrzenie wszystkich zebranych usiadł pod natłokiem niezadowolenia, jakie wywołał.

– Dlatego, jak mówiłem wcześniej nie znacie prawdziwych ich metod traktowania niewolników, a zapewniam was, że dla nich będziecie niewolnikami. Powiem wam, co się stanie, jeśli wesprzecie barbarzyńców w walce z nami. Pokonacie nas i się wycofamy z Ragilii, ale jeśli myślicie, że pozwolą wam założyć własne królestwo w Ragilii, to grubo się mylicie. Wybiją was co do jednego, a kobiety z dziećmi zniewolą i doprowadzą w długich męczarniach do ich śmierci. Takie jest prawo ludów podbitych przez Bestretę. Z tego powodu zaprosiłem was, żebyśmy porozumieli się w sprawie współpracy i znaleźli wspólne rozwiązanie tego problemu.

– Dobrze baronie – odrzekła Inja, gdy emocje opadły – również i nam na tym zależy. Każdemu z nas osobna. – Orania nieznacznie uśmiechnęła się w jej stronę, na co jaszczurzyca kontynuowała. – Jesteśmy skłonni wesprzeć Gradenię w walce z Bestretą w jakikolwiek sposób. Jednak mamy swoje warunki, które oczekujemy, że Gradenia spełni.

Baron przełknął gulę w gardle i poprawił swój kołnierz. Czuł się niezręcznie, że to niewolnicy stawiali mu warunki, a on albo się do nich dostosuje, albo Bestreta zaleje swoim barbarzyństwem całą Ragilię.

– Jakie to warunki? – Te słowa ciężko przechodziły mu przez gardło.

– Za nasze wsparcie w wojnie król Gradenii podpisuje pergamin, w którym zrzeka się Ragilii na rzecz mieszkańców z bagien.

– Wy jaszczury żeście chyba na łeb upadły! – wybuchł właściciel ziem. – Co wy sobie wyobrażacie, że oddamy wam nasze ziemie tylko dlatego, że wsparliście nas w wojnie?

– To są nasze ziemie! – krzyknął Krol. – To wy je bezprawnie okupujecie i zajmujecie nasze ziemie!

– Jaszczury nie nadużywajcie mojej cierpliwości, bo…

– Dość! – przekrzyczała tłum Orania, która bała się eskalacji kolejnej bezsensownej kłótni. – Zebraliśmy się tutaj, żeby znaleźć rozwiązanie, a nie przekrzykiwać się jeden przez drugiego. – Spojrzała z dezaprobatą na Krola i barona. – Przeprosić się nawzajem i wracajmy do rozmowy.

Baron i Krol gniewnie patrzyli po sobie. Mierzyli się wzrokowo, lecz żaden z nich nie chciał ustąpić. Gdy rodowici mieszakńcy Ragilii z wściekłością spojrzeli na Krola wtedy zielonołuskowy ustąpił:

– Przepraszam za swoje zachowanie – rzekł, po czym odwrócił głowę od wszystkich.

– Również i ja przepraszam za swoje zachowanie – oznajmił baron. – Jednak na ten warunek nie mogę się zgodzić w imieniu króla. Król dekretuje niepodległość danych ziem i to on wydaje decyzję. Nie jestem godzien tego robić w jego imieniu. Jedynie co mogę wam obiecać, to łagodniejsze traktowanie po wojnie przez żołnierzy podczas budowy mostu.

Orania wskazała Inji, że ma się nie godzić na to.

– Drogi baronie, ta propozycja nie jest dla nas akceptowalna. Będziemy nadal niewolnikami, więc, nic się nie zmieni. Z tego powodu mamy inne żądanie. Oczekujemy, że Jaszczuroludzie, gnolle i wszelkie inne istoty żyjące jak w Ragilii będą miały takie same prawa jak ludzie.

– Oczekujesz ode mnie Injo, że jednym nadaniem zmienię wykładnię prawa?

– Dokładnie tak – potwierdziła jaszczurzyca. – Podobnie jak baron ogłosił zwiększoną pracę dla jaszczuroludzi przy budowie mostu, czy nabór do armii, tak teraz może baron ogłosić zrównanie praw mieszkańców Ragilii i ludzi.

Orania skłoniła ręce do oklasków, by przekazać Inji swoją aprobatę.

– Wykorzystujesz sytuację Injo, że mam zawiązane ręce. Jednak zgadzam się na wasze warunki. Ogłoszę to jutro. Każda jakakolwiek niegodziwość względem was będzie sądzona tak samo, jak względem ludzi.

– Dziękujemy baronie.

– W takim razie przybijmy się kielichami. Służba! – krzyknął baron, która zjawiła się natychmiast. – Poproszę moim gościom polać wina. Mamy powód do świętowania.

Od dzisiaj jaszczuroludzie nie byli już niewolnikami i mieli takie same prawa, co ludzie. Każdy z mieszkańców Ragilii cieszył się, natomiast baron sztucznie się uśmiechał.

 

Kolejna część opowiadania w następny wtorek o godz: 16:00

Zainteresowany dalszą częścią? Jeśli tak to kliknij poniżej „Następny wpis”.

Sprawdź moje media społecznościowe:

https://www.facebook.com/KamilSobikPisarz

https://www.instagram.com/kamil_sobik_pisarz

 

Jeśli chcesz poznać inne moje opowiadania, czy powieści, fantastyka i nie tylko, to zapraszam do sklepu:

/sklep/