Część 8 Part 2: Charna vs Mardon

Rzekła Fiona, która … wyszła na sam środek. Charna miała ochotę tłuc ją maczugą ogra tak długo, aż nie wybije jej tego pomysłu z głowy, który właśnie wprowadziła w życie. W zamian schowała się z Maronem i przysłuchiwała się rozmowie.

– Witajcie chłopaki, co tam powiecie? – Charna i Maron wiedzieli, że jej głos brzmiał frywolnie podsycany nutką flirtu, ale mieli wrażenie, że Fiona przebiła samą siebie.

– Rycerze nie mają tutaj wstępu! – zagroził jeden z nich. – Będziemy musieli powiedzieć o tym Inghamowi.

– Nie ma go, a ja chciałam tylko poznać tajniki magii. Przecież kiedyś też się będę jej uczyć.

– Tylko dowódcy mogą odkrywać w sobie magię. Nikt …

– A kto powiedział, że ja nie zostanę dowódcą? – Tym pytaniem zagięła ich. Cokolwiek o niej myśleli pokazała im swoją siłę i stanowczość. Nie umieli się postawić, a to oni studiowali księgi całymi dniami. – No nie bądźcie tacy, podzielcie się wiedzą.

Zgodzili się, a Fiona ustawiła ich tyłem do wyjścia. Charna natychmiast wyjrzała na pomieszczenie i widząc, że są odwróceni do nich szybko przebiegła do schodów prowadzących na wyższe piętro. Maron zrobił to tuż za nią. Wychodzili na wyższe piętro mając nadzieję, że nikogo tam nie ma. Wyszli i rzeczywiście wiało pustkami. Pomieszczenie było podobne do tego, które znajdowało się poziom niżej. Na środku położono dywan w kształcie koła, na którym wyszyto gwiazdki, magiczną strzałę i inne zjawiska typowo związane z magią. Do ścian dostawiono półki, na których znajdował się ogromny stos zwojów. Od pokoju prowadził ślepy korytarz, z którego wchodziło się do mniejszych pomieszczeń.

– To co szukamy tej hipnozy? – upewnił się Maron dodając jednocześnie otuchy.

Dziewczyna westchnęła i przeszła do najbliższej półki ze stosem zwojów. Maron zrobił to samo wybierając inną. Czekało ich sporo pracy, a musieli się śpieszyć, bo Fiona wiecznie nie będzie siedziała z klerykami. Złapawszy pierwszy ze zwojów rozwinęła go.

– Uleczenie. – Odrzuciła z niechęcią. Nie spodziewała się, że już pierwszy zwój będzie tym odpowiednim, ale liczyła się z tym, że na trzecim poziomie zobaczy zaklęcia z trzeciego poziomu, a uleczenie jest pierwszo poziomowym czarem.

Wzięła następny … ochrona przed wodą, kolejny … uleczenie, jeszcze jeden, krąg zimna. Im bardziej nie trafiała, tym z mocniejszą siłą je odrzucała. Pięknie ułożony stosik wyglądał coraz mniej okazale, jakby dzieło, które rozpoczął wykwintny rzeźbiarz dokończył barbarzyńca, który po raz pierwszy miał dłuto w ręce.

Zapomnienie, teleportacja, radość, przyzwanie okrętu, krąg zimna i od tego momentu czary już się powtarzały. Trafiła na magiczną strzałę, błogosławieństwo, rozproszenie, osłabienie, lecz nie ten, co trzeba. Między jednym a drugim zwojem była różnica pisma. Charna miała wrażenie, że każdy z kadetów miał za zadanie spisać zwój z zaklęciem i umieścić go na półce, bo jak inaczej można wytłumaczyć, że już w jej ręce trafił się szesnasty zwój z zaklęciem magicznej strzały?

– No przecież gdzieś tutaj musi być.

– Charna, nie dziwi cię to, że mamy tutaj same zaklęcia magii wody?

– Skąd wiesz, że tylko z magii wody?

– Pamiętam jak w Caryatid jeden z łowców używał spowolnienia, aby dorwać się do niedźwiedzia. Mówił, że to jedno z najprostszych zaklęć a tutaj go nie ma.

– Może po prostu miałeś pecha.

– Przejrzałem już dwie półki. Naprawdę uważasz, że aż tak brakowałoby mi szczęścia?

Aż takiego pecha nie mógł mieć. Im dłużej dziewczyna przeglądała te zwoje, tym bardziej się z nim zgadzała, ale przecież słyszała, że hipnoza to zaklęcie trzeciego poziomu, więc musi tu być! – A co jeśli Maron miał rację i go nie znajdzie?

– Ooo popatrz Modlitwa. – odwrócił jej uwagę na inne silne zaklęcie z magii wody. – Wiedziałaś, że dzięki niemu oddział jest silniejszy, szybszy i jest bardziej zachowawczy w działaniach?

Gdzieś czytała o nim w Fort Riverstride, że jest to jedno z najsilniejszych zaklęć, jakie Erathianin może rzucić. To dzięki niemu dowódcy niwelowali przewagę liczebną przeciwników, a jego żołnierze stawali się silniejsi i bardziej odporni, a także mieli większą wiarę w swoje umiejętności.

Aczkolwiek to wciąż jest magia wody, gdzie są zaklęcia z pozostałych żywiołów?

– Zabierz go, a ja idę sprawdzić pozostałe pokoje. Szukaj dalej.

Weszła do jednego z najbliższych pokoi, w którym poczuła wilgoć. Obejrzała się i w rogach pokoju wyrastało kilka grzybów. Lekko się skrzywiła, że nikt tutaj nie zaglądał od dłuższego czasu, albo ten pokój był już tak często zalewany wodą w ramach ćwiczeń, że nie opłacało się go suszyć. Tak czy inaczej wzięła się za przeglądanie zwojów i … znowu to samo.

Teraz już nie odkładała z niechęcią. Rzucała nimi o ścianę, chcą przebić się na drugą stronę. Cały czas zaklęcia z magii wody. Nic z magii ognia, ziemi, czy powietrza, żadnego zaklęcia umysłu i innego aniżeli z magii wody. Widząc zapomnienie schowała je za tunikę. Przeszukując kolejne pokoje odnalazła przywołanie żywiołaka wody. Wiedziała, że jest to zaklęcie piątego poziomu, lecz mimo to zwinęła go tak na wszelki wypadek. Jednak wciąż nie widziała tego jednego zaklęcia. Czyżby Erathia rzeczywiście uczyła się magii wody, zapominając o pozostałych żywiołach?

– Charna musimy stąd iść zaraz ktoś tu przyjdzie.

– Nie przyszedł tak długo to i teraz nie przyjdzie.

– Wolę nie prowokować losu. – Panna Aberville nawet go nie słuchała wciąż przeglądała te zwoje mając nadzieję, że któryś z nich w końcu będzie miał w sobie hipnozę. – Zrozum, że go tutaj nie ma. Znikajmy stąd, zanim ktoś nas zauważy.

– A co ty się tak boisz? Strach cię obleciał, czy co?

– Nie możemy tutaj być, a tego zaklęcia nie ma.

– Nie wyjdę bez niego.

– To nie wyjdziesz wcale, bo go tutaj nie ma.

Nie chciała dopuścić tej wersji do siebie. Nie po to weszła do gildii magów, żeby wyjść z niej z pustymi rękami. Już determinacja ją pchała, żeby udowodnić sobie i całemu Antagarich, że ten zwój się tutaj znajduje. Jej irytacja sięgała takiego poziomu, że już kilka z nich miała ochotę rozerwać, kiedy po raz kolejny widziała zaklęcie pierwszego albo drugiego poziomu z magii wody.

W końcu dała za wygraną i rzuciwszy ostatnim sprawdzonym zwojem w półkę zeszli z modlitwą, zapomnieniem i przywołaniem żywiołaka wody, ale nie było tego najważniejszego i to mocno irytowało pannę Abervillę. Zszedłszy poziom niżej wzrokowo dali znak Fionie, że wychodzą i gdy cała trójka znalazła się na zewnątrz pannę Haart zżerała ciekawość.

– I co macie go?

– Nie, nie mamy. – powiedzieli rozłoszczeni na cały świat.

– Jak to? To co teraz?

I to było bardzo dobre pytanie, na które ani Charna, ani Maron nie mieli odpowiedzi. Plan wkopania jednej osoby właśnie wisiał na włosku. Pierwotnie mieli zahipnotyzować Ogrzycę, aby zaniosła zwoje na czarny rynek, ale wszystko się posypało, bo skąd mieli wytrzasnąć zaklęcie z magii powietrza, skoro Erathia specjalizuje się w magii wody?

Część 8 Part 1: Charna vs Mardon

Maron, Fiona i Tamara czekali w pokoju Charny, a przez brak jego właściciela potęgowało się w nich uczucie pustki. Panna Aberville długo nie wracała, przez co czas dłużym im się niemiłosiernie. Już mieli wrażenie, że gdzieś ją wcięło, albo ponownie zaatakowali ją jacyś rabusie.

Nic z tych rzeczy. Wparowała do pokoju z burakiem na twarzy, a jej wzrok natychmiast znalazł osobę, na którą wylała całą swoją frustrację.

– Wiesz co Maron serdecznie ci dziękuję. Nigdy mi się tak dobrze nie wisiało jak właśnie dzisiaj. – Chłopak wyglądał na zdezorientowanego, a gdy panna Aberville go popchnęła to i również zszokowanego. Co w nią wstąpiło? – Jeszcze masz jakieś genialne pomysły, jak poprawić mi życie w Erathii?

– Charna opanuj się! – Doskoczyła do niej Fiona, czując, że dziewczyna ma niespożyte ilości energii. I rzeczywiście tak było, pomimo wykańczającego zejścia z szubienicy. – Sama na siebie ściągnęłaś czarnego smoka.

Jej ciemne mroczne spojrzenie skierowało się na Fionę, która widząc jej złość chciała cofnąć, co powiedziała. Było już za późno, ale nie umiała trzymać języka za zębami. Charna miała ochotę rozszarpać ją i to gołymi rękami.

– Bronisz go jeszcze? Sami mi doradzaliście, abym naskarżyła na nich do Tyris i Sorshy.

– Ale nie musiałaś tego robić przy wszystkich! – nie wytrzymała Tamara, która nie mogła siedzieć cicho, gdy jej przyjaciółka popełniała błędy. – Nie dość, że wyszłaś na donosiciela, to jeszcze masz na sobie wściekłego Mardona.

To ten behemot może być jeszcze bardziej zdenerwowany? – zastanawiała się Charna, ale rozsądek starszych koleżanek uspokoił ją i oszczędził Marona. Uspokoiła się i usiadłszy na swojej pryczy próbowała złapać oddech, dopiero w tej chwili poczuła skutki uboczne półdziennego wiszenia i wyswobodzenia się z szubienicy. Wciąż miała wrażenie, że nad jej kostkami jest lina oplatająca ją, a do stóp dopiero teraz napływa krew. Potrzebowała chwilę odetchnąć, chociażby chwilę, ale niestety nie mogła.

– Charna, mamy plan do wykonania. – obudziła ją Fiona, która przy okazji coś sobie przypomniała. – A właśnie, udało ci się kupić te zwoje magiczne.

– Nie udało. – Wściekłość wróciła – bo właśnie dzięki komuś i nie będę wskazywać palcem – spojrzała na Marona kręcąc głową – nikt mi niczego nie chciał sprzedać na czarnym rynku. Mardon już genialnie o to zadbał, aby moja reputacja donosiciela szybko rozeszła się po Erathii.

– Niedobrze – Tamara wspomniała oczywisty fakt – i co teraz?

Pytanie zawisło w powietrzu i nikt nie wiedział, co zrobić. Dzisiaj mieli wszystko przygotować, aby wrobić Mardona, Sini i Iwonę. Już jedną z kilku rzeczy nie udało im się zrobić. Tak czy inaczej o tych akcjach będzie trąbiło w całym Steadwick, tylko trzeba to zrobić naraz w jednej nocy. I to był główny punkt, nad którym dziewczyna rozważała.

Powstała i zarządziła.

– Fiona, Maron idziecie ze mną. Tamara twoim zadaniem jest podwędzenie kilku rzeczy Sini.

– Na co ty wpadłaś? – Pytanie Marona chciał zadać każdy z nich.

– Skoro nie mamy tych zwojów, to je zwiniemy. Z głównej gildii magów w Steadwick.

Nim ktokolwiek zdążył zaoponować Charna wyszła z pokoju i zmierzała do magicznej instytucji. Dopiero za koszarami złapała ją Tamara.

– Zwariowałaś? Wiesz co się stanie, jak nas złapią?

– Zważywszy na to, co potem chcemy zrobić, to chyba nie jest to takie straszne.

– Ale tam nikogo nie ma, natomiast w gildii magów cały czas są klerycy i kapłani.

– Ojj damy radę, a ty się skup na rzeczach Sini. – Pozostali nie byli przekonani, ale widząc, że Charna jest przekonana za nich wszystkich, to nie podważali jej pomysłu. – Zwiniemy stamtąd kilka zwojów i ten jeden, który musi tam być i spotykamy się u mnie.

I rozeszli się do swoich zadań.

 

Gildia magów zawsze była oświetlona. Ten budynek cały czas funkcjonował i magicy codziennie siedzieli w nim do późna w nocy. Nie raz Charna zastanawiała się, co osoby parające się magią mogą tam robić. Uczyć się magii? Nie, przecież z tym się można tylko urodzić, nie da się tego nauczyć. Można ewentualnie rozwijać, ale to też tylko osoby mające predyspozycje magiczne. Chociaż, gdy tak się głębiej nad tym zastanowiła to królowa Katarzyna też nie miała umiejętności magicznych, a mimo to rzucała zaklęcia.

To na później. W Steadwick były cztery poziomy gildii magów i wszystkie one znajdowały się w tym samym budynku przypominającym cokół wspinający się do nieba. Im wyżej jego, tym wyższy poziom magiczny reprezentowała. Przed wejściem do gildii znajdowały się dwa niebieskie kryształy, umieszczone na pochodni. Nawet za dnia potrafiły oślepić, a w nocy to oświetlały pobliską okolicę. Tylko pierwszy poziom gildii został zbudowany na podstawie kwadratu, a pozostałe na kole. Pierwszy poziom nie posiadał okien w porównaniu z pozostałymi.

Za gildią znajdowała się fosa, a za nią zamek Gryphonheart, gdzie na wieżach i murach zamku stacjonowali wartownicy, ale z racji ciemności niczego nie dostrzegali, albo nie chciało im się dostrzegać.

– Jakiś pomysł Charna? – Zastanawiał się Maron.

– Wchodzisz tam i pokazujesz czy możemy przejść.

– Czemu ja?

– Bo podobno potrafiłeś obejść zwierzynę od tyłu tak, aby cię nie zauważyła, więc możesz wykorzystać swoje umiejętności.

Tylko, że las, to co innego, niż miejski zgiełk. – Pomyślał elf. Rzeczywiście nie raz zaskakiwał zwierzynę i podchodził do niej tak blisko, że gdy zauważyła jego obecność za sobą, było już za późno. Nie będąc przekonany do pomysłu dziewczyny zszedł na kolana, stojąc na palcach. Spoglądał na trasę wypatrując, gdzie mógłby postawić kroki. Znalazłszy takie miejsca wyjrzał zza winkla i upewniwszy się, że nikogo nie ma przebiegł pod wejście do gildii magów.

Szybkość, z jaką to zrobił zszokowała dziewczyny. Jeśli on tak szybko, tak zwinnie i przede wszystkim tak bezszelestnie polował, to nie należało się dziwić, że był zmorą dla zwierzyny.

Machnął im ręką, więc dziewczyny nie czekając ani chwili przebiegły pod gildię nie zważając, czy robią to tak cicho jak chłopak.

– Tupałyście jak stado gorgon.

Cóż, najcichsze na pewno nie były, ale też nie na tyle głośne, aby mogły kogoś obudzić. Chłopak rozejrzał, czy można wejść i upewniwszy się, że tak, weszli przyklejając się do ściany. W przedsionku gildii magów było pusto i tylko światło z innych pomieszczeń odsłaniało drogę. Naprzeciwko mieli schody, do których podeszli mijając pomieszczenia z wielką stertą zwojów.

– Ej, dlaczego tutaj nie sprawdzimy? – dociekała Fiona.

– Potrzebujemy dostać się do trzeciego poziomu. – odrzekł Maron.

– Jesteście pewni, że tylko tam będzie?

Pytanie zawisło w powietrzu. Nie mieli takiej pewności, ale skoro jest on zaklęciem trzeciego poziomu, no to tam powinien być. Charna i Maron szybko przeszli pod schody zostawiając Fionę nieco z tyłu. Dogoniła ich i razem wychodzili na wyższy poziom.

Już od schodów słyszalne były rozmowy młodych kleryków przerywane rzucaniem zaklęć. Część z nich brzmiało jak magiczna strzała, inne jak lodowy pocisk, jeszcze inny skomlał, że naraz uleciały z niego siły. Najmłodsza tylko z pogardą pokręciła głową, wstępując na kolejne schody.

– Na Riona! – wściekła się panna Aberville.

– Co się stało? – dociekał Maron, na co dziewczyna opisała im przestronne pomieszczenie, w którym nie było holu. Na samym jego środku znajdowali się kadeci, ćwiczący zaklęcia i naigrywających się z tych, którym się nie udało wypuścić czaru. Rzucali na siebie zarówno zaklęcia atakujące, jak i obronne. Jeszcze nie mieli tak wielkiej mocy, żeby nimi zabić. Przy ścianach były podstawione biurka, do których przysiedli inni kadeci i spisywali swoje dokonania. – I jak się obok nich prześlizgniemy?

– Zostawcie to mnie.

Część 7 Part 2: Charna vs Mardon

– Ładnie to tak donosić na innych? – oskarżył ją Mardon, który wyciągnął linę zawiniętą na plecach.

– Sorsha ci nie pomogła, mimo, że tak bardzo tego oczekiwałaś? – nabijała się Sini.

– Trzeba oduczyć młodą donoszenia na innych. – zagaiła Iwona.

Dziewczyna wiedziała, że to już nie będą żarty. Na cokolwiek wpadli, nie będzie to delikatne. Zwłaszcza sposób, w jaki Mardon zawiązywał sznur wokół rąk świadczyło … że chciał ją udusić. Grunt pod nogami zapalił się jeszcze mocniej, a dziewczyna ze strachu zrobiła lekki kroczek do tyłu, a potem kolejny.

– Teraz się boisz? Spokojnie – Mardon wrócił do swojego znęcającego się tonu. – My się dopiero rozgrzewamy.

– Nigdzie nam nie uciekniesz.

Fakt, który przytoczyła Sini zmartwił dziewczynę. Odruch kazał jej biec za siebie, ale to była ślepa uliczka, a przed sobą miała kadetów, którzy natychmiast ją pochwycą.

Najpierw Iwona spróbowała złapać jej rękę, lecz Charna wywinęła się. Za drugim razem również się udało, ale z kopniakiem Iwona już nie spudłowała i powaliła dziewczynę. Leżała na plecach, ale kadeci szybko odwrócili ją na plecy i przywiązywali jej nogi. Panna Aberville próbowała uciec, ale ciężko jest zrzucić dwa ciężary z siebie. Mardon zawiązał jej nogi tuż pod łydkami, ale przed kostką i naciągnął linę. Dopiero wtedy ją puściły.

– Tak bardzo zatęskniłaś za podłogą, to pomożemy ci o niej nie zapomnieć.

Na słowa pana Blake’a Charna była ciągnięta po podłodze i zmierzali z nią na zewnątrz koszar. Szurając po podłodze złapała się pierwszej lepszej wypustki na ścianie, ale natychmiast Sini i Iwona zabrały jej ręce pomagając Mardonowi ją ciągnąć, tym razem zbliżali się do schodów. Widząc to Charna panicznie wywijała rękami. Za późno. Każdy schód odczuwała niczym igłę wbijającą się w jej kolana, uda, brzuch, piersi, a skończywszy na głowie, którą chroniła przed uderzeniami.

Wyprowadzili ją na zewnątrz, gdzie jej ubrania natychmiast zostały ozdobione zielono brązowymi zmazami.

– Fajnie ci tam? – nabijał się Mardon. – zaraz czeka cię coś ekstra.

Dziewczyna odwróciwszy głowę dostrzegła kamienie, które wystają z ziemi. Próbowała odwrócić się brzuchem do dołu, ale Sini i Iwona szeroko trzymały jej nogi, przez co uniemożliwiły jej to. Zatem odczuwała każdy kamień, który uwierał ją w plecy, a nie wiedząc, kiedy jest większa przerwa, to najbardziej obrywała głowa.

Aczkolwiek Mardon nie to „ekstra” miał na myśli. Dowlekli ją pod szubienicę, gdzie wieszało się skazanych. – Oni chcą mnie zabić! – Na tą myśl przełknęła głośno ślinę i już z silną wolą przetrwania wywijała rękami próbując znaleźć jakąkolwiek pomoc.

I znalazła.

– No to sobie teraz …

Wypowiedź Mardona przerwał kamień, którym panna Aberville trafiła go w żuchwę, co na chwilę zmiotło chłopaka. Czując, że więzy na nogach poluzowały ściągnęła jedną z nich i dostrzegając brak czasu na ściągnięcie drugiej wstała i porwała się do ucieczki.

Jednak oprócz pana Blake’a były jeszcze Sini i Iwona, które złapały sznur i silnie pociągnęły do siebie. Charna wisiała w powietrzu, jakby ogr przywalił jej swoją buławą. Upadła z ciężkim tupnięciem, gdzie wystające kamienie największą szkodę wywołały kolanom i rękom, na które upadła. Chciała się po raz kolejny ratować ucieczką, ale Sini i Iwona skutecznie jej w tym przeszkodziły. Mardon otrząsnął się z bliskiego kontaktu z kamieniem i złapawszy linę ciągnął ją dalej ku szubienicy.

Podszedłszy do niej zarzucił ją wokół niej. Dziewczyna po raz ostatni próbowała walczyć, jednak cała trójka pociągnąwszy za sznur wywróciła Charnę do góry nogami i następnie wyciągnęli ją do góry. Dopiero, kiedy wisiała, to wiedziała gdzie jest. Szubienica ta znajdowała się w pobliżu kapitolu, tuż przy targowisku, a gawiedź widząc szarpaninę z dziewczyną oraz odrobinę rozrywki zjawili się przy niej.

– Ładnie to tak donosić na innych? – Mardon już się nie wściekał, założył maskę pogardy i wyśmiania. Był w swoim żywiole. Kiedy dziewczyna nie odpowiadała, przeżywając w duchu kolejne upokorzenie, Mardon zaczął ją obracać niczym kukłę wokół własnej osi. Wiedźma z Tatalii i ogrzyca natychmiast dołączyły do behemota, okręcając dziewczynę wokół własnej osi.

Charna czuła, że lina coraz mocniej zaciskała się wokół jej nóg, ale za nic w świecie nie chciała pokazać swojej słabości. Później puścili ją i dziewczyna początkowo powoli, a następnie coraz szybciej zaczęła się kręcić, aż doszło do takiej prędkości, że nie łapała obrazów. Jedynie słyszała śmiechy Mardona, Sini i Iwony, a także okolicznej ludności. Poprzez szybkość okręcania się zaczęła mieć zawroty głowy, a kiedy zwolniła to zwymiotowała.

– O nie, widzicie drodzy mieszkańcy Steadwick? – ozwał się Mardon. – Tak właśnie kończą donosiciele. Na szubienicy.

W tej chwili Charna poczuła jak dobre imię jej ojca, jej braci i jej całego rodu zostało zszargane. Jeszcze kilka dni temu chciała się wycofać z kompanii, tak teraz nie dość, że pragnie wykopać tego zarozumialca z kompanii, to jeszcze naprawić to, co chłopak zniszczył. Determinacja przeszła na wyższy poziom. Gdy upokorzyli ją na stołówce to była rozpacz z bezradności wobec Mardona. Teraz była zmotywowana, aby wyrzucić chłopaka na zbity pysk i poniżyć go jak tylko się da. Plan, który ustalili z Tamarą, Maronem oraz Fioną musiał wypalić.

Coś poruszyło jej głową, po czym dziewczyna poczuła maź rozpływającą się po jej głowie. Kolejny przedmiot trafił ją w nogę i również się rozpłaszczył, następne trafiały ją w uda, brzuch, głowę, golenia, a im więcej ich trafiało, tym mocniej dziewczyna je odczuwała. Dopiero, kiedy sznur ją odwrócił w stronę zgromadzonej gawiedzi zauważyła i poczuła, czym rzucają, kiedy pomarańcz rozbiła się na jej twarzy. Gawiedź była uzbrojona w warzywa i owoce i nie przejmując się dziewczyną rzucali w nią. Charna próbowała się bronić, ale rękami to tylko twarz zasłoniła.

– To my cię tutaj zostawiamy. – rzekła Sini tonem złośliwej przyjaciółki. – Wiecie co z nią zrobić?

Wiedzieli. Charna coraz dotkliwiej odczuwała skutki rzucania owoców i warzyw, jednocześnie wzrastała chęć uczestnictwa mieszkańców w tej rozrywce, co nie zapowiadało jej szybkiego zakończenia.

 

Po skończonym treningu Sorsha musiała załatwić kilka spraw związanych z zaopatrzeniem strażników miejskich w kapitolu, lecz w głowie cały czas miała Charnę i jej wygłup na początku treningu. Na niczym nie mogła się skupić, póki nie załatwi problemu z panną Aberville. Kilkukrotnie nawet przez nierozwagę ułamała pióro i zerwała pergamin, podczas prób nakreślenia kilku słów.

Gdy wyszła z niego z wściekłością zmierzała do koszar, aby wywlec dziewczynę na środek pola treningowego i wybić jej z głowy jakąkolwiek formę donoszenia. Dumne panisko nagle zapomniało o pokorze. Co ona sobie wyobrażała? Że jak już została mianowana jej giermkiem, to w każdej sytuacji będzie ją bronić? Nie tak działa patronat nad kadetem już przez rycerza i to zamierzała dobitnie dać jej do zrozumienia.

Aczkolwiek im bliżej koszar się znajdowała, tym wyraźniej słyszała buczenie tłumu. Zaintrygowana poszła w tamtą stronę i gdy dostrzegła, z jakiego powodu ono nastało zaniemogła. Na szubienicy przez nogi powieszono Charnę, która była obrzucana owocami i warzywami. Traktowali ją, jak przestępcę najgorszego sortu.

Gdyby to była każda inna sytuacja weszłaby tam i przerwała ten cały spektakl każąc ludności wracać do swoich obowiązków, jednak uważała, że dziewczyna dostała to na co zasłużyła. Musiała poznać karę, jaka czeka na każdego donosiciela, stąd odwróciła się na pięcie i weszła do koszar, zapominając, co jej oczy widziały.

 

Dopiero, gdy słońce chowało się za horyzontem ludność powoli zaczęła rozchodzić się do swoich domostw, a gdy ostatni opuścił plac przy szubienicy chwilę wypoczęła, zastanawiając się, jak wyjść z tej niekomfortowej sytuacji. Spoglądała na rycerzy stacjonujących na murach, dla których była obojętna. Nie zwracali na nią uwagi, albo od pewnego momentu przestali, a więc nie miała co liczyć na ich pomoc. Pomacała ręką po kieszeni i chwilę później poczuła sakiewkę z pieniędzmi. Przez cały ten okres zapomniała, po co ją wzięła, ale przypomniawszy sobie podciągnęła się, aby ściągnąć te więzy. 

Spróbowała dosięgnąć swoich kostek, ale w tej pozycji było to niewykonalne. Nie dała rady zgiąć kolan, a sięgnąć z tej pozycji do kostek i przecięcie sznura, to jak proszenie się o twarde zderzenie z posadzką kamienną przy szubienicy, a bliskich kontaktów z twardym podłożem to na ten moment miała dość. Dlatego ponownie spróbowała się podnieść, ale próba zakończyła się takim samym fiaskiem, jak poprzednia. Poszukiwała innej możliwości ściągnięcia tych więzów.

– Zresztą, gdzie oni są? – zapytała samą siebie, gdyż po zmroku mieli spotkać się u Charny w pokoju, ale zmrok już jest, a jej tam nie ma. To nie skapnęli się, że coś się jej stało? Nie dość, że jej tam nie ma, to jeszcze nie zdążyła wstąpić na czarny rynek znajdujący się w pobliżu Steadwick. Po to brała sakiewkę, aby zakupić kilka zwojów magicznych potrzebnych do wykonania planu.

Mając cel z tyłu głowy jeszcze raz spróbowała, lecz i ta próba skończyła się fiaskiem. Myślała, nad innym rozwiązaniem i nie rozglądnąwszy się za długo zauważyła, że przywiązali ją do belki, którą nabito na dwa pale. Już sobie wyobrażała, jak ciężkie zadanie ją czeka, ale rozhuśtawszy się złapała jednej belki i po niej powoli podnosiła się do góry. W tej chwili dziękowała, że Tyris i Sorsha tak często kazały jej ćwiczyć cięższymi mieczami, aby wyćwiczyć w niej siłę. To przełożyło się na powolne, ale stałe podnoszenie się.

Część 7 Part 1: Charna vs Mardon

Obudziła się żywsza niż w poprzednich dniach, mimo, że tak samo jak wtedy, nie przespała nocy. Dzisiaj mieli wprowadzać swój plan w życie a Mardon, Sini i Iwona w końcu przekonają się na własnej skórze, że nie mogą gnębić innych, zwłaszcza królowej i Erathii.

Ubrała ćwiczebne ciuchy i zeszła do koszar, gdzie na placu treningowym nikogo jeszcze nie było. Zaczynała rozgrzewkę od uderzania drewnianym mieczem po masywnej kolumnie znajdującej się blisko zbrojowni. Robiła nie mały raban, ale tak zaczynała ćwiczenia w poprzednie dni i nie udało jej się nikogo obudzić.

– Jak robisz cięcie mieczem jednoręcznym, to trzymaj go w jednej ręce, nie w obydwóch.

Odwróciła się, gdzie tuż za nią stała jej rycerka, mając na twarzy grymas, który można byłoby przypisać pod docenienie.

– Tylko ćwiczyłam, nie chciałam obudzić.

– Nie zrobiłaś tego. – oznajmiła i minąwszy ją weszła do zbrojowni.

Dziewczyna jeszcze dłuższą chwilę ćwiczyła uderzenia, nim Tamara przybyła na trening. Ćwiczyły same, kiedy dołączył Maron i Fiona, a potem pozostali z kompanii zaczęli przychodzić. Kiedy jeszcze nie było gęsto wokół nich ozwał się Maron.

– Rozmawiałaś z Sorshą?

– Jeszcze nie, ale niedługo się dowie.

Już nie kontynuował tematu, tylko każdy z nich rozszedł się w swoich kierunkach, aby nie pokazywać kompanii, że panna Aberville miała jakiś sprzymierzeńców. Mieli traktować ją jak wroga. Dopiero wtedy ich akcja mogła się powieść.

Sorsha ustawiła wszystkich w dwuszeregu i wprowadziła ich w dzisiejszy trening.

– Dzisiaj chciałabym, żebyście się nauczyli, jak sobie radzić w sytuacji bez broni. Dlatego tylny szereg odrzuca wszelkie bronie i wychodzi do przodu. – Wśród tych co wyszli, byli Charna i Maron. – Jesteście w sytuacji, że walczycie z przeciwnikiem, który przed chwilą wybił wam miecz i nie macie żadnej broni przy sobie. Sztyletami nawet nie próbujcie walczyć, bo i tak na nic się on wam zda, jeśli macie do czynienia z większą bronią.

– Jeśli mamy tarczę, to korzystamy z niej? – pojawiło się pytanie z kompani.

– Postawa defensywna w tej sytuacji nie jest wskazana z prostej przyczyny. Maron wystąp. – Chłopak wystąpił z grupy bez broni, a w międzyczasie Sorsha założyła tarczę na rękę. – Atakuj mnie. – rozkazała, gdy podrzuciła mu lekki żelazny miecz. Chłopak atakował rycerkę, która cały czas zasłaniała się tarczą. – Dobra wystarczy. – Chłopak wrócił do grupy bez broni, a Sorsha wyjaśniała, co zaszło. – Zasłaniając się tarczą nie widzicie tego, co się dzieje przed wami, a to przede wszystkim chodzi wam, o przeciwnika i to co robi. Waszym zadaniem jest jak najszybciej wyrównać pojedynek i dobyć broń. Agresorzy będą wam przeszkadzać. Czy jeszcze jakieś pytania? – Charna podniosła rękę. – Słucham panno Aberville.

– Nie mam pytania, ale chciałam coś ogłosić.

Sorsha zrobiła minę skwaszoną pomieszaną z zaskoczeniem. W ten sposób Charna skupiła uwagę na sobie razem z Maronem, Tamarą i Fioną.

– No to ogłaszaj.

Dziewczyna wzięła głęboki wdech i zaczęła.

– Przy wszystkich chciałam pochwalić Mardona za to co zrobił ponad tydzień temu. – Chłopak wyłupił oczy na Charnę, tak samo jak Tamara, Maron i Fiona, tylko, że ich myśli były skupione wokół: co ty wyprawiasz? – Muszę przyznać, że razem z Sini i Iwoną to pięknie mnie pobiliście, gdy was zaatakowałam po zelżywościach, jakie spuściliście na moją głowę. – Mówiła, jakby to co było ponad tydzień temu, teraz nie miało już większego znaczenia. Mówiła o tym, jak o fakcie historycznym, który nie dotyczył jej, tylko jakiejś innej Charny Aberville. – Ty Iwona cudownie mnie skrępowałaś, po czym Mardon mógł przejść do zadawania mi ciosów po całym ciele, oczywiście omijając twarz, przecież nikt nic nie może zauważyć. Ale potem, jak rzuciliście mnie na drugi stół i przesunęliście mnie po nim, jak szmatą do sprzątania, to zasługuje aż na pochwałę. – Im dłużej Sorsha tego słuchała, tym bardziej zamierzała przerwać. Po jaką cholerę ona takie brudy wyciąga na światło dzienne? – I gdy już myślałam, że skończyliście, to następnie wrzuciliście mnie do pustego kotła, który szybko zapełniliście razem pomyjami i resztkami siedzenia. Muszę przyznać genialne to było i macie ode mnie pełen szacunek.

Pokłoniła im się nisko i lekko uśmiechnęła do Mardona, Sini i Iwony, którzy się wręcz gotowali z wściekłości. Marona, Fionę i Tamarę zgięło. Zamurowało ich, jakby jej słowa działały jak spojrzenie meduzy lub bazyliszka. Pozostali z kompanii mieli ambiwalentny stosunek do dziewczyny, ale teraz ich szacunek do dziewczyny spadł jeszcze bardziej, gdy wyszedł z niej kapuś.

Sorsha natomiast nie wiedziała, co z tym zrobić. Jedynie miała ochotę tak bardzo ukarać dziewczynę, żeby ta oduczyła się donoszenia na kogokolwiek. Tylko informacje do króla może donosić i to z posunięć wroga. To później, a teraz tak czy inaczej musiała coś z tym zrobić i chyba już wiedziała co.

– Dziękujemy panno Aberville, dobrać się w pary?

Teraz to Charna spojrzała szeroko na Sorshę? Zamierzała olać sprawę i jakkolwiek się nią nie zająć? Mogłaby mówić, że Mardon szlachtuje ją na kawałki, a ona przechodzi od tego do codzienności? Po raz pierwszy w życiu poczuła palący się grunt pod stopami. Wszelkie upokorzenia przeżyje, ale jeśli fama o niej, jako donosicielce rozejdzie się po całym Steadwick, a co gorsza Erathii, to zaliczy upadek od wychwalenia do powalenia.

Ponownie „ćwiczyła” z behemotem, który wręcz płonął wściekłością na pannę Aberville. Gdyby byli w innych okolicznościach prawdopodobnie zabiłby ją.

– Już nie żyjesz.

Wielokrotnie słyszała te słowa, lecz ani razu się nie spełniły. Również i teraz założyła, że skończy się na czczych pogróżkach. Podczas treningu chłopak ponownie nie dał jej wytchnienia i parokrotnie, gdyby nie zdecydowana reakcja Sorshy, to zrobiłby jej krzywdę. Kodeks rycerski zabraniał jej stawania w obronie kadetów, tylko, że Charna już nie jest dla niej kadetem, tylko giermkiem, więc musiała o niego dbać, wbrew temu, jakie głupoty dokonuje.

Po treningu mocno poobijana dziewczyna podeszła do swojej ekipy, gdy pozostali rozchodzili się w swoim kierunku.

– Wszyscy wiemy, co mamy robić? – pokiwali głową i również poszli w swoją stronę.

Charna nie czekając ani chwili poszła do swojego pokoju i zabrawszy sakiewkę z pieniędzmi wyszła z niego, gdzie tuż przy jej drzwiach … czekali Mardon, Sini i Iwona. Nie było sensu dywagować, po co przyszli. Wiadomo, że wybryk Charny musiał się tak skończyć.

Część 6: Charna vs Mardon

– Powiesz mi w ogóle, po co to zrobiłaś? – Tamarę zaczęły irytować te tajemnice Charny. Rozumiała, że przez to, co Mardon i reszta kompanii jej zrobili, to nie jest w stanie nikomu zaufać, ale zważywszy, że razem z nią włamała się do pokoju i pierwsza wyciągnęła rękę, to należała jej się choć odrobina wiary.

– Potrzebuję kogoś, kto pomoże mi dokopać mu.

– Ty już do reszty postradałaś rozumy. Chcesz walczyć na pięści z Mardonem?

– Sama nie dam rady, więc ktoś mi musi pomóc.

– Charna, ja wiem, że masz dziesięć lat i masz prawo nie rozumieć świata, ale …

– Po prostu mam ochotę mu dokopać i nie ważne ile mam lat obieżyświacie.

– Nikt ci nie pomoże i nawet ja nie zamierzam. – Charna już miała przerwać jej wypowiedź, ale Tamara nie dała jej dojść do słowa. – I tak boję się Mardona, a mimo to zamierzam ci pomóc.

– Sama powiedziałaś, że nie zamierzasz.

– Nie w taki sposób. Upokorzmy go i to tak, żeby w ogóle się nie połapał. – Charna już nic z tego nie rozumiała. Chce pomóc, a jednocześnie nie chce pomóc? O co jej chodzi? Gdy wyszły przed plac ćwiczebny skierowały się na jego drugi koniec, po której stronie znajdowało się mieszkanie dziewczyny. Wszedłszy do jego środka dziewczyna kontynuowała. – Nikt z nas nie jest w stanie pokonać Mardona, a jak go skopiemy, to on jeszcze mocniej skopie nas.

– Mówiłaś upokorzyć, jak?

– Wrobić go w coś.

– Jak to wrobić? – Intrygi były dla niej obce. – Od razu się połapie, że ktoś działa za jego plecami.

– Nie, jeśli dobrze to zrobimy. – Udało jej się odwieźć Charnę od desperackiej walki z Mardonem i jednocześnie zaciekawić ją nowym pomysłem. – Mardon czuje się silny dopiero wtedy, kiedy ma czyjś poklask. W tym przypadku Sini i Iwony.

– Więc trzeba się ich pozbyć?

– Zgadza się.

Od tej chwili rozpoczęły proces myślący, nad możliwościami pozbycia się Sini i Iwony. Chociaż Charna przede wszystkim chciała się odpłacić na Mardonie, to jednak dokopanie Wiedźmie z Tatalii oraz Ogrzycy również było pozytywną wizją. Wpadały na wszelakie pomysły, począwszy od dodania czegoś trującego do jedzenia, a skończywszy na kradzieży i wywieszeniu kilku ich rzeczy na ważniejszych budynkach w Steadwick. Każdy z pomysłów traktowały tak samo. Były one za mało upokarzające.

– Wiem. – Córka Johna Aberville wpadła na rewolucyjny pomysł. – Oni muszą trafić do więzienia.

Czarnowłosa uciekinierka głęboko się nad tym zastanowiła i choć nie wiedziała, jak to zrobić, to koncepcja wrzucenia ich do więzienia mocno jej się spodobała, chociaż była niebezpieczna. Jeśli dobrze to zaplanują, wówczas będą mieczem, który wtopi się w serce Mardona, pompujące jego ego. Stąd muszą się postarać, aby ten miecz nie odwrócił się przeciwko nim.

– Dobry pomysł, ale jak to zrobimy?

Pytanie, które ponownie rozpoczęło burzę mózgów. Wpadły na kilka pomysłów, które wymagały niewielkiego dopracowania. Dopracowawszy je zdały sobie sprawę, że potrzebują dodatkowych par rąk. Charna nawet wiedziała, czyich rąk będą potrzebowały: Marona z Caryatid oraz Fiony Haart.

– Myślisz, że uda nam się ich przekonać? – zapytała Charna wychodząc z pokoju Tamary.

– Sama chciałaś ich przekonać do pobicia Mardona, więc skoro wierzyłaś, że zgodzą się go pobić, to z tym nie powinni mieć problemu.

 

Sorsha skończyła trening wcześniej, ale mimo to Charna oberwała od Mardona tak samo jak zawsze. Jednak w jej głowie siedzieli Fiona, Maron i sposób, w jaki przekonają ich do działania. Tamarę jakoś przekonała, ale ich? Zwłaszcza, że nie są do niej przyjaźnie nastawieni? – Aczkolwiek do Mardona wrogo. – Pomyślała dziewczyna i z tą myślą zaatakowała Fionę tuż po skończonych ćwiczeniach.

– Cześć Fiona – przywitała się, a dziewczyna lekko się uśmiechnęła, będąc myślami w swoim świecie. – Masz chwilę?

– A na co? – zapytała frywolnie pannę Aberville, bawiąc się swoimi włosami.

– Po prostu pogadać.

– Nie ma problemu. – Miała przeczucie, że coś jest nie tak, ale ukrywała to pod płaszczem swobody. Chwilę później dołączyła do nich Tamara z Maronem, który głowę miał wiecznie schyloną do dołu, co przy jego elfich uszach przypominało rogi.

– Obydwie z Tamarą mamy do was sprawę.

Fiona spojrzała na Marona, mając nadzieje, że ten znał odpowiedź, ale tylko podniósł barki i zwęził kąciki ust. Poprowadzili ich do pokoju Charny, gdzie wszyscy usiedli tam gdzie było miejsce nie oszczędzając podłogi. Niemniej niewygody schodziły na dalszy plan, gdyż obydwoje zastanawiali się, jaką sprawę może mieć dziewczyna najbardziej poniżana przez Mardona.

– Wpadliśmy na pomysł wykopania Mardona, Sini i Iwony z naszej kompanii.

Fiona zwęziła oczy i zaczęła się uśmiechać, a Maron spojrzał na Charnę, jakby nie wiedziała o czym mówi. Potrzebował pewności, że słuch go nie mylił, a zapewnienie dała mu Fiona, która uważała tak samo.

– Charna, – zaczęła panna Haart – ale ty wiesz, że Mardon cię nie lubi, a przez to wszyscy w kompanii?

– Wiecie z kim się chcecie mierzyć? – dodał Maron. – Przecież nikt go stąd nie wyrzuci, inaczej Erathia straciłaby wsparcie aniołów i archaniołów.

Tego się nie spodziewała. Nie słyszała, aby Samuel Blake dysponował takimi wpływami w koronnych oddziałach erathiańskich, że królowa będzie ich potrzebowała w razie ewentualnej wojny. Faktycznie, to utrudniało zadanie.

– No i co z tego? – zniwelowała problem, który rzeczywiście był istotny. – Mardon musi stąd odejść i tyle. Już mam go dość.

– Charna nie zachowuj się jak rozkapryszona panienka. – Fiona zestrofowała dziewczynę. – Wielu nie znosi Mardona, ale trzymają się z nim, aby nie mieć przekichane. Tylko ty nie miałaś wyboru, bo od razu zaczął cię gnębić.

– Przecież nie znosicie go, to czemu stoicie po jego stronie?

– Żeby żyć. – odrzekł Maron.

– Co to za życie w strachu? Całe życie zamierzacie się bać? – Im bardziej zaprzeczali, tym bardziej ją napędzali. – Mardon za dużo sobie pozwala i dobrze o tym wiecie.

– Naprawdę uważasz, że ktoś z nas nie wpadł na taki pomysł, aby go wyeliminować?

– Fiona – wtrąciła się Tamara. – Rzeczywiście były takie pomysły, ale kiedy przychodziło co do czego, to wszyscy uciekali. Nie przeczę, że również znajdowałam się w tym gronie. – Panna Aberville spojrzała na uciekinierkę z Krewlod, nie spodziewając się, że mogła się wyłamać. Wychodziło na to, że planuje akcję z dwoma niezdecydowanymi ludźmi i z jedną osobą, która wcześniej już się wycofała.

Po prostu super. – Skwasiła się w myślach.

– I teraz tego nie zrobisz? – dociekała Fiona, a odpowiedź na to pytanie interesowała również Pannę Aberville.

– Charna mnie przekonała, że czas najwyższy przestać się bać Mardona, a poza tym on już nie odnosi się z pogardą tylko do nas, ale do całej Erathii i naprawdę mamy mu to puścić płazem? – Obydwoje nie wiedzieli, do czego zmierzała. – Wszyscy żołnierze byli na biesiadzie na cześć Charny, a on jako jedyny nie przyszedł i skłonił pozostałych, aby zrobili tak samo. Charnę upokorzył, wszystkich rycerzy poniżył, a zwłaszcza znieważył naszą królową. Puścimy mu to płazem?

Przemowa Tamary głębokim echem odbiła się po pokoju córki zarządcy z Fort Riverstride. Charna uwierzyła w przemowę dziewczyny, która była na tyle mocna, że nawet Fiona i Maron głęboko się zastanowili. Fiona już miała nieprzyjemności płynące ze zdrady jej ojca podczas Odrodzenia Erathii, kiedy to paktował z nekromantami, aby otruć króla Nicholasa Gryphonhearta. Nie chciała tego przechodzić po raz drugi.

– To my wszyscy zachowaliśmy się nieodpowiednio wychodząc z uroczystości. – przyznał się Maron.

– Wyszliście, bo Mardon wam kazał. – Po dłuższym milczeniu Charnie rozwiązał się język. – Mardon będzie chciał, żebyście poszli na pierwszą linię frontu, to też tam pójdziecie, bo on sobie tak będzie chciał, kiedy ten tchórz się będzie chował. Zrobicie wszystko, o co was poprosi i wiecznie zamierzacie tak spełniać jego zachcianki?

Skrzywili usta w gniewnym grymasie. Obrazowało to ich złość i jednocześnie przyznanie się do porażki, bo właśnie dziewczyna uświadomiła im ich wielką słabość. Chcieli jak najbardziej pójść po linii najmniejszego oporu tak, że zapomnieli co to znaczy mieć własne zdanie.

– Załóżmy, że się zgodzę, to jak to zamierzacie zrobić? – zainteresował się Maron, ale Fiona tak samo chciała to wiedzieć. Obydwoje mieli miny wyrażające brak wiary w pomysł Charny i Tamary.

Opowiedziały im go.

– Tamara – zaczęła Fiona, kiedy skończyły – to, że Charna w takie coś wierzy, to mnie nie dziwi z racji na jej wiek, ale, że ty masz jeszcze taką dziecięcą fantazję?

– Zdajecie sobie sprawę, że jak ktoś was złapie, to pójdziecie pod topór? – Konsekwencje ich działań wyoślił Maron. – Przepraszam, ale ja się z tego wycofuję. Już wolę być pod łaską Mardona, niż gnić w lochach do końca swoich dni i to jeśli królowa będzie miała dobry nastrój.

– Ja też.

– Skąd wiecie, że to niewykonalne, skoro nawet nie spróbowaliście?

– Charna – odrzekła Fiona. – Pomyśl jeszcze raz o tym idiotycznym planie i jak zmądrzejesz to wróć do mnie.

Część 5: Charna vs Mardon

Gdy Charna potwierdziła wersję mieszczanina jej imię szybko znalazło się na ustach całej Erathii. Tyris i Sorsha dopilnowały tego, żeby każdy Erathianin mówił o niej w pozytywnym świetle. Rozgłos zadziałał na tyle dobrze, że niektórzy snuli domysły, w jaki sposób ta mała dziewczyna mogła pokonać, bądź co bądź, aż sześciu zakapturzonych mężczyzn, którzy, z relacji mieszczanina, nie byli chucherkami do popychania.

Sama uważała, że nic wielkiego nie zrobiła. Przespacerowała się po mieście, żeby spróbować wyrzucić swoje głosy z głowy, a że przy okazji trafili się złodzieje, to coś musiała zrobić. Zabiła dwóch korzystając z osłony nocy, a pozostali czterej wyobrażając sobie, że z niewidzialną i potężną siłą mieli do czynienia, uciekli.

Wieści o wyczynie panny Aberville dotarły do samej Katarzyny Ironfist, która długo się zastanawiała, czy dostąpić zaszczytu mianowania jej na giermka jednego ze swoich rycerzy. Dała się przekonać, że to będzie dobry gest w stronę jej ojca, który oddał czterech synów za wolność królestwa, oraz, że pójdzie fama na sąsiadujące nacje, że już dziesięciolatka w szeregach Erathii jest w stanie pokonać sześciu zakapiorów, to co dopiero dorośli rycerze.

W tym celu królowa zorganizowała huczną biesiadę w zamku Gryphonheart, której głównym planem była pochwała Charny od samej Katarzyny Ironfist. Tego wydarzenia nie mógł przegapić jej ojciec, który zostawiwszy wszystkie swoje obowiązki ruszył do Steadwick. Kiedy usłyszał, że jej dziesięcioletnia córka zostanie giermkiem Sorshy Margary, nie wytrzymał i wypuścił łzy, tym razem ze szczęścia. Zapłakany podszedł do córki, kiedy wszyscy gratulowali jej wyczynu. Towarzystwo rozstąpiło się, widząc zbliżającego się lorda. Natychmiast rzucił się córce w ramiona:

– Charna, nawet nie wiesz jak bardzo jestem z ciebie dumny. – I jeszcze mocniej ją uścisnął. – Ledwo półtorej miesiąca minęło od naszego rozstania, a ty już mi udowodniłaś, że jesteś takim samym rycerzem, jak twoi bracia.

Nie pamiętała ich, ale tyle się nasłuchała, że rzeczywiście musieli być postawionymi rycerzami. Dziewczyna odwzajemniła gest, choć nie czuła tych samych emocji, co jej ojciec. Dla niej to było zwykła pomoc mieszkańcom, nic wielkiego.

Dla niej nic wielkiego, ale dla Mardona to cios w jego ego. Przez całą ceremonię gratulacji patrzył na nią, jak na kogoś, kogo miał ochotę zabić. Dziewczyna, którą gnębił od początku jej pobytu w Steadwick, teraz doświadczyła tak dużego wyróżnienia i to od samej królowej. To on powinien tam być, to on powinien zostać tak wywyższony ponad przeciętność, to dla niego powinny być te zaszczyty, a nie dla tej miernoty.

Już wtedy jego emocje kipiały, lecz, kiedy dziewczyna została mianowana giermkiem Sorshy Margary, to początkowy szok i niedowierzanie przerodziło się w furię. Kręcił głową we wszystkich kierunkach, jego ręka macała rękojeść miecza i to nie tego ćwiczebnego. Następnie zawędrował ręką na drugą stronę pasa, gdzie po krótkim głaskaniu czegoś metalowego złapał za jego rękojeść. Był to sztylet, który zawsze miał przy sobie i lekko uśmiechnąwszy się poszedł ku Charnie.

Również Sini i Iwona patrzyły na Charnę z pogardą i nie rozumiały, jak jej małostkowości mogła nie dostrzegać królowa, która wyswobodziła królestwo w trakcie Odrodzenia Erathii. Ta sama królowa, którą otaczali wielcy rycerze teraz wychwalała najmierniejszego z nich wszystkich. Dla wiedźmy z Tatalii i ogrzycy to również był cios poniżej pasa, aczkolwiek nie tak mocny jak u Sini.

Ciekawe, jak Mardon reaguje. – Na tą myśl odwróciła się w jego stronę i widziała, że on szedł w kierunku Charny, na co wiedźma wyłupiła oczy i zmarszczyła czoło. – Co on idzie jej gratulować? Zwariował? – Zaraz zreflektowała swoje myśli, gdy spostrzegła wyciągnięty sztylet z pochwy.

– Iwona idziemy.

– Ale po co? – Ciężki i ospały głos był równie powolny, jak jej umiejętność kojarzenia faktów.

– Trzeba powstrzymać Mardona, zanim zrobi coś głupiego.

Wzięła ją za rękę i szły do chłopaka. Całe szczęście Charnę otaczał tłum, więc Mardon miał utrudnione zadanie, aby się tam przedrzeć. Dziewczyny zwinniej przenikały przez niego, niż napakowany Behemot i kiedy był na wyciągnięcie ręki Sini skorzystała z okazji odwracając pana Blake’a.

– Zostaw mnie!

– Czyś ty do reszty postradał rozumy?

– Nie twoja sprawa!

– Tak się składa, że moja. – Wiedźma z Tatalii nie ustępowała. – Jeśli to zrobisz, to tylko sobie zaszkodzisz, a nie jej.

– Nie będzie mi smarkula śmiać się w twarz.

– Jak wbijesz w nią ten sztylet – mówiła na tyle głośno, na ile okoliczności pozwalały – to wtedy najbardziej będzie ci się śmiała w twarz. Upokorzy cię na oczach wszystkich, tego chcesz?

Argumentacja Sini podziałała, a Mardon, choć był zdeterminowany do zabicia dziewczyny, tak jednak zrozumiał swój błąd. Odwrócił się do wiedźmy i choć nadal był wzburzony, tak jednak potrafił już myśleć samodzielnie. Aczkolwiek problem tak czy inaczej, należało rozwiązać.

– Zwołajcie wszystkich do mnie. Trzeba się ponownie naradzić, co robimy w sprawie tej smarkuli. – Po czym opuścił zamek Gryphonheart.

 

Kiedy uczta się odbywała Charna nie czuła się jak u siebie. Część oficjalna się skończyła, a zaczęła się ta nieoficjalna. Dostrzegła jak rycerze nie oszczędzali ani kropli piwa i wszystko wlewali do gardła. Tutaj już nie było żadnych zahamowań. Zachowania, które w każdej innej sytuacji uchodziłyby za prostackie, teraz miały rację bytu. Nawet królowa pozwalała sobie na więcej.

Tyle ile toastów było za Charnę i jej bohaterski wyczyn, to sama dziewczyna już nie potrafiła zliczyć. Zaczęło się od emocjonalnego toastu jej ojca, który zakończył się kolejnym potokiem łez, a skończyło się na pijackich bełkotach pojedynczych wojowników, których nawet nie poznawała. Początkowo panna Aberville nie zamierzała pić, ale gdy usłyszała argument, że skoro jest dorosła, aby kogoś zabić, to również jest dorosła, żeby pić alkohol, to cały czas sączyła jeden kubek.

Była królowa, ojciec Charny, najznamienitsi rycerze w Erathii, dostojni goście z Avlee czy Bracady i nawet z Vori przypłynął król Vol. Jednakże dziewczyna natychmiast zauważyła, że nie ma nikogo z jej kompanii, oprócz Tamary, z którą od momentu pamiętnego treningu zżyła się mocniej. Jeszcze nie miała odwagi postawić się Mardonowi tak przy wszystkich, ale również nie chowała się jak mysz pod miotłą. Podeszła do panny Quin.

– Wiesz może, gdzie są pozostali?

– Podobno Mardon ich zwołał w twojej sprawie.

Nie spodziewała się jego obecności, ale tego, że będzie knuł przeciwko niej, w trakcie święta Erathii, to już ją zaskoczyło. Miała ochotę cisnąć kubkiem w Mardona, lecz w zamian położyła go na stole. Dłużej tak być nie może. Już dosyć poniżania jej, a przede wszystkim Erathii i wielkich rycerzy. Najwyższy czas, aby behemot przestał się obnosić ze swoją pewnością. Czas podciąć mu skrzydła.

– Tamara chodź za mną.

– Dlaczego? Wychodzisz z biesiady tak bez pożegnania?

– Spójrz na nich. – Tamara odwróciła głowę w stronę biesiadników, z których część leżała pod stołem, a część piła alkohol, urządzając pijackie rozrywki. – Oni i tak już nas nie widzą. – Skierowała się w stronę wyjścia. – No idziesz, czy nie? – Odwróciła się i zmierzała do wyjścia. Tamara natychmiast do niej dołączyła.

Nie wiedziała, po co dziewczyna ją potrzebuje i przede wszystkim, co chce zrobić. Zapewne dowie się w swoim czasie, ale ten czas nie nadchodził, więc w końcu wyrzuciła to z siebie.

– Powiesz mi w końcu co chcesz zrobić? – Nieśmiało zapytała, lecz widząc, że dziewczyna ani myśli reagować, zapytała dosadniej. – Charna, powiesz w końcu, na co wpadłaś?

– Podejrzeć ich naradę.

– Zwariowałaś?! Przecież cię zabije, jak tam wejdziesz.

– Nie mam zamiaru tam wchodzić.

Uciekinierka już nic z tego nie rozumiała. W jaki sposób chce podglądać naradę, nie wchodząc tam? Nie ma takiej możliwości … Chyba że…

– Mam nadzieję, że nie zamierzasz włamać się do któregoś z pokoi naprzeciwko?

– Włamać nie. – Dziewczyna była tak zdeterminowana, co do wykonania swojego pomysłu, że nawet nie rozważała żadnej innej możliwości. – Zapytam po prostu, czy można skorzystać na chwilę. Oczywiście, jeśli ktoś tam będzie.

– A jak nie będzie?

– To wejdziemy.

– I to według ciebie nie jest włamanie?

Potem zaczęły się kontrować argumentami. Im silniejszy argument dawała Tamara na nie, tym mocniej panna Aberville przebijała go. W tym tonie biegła ich rozmowa aż znalazły się przed koszarami. Przed nimi Charna nie wytrzymała.

– Powiedz wprost, że boisz się Mardona, a nie wmawiaj mi tutaj o poprawności! – Tamara pokonałaby Charnę w bezpośredniej walce, ale ta była tak pewna swego, że nie zamierzała stawać jej na drodze.

– Oczywiście, że się go boję. – potwierdziła. – To on zapewne jest …

– Tak trzyma z zabójcami twojego ojca, wiesz co, to już nawet nie jest zabawne, a coraz bardziej staje się irracjonalne. Gdyby rzeczywiście nim był, to chyba już dawno by cię zabił, nie uważasz?

– Czeka na dogodną okazję.

– Cztery lata?! Tamara, weź się ogarnij i zacznij myśleć. Poza tym naprawdę chcesz żyć w tym strachu, w który cię wpakował? – Nie chciała, ale też nie chciała przyznawać jej racji. Jeśli potwierdziłaby, wówczas całe jej myślenie o chłopaku upadłoby jak Steelhorn po ataku Tarnuma. Tak bardzo, jak chciała się pozbyć ciemiężyciela, tak równie mocno się go obawiała.

Część 4: Charna vs Mardon

Będąc na zewnątrz dziewczyna poczuła, jak jej ubrania i ona sama przesiąkły zgnilizną i kanałami. Miała ochotę pójść do pokoju, wrzucić wszystko do swojej torby i uciec z miasta pod osłoną dnia. Zresztą Tyris wciąż po nią nie przybiegła, więc zapewne nie przejmuje się jej brakiem.

Skierowała się do areny walk, gdzie miała trening z mistrzynią czempionów. Wszedłszy do środka widziała, jak kadeci ćwiczyli walkę wręcz. Mardon ćwiczył z Sini, Iwona z Fioną, która częściej leżała niż ogrzyca. Przypatrując im się zauważyła, że ćwiczą dużo lżej, niż gdy jest z nimi. Nikt nie oberwał, do każdego podchodzą z szacunkiem, a przede wszystkim z ostrożnością. Nawet ten behemot zachowuje się bardziej elegancko. Dało jej to do zrozumienia, że każdego zaakceptują, tylko nie ją.

– A panna to zamierza tak stać przed wejściem? – dostrzegła ją Tyris i momentalnie wszyscy zwrócili się w jej stronę. Pogardliwe spojrzenia wróciły przeszywając dziewczynę niczym sztylety rzucone w nią. – Potrzebuje specjalnego zaproszenia?

Zaczęły się podśmiechiwania, które unieruchomiły pannę Aberville. Ostrożnie wykonała kilka kroków w stronę kompanii.

– Panno Lockenhole bo ja …

– Nie ważne, jaki miałaś powód! Nie spóźniamy się na treningi! Do kompanii natychmiast!

– Pani nie rozumie, chciałam powiedzieć …

– Na Starożytnych Charna gdzieś ty przebywała?! – Czempionka odwróciła głowę przystawiając rękę do nosa. Pozostali kadeci poszli za trenerką.

– Ludzie zazwyczaj kąpią się w wodzie, ale panna Aberville woli się kąpać w odchodach. – rzekł Mardon, uwalniając salwy śmiechu.

– To jej naturalne środowisko, więc i tak dobrze, że wytrzymała cały miesiąc. – dodała Sini.

Na twarzy upokorzonej Charny odmalowała się czerwień. Była wściekła na świętą trójcę, że tak ją potraktowali, a wstydziła się samej siebie, że dała się tak potraktować. Próbowała przekrzyczeć śmiejące się towarzystwo.

– Panno Lockenhole chciałam powiedzieć …

– Nie ważne co chciałaś powiedzieć, natychmiast kilka kółek wokół areny.

– Ale …

– Bez dyskusji!

– Właśnie, musisz wywietrzyć ten smród, skoro umyć się nie chcesz. – Iwona poparła Tyris.

Dziewczyna niechętnie, ale zaczęła odbywać swoją karę, a pozostali kadeci wrócili do ćwiczeń. Za każdym razem, gdy przebiegała w pobliżu kadetów ci zakrywali usta chichocząc pod ręką, na co ona odwracała wzrok. Już dość przeżyła upokorzeń i gdy po raz kolejny pokonywała okrążenie, to miała już biec do wyjścia i następnie do koszar, ale coś jej kazało zostać.

– Możesz wracać! – Tyris krzyknęła do panny Aberville, kiedy ta była na drugim końcu areny. – Kto ćwiczy z Charną?

Dziewczyna już chciała powiedzieć, że chciałaby ćwiczyć z Mardonem. Skoro już ją tak upokorzył i wylał na nią wiadra pomyj, to niech teraz ją wącha. Szkoda, że ćwiczył już z Sini, a Tyris nie zamierzała ich rozdzielać.

– To Tamara idź do Charny.

Dziewczyna niższa od panny Aberville podeszła do Charny i z powrotem rozpoczęli trening. Tyris uderzała prętem tych, co źle wykonywali ćwiczenia, lub jej zdaniem obijali się podczas nich. Charna z panną Quin oberwały wyłącznie raz, kiedy Tamara źle chwyciła przeciwniczkę. Solidnie przywaliła w jej wątłe ciało, ale dziewczyna tylko zgrymasiła i ponownie skupiła się na treningu.

Tamara nie przejmowała się, że dziewczyna waliła wychodkiem i pozostałościami jedzenia, których nawet nie rzuca się psu, tylko walczyła jak równy z równym. Raz jedna upadała, a raz druga, ale Charnę dziwiła jedna rzecz. Miała wrażenie, że Tamara nie chce jej zrobić krzywdy. Po pierwszym pojedynku przerwanym przez Tyris uznała to za przypadek, ale w trakcie kolejnych walk dziewczyna również nie zamierzała nic jej zrobić. Zaczęło ją to irytować.

– Mogę wiedzieć, czemu mnie nie chcesz uderzyć?

Tamara milczała. Gdy Charna patrzyła na nią z góry, to miała wrażenie, że jej czarne kręcone włosy, są bardziej dostrzegalne, niż jej głowa, która się w nich chowała. Dziewczyna skupiała się na treningu, podobnie jak Charna i to coraz mocniej działało jej na nerwy.

– Czemu mnie nie chcesz uderzyć?

Od kiedy tak bardzo pragnęła oberwać? Już tak jest przyzwyczajona do bólu, że jeśli ktoś go jej nie zadaje, to już za nim tęskni? Prawdopodobnie po raz pierwszy na treningu znalazła kogoś, kto nie chciał jej pobił. Tamara wręcz pilnowała się, aby tego nie zrobić, nawet przez przypadek.

W końcu to zrobiła. Panna Aberville oberwała od swojej przeciwniczki w brzuch, a następnie powaliła ją na ziemię. Już miała wstać, kiedy Tamara wyciągnęła do niej rękę. Popatrzyła na nią, nie wiedząc, na co patrzy. Wyczuwała w tym jakiś ukryty podstęp, podobnie, jak robili to Mardon czy Sini. Natychmiast spojrzała w oczy Tamary i znajdowała się tam … szczera chęć pomocy.

– Dziękuję, ale dam radę wstać.

– Daj sobie pomóc.

Pomóc? Ktoś jej chciał pomóc i to w kompanii, która tak bardzo jej nienawidzi? Charna chwyciła jej rękę i powstała przygotowując się do … ćwiczenia? Po raz pierwszy rzeczywiście ktoś chciał z nią ćwiczyć, bez nabijania się z niej. Wciąż patrzyła podejrzliwie na dziewczynę. Tamara chciała ją wspomóc, ale dziewczynę nurtowała ta chęć pomocy.

– Dlaczego mi pomagasz? – Nie odpowiedziała. – Nabijałaś się ze mnie, tak jak pozostali, a teraz mi pomagasz? Dlaczego? – Wciąż milczała, a w trakcie tego milczenia Charna dostrzegła, że dziewczyna boi się mówić, jakby skrywała tajemnicę. – Czemu mi pomagasz, skoro wcześniej się nabijałaś?

– Bo boję się Mardona i pozostałych w kompanii.

Wstydziła się, że to powiedziała i spodziewała się, że dziewczyna jakoś ją wyśmieje, ale Charna nie wiedziała, jak zareagować. Stała nieruchomo, jakby po spojrzeniu bazyliszka zamieniła się w kamień.

– Czemu się go boisz? Przecież jesteś tu już od dłuższego czasu, więc powinnaś z nim sobie dać radę.

– Ślepa jesteś, jeśli nie widzisz różnicy, między mną a nim.

Nie bardzo wiedziała, do czego zmierza. Przez te wszystkie lata pobytu w Steadwick Sorsha i Tyris musiały ją nauczyć, jak znaleźć w sobie atuty, aby pokonać Mardona, pomimo niskiego wzrostu. Oczywiście, jeśli to Tamara miała na myśli.

– Nie nauczyłaś się, jak z nim walczyć?

– Jego nie da się pokonać. – powiedziała prawie krzycząc. – A już na pewno nie przez niską, słabą i piskliwą dziewuszkę. – Tyris zwróciła na nich uwagę, aby się nie obijały, tylko ćwiczyły. Gdy odeszła kontynuowała. – Wielokrotnie próbowałam i zawsze polegałam. Już nie próbuję i nie chcę, aby widział we mnie wroga.

Rzeczywiście nie miała wyglądu rycerza. Niska, ze słabymi rękami i z bojaźliwością wypisaną na twarzy, to nic dziwnego, że tak obawiała się Mardona. W porównaniu do niego to panna Quin wyglądała jak lalka, którą daje się dziecku, aby wyżył się na niej i Tamara miała podobne przekonanie, że pan Blake tak ją traktuje.

– Więc czemu mi pomogłaś?

Pytanie, na które dziewczyna nie miała odpowiedzi. Rzeczywiście Tamara zrobiła coś, czego nie spodziewała się po sobie. Od kiedy jest w kompanii starała się nie wychylać przed szereg, a tylko być w cieniu tych najwyższych. Jednak nie mogła już dłużej obserwować, jak dziewczyna obrywała za to, że jest inna. Sama z powodu inności niemało przeżyła.

– Bałam się pomóc, bałam się postawić Mardonowi. – Charnę cieszyło otwarcie dziewczyny, pomimo tego, że nie było to dla niej proste. Może rzeczywiście nie w każdym miała wroga? – Aczkolwiek teraz to Tyris wysłała mnie do ciebie, a nie zgłosiłam się sama. Nie potraktuje tego, jak zdrady.

– Nie przeszkadza ci mój smród?

– Podczas ucieczki z Krewlod gorsze zapachy wą … – zatkała usta dłonią. Powiedziała zdecydowanie za dużo, a przede wszystkim w złym miejscu. Natychmiast rozejrzała się, czy ktoś jej nie usłyszał, ale każdy był skupiony na treningu. Nawet Tyris bardziej interesowały pozostałe pary, niż one.

– Jak to uciekłaś z Krewlod? – Spodziewała się, że ma do czynienia z rodowitą Erathianką, a nie z uciekinierką barbarzyńców.

– Nic nie powiem, nie mogę. – Łzy wylewały jej się z twarzy czując, że popełniła największy błąd, który będzie ją sporo kosztować. – Za dużo już wiesz. Wiedziałaś jak mnie podejść, pewnie z nimi współpracujesz.

– O czym ty mówisz?

– Nic nie powiem.

I zamknęła się w sobie. Dziewczyna próbowała zdobyć jakieś informacje od uciekinierki, co do jej przeszłości, ale ta się zamknęła i nawet nie próbowała ponownie nawiązać kontaktu. Skupiła się na ćwiczeniach, a Charna nadal próbowała skłonić dziewczynę do wyżalenia się. Na marne.

Panna Aberville oberwała w rękę z prętu Tyris Lockenhole, która przypomniała sobie o nich, kiedy dostrzegła jej błąd.

– Jak chcesz atakować, to zawsze tą bliższą ręką. Nie rób zamachu, jakbyś maczugą walczyła.

Gdy Tyris nagle się pojawiła Tamara wyskoczyła, jak rozbójnicy z zasadzki czując, że rycerka podsłuchała ich rozmowę. Ta nie zwróciła na to uwagi. Gdy poszła opanowała się, ale wciąż zachowywała milczenie, chcąc tą tajemnicę schować do grobu.

– O co chodzi z tą ucieczką z Krewlod? – Charna nie odpuszczała. Po raz pierwszy w kompanii pojawił się ktoś, kto mógłby jej pomóc, zarówno przeżyć w kompanii, jak i walczyć z nocnymi głosami.

Tamara patrzyła na Charnę mając nadzieję, że ta odpuści, lecz widząc, że nie zamierzała, to dała jej to, o co prosiła.

Część 3: Charna vs Mardon

Część III

Musiała coś zmienić, jeśli chciała żyć. Miała świadomość, że pręgi na ciele i blizny, które doznała przez miesiąc pobytu w Steadwick, nie znikną tak szybko i jeśli coś z tym nie zrobi, to Mardon i jego paczka będą ją katować do selekcji. Początkowo sądziła, że tak miał każdy kadet. Myślała, że każdego nowego trzeba wytępić, aby pokazać jego miejsce w szeregu, lecz dziewczyna miała wrażenie, że z dnia na dzień, jest ciężej. Nigdy nie narzekała na ból, ale coraz trudniej przyjmowała kolejne pobicia. I chociaż nie gnębili już jej tak oficjalnie, to mimo to skutki uboczne coraz mocniej jej doskwierały.

Od momentu jej rozmowy z Sorshą wszystko przybrało jeszcze gorszy obrót. Coraz częściej obrywała na treningu, tak, że z nosa lała się krew, mdlała od ilości ciosów w głowę (oczywiście każdy zadany przez przypadek), a na nogach nie mogła ustać. Tylko raz skorzystała z usługi medyka w Steadwick i to wtedy, kiedy spadła na nią ta buława w zbrojowni. Za każdym razem, kiedy Tyris albo Sorsha chciały ją wysłać do medyka, odmawiała. Zdobywała tym ich przychylność, ale ona w niczym Charnie nie pomagała. Na treningach traktowały ją tak samo oschle, jak pozostałych.

W zamian za to kadeci stali się bardziej wyrafinowani w swoich działaniach. Ustawiali wymyślne pułapki, a gdy Charna na nie wpadła wychodzili z ukrycia i śmiali się w nieboskłony. Nie wszyscy, co dawało jej nadzieję, że niektórzy już się odczepili. Szybko przekonała się, że nie, gdy jeden podstawił jej nogę na treningu, drugi przez przypadek kogoś na nią przewrócił. Najczęściej była to Tamara, która szybko wstawała, aby nie stać się pośmiewiskiem takim samym jak panna Aberville.

Kompania nie tylko robiła jej psikusy w trakcie treningu. Już poza swoim pokojem szykowali Charnie przykre niespodzianki. Raz nie mogła otworzyć drzwi, a kiedy mocniej je popchała, to równie mocno wróciły do niej i przywaliły w jej oko tak, że dziewczyna wróciła do pokoju z fioletowym limem pod nim. Następnym razem ktoś naoliwił schody i Charna poślizgnęła się śpiesząc na trening. Z tego powodu często przychodziła spóźniona i mocno sponiewierana, lecz trenerki również nie dawały jej wytchnienia.

Od kadetów miała przerwę tylko w nocy, a wtedy atakowały ją głosy jakiś zjaw, które dopiero znikały z jej głowy wraz z obudzeniem się słońca. Bezbronnie wiła się po ziemi i ukrywała krzyk w sobie, mimo, że nieraz miała ochotę cały ból wykrzyczeć. Skończyło się tylko na łapaniu za głowę i kręceniu jej we wszystkie strony. I tak co noc.

Za dnia kompania, w nocy głosy, nie miała ani jednego dnia na odpoczynek i nie pamiętała, czy kiedykolwiek się wyspała. Z dnia na dzień coraz mniej się cieszyła z przybycia do stolicy Erathii, a coraz bardziej tęskniła za swoim domem w Fort Riverstride. Napędzała swoją determinację, dając jej wiarę, że w końcu będzie lepiej. W końcu musieli ją przyjąć, jako swoją, zwłaszcza, kiedy nowi kadeci przybędą. Wiecznie nie będzie kopana, bita i poniżana. Nadejdzie dzień, w którym to ktoś inny będzie bity i poniżany i z tą myślą funkcjonowała przez kolejne dwa tygodnie.

Tak minął pierwszy miesiąc w Steadwick. Kompania próbowała złamać jej wolę i im bardziej napędzali się, tym bardziej Charna dawała sobie siły i nadziei, ale również i jej zaczynało brakować. Miała coraz większe trudności, żeby znosić te niekończące się docinki w swoją stronę.

Kolejny dzień rozpoczął się tak samo jak poprzednie. Zaczęli dzień od treningu szermierki z Sorshą Margary. Ćwiczyła z Mardonem, który nie oszczędzał panny Aberville i choć raz uniknęła jego „przypadkowego” łokcia, to już pięści w brzuch nie zdołała uniknąć i tak oto dziewczyna była zgięta w pół i miała problem ze złapaniem oddechu. Jednak Blake nie czekał, aż panna sama powstanie. Zmusił ją do tego i choć ta nadal miała problem z oddychaniem, to gdy panna Margary dała kolejny znak do walki, to zwijającą się z bólu Charnę popchał na ziemię. Wiadomo, kolejny raz przypadkowo i jeszcze za plecami trenerki.

Po treningu wszyscy poszli na śniadanie, gdzie odsuwali się od dziewczyny. Kompania nie omieszkała nabijać się z niej, kiedy żadnego rycerza nie było w pobliżu.

– Charna, coś dzisiaj miałaś problem ustać na własnych nogach. – zaczął Mardon. – Małe dzieci również tak mają, dopiero z kołyski wyszłaś?

I nastały śmiechy na całą jadalnię. Dziewczyna była odwrócona do nich plecami i chciała w spokoju zjeść śniadanie. Udawała, że te słowa nic jej nie robią, choć od środka wrzał ogień nienawiści. Ugasiła go dopiero, kiedy kilkukrotnie wykrzywiła swoją głowę tłumiąc tym samym wewnętrzny ból.

– Ładny wstyd swojej rodzinie przynosisz. Twoi bracia to byli prawdziwi wojowie, a ty tylko umiesz kulić się w kącie i się nie wychylać. – rzekła Iwona – Coś jak mysz pod miotłą, albo inny szczur.

Szczura wszyscy podłapali, bo zaczęli skandować:

– Szczur! Szczur! Szczur! – Wskazywali na nią, skandując każde słowo. Przebijali się między sobą, kto zrobi to głośniej. Każde z tych wyzwisk przebijało ją, niczym miecz na polu bitwy. Głośno wzdychała, próbując jakkolwiek uspokoić się w tłumie wyzwisk. Straciła apetyt na jedzenie, ale pokazać słabości też nie zamierzała.

Skandowanie się uciszyło i przez chwilę spokoju wszyscy zaczęli jeść śniadanie, rozpoczynając tym samym dyskusje miedzy sobą, w których Mardon i jego paczka zaczęli się przechwalać, jakich to czynów nie dokonały ich rody. Charna tylko przetarła dłonią twarz od góry do dołu, a że zrobiła to w trakcie, kiedy chwalił się Mardon, to nie omieszkał skomentować tego gestu.

– Podważasz znaczenie mojego rodu Panno Aberville?

– A czego to twój ród takiego dokonał? – Nie odpowiadała na to pytanie Sini, bo na pewno jej ojca Nicholas Gryphonheart przez przypadek obdarzył zaszczytem sprawowania funkcji zarządcy królewskiego skarbca w Fort Riverstride, a dokonania jej braci to wymysł wszystkich rycerzy mieszkających w Erathii. – No czego Charna dokonał? Dowiemy się, czy nie?

Panna Aberville nie reagowała, ale pięści już się zaciskały i usta nerwowo jej drżały. Sini tego nie dostrzegła.

– Pewnie twoja matka, miała zamiar spalić cię w pieciu, gdy zobaczyła, jakie szkaradztwo wyszło z jej łona. A twoich braci…

Nie dokończyła, kiedy Charna oblała ją zupą, którą każdy dostał na śniadanie. Dyskusje naraz zamilkły. Wszyscy spoglądali na pannę Aberville i na wiedźmę z Tatalii, która powstała i wskazywała na swoją brudną odzież treningową, niczym rozkapryszona panna podczas balu, kiedy ktoś przez przypadek wylał wino na jej piękną suknię. Niektórzy kadeci patrzyli z podziwem na pannę Aberville, ale większość chyliła głowy, bojąc się, że zwykłym spojrzeniem mogą dodać jej otuchy.

Następnie Mardon próbował powstać, ale gdy to robił dziewczyna odepchnęła go tak, że spadł na Sini i Marona, jednak najbardziej oberwała wiedźma z Tatalii. Następie powstała Iwona, na którą rzuciła się Charna. Próbowała uderzyć ją w nos, lecz ogrzyca w ludzkim ciele sparowała go i szybko ją obezwładniła, po czym odwróciła ją w stronę pana Blake’a.

Początkowo Mardon energicznie wyskoczył do walki, lecz widząc, że Iwona utemperowała dziewczynę, demonicznie się zaśmiał. Zakasał rękawy, patrząc na dziewczynę, jak na swoją zdobycz, która była pod jego panowaniem. Charna wierzgała się, próbując wyrwać się z ucisku Iwony, ale kilka lat treningów zrobiło różnicę w jej umięśnieniu i co gorsza wiedziała, jak ją wykorzystać.

– No to teraz sobie porozmawiamy. – rzekł Mardon, a Sini odsunęła się na bok dopingując go. Charna napluła mu w twarz, a wszyscy przyjęli to z głośnym westchnieniem. Chłopak przetarł ją i patrząc na dziewczynę rzekł. – Zapisałaś na siebie wyrok śmierci.

Zamachnął się i z całej siły uderzył pięścią w ramię. Dziewczyna poczuła, jak w nie wbija się buzdygan. Kolejna pięść wylądowała na klacie tak, że chwilowo zatkało dziewczynę. Iwona pilnowała jej, żeby się nie wierzgała, a Mardon pełen wściekłości wymierzał jej kolejne ciosy. Następny wylądował na skroni, na co dziewczynę zamroczyło. Kolejny cios wylądował na barku, co w połączeniu z wykręcanymi rękami przez Sini wzmacniało siłę uderzenia.

Potem chwilowo przestał i spoglądał na dziewczynę, która patrzyła w dół. Podszedł do niej, niczym kat do ofiary, podśmiechując się jak czart z inferno, a jego śmiech narastał, aż potem śmiał się jak arcydiabły przed dokonaniem ostatecznej rzezi. Złapał jej szczękę i skierował ją ku sobie.

– Teraz żałujesz, że mi się postawiłaś.

Nie żałowała, lecz coraz bardziej wściekała się, że nie mogła mu nic zrobić. Mardon wyśmiewał jej próby wyjścia spod opresji, po czym ponownie przeszedł do zadawania jej ciosów. Rozpoczął ponownie od skroni i schodził coraz niżej. Dziewczyna coraz słabiej stała na nogach, a im jej wola walki słabła, tym bardziej wzmagały się okrzyki radości wszystkich z kompanii.

Jeszcze się okłamywała, że rzeczywiście ktoś był po jej stronie. Kątem oka zerknęła na nich i zrozumiała, że miała tu samych wrogów. Nikt jej nie zamierzał pomóc i choć na jadalni brakowało trzech osób, to brak reakcji traktowała, jako ciche przyzwolenie na jej poniżanie.

Lekko się zgięła, kiedy chłopak uderzył ją w boczną część żeber. Był to ostatni cios zadany ręką. Potem już tylko kopał. Trafiał ją w uda, zarówno w jej przednie, jak i tylnie mięśnie. Nie oszczędzał jej kolan, ale trafiał tylko w ścięgna, aby nikt się nie domyślił, że ktoś coś jej zrobił. Tłum podburzał Mardona, który zachowywał się jak barbarzyńca proszący o doping. Charna miała już coraz większy problem z ustaniem na nogach.

Część 2: Charna vs Mardon

Postanowienie Mardona wszyscy przyjęli jednogłośnie, a przynajmniej nikt nie wyraził sprzeciwu. Charna miała dziwne przeczucia, kiedy wszyscy byli dla niej zbyt mili, zwłaszcza Mardon, Sini i Iwona. Dlaczego naraz zmienili swoje myślenie?

Już podczas pierwszego treningu następnego dnia nie usłyszała ani jednego wyzwiska. Jako partnera do ćwiczeń wybrała Mardona, który nie wygarnął jej złego wyglądu, rodu, dla którego jest zhańbieniem, czy jej nieporadności w walce z nim. Cokolwiek dziwne, zwłaszcza, że dał się jej poznać, jako bezwzględny tyran, który miał uciechę w męczeniu ludzi.

Nie kupiła jego przymilającego się tonu, ale nie pokazała tego. Podczas treningu Mardon powalał ją na ziemię, lecz natychmiast pomagał wstać. Za poprzednim razem kończyło się to dłużącymi się wyzwiskami i obelgami, a teraz nagle zachowywał się jak rycerz.

Aczkolwiek wszystko do czasu. Podczas jednego z treningów z Sorshą ćwiczyli walkę wręcz. Głównym jej zadaniem było pokazanie im, jak mają sobie radzić w trakcie bitwy, jeśli utracą swój miecz, halabardę, buławę, czy jakąkolwiek broń. Charna wiedziała, że to się źle skończy, ale nie zamierzała z tego powodu zmieniać podejścia do Mardona i jego grupy. Podczas tego treningu, specjalnie go wybrała, tym samym pokazując, że się go nie boi. Podczas walki w zwarciu trzymali się blisko siebie i już Charna miała wykonać unik, lecz Blake był szybszy i przyłożył jej w nos.

Cofnąwszy się o kilka kroków, zatoczyła się i po raz pierwszy w trakcie treningu pojawiły jej się mroczki przed oczami. Zakręciło jej się w głowie i padła na ziemię. Przez chwilę nie wiedziała, co się dzieje. Ocknęła się dopiero, kiedy nad nią stała już panna Margary oraz cała kompania kadetów. Wszyscy dziwnie wyglądali na zmartwionych. Rycerka chciała wysłać Charnę do medyka, natomiast ona zapewniła, że nic jej nie jest i może kontynuować ćwiczenia. Aby zapewnić trenerkę o słuszności swojego osądu przestawiła nos na różne strony, ukrywając ból.

Widząc determinację panny Aberville panna Margary nieznacznie skinęła jej z uznaniem. Charna powstała i podeszła do Mardona, dostrzegając, że to co wywołało zadowolenie u Sorshy, to jego zdenerwowało. Zatem miała dowód, że ten Behemot w ogóle się nie zmienił, tylko swoje działania ukrywał pod miłym płaszczem.

Podobnie było z pozostałymi. Sini podbiła jej oko w trakcie treningu i oczywiście podobnie jak pan Blake udawała, że zrobiła to przez przypadek. Iwona, z racji, że miała więcej siły, to rozcięła jej łuk brwiowy, z którego gęsto lała się krew. Wówczas Tyris chciała wysłać Charnę do medyka, ale ona z rozciętym łukiem wstała i walczyła z taką samą zawziętością jak wcześniej.

Oni ją katują na treningach, a ta się zachowuje, jakby nic się jej nie stało. – pomyślała Tyris doceniając determinację młodej dziewczyny. Tą samą zawziętość, jaką mieli jej bracia, Charna pokazywała już w wieku dziesięciu lat. Aż się bała, co z niej będzie, kiedy osiągnie wiek dojrzały. To będzie dobry rycerz, wiedziała o tym i miała nadzieję, że nie zrezygnuje przez wzgląd na Mardona i jego paczkę.

Każdy z kadetów wyrządził jej mniejszą lub większą krzywdę. Najmniej oberwała od Tamary Quin i Fiony Haart. Pierwsza z nich lekko walnęła Charnę w żuchwę tak, że panna Aberville po lekkim jej rozmasowaniu była gotowa do dalszej walki, natomiast panna Haart kopnęła ją w zgięcie kolan, ale kopniak ten nie zrobił wrażenia na dziewczynie. Zniwelowała ból, lekko podskakując.

Jeszcze tylko elf z Caryatid nic jej nie zrobił. Coraz więcej spojrzeń w jego stronę wyrażało zdradę i chęć paktowania z młodą Aberville. Do tej chwili nie potrafił się przełamać, żeby wyrządzić jej krzywdę. Jeśli miał okazję do ćwiczenia z nią, to wykorzystywał ją, ale nawet wtedy nie potrafił się przełamać, mimo, że dziewczyna dawała mu okazję i to wielokrotnie. Dostrzegł, że mógłby wymierzyć jej pięścią w twarz, albo przysadzić w żebra, jednak nie potrafił, zrobić jej coś złego, a potem udawać, że był to przypadek.

Bał się nieuzasadnionej przemocy, lecz jeszcze bardziej bał się trafienia pod ostrzał Mardona i jego paczki. W końcu wpadł na rozwiązanie, żeby zrobić coś dziewczynie, a jednocześnie nie wyrządzić jej dużej krzywdy. W Caryatid potrafił się bezszelestnie przekradać tak, że nawet zwierzyna nie wiedziała, kiedy znalazł się za nią. Tą umiejętność często wykorzystywał w polowaniu i zamierzał z niej również teraz skorzystać.

Po każdym z treningów u Sorshy Margary jeden z kadetów zabierał broń ćwiczebną od pozostałych i odnosił do zbrojowni. Lepiej wykute ostrza mają swoje odpowiednie stojaki, natomiast zwykłe bronie treningowe położone są na półkach, które mają słabe oparcie.

Trening u panny Margary się skończył i jak zwykle Charna, z racji, że jest najmłodsza, została oddelegowana do pozbierania broni od pozostałych kadetów. Mardon nie omieszkał sobie w tej chwili rzucić w nią mieczem tak, że powstała pręga na policzku. Potem udawszy, że było to niechcący, przybił żółwika z Sini. Ona podobnie, jak chłopak cisnęła bronią, lecz dziewczynie udało się uniknąć lecącego w nią miecza. Maron patrząc na to wzbierała się w nim chęć, aby stanąć po stronie dziewczyny. Nie zrobiła im nic złego, a jest traktowana gorzej jak wróg. Jednocześnie, kiedy wzmagała się w nim chęć odpłacenia całej trójce tym bardziej wzrastało poczucie, że jeśli to zrobi, wtedy pan Blake, Sini i Iwona mu już nie odpuszczą. Miał nadzieję, że to co zrobi dziewczynie nie będzie zbyt bolesne.

Charna pozbierawszy bronie od wszystkich kadetów poszła do zbrojowni. Odkładała je starannie na miejsce i zauważyła jeden z mieczy, który wręczył jej kowal z kuźni w Steadwick, John Tracksmith. Była to broń Lascotta, próbowała ściągnąć ją z uchwytu, lecz jej ciężar przechylił ją, tak, że spadła na półki, a z niej spadły na nią wszelkie buławy.

– AŁA!!!

Krzyknęła, kiedy jedna z ciężkich buław spadła na jej kolano. Chwyciła się za nie i podskakiwała z bólu w akompaniamencie pozostałych broni trzaskających się o podłogę. Próbowała wyprostować nogę, ale nie dała rady. Choćby najmniejsza próba zgięcia, bądź wyprostowania, wywoływała promieniujący ból, jakby za każdym jej ruchem ktoś uderzał młotem w jej kolano.

Panna Margary i pozostali kadeci przybiegli do zbrojowni i dostrzegli Charnę wijącą się z bólu. Kąciki ust Sorshy nerwowo drgały, ale wbrew nieporadności dziewczyny podeszła do niej i zbadała jej kolano. Na każdy, choćby najmniejszy ruch dziewczyna coraz mocniej zaciskała zęby. Oprócz Fiony, Tamary, a przede wszystkim Marona wszyscy nabijali się z dziewczyny i jej nieporadności. Maron patrząc na dziewczynę wylewał pojedyncze łzy. Chciał spowodować lekki uszczerbek na zdrowiu, a teraz zrobił z niej kalekę.

Trenerka była wściekła na Charnę, ale jeszcze bardziej chciała jej pomóc.

– Idziemy do medyka.

– Ależ nie potrzeba. – oponowała dziewczyna.

– Bez dyskusji! – To nie czas na zgrywanie bohatera.

– Panno Margary, ale mi naprawdę nic nie jest. – Wstała z solidnym grymasem bólu, pokazując, że jest gotowa do walki. – Mogę dalej ćwiczyć.

– Powiedziałam coś! A pozostali rozejść się.

Charna niechętnie, ale poszła za panną Margary, słysząc ciche chichotania poszczególnych kadetów, najgłośniejsze Mardona, Sini i Iwony.

Kiedy wyszły z koszar panna Margary wzięła na bok Charnę, tak, aby nikt ich nie widział.

– Charna, co się z tobą dzieje! – Podniosła głos, na tyle, na ile pozwalały jej okoliczności.

– Nie rozumiem.

– Doskonale rozumiesz, tylko myśleć nie potrafisz! – Jej groźba nie olśniła panny Aberville. – Co ja ci mówiłam po pierwszym naszym szkoleniu?

– Nie pozwól sobie wejść na głowę? – Próbowała sobie przypomnieć jej słowa, których w trakcie treningów było dużo.

– Mniej więcej. Dajesz się popychać Mardonowi i reszcie kadetów jak … – porównanie do kurtyzan z zamtuz zostawiła dla siebie, zważywszy na wiek Charny. – Jak troglodyta minotaurom.

– W takim razie co mam robić? – Dziewczyna czuła się pokonana.

– To co ty i twój ród najlepiej potraficie. Walczyć. – Nerwowo drgała ustami, lecz powoli buzująca w niej krew ulegała ostudzeniu. – Próbujesz z nimi walczyć siłowo, kiedy jesteś chuda jak patyk i równie tyle samo masz siły. Wykorzystaj to co masz w sobie najlepsze.

– Czyli co? – Już miała dość zagadek, potrzebowała porady.

– Nie jesteś głupia Charno i wpadniesz co mam na myśli.

Następnie odeszła zostawiając ją ze swoimi przemyśleniami. Już ból kolana odszedł w niepamięć i nie przeszkadzał tak samo, jak wcześniej, aczkolwiek nieświadomość słów rycerki wprawiała ją w coraz większe zakłopotanie. Jak ma walczyć z przeciwnikami bez użycia swojej siły? Czy to nie na niej rycerz głównie bazuje?

Z drugiej strony spojrzała na swoje ręce, na których odbiły się pręgi klingi. Potem pokręciła żuchwą, która też dawała o sobie znać przeszywającym bólem, aż w końcu przeszła do tych nieszczęsnych kolan, które uwierały ją przy każdym ruchu. Tyle właśnie miała z walki siłowej. Kolejne siniaki na swoim koncie, mimo, że poprzednie jeszcze nie zniknęły. Teraz jej ciemne włosy i czarne spojrzenie pasowało do blizn i siniaków, które miała na sobie.

Aczkolwiek postanowiła z tym skończyć. Jakoś, nie ważne jak, poradzi sobie z oprawcami. Tylko był jeden problem, jaki może być ich słaby punkt, jeśli takowy w ogóle posiadają.

Część 1: Charna vs Mardon

Już drugiego dnia w Steadwick kompania pokazała Charnie Aberville, że nie jest tu mile widziana. Mardon nie dał jej żadnych szans na treningu z Tyris upokarzając ją przy wszystkich.

Pozostali również nie dawali jej wytchnienia. Jeszcze tego samego dnia po treningu z Sorshą Margary kompania kadetów, na której czele stał Mardon, pokazała jej miejsce w szeregu. Powiesili ją na haku wyginając jej ręce i nogi do tyłu, a nad nią wisiała świeca z woskiem, która skapywała na nią. Z racji, że dziewczyna bała się ognia, to wierzgała się niczym wąż po ziemi, czym przyprawiała radość nienawistnych kadetów.

Zdawała sobie sprawę, że ta sytuacja nie mogła trwać wiecznie i w końcu nabędą do niej szacunku, jeśli jej nie złamią. Motywowała ją Sorsha, która jasno dała jej do zrozumienia, że nie może dać im wejść na głowę. Aczkolwiek Tyris widząc, w jaki sposób katują dziewczynę uznała, że nawet ona nie zadawała takich tortur zakładnikom w celu wydobycia informacji. Miała wrażenie, że z przybyciem kolejnych kadetów poszerzał się ich wachlarz znęcania się nad młodymi. Gdy obserwowała, jak pastwią się nad dziewczyną, wtedy miała ochotę złamać kodeks rycerski i ruszyć jej na pomoc, jednak w porę się opanowała. Żaden z rycerzy nie może stawać w obronie kadeta, jeśli znęca się nad nim inny kadet. Każdy przyszły żołnierz Erathii musiał sobie radzić w takich sytuacjach i jeśli sam sobie nie pomoże, to nikt mu nie poda ręki.

Niemniej Tyris podobnie jak Sorsha postanowiła poprzeć Charnę. Dlatego, kiedy kompania skończyła znęcać się nad dziewczyną, a ta leżała nieprzytomna na ziemi, czempionka wsadziła sztylet w jej ręce, aby nie musiała męczyć się z więzami. Charna nie rozumiała tego podarku i zamierzała go oddać, jednak ona kazała jej go zostawić, wprawiając dziewczynę w niemałe zaskoczenie.

Jeśli kompanii było mało, to dziewczyna miała jedną dziwną zależność, z którą nikt nie potrafił sobie poradzić. Od najmłodszych lat, co noc głosy nie dawały jej spać. Przypominały głośne piski zjaw albo innych demonów, które wchodziły do jej głowy. Próbowała jakkolwiek je uciszyć, niekiedy nawet miała wrażenie, że przeciwnik stoi przed nią i ją katuje, jednak to były tylko zwidy, halucynacje spowodowane zbyt dużym bólem, jak na tak wątłą dziewczynę. Jej walka z głosami kończyła się na zgięciu kolan i przystawieniu głowy do nich, albo na wymachiwaniu mieczem w powietrzu. Odpuszczały, kiedy zbliżał się świt i podnosiła się rosa wokół Fort Riverstride.

W Steadwick też ją zaatakowały. Już pierwszej nocy musiała wyjść na arenę walk, aby nikt jej nie widział, albo co gorsza, czegoś nie zniszczyła. Nie ujawniała się ze swoją tajemnicą, póki nie dowie się, z czym miała do czynienia.

Początki w Steadwick nie były proste dla dziewczyny. Za dnia kadeci, w nocy głosy, i na jedno, i drugie nie miała rozwiązania. Jedynie do bezsenności już się przyzwyczaiła, przez co tak zbladła, że nawet twarz pełna mąki ma więcej życia niż ona. Jak sobie wmawiała jej czarne oczy obrazują mroczną duszę, z którą próbuje walczyć. Chociaż jej ojciec starał się, żeby nie szła w stronę kariery wojskowej, podobnie jak jej zmarli czterej bracia, tak wiedział, że i Charna najlepiej się odnajdzie się w roli rycerza. Z tego powodu wysłał ją do stolicy Erathii.

Dzień później po torturowaniu kadeci rozpoczęli trening z Sorshą Margary, która momentalnie zmieniła sposób trenowania. Solidnym smagnięciem żelaznego pręta dawała znać, że ktoś przyjmuje złą postawę i choć pannie Aberville lekko drgały usta z bólu, tak pozostali krzyczeli na całe gardło. Mistrzyni krzyżowców dała im solidną reprymendę i na żadnym z nich nie pozostawiła suchej nitki. Była tak zirytowana na postawę kadetów, że gdy Sini zapytała o śniadanie, to kazała jej w pełnym uzbrojeniu kilkukrotnie przebiec dookoła koszar.

Charna milczała, ale mimo to nie uniknęła oskarżeń od kompanii za wywarcie wpływu na metody treningowe. Wyjątkowo po jej stronie stanął Mardon i wywołał kłótnie z Marziną i Iwoną. Charna korzystając z tego zamieszania pobiegła na trening do Tyris, która szkoliła ich z zakresu rzemiosła jeździeckiego.

Mardon widząc jak dziewczyna biegnie w stronę areny walk rzekł w stronę kompanii:

– Panna Aberville ma faktycznie w sobie coś dziwnego. – Zaczął. – Od początku się nad nią znęcamy, a ona w zamian śmieje się nam w twarz. Trzeba wymyśleć, jak się pozbyć tej irytującej osoby.

Większość się zgodziła.

 

Kompania, skończywszy trening u Tyris, zebrała się w pokoju Mardona. Na spotkaniu byli wszyscy oprócz Charny Aberville. Syn Samuela Blake’a uśmiechnął się na myśl, jak po raz kolejny gnoił dziewczynę pod przykrywką ćwiczenia. Chciał to kontynuować, lecz panna Lockenhole podobnie jak panna Margary za pomocą metalowego prętu przywoływała kadetów do porządku.

Musiał obejść się smakiem. Dostrzegł, że najważniejsi są, czyli Sini, mieszkanka Steadwick, Iwona, którą przywiało z Clovergreen i Marzina, która w porównaniu do dwóch poprzednich koleżanek miała nazwisko rodowe Sandown. Oprócz tego było jeszcze trzydziestu innych kadetów i choć jest już z nimi cztery lata, a przynajmniej z częścią z nich, to wciąż nie zapamiętał ich imion. Jedynie pamiętał rudowłosą piękność Fionę Haart, córkę zdrajcy Erathii Lorda Haarta, wiecznie kulącą się Tamarę Quin oraz nieśmiałego Marona z Caryatid, który był elfem przyjętym do służby w Erathii.

Tylko on, Sini, Iwona i Marzina siedziały na pryczach. Pozostali siedzieli na podłodze. Słońce już dawno chyliło się ku zachodowi, a więc nadeszła pora na rozpoczęcie spotkania.

– Czy tylko mnie Charna Aberville wkurza tak mocno? – Pytanie retoryczne, na które nie spodziewał się innej odpowiedzi niż potwierdzenie. – Coś trzeba z nią zrobić, inaczej zamieni nasze życie w piekło.

– Zgadzam się. – rzekła Sini, która wciąż czuła efekt biegania wokół koszar w pełnym oporządzeniu rycerskim. – Już wczoraj sobie za dużo pozwoliła nazywając mnie wiedźmą z Tatalii. To jeszcze zniosłam, choć ta smarkula w ogóle nie przeprosiła, ale za to, że obraziła moją matkę, to już nie wytrzymałam i niech tylko dorwę ją w swoje ręce to …

– Tak Sini, wiemy. – przerwał Mardon, przeczuwając, w którą stronę pójdzie ten wywód.

Choć Charny nie znosił, to tutaj przyznał jej rację. Gdyby nie ludzka skóra, to patrząc na jej chude ręce i wyłupiaste oczy w połączeniu z rudymi włosami rzeczywiście przypominało wiedźmę z Tatalii. Jedynie nie miała syczącego głosu.

– Nawet nie mogłam jej porządnie zlać na treningu. – marudziła dalej wiedźma z Tatalii.

– Zatem Tyris i Sorsha zwariowały przez wzgląd na młodą. Potrzeba szybko się jej pozbyć, zanim pozostali zwariują. Jakieś propozycje? – W pokoju zaległa cisza. Nikt nie śmiał się odezwać, ani nerwowo ruszyć. Sini, Iwona i Marzina nie miały żadnego odkrywczego pomysłu. – No śmiało, nie bójcie się.

Zachęta nie podziałała, a wręcz jeszcze bardziej nastraszyła. Zanim to powiedział niektórzy patrzyli jeszcze do góry, po tych słowach wszyscy spoglądali w dół poszukując pod swoimi stopami jakiegoś odkrywczego pomysłu. Postawa Mardona, który pod względem siły przypominał młodego behemota zniechęcała do zabrania głosu. Nikt nie chciał mu podpaść, przez wzgląd na jego ojca, który ciężko traktuje służbę usługującą w jego pałacu, a przez cztery lata przekonali się, że niedaleko pada jabłko od jabłoni.

– A może po prostu to przypadek, że Tyris i Sorsha nagle zmieniły swoje metody treningowe po przybyciu …

Odezwał się elf z Caryatid, który przerwał swoje domysły, kiedy zobaczył groźne spojrzenia ze strony Mardona i trzech przybocznych dziewczyn skierowanych na niego.

– Wydaje mi się, że Maron ma rację. – poparła go Fiona pewnym głosem z lekką nutką frywolności. – Przecież jest od trzech dni, to co mogła takiego narobić?

– Ty sobie żarty stroisz?! – Gruby gardłowy głos połączony z odrobiną ślamazarności wyszedł z ust Iwony, kobiety o posturze ogra. – Po czyjej jesteś stronie, naszej, czy tego przeklętego bachora?

– Właśnie, po czyjej jesteś stronie? – Dołączyła Iwona. – Może te dzieciaka?!

– Swoją stroną ciekawe czemu ciebie nazwała wiedźmą z Tatalii, a nie ją. – dostrzegła Iwona widząc, że Fiona również miała czerwone włosy i kolorystycznie pasowała do bagiennego królestwa. – Pewnie temu, że trzyma z tym słabeuszem. – osądziła Iwona.

– Właśnie Maron. Trzymasz z tym kurduplem?! – wyskoczył Mardon który już swoją posturą straszył, a co dopiero jak ciemne spojrzenie i włosy połączą się ze wściekłym grymasem. – Uważaj lepiej, bo i za ciebie się wezmę.

Chłopak mocno się wzdrygnął i jeszcze bardziej schował twarz między nogami. Błagał w myślach, żeby ten znalazł sobie inną ofiarę do męczenia. W tym momencie żałował, że się odezwał i chciał stąd wyjść, lecz wtedy skierowałby ich przeciwko sobie.

– Tak tylko powiedziałam. – Fiona próbowała odepchnąć od siebie Sini i Iwonę, które patrzyły na nią, jak na wroga do eliminacji. Zdziwiła się, że nie dołączył do nich Mardon, tylko wyżywał się na blondwłosym elfie z Caryatid.

– To lepiej, tak nie myśl, bo inaczej nauczymy cię posłuszeństwa. – rzekła ogrzyca przybierając świński wyraz twarzy.

– To jeszcze ktoś uważa, że Tyris i Sorsha zwariowały przez przypadek? – Syn Samuela Blake’a nie spodziewał się odpowiedzi. Cieszył się widząc, jaką władzę nad nimi sprawuje. Nikt nie ważył mu się przeciwstawić, oprócz Charny, ale ona odejdzie stąd prędzej czy później i już się o to postara. – To bardzo się cieszę, a więc czekam na pomysły, jak wypędzić tą szarlatankę.