Heroes: Pochodzenie poszczególnych jednostek (sprostowanie poprzedniego artykułu)

Sprostowanie poprzedniego artykułu

Zanim przejdę do wyjawiania pochodzenia niektórych jednostek w uniwersum Heroes of Might & Magic muszę sprostować informacje z poprzedniego artykułu. Stwierdziłem w nim kategorycznie, że świat Heroes of Might & Magic należy do świata Science-Fiction. Opinię swoją opierałem na zaawansowanej technologii, która na planecie Enroth zubożała poprzez zniszczenie tunelu przestrzennego przez inwazję Kreegan.

Mówię to wprost, że mój osąd nie był poprawny

Po pierwsze temu, że znajdujące się w nim futurologiczne technologie nie oznaczały, że coś jest science-fiction. Aby światy Might & Magic oraz Heroes of Might & Magic można było sklasyfikować do tego gatunku musiał by posiadać w sobie dokładniejszy opis technologii, a tego tutaj nie mamy.

Drugim moim błędnym założeniem było potraktowanie przeszłych wydarzeń, jako wciąż aktualnych. To znaczy zanim doszło do ciszy na kontynencie Enroth występowała wyższa technologia, która po ataku Kreegan zanikła. Później mieszkańcy kolonii popadli wręcz w barbarzyństwo, a ze zdobyczy starożytnych korzystali nawet nie wiedząc o tym. Dzięki czemu nadal wiemy, że działały poszczególne magiczne przedmioty, które były tworem starożytnych, ale nie wiemy jak działały i to właśnie tego dokładniejszego opisu nam brakuje.

Myślę, że w toku dalszego rozważania można byłoby wymienić jeszcze więcej powodów, dla których mówiąc kolokwialnie popełniłem gafę określając tak jednoznacznie Uniwersum Might & Magic jako Science – Fiction. Jeśli coś istotnego pominąłem zapraszam do dyskusji w komentarzu, lecz z tego miejsca chciałbym was przeprosić za wprowadzenie w błąd. Nie taki był mój cel.

W takim razie czym jest Heroes?

Skoro już wiemy, że nie jest to Science – Fiction, to pierwsza myśl przychodzi, że powinniśmy przypisać do fantasy. Nauczony wcześniejszym doświadczeniem nie wydam jednoznacznego osądu, jednak czytając wasze komentarze zgodzę się z wami, że najbliżej temu uniwersu do science fantasy. Do klasycznej fantastyki nie porównałbym, bo jednak wiemy, że występuje w niej rozwinięta technologia. Podobnie nie możemy przypisać do Science – Fiction, o czym pisałem wcześniej. Dlatego wydaje mi się, że jest potrzebne coś pomiędzy jednym a drugim i wydaje mi się, że właśnie science fantasy dobrze tu pasuje. Jeśli nadal się mylę oczekuję kolejnych gromów.

Dlaczego upieram się z klasyfikacją świata Heroes?

Czy nie wystarczy mi cieszyć się pięknym uniwersum? Zachwycać się godzinnymi rozrywkami na mapach z wyspami i bez nich, pełnym wrogów i z jednym wrogiem, z bogactwem zasobów i ich brakiem? Po co tak bardzo próbuję odpowiedzieć na to pytanie?

Na pewno jakaś jest w tym moja upartość, aby poznać odpowiedź. Skoro już zrobiłem babola, to chciałbym go jak najlepiej sprostować. Jednak wydaje mi się, że poprzez odpowiednią klasyfikację świata Might and Magic, a co za tym idzie Heroes of Might and Magic będziemy mogli przypisać odpowiednią genezę poszczególnych jednostek, o której będę wspominał w dalszej części wpisu. Utarło się wśród graczy, że świat Heroes to jest klasyczne fantasy, a przez to przypisano fantastyczne pochodzenie części jednostek, kiedy prawda jest zupełnie inna.

Bez dalszego przedłużania przejdźmy do wyjaśnienia pochodzenia niektórych jednostek:

Archanioły

Niebiańskie istoty, które mogliśmy zakupić w portalu chwały. Swoim wyglądem przypominały klasyczną istotę z mieczem, którym przeganiał istoty demoniczne. W niektórych wierzeniach święte postacie (chrześcijaństwo), w innych zwykli ludzie tylko ze skrzydłami („Siewca Wiatru” Mai Lidii Kossakowskiej czy „Andumenia” Moniki Globowskiej), a w świecie Heroes … cyborgi stworzone do walki z kreeganami. Niestety w samym świecie Heroes nie mamy tego udokumentowane, ale w wywiadach wspominał o tym Greg Fulton (jeden z pomysłodawców świata Heroes of Might and Magic), a w grze dostrzegamy mechanikę, w której jednostki te zadają dwukrotnie większe obrażenia Arcydiabłom.

Ukazana walka między archaniołem, a diabłem. Ekran startowy do rozgrywki Heroes

Arcydiabły i ogólnie Kreeganie

Nadano im wygląd demonów, diabłów, czartów, czy chochlików, które kojarzą nam się z piekłem, i z wszystkim co złe. Rzeczywiście dzięki takiemu ich ukazaniu natychmiast identyfikujemy ich, jako złe postacie i nie ma co tutaj rozważać, takie były. Jednak nie robiły tego w pełni świadomie. Co mam na myśli? Rasa Kreegan została stworzona przez Stwórców, żeby walczyć ze Starożytnymi i ich głównym celem było niszczenie planet, które stworzyli Starożytni. Poprzez szybkie rozmnażanie się w stosunkowo krótkim czasie zasiedlali planety, a następnie niszczyli je.

Smoki

Jest wiele światów fantasy, które bez smoka nie mogą się obejść. Nawet sam Tolkien wspominał, że pragnął je mieć w swoich powieściach i nie raz się pojawiały. Jednak czy ta sama bestia będzie pasowała do świata, w którym występuje wyższa technologia? Okazuje się, że tak. Wspominałem w poście z ostatniego poniedziałku (link poniżej), że pierwszy smok został stworzony przez władcę żywiołu wody Acwalandara. Posiadał umiejętność zionięcia ogniem i czerpał swoją energię ze sług, które poświęcały się dla niego. W jaki sposób go stworzył, możemy się tylko domyślać, wiemy, że podczas ich tworzenia czerpał wiedzę z magii. A czym była magia według Starożytnych? Na podstawie serii Might and Magic możemy założyć, że wyższą technologią.

Nekromancja

Smoki czerpały energię do życia poprzez wysysanie jej z innych postaci. Czy to czasem nie przypomina podstaw nekromancji? Wychodziło więc, że i ona nie jest pochodzenia naturalnego, tylko jest produktem ubocznym procesu powstawania smoka.

Żywioły

Często były traktowane jako istniejące byty nie posiadające swojej jaźni, świadomości, czy celu. Dopiero uniwersa fantasy przypisały im wygląd, umiejętności, rozum, dzięki czemu nadano im wygląd oraz przedstawiono powód do życia. Jak pod tym względem wyróżnia się Might and Magic? Okazuje się, że żywioły były oddzielnymi królestwami, które walczyły ze sobą, aż w końcu z tych walk powstały poszczególne planety, w tym Enroth, gdzie toczy się akcja pierwszych trzech części Heroes.

 

To tylko niektóre wyjaśnienia poszczególnych istot i umiejętności w grze. Jeśli znacie jeszcze jakieś, to zapraszam do dyskusji 😊 Jeśli coś znów pomyliłem również zapraszam do rozmowy.

 

Link do postu o powstaniu pierwszego smoka:

https://www.facebook.com/SegeWorld/posts/810137046283986

Wywiad z Gregiem Fultonem znajdziecie na stronie Kwasowej Groty:

https://www.forge.acidcave.net/wywiad_g._fultona.html

Artykuł, który prostuję:

/heroes-uniwersum-fantasy-czy-science-fiction/  

Turnley: Saga Sawrhino – Tom 1 – Rozdział 7

Dzień powoli kładł się spać, ale wciąż było ciepło i przyjemny wiatr muskał Turnleya po skórze, który przyczaił się w krzakach na swoją ofiarę. Od Cavina dostał kołczan z dwudziestoma bełtami. Wcześniej przygotował miejsce na zasadzkę, gdzie ukrył kuszę z bełtami. Roślinność połączyła się z wiatrem tańcząc razem z nim.

Zastanawiał się, czy Lemera i Ranę zabić od razu, czy zrobić to później. Wybrał dzień, w którym obydwaj są na służbie, a jeden z nich kończył ją w porcie. Jeśli doświadczony żołnierz miał rację, to Lemer po służbie powinien wybrać jedną z karczm. Gdy go zabije, to szybko pobiegnie udać się w kierunku Rany, który zapewne już przesiadywał w jednej z nich.

Stolarz niecierpliwił się. Noc już rządziła, a Lemer wciąż się nie pojawiał. Miał idealny widok na port i dostrzegał w nim wiele szczegół, na które wcześniej nie zwróciłby uwagi, jak na przykład komin na stoczni, warsztat do gięcia drewna, a nawet z jakiego drzewa korzystali przy budowie statków. Nikt nie mógł mu uciec. Nie miał na to szans, tym bardziej żołnierz z rodu Razi, których zbroja świeciła się nawet w ciemności, a mimo to wciąż się nie pokazał. – Może musiał spędzić dodatkowe klepsydry albo komuś się naraził i już nie wróci? – Cokolwiek to było mocno irytowało stolarza.

Jednak Lemer nie zamierzał denerwować pana Dnoka i zmierzał z południowej części portu uśmiechnięty od ucha do ucha. Najwidoczniej strasznie się nudził, bo jego ciało nie dawało odznak zmęczenia. Również zbroja się świeciła, jakby szedł na bal organizowany przez magnata.

Szybko naciągnął kuszę, wsadził bełt i czekał na odpowiedni moment do strzału. – Dobrze, nie spodziewaj się, że dzisiaj zginiesz. – pomyślał Turnley, kiedy dostrzegł jak żołnierz pogwizduje w rytm jakiejś melodii. Wchodził do ścieżki, którą przecinała gęsta roślinność. Wymierzył w żołnierza i czekał na odpowiedni moment. Jego przeciwnik nawet nie rozglądał się. Nie śpieszył się, choć wielokrotnie go tutaj napadano. Zapewne był już tak przyzwyczajony do wszelkich napaści, że wiedział jak sobie z nimi radzić.

Żołnierz stanął. To był idealny moment dla przyszłego zabójcy, który wychylił się z krzaków i już miał spuścić śmiercionośny bełt, lecz dostrzegł, jak ktoś z miasta biegł w stronę portu. – Kada! – zaklął w myślach i schował się w gąszcz gęstej roślinności. Obserwował reakcję żołnierza oraz osoby, która wyłoniła się z miasta. Przypadkowa osoba nie dostrzegła go, ani wojskowego, który również patrzył w innym kierunku. Miał idealną pozycję na strzał, lecz żołnierz darłby się tak głośno, że przypadkowa osoba stałaby się potencjalnym świadkiem.

Turnley ponownie ustawił się w dogodnej pozycji, jednakże zrobił to tak niezdarnie, że głośno zaszeleścił gałęziami. Gwałciciel Lany momentalnie się odwrócił i był gotowy do walki. Wyciągnął miecz z pochwy i spoglądał w stronę źródła dźwięku. Szczęście w nieszczęściu Turnley schował się w krzakach, ale sterczał w niewygodnej pozycji.

– Wychodź tchórzu. – Nie zauważył Turnleya, ani nie podejrzewał, kto mógłby się na niego skradać. – Znam te krzaki, jak własny dom, więc i tak cię znajdę. Wychodź i oszczędźmy sobie czasu.

Turnley również wiedział gdzie się znajdował. Często, gdy był mały, bawił się tu z przyjaciółmi w chowanego. Postanowił wykorzystać to, aby wciągnąć żołnierza w swoją własną grę. Odszedł kilka kroków pozwalając żołnierzowi iść za źródłem dźwięku. Wojskowy przedzierał się przez gąszcz ścinając wszystkie gałęzie i wyższą trawę. Kroki stawiał tak głośno, że nawet magowie, którzy odgradzają się zaklęciami od zewnętrznych głosów, usłyszeliby go.

Mieszkaniec wyspy ponowie zaszeleścił i szybko odsunął się w bok. Kątem oka Turnley spoglądał na człowieka, który wciąż przechadzał się przez pola między miastem a portem. Prosił go w myślach, żeby jak najszybciej wrócił do miasta i nie przeszkadzał mu w dokonaniu zemsty. Po marudzeniu w myślach przechodzień usłuchał go i skręcił w głąb wyspy.

Teraz albo nigdy. – Wstał i wypuścił bełt.

Trafił w bok Lemera, który upadł na ziemię i mocno trzymał się za ranne miejsce. Był tak pewny, że wyjdzie z tego żywy, że nawet nie wzywał pomocy. Ręką wymacał bełt i próbował go wyciągnąć. Turnley mu na to nie pozwolił dobiegając do niego z nożem w ręce. Naskoczył na niego, próbując wbić nóż. Lemer nie odpłynął zmysłami, choć bełt głęboko wszedł i poprzez nacisk Turnleya głębiej rozwierał ciało żołnierza.

Stolarz jeszcze nigdy nikogo nie zaatakował, dlatego nie wiedział, jak się powinno walczyć, co skrzętnie wykorzystał żołnierz i jednym chwytem zrzucił go z siebie. Korzystając z chwili zamieszania uciekł w gęstą roślinność, a stolarz natychmiast wszedł za nim. Ciął gałęzie, próbując w ciemności odnaleźć swoją ofiarę. Zniknęła. Nie dość, że dźwięk ucinanych gałęzi na pewno zdradził Lemerowi jego obecność, to jeszcze mściciel go nie dostrzegał.

Nagle coś pchnęło Turnleya, jakby rozpędzony byk w niego uderzył i siła impetu powaliła go na ziemię. Żołnierz skrzętnie zablokował ręce stolarza i już zmierzał do zadania ostatecznego ciosu. Mąż Lany widział, jak nóż w ręce żołnierza kończy jego żywot, a dusza stolarza zmierzała do niej. Zawiódł ją. Nie pomści jej, tak jak sobie obiecał. Skoro i tak umrze, nie miał nic do stracenia.

– Zdychaj w piekle!

Lemer słysząc te słowa, nie zaatakował, tylko tkwił z podniesionym nożem.

– Zaraz, zaraz, skądś poznaję ten głos. – Prędzej powiedział do siebie niż do Turnleya, próbując przypomnieć skąd. – Aaa, już sobie przypominam, mężulek tej nauczycielki ze szkoły. Jak jej to tam było? Lana? Czy jakoś tak.

Wspomnienie jej imienia, wywołało w Turnleyu jeszcze większą wściekłość w stronę przeciwnika. Nie miał prawa wypowiadać się o niej z taką pogardą! To była jego żona, a nie niewolnica! W tej chwili zrozumiał sensowność swojej zemsty. Tacy jak oni nigdy się nie zmieniają.

– Nie masz prawa tak się o niej wypowiadać!. – I choć były to słowa rzucone na wiatr, to podniosły go na duchu. Dały mu nadzieję, że rzeczywiście dosięgnie go kara, na jaką sobie zasłużył.

– I co mi zrobisz? Zabijesz mnie? To śmiało, próbuj szczęścia. Masz mnie odsłoniętego. – Rozsunął ręce, zachęcając stolarza do zabójstwa.

Więcej zachęty nie potrzebował. I choć z tyłu głowy tkwiła mu myśl, że żołnierz się z niego nabijał, to i tak spróbował sięgnąć po swój nóż i wbić mu go, choćby własnymi rękami. Żołnierz wiedział jak skutecznie blokować ruchy przeciwnika, więc dla Turnleya sprawa była już przegrana, ale za nic nie chciał się na to godzić.

– I ty chciałeś ją obronić? Ty? Taki z ciebie mąż, że walczyć nawet nie umiesz? Teraz już rozumiem, czemu ród Parhir, od zawsze był taki słaby. Nie ma wśród was wojowników, takich jak u nas. – W trakcie mówienia dostrzegł, że nie denerwuje tym stolarza, więc zaatakował w czuły punkt. – Ty akurat zemdlałeś, kiedy ja i Rana żeśmy w nią wchodzili. Wiesz ilu jeszcze było po nas? – Na chwilę przestał się krzątać, chcąc poznać odpowiedź. – Wszyscy, co tam byli. – Gdyby Turnley posiadał w sobie umiejętności przemiany w dowolną z bestii przemieniłby się w Nektona i rozszarpałby go swoimi rękami. Nie mógł znieść świadomości, że tak cierpiała z ręki tych, którzy powinni dbać o bezpieczeństwo na wyspie.

Żołnierz nie przebierał w słowach i drwiąco opowiadał o szczegółach gwałtu wzmagając tym samym nienawiść do żołnierzy z rodu Razi.

– I tak zginiesz! – krzyczał na cały głos.

– Kiedyś tak, ale na pewno nie przed tobą. – Po czym zmierzał nożem w serce stolarza.

Aczkolwiek nagle przestał. Wypchał klatę do przodu, jakby coś mocnego się w niego wbiło, a następnie naraz wyszło. Patrzył na Turnleya zdziwionym i zaskoczonym wzrokiem. Początkowo obydwaj nie wiedzieli. Stolarz dziwił się, czemu wróg nie wbił w niego ostrza. Uchwyt, którym go podtrzymywał, słabnął i nie ciążył już na nim tak mocno. Na jedno pytanie nie znał odpowiedzi, a już pojawiło się następne, gdy z ust żołnierza zaczęła wypływać krew.

Wtem żołnierz zleciał ze stolarza, niczym ciężki kamień, który został kopnięty z góry. Stolarz ucieszył się z miłego prezentu od losu, ale wciąż się zastanawiał, co tu się dzieje. Jednak odpowiedź na jego pytanie przyszła chwilę po zrzuceniu Lemera. Za nim stał Cavin cały rozdygotany i fuczący z wściekłości.

– Co tu robisz? – spytał zdziwiony i jednocześnie zmartwiony jego stanem.

– Zabić kogoś, to nie jest taka prosta sprawa jak ci się wydaje.

– Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.

– Usłyszałem za dużo, żeby pozwolić mu żyć.

– Wspominałeś, że nie chcesz się mieszać w moje plany. Skąd nagła zmiana?

– Tak samo wspomniałem, że nie zamierzam tracić kogoś, kogo pokochałem jak własnego syna.

– Dziękuję ci bardzo. – powiedział słowa, które powinien rzec, zanim o cokolwiek zapytał. – Jeśli przyszedłeś mnie powstrzymać, to …

– Po tym co usłyszałem, przestałem wierzyć w honor żołnierski. Ta cecha upadła już dawno temu i teraz to tylko rozwydrzone bestie. – Spojrzał z pogardą na zwłoki żołnierza. – Nie zmieniłem zdania, ale żołnierze już coraz częściej stanowią niebezpieczeństwo dla mieszkańców, a skoro nie można ich przekonać, to należy likwidować.

Stolarz uznał to za ciche przyzwolenie do kolejnych zabójstw. Przyjął słowa i szedł po duszę kolejnego zbrodniarza.

– O kuszy zapomniałeś. – zatrzymał go Cavin – idź i schowaj ją tam, gdzie zamierzasz ściągnąć dowódcę oddziału.

 

Poprzedni rozdział znajdziecie pod tym linkiem:
/turnley-saga-sawrhino-tom-1-rozdzial-6/

Heroes: uniwersum fantasy czy science Fiction? [Aktualizacja]

W jednym zdaniu uniwersum Heroes of Might and Magic należy do świata science fiction. Jednak, żeby to ukazać musimy wrócić do pewnego wydarzenia o nazwie Cisza.

Pierwsze trzy części Heroes odbywają się po Ciszy, która stanowi początek do liczenia lat. Dla przykładu odrodzenie Erathii nastąpiło około tysiąc sto sześćdziesiątego piątego roku po Ciszy.

Zatem czym było owo wydarzenie?

Odpowiadając na to pytanie musimy poznać, co się działo przed nią.

Na planecie przed Ciszą i chwilę po niej (zwłaszcza na kontynencie Enroth) panowała tak zwana władza kolonijna. Ciężko domyślić się, jaką dokładnie technologią zarządzali, ale jednak była ona mocno zaawansowana, ponieważ już w roku trzysta pięćdziesiątym przed Ciszą na kontynencie Enroth wylądował statek VARN MCMIV. Władza kolonijna była organizacją, która podlegała władzy Starożytnych i to właśnie oni osiedlali się na nowych planetach i w ich imieniu je kolonizowali. Każda z planet była połączona ze światem starożytnych za pomocą tzw. tunelu przestrzennego, dzięki którym Starożytni mogli doglądać życia na skolonizowanych planetach oraz dostarczyć wszelkie urządzenia i energię potrzebną do ich poprawnego działania (specjalnie napisałem energia, ponieważ nie wiemy dokładnie co zasilało te urządzenia).

Lincoln ląduje na Antagarich, na kontynencie, gdzie dzieje się akcja Heroes III

Po co Starożytni chcieli kolonizować kolejne planety? Ciężko jednoznacznie stwierdzić, lecz wydaje mi się, że to w obawie przez przejęciem ich przez wrogo nastawionych do nich Stwórców. Wojny między nimi trwały długie lata i choć Starożytni częściej wychodzili z nich zwycięsko, to Stwórcy nie powiedzieli ostatniego słowa. Szukali możliwości pokonania Starożytnych i w tym celu skonstruowali rasę, która została stworzona do niszczenia, rasę Kreegan.

I to właśnie oni doprowadzili do przerwania tunelu przestrzennego łączącego kolonię Enroth ze Starożytnymi i doprowadzili do Ciszy.

Bez wsparcia starożytnych władza kolonijna szybko traciła na znaczeniu, ponieważ nie dysponowali już zaawansowaną bronią. Przez to nie minęło kilka dekad, a zostali pozbawieniu władzy na Enroth. Pozwala to sądzić, że władze kolonijne również miały wiele za uszami, a po utraceniu mocy mieszkańcy zwieńczyli okazję do buntu. Mimo, że Kreeganie przerwali połączenie ze Starożytnymi, to jeszcze przez ponad wiek gwiezdne kuźnie działały. Ostatnia gwiezdna kuźnia została wyłączona na początku drugiego wieku po Ciszy.

Inwazja Kreegan na Enroth tuż po wydarzeniach z Heroes II.

Dobra, ale co to wszystko ma wspólnego z Heroes?

Właśnie teraz przechodzimy do sedna, ponieważ kontynenty Enroth, Antagarich, Jadame leżały właśnie na planecie Enroth. Chociaż technologia głównie rozwijała się na pierwszym z kontynentów, to jednak wieści o niej dochodziły na pozostałe krańce planety.

Mieszkańcy Enroth szybko zapomnieli o pochodzeniu technologii, przez co Starożytni obrośli w legendę, a wręcz obiekt kultu. Tylko bardowie wspominali o wielkich maszynach, które kiedyś znajdowały się na planecie, lecz niewielu poszukiwało jakichkolwiek śladów technologii sprzed wieków.

Świat Antagarich, Jadame i Enroth pozbawiony technologii popadał w barbarzyństwo. Oczywiście urządzenia starożytnych pozostały, lecz dodano im interpretację magiczną lub naturalną, ponieważ nikt nie próbował odkryć, skąd pochodziła technologia. Magia również była jedną z możliwości starożytnych, która po Ciszy była dostępna tylko dla nielicznych.

I właśnie poprzez takie popadnięcie w barbarzyństwo mamy Heroes, który po Ciszy przypomina świat fantasy.

Czy aby na pewno?

Jak wcześniej wspomniano część technologii i urządzeń pozostała na planecie Enroth. Stąd wychodzi, że nadal mamy do czynienia ze światem science-fiction, a nie fantasy, tylko musimy nadać im odpowiednią interpretację, ale to będzie materiał na kolejny artykuł, który pojawi się w następnym tygodniu.

Podsumowanie.

Przyznaję, że pisałem trochę rozwlekle, ale musiałem nadmienić, że to co interpretujemy, jako elementy fantasy w świecie heroes, są tak naprawdę elementami science-fiction. Świadczą o tym wydarzenia w świecie Enroth, a seria Heroes of Might & Magic jest kontynuacją wydarzeń dziejących się sprzed tysiąca lat.

 

Jeśli spodobał Ci się artykuł, to będę wdzięczny za jego udostępnienie na swoim wallu i pozostawiam Wam sekcję komentarzy 😊

Zapraszam również również do powieści Bunt Charny, gdzie nadmieniam o jednym istotnym wydarzeniu w historii Antagarich, a mianowicie Odrodzenia Erathii. Pierwszy rozdział znajdziecie tutaj: /rozdzial-i-bunt-charny/

A jeśli chcecie wiedzieć więcej o świecie Enroth przejdźcie na stronę fandomu: https://mightandmagic.fandom.com/pl/wiki/Enroth

 

Do zobaczenia w następnym tygodniu 😊

 

[Aktualizacja]

Sprostowanie do tego artykułu znajdziecie tutaj:
/heroes-pochodzenie-poszczegolnych-jednostek-sprostowanie-poprzedniego-artykulu/

Turnley: Saga Sawrhino – Tom 1 – Rozdział 6

Turnley początkowo nie podejrzewał, że Cavin wykaże aktywną postawę w jego zemście. Jednak ojcowskie uczucia względem ukochanego dziecka są równie mocne, jak męża do żony. Opisał Cavinowi wszystkich tych, którzy tego dnia tam byli, aby uzyskał o nich więcej informacji.

Dźwięk pukania doszedł do uszu Turnleya.

– Witaj Cavinie.

Żołnierz nie był zadowolony widząc stolarza. Nie miał żadnych pretensji o jego chęć dokonania zemsty, lecz wciąż nie wierzył, że zgodził się mu pomóc.

– Żeby nie było, nadal uważam, że jest to kiepski pomysł, ale skoro cię nie przekonam do zmiany zdania, to przynajmniej ci pomogę.

Kiwnął głową, przyjmując do wiadomości.

– Masz to, o co prosiłem? – spytał Turnley, na co Cavin zawinął ręką w głąb płaszcza i wyciągnął kilka pergaminów. Położyli je na stole, który kiedyś służył za jadalnię. Stolarz rozwinął je i głośno gwizdnął z wrażenia. – Naprawdę tak dużo informacji przechowujecie?

– W wojsku wszystko musi mieć swoją ewidencję. – wyjaśnił bez entuzjazmu, jakby przed swoim dowódcą tłumaczył najbardziej oczywistą procedurę. – Ten blondyn z tatuażem w kształcie sztabek, to Lemer. Jeden z najbardziej wiernych żołnierzy rodu Razi. W żadnym innym rodzie nie służył, tylko przenosił się z wyspy na wyspę. Tutaj mieszkał dwa razy, więc zna wyspę dość dobrze.

– Gdzie proponujesz go zabić? – W kwestii wojskowej wolał opierać się na zdaniu wojskowego.

– Jak spojrzałem na jego rozpiskę rewirów, to najczęściej będzie stacjonował przy porcie. Jak dobrze wiesz, stamtąd wraca się tylko jakimiś pobocznymi uliczkami.

Port był oddzielony od pozostałej części wyspy i w pobliżu niego wyrosło dużo krzewów i jeśli ktoś chciałby wyznaczyć swoją własną ścieżkę, to musiałby machać mieczem lub maczetą. Inaczej ugrzązłby w gąszczu krzewów i wysokiej trawy.

– Zakradnę się do niego i szybko zabiję.

– Myślisz, że on się tego nie będzie spodziewał? – zagadnął Cavin. – Wielokrotnie próbowano go obrabować i teraz śmiejemy się, że jego drugie hobby to kolekcjonowanie głów.

Cavin zapomniał zostawić wojskowego humoru w koszarach, co mocno zniesmaczyło Turnleya. – Kolekcjonuje głowy, tak? To Lanę sobie też dodał do kolekcji?! – Chciał mu odpowiedzieć, ale uznał, że najlepiej to przemilczy.

– O co ci chodzi?

– Nie ważne. – Z niesmakiem pokręcił głową. – W takim razie jak sugerujesz go zlikwidować?

Nadal się zastanawiał co powiedział nie tak, ale na pytanie Turnleya włożył rękę do płaszcza i wyciągnął kuszę.

– Z bliska nie masz z nim żadnych szans. Z daleka zrobisz to cicho i dyskretnie.

Stolarz wziął kuszę i przekładał ją z ręki do ręki.

– Skąd mogę wziąć bełty? – zapytał żołnierza. – Muszę poćwiczyć.

– Kilka mogę zwinąć z koszar, ale na więcej nie licz.

Nie liczył. Wolał nie nadwyrężać dobroci żołnierza.

– Następny jest ten z blizną na łydce.

– Temu popaprańcowi z przyjemnością stłukłbym łeb. Okazuje się, że on z archipelagiem sześciu ma niewiele wspólnego. Większość życia spędził na Baterion, gdzie uprowadzał dzieci rodzicom i sprzedawał je do burdeli po całym świecie. Nie zdziwiłbym się, gdyby stąd dama do towarzystwa została sprzedana przez niego.

– To dlaczego nie skazano go na śmierć? – Dla Turnleya było to nie do pomyślenia, że ktoś mający tak mroczną przeszłość, mógł swobodnie być żołnierzem.

– Kolejne z praw na wyspach. Na archipelagu można wyłącznie karać za przewinienia, które dokonano na wyspach.

Turnley miał wrażenie, że się przesłyszał. Zatem wszyscy gwałciciele, mordercy, zbrodniarze, złodzieje, krętacze, mogli sobie przybyć na wyspę i zacząć z czystą kartą? Wychodziło, że prawo na wyspach uniewinniało każdego, który wcześniej wiódł mroczne życie w innych częściach Azari.

– Co jeszcze się o nim dowiedziałeś? I jak sugerujesz go ubić?

– Przybył niedawno na jedną z wysp opanowaną przez ród Razi. Nie miał imienia, a posługiwał się pseudonimem Rana. Możesz domyślić się czemu. Patrząc na jego służbę najlepiej będzie go otruć. On nie jest żołnierzem z powołania, więc częściej przesiaduje w karczmie. Tam wystarczy, że coś dodasz do piwa, czy potrawki i po sprawie.

Słuchając Cavina dostrzegł ciężkość, z jaką mówił o pozbawieniu życia. Nawet dla takich zbrodniarzy jak Rana nie potrafił się powstrzymać. Na pewno nie zawahałby się zabić, gdyby został do tego zmuszony, ale i tak ciążyłoby mu to na sumieniu i nawet prawo nie byłoby usprawiedliwieniem. Chwilowo współczuł Cavinowi, że wciągnął go w swoją zemstę, ale to był jego świadomy wybór. Do niczego go nie zmuszał. – Czy na pewno? – zapytał samego siebie.

– Wyciąg z drewna rerańskiego powinien go pogrzebać. Tylko nie wiem jak mu go wręczyć.

Drewno rerańskie majestatycznie świeciło, jeśli się je odpowiednio przyrządziło, lecz jednocześnie było niebezpieczne dla ludzi i zwierząt. Przebywanie w jego pobliżu blokowało możliwość oddychania i dusiło nieszczęśnika. W trakcie ścinania go, nie można było oddychać bez założonej maski z ziołami usuwającymi trujące opary. Dodatkowo należało mieć całe ciało zakryte podwójną warstwą ubrań. Jego ścięcie nie gwarantowało, że już przestało truć. Należało dokładnie je umyć i wydłubać wszelkie zarodniki szerzące trujący pył. Dopiero wtedy można było przystąpić do jego obróbki. Ze względu na proces przygotowania mebli tylko najbogatsi mogli sobie pozwolić na takie meble.

– Poproś by któraś z panienek go zagadała. Ma do nich słabość.

– To również i ją będę musiał otruć, bo mnie wyda. – wywnioskował Turnley.

– Nawet nie wiesz jak bardzo potrafią być tajemnicze. Poza tym nikt nie powiąże ich z tobą. Uwierz mi, gdyby było jak mówisz, to wiele sekretów wpływowych ludzi wyszłoby na powierzchnię.

Nie był przekonany, ale skoro Cavin tak bardzo był pewien, to nie pozostało mu nic innego jak uwierzyć.

– No dobrze, więcej żołnierzy nie pamiętam, lecz wiem, że było ich tam mnóstwo, a nimi dowodził ten dowódca, który nie miał kilku przeżuwaczy i posiadał kuszę podobną do tej, co mi dałeś.

– Nie bez powodu to zrobiłem.

– Chcesz mnie wciągnąć w pułapkę?! – zmartwił się Turnley.

– Absolutnie! – Sposób, w jaki zaprzeczył, uspokoił stolarza. Jednakże wskazał palcem na niego. – Żeby nie było. Nadal nie popieram tej twojej zemsty i pomagam tylko dlatego, żeby nie oglądać ciebie w więzieniu lub co gorsza nie widzieć w ogóle. – Gdy to sobie wyjaśnili przedstawił koncepcję. – Pomyśl, jeśli skieruję dowódcę do ciebie, będziesz miał idealną szansę, żeby odpłacić mu w miejscu dogodnym dla ciebie. Na pewno będzie jej poszukiwał. Powiem mu, że to ty ją trzymasz. Przyjdzie po jej odbiór, a wtedy ty zastawiasz pułapkę na niego.

Docenił pomysłowość żołnierza. Ściągnie dowódcę do miejsca i co dalej? Do niego żywił największą urazę, bo to on kierował żołnierzy do bestialskiego czynu. Nikogo więcej nie zapamiętał. Było ich tam wielu, ale nie będzie kierował oskarżeń o zbrodnię, jeśli nie postawiłby za to ręki lub nogi.

– Sprytnie to wymyśliłeś.

– Powiedzmy, że udało mi się ich poznać.

Od zawsze Turnley brzydził się zbrodnią, ale teraz patrzył na siebie, jakby dokonywał zła w wyższym celu. Miał przeczucie, że jeśli nie odpłaci im się za śmierć Lany, to nie będzie mógł spać spokojnie.

– Tylko żebyśmy mieli jedno wyjaśnione. Ja ci w niczym nie pomagałem. – Ponownie Cavin zaznaczył. – W ogóle do tej rozmowy nie doszło i jeśli nie uda ci się tego dokonać szybko i kolejne śledztwa doprowadzą do ciebie, wtedy nie będę miał argumentów, żeby cię bronić.

Wiedział o cenie i był skłonny podjąć ryzyko. Wcześniej podejmował go wyłącznie, jeśli chodziło o sprawy biznesowe, a szansa niepowodzenia była niewielka. Teraz podejmował wielkie ryzyko, ale równie wielki skarb mógł zyskać, spokój.

Heroes: Mój ulubiony tryb rozgrywki? Kampanie :D

Heroes: Dlaczego polubiłem kampanie? – Nie przez poziom trudności 😛

Występuje wiele gier w których tryb kampanii jest jednym z podstawowych trybów rozgrywki. Jednak mam wrażenie, że wśród graczy heroes największą popularność zdobył tryb multiplayer, a hot seat można powiedzieć, że jest tylko i wyłącznie przypisany do tej turówki. Dla mnie jednak od zawsze liczyła się tylko kampania. Dlaczego? Czytajcie dalej.

Uniwersum Might and Magic to ciekawa fabuła

Czy wiecie, że świat, który występuje w pierwszych trzech częściach odsłony Heroes of Might and Magic, jest wynikiem upadku wielkiej cywilizacji starożytnych? Wiedzieliście, że Kreeganie, czyli popularne demony, to tak naprawdę przybysze z kosmosu, którzy zostali stworzeni przez Stwórców do niszczenia światów Starożytnych? A może znacie nazwy kontynentów, na jakich dzieje się akcja pierwszych trzech części Heroes of Might and Magic?

Świat Heroes

I właśnie dlatego to uniwersum jest piękne, że elementom fantasy wpleciono historię rodu science – fiction

Piękne w nim jest to, że wiele smaczków wychodzi dopiero, jak się w nie zagłębimy. Wielu z nas przypisało znaczenie poszczególnym istotom, a okazuje się, że ich geneza jest zupełnie inna, niż mogliśmy przypuszczać.

Inaczej jak wytłumaczymy, że demony to rodzaj maszyn stworzonych do niszczenia, a archanioły to androidy, które broniły mieszkańców przed nimi? Kolejny przykład magia. Poprzez powieści fantasy utarło się, że jest specjalną umiejętnością przeznaczoną tylko dla czarodziei. Tutaj natomiast (najprawdopodobniej) towarzyszyła mieszkańcom w codziennym życiu. Jeśli nie miałbym racji, to po co byłaby mana, którą każdy posiadał?

Technologia w uniwersum Might and Magic

Zaklęcia, czary, umiejętności itp. są pozostałością po technologii Starożytnych. Istoty żyjące w świecie Enroth zdążyły o niej zapomnieć. Aczkolwiek przypominają nam o tym poszczególne części Might and Magic. W Might and Magic VI jesteśmy na Enroth, po tym jak Roland Ironfist wygrał wojnę o sukcesję ze swoim bratem Archibaldem i narodził się kult Baa, który oczywiście musieliśmy pokonać. Natomiast w VII odsłonie cyklu trafiamy na Antagarich tuż po wydarzeniach z Odrodzenia Erathii. W obydwóch przypadkach pojawił się zalążek technologii starożytnych.

Screen z zakończenia Might and Magic VII

Oczywiście wielu z nas pokochało heroes’y poprzez piękny świat fantasy, aczkolwiek należy wiedzieć, że wszelkie umiejętności, które zostały opisane w świecie fantasy są tak naprawdę pozostałością po technologii starożytnych. Będę Wam przybliżał tą historię świata, ponieważ wydaje mi się, że warto wiedzieć skąd pochodzą różne umiejętności, przedmioty itp.

Po części to właśnie kampanie odpowiadają na te pytania

Kampanie w Heroes choć skupiają się głównie na aktualnych wydarzeniach, tak jednak stanowią zalążek do tego, co się działo w przeszłości. Zwłaszcza opowiadają o tym kroniki Tarnuma, o których również będę chciał napisać, lecz na potrzeby tego artykułu nadmienię, że i w nich znajduje się historia świata Enroth, która ma nam pokazać, że jednak mamy do czynienia ze światem Science-Fiction, który popadł w barbarzyństwo po ciszy.

Świat Heroes jest piękny, lecz niekompletny

Są wydarzenia, które wymagają doprecyzowania. Wiemy, że się wydarzyły, ale jak do nich doszło i jak dokładniej wyglądały, już nie. Na część z nich chciałbym przedstawić prawdopodobną wersję wydarzeń. Oczywiście z racji, że piszę fanfiki, to nieco dodam od siebie, co może pasować lub nie do świata Might & Magic. Nim posypią się na mnie gromy z tego powodu zaznaczam, że New World Computing razem z 3DO tworząc to uniwersum inspirowali się znanymi archetypami i motywami ze światów fantasy. Jakie to były inspiracje, to również zostawię na inny artykuł.

Pisząc ten tekst już wiem, że będą co najmniej trzy kolejne 😀

Podsumowując

Pisałem w troszkę zawoalowany sposób, dlaczego polubiłem kampanie heroes, jednak głównie miałem na myśli obszerność tego uniwersum i przenikanie się dwóch światów: fantasy i science fiction.

A co wy o tym sądzicie? Dajcie znać w komentarzu 😊 i zapraszam na swój fanpage, gdzie dzielę się ciekawostkami z uniwersum Mocy i Magii: https://www.facebook.com/SegeWorld

Jedno z kluczowych wydarzeń dla świata Might & Magic opisałem, którym był Podbój Steadwick. Do jego pierwszej części wejdziecie wchodząc w ten link: /czesc-i-podboj-steadwick/

A więcej o świecie Might and Magic standardowo zachęcam do odwiedzania strony fandomu Might and Magic: https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Main_Page

Saga Sawrhino – Tom 1 – Rozdział 5 część 3

– To tu wszystko się zaczęło. – Turnley rzekł do Cavina. – Tutaj poprosiłem ją o rękę.

– Opowiadała. Później cały czas się uśmiechała, a ja zastanawiałem się, czy czymś jej nie odurzyłeś.

Gdy spostrzegł, że żołnierz żartował, lekko się uśmiechnął.

– I to tutaj wszystko się skończyło. – Po czym wysypał jej prochy.

– Ona jest wśród aniołów. – Pocieszył go Cavin, który spostrzegł, że Turnley zaczynał się godzić ze stratą. Śmierci bliskiej osoby nie akceptuje się z dnia na dzień. On sam do dziś nie zaakceptował śmierci matki Lany.

– Nie wyobrażam sobie, żeby była gdzieś indziej.

Choć Cavin dostrzegł, że stolarz już godził się ze stratą, to z tyłu głowy tkwiła mu sprawa, którą musiał przekazać.

– Jak dobrze wiesz, rozpoczęliśmy wojskowe śledztwo wyjaśniające przyczyny jej śmierci. Mamy pierwszych podejrzanych po zeznaniach naocznych świadków. Jednakże wersje zeznań są dość rozbieżne i na ich podstawie nie możemy nikogo skazać. Potrzebujemy twoich zeznań.

– Specjalnie czekałeś, aż wszyscy pójdą, żeby móc ze mną o tym porozmawiać?

– Nie, głównie przyszedłem pożegnać córkę i ułatwić jej przeprawę do krainy aniołów. Ale skoro jesteśmy sami, to chciałbym porozmawiać z tobą o okolicznościach jej śmierci.

Turnley spoważniał, a jego oczy odzwierciedlały determinację połączoną z zemstą. Szybko przypomniał sobie wszystkich uczestników zdarzenia. Bujna blond czupryna i tatuaż w kształcie sztabek złota na klacie, krótko ostrzyżony brunet z blizną na łydce. Nim zdążył odpłynąć zapamiętał dowódcę tamtego oddziału z kuszą na ramieniu, któremu brakowało kilku zębów, głównie przeżuwaczy. Zrozumiał, że żaden sąd na wyspie opanowanej przez ród Razi nie wymierzy im odpowiedniej kary.

– Postawisz ich przed sądem wojskowym?

– Tak zamierzam zrobić zgodnie z prawem.

Potwierdził coś, czego nie chciał usłyszeć. Miał świadomość, że już nigdy nie założą zbroi i nie będą mogli zajmować publicznych stanowisk. Ale będą żyli i to najbardziej irytowało Turnleya.

– W takim razie niczego ode mnie się nie dowiesz.

Konkretna i zdecydowana odpowiedź zaskoczyła żołnierza. Nie spodziewał się tak kategorycznej odmowy.

– Dlaczego nie chcesz mi pomóc?

Spojrzenie w jakim Turnley obdarował żołnierza zmroziło jego żyły. Wiele widział w swoim życiu, jednak zawsze traktował go jako pogodnego i opanowanego człowieka. W tej chwili gromadziły się w nim wszelkie mroczne cechy.

– Mam pomóc uratować zbrodniarzy od jedynej kary, na jaką zasłużyli? – Ojciec Lany nie rozumiał słów stolarza i nie zdążył nic powiedzieć. – Chcesz ich postawić przed sądem. Na naszej wyspie można co najwyżej ich wygnać. Wciąż będą żyli, jakby nic się nie stało. Albo, jeśli nie zostaną wygnani, to będą siedzieli w więzieniu, ale nadal będą żyli. Dlatego wyjaśnij mi, dlaczego mam pomóc ci ich uratować?

– Żebyś ty się nie stał jednym z nich.

Miał nadzieję, że przemówił do rozsądku, lecz wyglądało, że Turnley już wymierzył im karę i teraz myśli nad jej wprowadzeniem.

– A więc co, mam chodzić po wyspie i udawać, że nic się nie stało?

– To co, chcesz ich zabić?!

– Właśnie tak!

Prowadzili pojedynek wzrokowy, w którym obaj byli zmotywowani do zwycięstwa. Turnleyowi zależało, by w oczach Cavina wypaść jak najbardziej wiarygodnie, natomiast żołnierz chciał dostrzec w stolarzu jakiekolwiek odznaki zwątpienia, ale on był świadomy swojego wyboru. W jego oczach płonęła żądza zemsty i choć z ust Turnleya brzmiało to irracjonalnie wiedział, że i tak odpłaci oprawcom.

– Chyba się przesłyszałem. – Pragnął wybić mu ten pomysł z głowy. Traktował go jak własnego syna i nie chciał, żeby i jemu coś się stało. – Wydaje mi się, że nie wiesz co mówisz.              

– Nie przesłyszałeś się. – Determinacja nie znikła. – Nie wierzę w żaden wyrok sądu, jeśli nie otrzymają kary śmierci. Jakikolwiek inny wyrok od tego, jest po prostu kpiną z życia Lany.

Żołnierz nie zamierzał mu odpowiadać, ale nie chciał mu przyznać racji.

– I jak chcesz to zrobić? Nie masz szans z żadnym z nich. Myślisz, że zaczajenie się na nich wystarczy? Może tak jednego zabijesz, a co z pozostałymi? Naprawdę uważasz, że nie uczono nas, jak nie być zaskoczonym drugi raz w ten sam sposób? Turnley, jeśli …

– Przepraszam cię Cavin, ale myślałem, że ojciec, któremu bestialsko zamordowano córkę zrozumie mnie. Zamierzasz im tak odpuścić?

Nie zamierzał. Chciał się zemścić na tych, którzy dokonali tego mordu, ale też miał swój kodeks żołnierski. Nie mógł pozwolić na samosąd. Jednak łatwo mówiło się o przestrzeganiu prawa, kiedy sytuacja nie dotyczyła ciebie. Miał ochotę odpłacić się tym, którzy odesłali jego córkę w za światy. Dlatego rozumiał go, choć nie chciał mu tego przyznać.

– Nie zamierzam. – orzekł wprost. – Podobnie jak nie zamierzam tracić kogoś, kogo pokochałem jak własnego syna.

Szczerość Cavina złagodniała męża Lany. Tylko na chwilę.

– W takim razie wiesz, że mnie nie powstrzymasz. Jeżeli chcesz mnie zatrzymać, to już mnie zakuj w kajdanki i zaprowadź do więzienia.

Nawet gdyby chciał, to prawo mu tego zabraniało. Nie można zamknąć kogoś, kto ma nieczyste intencje względem danej osoby. Wyrokom podlegają dokonane czyny, nie chęci. Został pokonany przez własnego syna. Nie chciał mu na to pozwolić, ale również nie zamierzał go zatrzymać. Myślał, że decyzję podjął na podstawie chwili, ale on był tego pewien.

Ciemna noc zaczynała przybierać jaśniejsze barwy. Budził się nowy dzień, który dla Turnleya będzie początkiem nowego życia. Nie powróci do codzienności, póki nie dokona zemsty. Miał świadomość, że będzie go dużo kosztowała, ale był jej to winny. Dostrzegł, jak doświadczony żołnierz prowadził wewnętrzną wojnę między tym co musiał, a tym co powinien.

– Dziękuję, że mnie popierasz.

– Nie popieram! – Mocno zaznaczył. – Ale rozumiem.

– Dziękuję, że byłeś na pożegnaniu Lany. A teraz wybacz, bo muszę jeszcze wiele spraw załatwić.

Odwrócił się i szedł w stronę domu. Przez dłuższą chwilę, żołnierz patrzył na niego i nie wiedział co powiedzieć.

– Turnley!

Stolarz momentalnie się zatrzymał. Czyżby jednak się rozmyślił i postanowił go aresztować? Postawa względem prawa jednak wygrała nad chęcią zemsty?

– Zmieniłeś zdanie? – Głos mu się łamał.

Cavin podszedł do Turnleya, a każdy jego krok wywoływał w stolarzu obawy o intencje żołnierza. Gdy stanął przed nim serce biło mu jak oszalałe. Twarz ojca Lany ukazywała wiele mieszających się ze sobą uczuć i nic się z niej nie dało odczytać.

– Nie zmieniłem zdania, ale to co teraz powiem zostaje tylko między nami. – Spojrzał w lewo, w prawo, za siebie, przed siebie i do góry, gdzie zatrzymał wzrok na chwilę, aż w końcu spojrzał mu w oczy. – Skoro nie powstrzymam cię od zemsty, to chociaż wskaż mi tych, którzy wtedy tam byli. Zamierzam ci pomóc.

Heroes: Nie lubię przegrywać :D

Rzadko przegrywam w Heroes

Ostatnio ponownie wróciłem do ukochanej przez Polaków turowej gry Heroes of Might and Magic III. Włączyłem losowy scenariusz z komputerem, który skończył się moją wiktorią. Zwiększyłem poziom trudności i włączyłem następną rozgrywkę. Również i ona zakończyła się moim zwycięstwem. Zagralem jeszcze kilka mniejszych map, które również skończyły się dla mnie szczęśliwie.

Nie mogę sobie przypomnieć, bym którykolwiek ze scenariuszy, bądź misji w kampanii, przegrał. Specjalnie musiałem na youtube odnaleźć ten znienawidzony filmik, kiedy kat ścinał głowę naszemu bohaterowi.

Heroes screen z krótkiego filmiku, kiedy przegrywamy

Czy to znaczy, że jestem aż tak dobry? – Absolutnie

Jestem skromny? Też nie. Gdybym z kimkolwiek z was rozegrał scenariusz wręcz jestem przekonany, że roznieślibyście mnie, zanim wybudowałbym siódmy poziom jednostek danej frakcji. Nigdy nie byłem dobry w herosy i grałem dla przyjemności. Musze przyznać, że heroes w trybie multiplayer, w trybie innym niż sojusz, przerażał mnie.

Ostatnio próbowaliśmy zagrać po raz pierwszy od dłuższego czasu, bez żadnego sojuszu. Typowy deathmatch, gdzie panuje zasada każdy na każdego. Muszę przyznać, że czułem się dziwnie, ponieważ miałem wrażenie, jakbym walczył przeciwko bratu. Wiedziałem, że to tylko zabawa i tryb gorących krzeseł pokochało wielu fanów Heroes of Might and Magic. Jednak strasznie dziwnie się czułem grając przeciwko znajomym.

Wynik mógł być tylko jeden – przegrałem

Poległem z kretesem i choć wiedziałem, że to tylko gra, to nie umiałem pogodzić się z porażką. Z racji, że nigdy nie uzewnętrzniam swoich negatywnych, a wręcz nawet destrukcyjnych, emocji, to siedziałem i patrzyłem, jak barbarzyńca zmiata moją armię z powierzchni mapy. Zazwyczaj jak przegrywałem, to umiałem przyznać się do porażki i pogratulować przeciwnikowi zwycięstwa.

Tym razem nie byłem w stanie.

Zżerała mnie wściekłość na myśl, że poległem. I to właśnie wtedy naszła mnie pewna myśl:

Czy Heroes nie nauczył mnie przegrywać?

Nikt z nas nie lubi przegrywać, prawda stara jak świat, ale uważa, że trzeba umieć pogratulować przeciwnikowi zwycięstwa i podziękować za grę. Umiem to robić. Z racji, że nie jestem mistrzem w grach, to często przegrywałem mecze w fifie, rozdania w Heartstone, czy kontry w Gears of War, jednak po każdej porażce zawsze umiałem wyciągnąć rękę i pogratulować przeciwnikowi.

Z Heroes of Might & Magic mam problem. To jedna z nielicznych gier, w których źle się czuję przegrywając. Zastanawia mnie, skąd we mnie taka niechęć do przegrywania akurat w tej grze. I doszedłem do jednego wniosku.

Grę w Heroes traktowałem dla przyjemności, nie rywalizacji

Musiało coś w tym być ponieważ głównie grałem w heroes 3 kampanie. Temu mam nieco szerszy ogląd na poszczególne wydarzenie w legendarnej trójce, ale nie jestem dobry w Herosy, gdybym się zmierzył z zawodowym graczem. Multiplayer, czy jak kto woli hotseat, grałem tylko w trybie współpracy, gdzie wspólnymi siłami pokonywaliśmy przeciwników. W naszej ukochanej turówce kiepsko się czułem, kiedy walczyłem przeciwko znajomym.

 

A jak to u was jest z przegrywaniem w Heroes? Potraficie przegrać czy też czujecie się nieswojo ponosząc porażkę? Dajcie znać w komentarzu.

 

I zaznaczam, nie Rushuję kapitolu!!! 😀

 

A czy chcecie poczytać więcej opowiadań z uniwersum Heroes of Might & Magic? Jeśli tak sprawdźcie Charnę 🙂
/kategoria/charna-aberville/

Jeśli chcecie się dowiecieć czegoś więcej o uniwersum Might & Magic wejdźcie tutaj:
https://mightandmagic.fandom.com/pl/wiki/Portal

Saga Sawrhino – Tom 1 – Rozdział 5 część 2

Było późne popołudnie, kiedy pierwsze osoby zbierały się nad urwiskiem. Ołtarz był postawiony nad przepaścią, a pod nim dodano drewna i siana. Słońce panowało na niebie, choć chyliło się ku zachodowi. Wybiła trzydziesta trzecia klepsydra. Wokół paleniska ustawiony był podest, który prowadził pod ołtarz, gdzie ustawione były drwa. Z prawej strony wchodziła osoba bliższa zmarłej, którą według prawa był mąż.

Stolarz rozejrzał się po zebranych. Zauważył przyjaciół i współpracowników ze szkoły Lany, Hebi i inne jej bratnie dusze, swoich pracowników ze stolarni oraz bliższych i dalszych znajomych. Przyszło również kilku urzędników, co wywołało wypieki na twarzy stolarza, ale zrozumiał, że zjawili się w celu dopełnienia formalności.

– Turnley, wszyscy czekamy na twoje słowa. – powiedział Cavin, kiedy wszyscy zaproszeni zebrali się wokół nich. Nie chciał go popędzać, ale przykry obowiązek należało dopełnić.

Stolarz niechętnie podszedł do podestu, trzymając łatwopalną oliwę. Kiedy stanął przy nim odwrócił się do gości, nie wiedząc co powiedzieć. Nie przygotował swojego przemówienia, bo ilekroć próbował coś nakreślić, tylekroć wściekał się, że żadne słowa nie oddawały jego uczuć do Lany.

– Kochałem ją, była moim sensem życia, który rozjaśnił mój ciemny świat. – Nigdy nie miał zdolności poetyckich, ani nie miał nic wspólnego z rodem Moreran. – Marzę, żeby ponownie jej to powiedzieć – łzy wychodziły na policzki. – Tyle słów nie zdążyłem jej powiedzieć, a na które tak bardzo zasługiwała. Tego najbardziej żałuję, skoro nie mogę żałować tego, że nie udało mi się jej uratować.

Zaczął płakać, a razem z nim jej ojciec, Hebi i większość zebranych gości, nawet urzędnicy mieli trudności z powstrzymaniem łez. Gdy się opanował przemawiał dalej, choć co zdanie robił dłuższą przerwę na złapanie oddechu.

– Chciałbym, żebyście wy nie żałowali słów, których nie zdążyliście powiedzieć. Chciałbym, żebyście niczego w życiu nie żałowali, lecz jeśli już macie czegoś żałować, to żałujcie tego, że zrobiliście za mało by być szczęśliwi. – Musiał pokierować swoją przemowę w inną stronę, bo czuł, że się rozpłacze. – Zapewne macie sobie nawzajem tyle do powiedzenia, a ukrywacie to z obawy o to, co pomyśli druga osoba. Nie bójcie się odkrywać waszych myśli. Nawet, jeśli przyniesie wam to więcej wrogów niż przyjaciół, to przynajmniej z wami zostaną ci prawdziwi, którzy docenią waszą szczerość.

Nastały smutne oklaski.

– Przede wszystkim chciałbym wam podziękować za waszą obecność i jestem przekonany, że Lana też jest wam wdzięczna. Powinienem od tego zacząć swoje przemówienie, ale dziękuję, że przyszliście i sprawiliście Lanie radość.

Nie zwracał już uwagi na końcowe oklaski. Poprosił Cavina, żeby wziął pochodnię i poprowadził go na podest. Tam rozdzielili się na swoje przejścia i spotkali się tuż przy palenisku, ułożonym pod ołtarzem jego żony. Turnley otworzył pojemnik z łatwopalną oliwą i nim zaczął rozlewać go po ołtarzu, poczuł rękę Cavina na swoim barku. Polał po ołtarzu i palenisku, a nadmiar oliwy spływał po drewnianej konstrukcji. Na końcu pozostało mu polać ciało jego żony. Po raz ostatni czule złapał ją za rękę i rozlał na nią oliwę. Następnie rzucili pochodnie pod drwa, które szybko zajęły się ogniem.

– Mam nadzieję, że odnajdziesz drogę do aniołów. – Pomyślał Turnley, który razem z Cavinem oglądali jak ogień z drewna powoli przechodził na ołtarz. Grube nogi, które podtrzymywały ołtarz, pod wpływem siły ognia słabły, aż w końcu ugięły się.

Żołnierz i stolarz schodzili z podestu. Gdy zeszli Turnley odwrócił się i patrzył na iskry jakby przedstawiały najpiękniejszy taniec, który był ofiarowany tylko jemu. Śledził z uwagą każdy ich ruch. Spoglądając w nie, dostrzegł w nich siłę, która wyciągała jego ukochaną do nieba, do miejsca, gdzie będzie szczęśliwa. Prowadzą ją do raju, którego tak bardzo pragnęła, i którego tak bardzo nie mogła mieć na ziemi. Chciał być tam z nią.

Nie wiedząc skąd zebrał w sobie siłę, żeby do niej dołączyć, ruszył w stronę płonącego ołtarza, widząc w nim bramę, po której przekroczeniu znajdzie się w raju. Biegł z nową nadzieją.

– Turnley!

Nagła siła zepchnęła go i powaliła na ziemię, przygniatając samym sobą. Tą siłą był demon, który miał czerwone oczy i ciemną twarz. Stolarz zaczął z nim walczyć, ale demon był dużo szybszy od męża Lany i kilkukrotnie zdzielił go w twarz. Uderzenia nie były mocne, jednak wystarczająco silne, żeby przywrócić mu zmysły. Wciąż leżał na ziemi, lecz demon zmienił się w ojca Lany.

– Cavin?

– Tak to ja – odparł z przekąsem.

Pan Dnok spojrzał na ogień, który przed chwilą pokazywał mu żonę biegającą radośnie po łące. Portal się zamknął, a ogień nadal żywiołowo trawił ołtarz i wszystko, co się na niego składało. Wrócili do ludzi, którzy patrzyli na ten niespodziewany pokaz z obawą o życie Turnleya. Jej ojciec najprawdopodobniej pierwszy dostrzegł opętanie stolarza, a dopiero później kilku mężczyzn. Większość ludzi już opuściła obrzęd, a przy ołtarzu pozostali ci, którym Lana najbardziej zapadła w pamięć.

– Panie Turnleyu – zaczepił go jeden z urzędników – prosimy o złożenie podpisu i wszelkie sprawy formalne będą już załatwione.

Wziął pióro od urzędnika i nie zwracając uwagi na zawartość pergaminu złożył podpis. Urzędnicy ukłonili się i zostawili ich samych. Ogień, który wcześniej wyzwolił w nim halucynacje, teraz zrodził w nim uczucie zemsty. Rozpacz już odeszła i nie zamierzała wracać. Skoro nie mógł jej uratować, to postanowił pomścić. Żaden sąd nie był w stanie należycie ukarać jej oprawców.

Kiedy ołtarz przestał płonąć wszyscy uczestnicy, oprócz Cavina i Turnleya, wrócili do domów. Ogień pochłonął cały ołtarz, a Lanę iskierki poprowadziły do aniołów. Razem z Cavinem podeszli do ołtarza i pod nim znajdowała się metalowa blacha, która miała za zadanie zebrać prochy zmarłej osoby. Wyciągnęli ją i prochy wsypali do urny.

Później poszli tuż nad urwisko. Stolarz był tak zawładniętym płonącym ołtarzem, że nawet nie dostrzegł, kiedy późniejszy wieczór zamienił się w gwieździstą noc. Właśnie w jednej z wielu takich nocy poprosił Lanę o rękę. Gdy potwierdziła skakał z radości jak małpa, która znalazła las pełny bananów. Teraz w taką samą noc ją żegnał.

Saga Sawrhino – Tom 1 – Rozdział 5 część 1

Dopiero po kilku dniach zrozumiał, że płacz już jej w niczym nie pomoże. Jej czas na tym świecie dobiegł końca i mógł jej pomóc dostać się do świata aniołów. Według tradycji ciało zmarłych palono na specjalnie przygotowanym ołtarzu.

Wyszedł z domu i poszedł do stolarni, żeby przyrządzić ołtarz dla ukochanej. Kiedy wszedł do niego, dostrzegł, że na samym środku zakładu stał ołtarz pogrzebowy. Choć potrzebował wyłącznie poprawek stylistycznych, to był piękny, ale jednego nie rozumiał.

– Ktoś go zamawiał? – spytał jednego ze starszych pracowników.

– To ołtarz dla pana żony. – Pracownik podszedł do swojego chlebodawcy i złapał go za rękę. – My wszyscy składamy panu głębokie wyrazy współczucia i chcieliśmy odciążyć pana chociaż od tego obowiązku. Dlatego zebraliśmy się i wystrugaliśmy go. Mam nadzieję, że się panu podoba.

Turnley chciał się rozpłakać. Ołtarz podobał mu się i jeśli dostojny klient złożyłby zamówienie, to wziąłby za niego podwójną cenę. Nie wiedział, co powiedzieć, więc wtulił się w pracownika.

– Na co czekacie, należy go doszlifować. Bierzcie się do roboty. – Zgodnie z rozkazem wrócili do pracy. Pracownik zwrócił się do właściciela. – Wiemy, że ma pan ważniejsze sprawy do załatwienia. Proszę iść i chociaż nim się nie przejmować.

Tylko w jeden sposób Turnley mógł się odwdzięczyć.

– Bardzo Wam dziękuję. Jeśli nie przeraża was uroczysta kremacja, to będziecie mile widziani. Zarówno ci co są tutaj, jak i tych, których nie ma.

– Przekażę.

Właściciel stolarni skłonił głową i wyszedł porządkować pozostałe sprawy pogrzebu. Poszedł do ratusza zatwierdzić pogrzeb, który w całości był ozdobiony złotem i jako jeden z nielicznych na wyspie posiadał wyłącznie jeden dach. Wszedł do środka, gdzie znajdowały się wyłącznie osoby z rodu Razi. Kiedy ich widział, miał ochotę wygarnąć im wszystko.

Pamiętał, w którym pomieszczeniu załatwiał sprawy związane z pogrzebem matki Lany. Po zapukaniu wszedł do środka i tam ustalił termin kremacji na jutro. Potem wyszedł z ratusza, nim ogarnęła go wściekłość na urzędników.

Mam nadzieję, że jutrzejszy termin nie będzie im kolidował. – pomyślał o wszystkich gościach, których miał zaprosić. Najpierw poszedł do Hebi. Nie zdążył trzeci raz zapukać, a przyjaciółka Lany już mu otworzyła. Wieść o śmierci nauczycielki szybko rozeszła się po wyspie, spowijając smutkiem jej mieszkańców.

– Jak się trzymasz? – spytała przyjaciółka bliska łez.

– W porządku. – rzekł pierwsze lepsze słowa. – Wciąż mam wrażenie, że to zły sen, który szybko minie.

Czuła to samo. Znały się od małego i nie raz jedna przystawiała głowę za drugą i odwrotnie. Śmierć Lany spowodowała, że Hebi też straciła część siebie, ale przede wszystkim utraciła podporę, której nic i nikt nie zastąpi.

– Wszystko bym dała, żeby żyła. – Już nie wytrzymała i wypuściła potok łez. Turnley powstrzymawszy łzy przytulił ją. Miał nadzieję, że ten gest doda jej nieco otuchy. Po dłuższej chwili odsunęła się od niego. Nastała cisza, którą nikt nie wiedział jak przerwać, w końcu mąż Lany powiedział z czym przyszedł.

– Chciałem powiedzieć, że jutro w godzinach wieczornych będzie uroczysta kremacja, więc jeśli chcesz przyjść to będziesz mile widziana.

– Oczywiście, że będę.

– W takim razie przyjdź jutro przed urwisko rodzących się marzeń. Tam jutro uroczyście pomożemy jej się dostać do aniołów.

– Czy to nie w tym miejscu wyznałeś jej po raz pierwszy miłość? – Potwierdził jej domysły. – Opowiadała mi to z wypiekami na twarzy.

– Wybacz, że będę leciał, ale jeszcze wiele osób muszę powiadomić. Do zobaczenia. – Szybko się pożegnał, bo nie chciał się rozkleić, a obawiał się, że jeśli kolejne wspomnienia zostaną przywołane, wtedy ponownie nie uda mu się powstrzymać łez.

Poszedł do znajomych Lany, z którymi trzymała dobry kontakt. Każdy z nich wyrażał ubolewanie nad stratą Turnleya. Okazało się, że Lana nie o wszystkim mu opowiadała. Większość nieopowiedzianych historii to była jej pomoc dla potrzebujących rodzin na wyspie, czy to w postaci dodatkowego nauczania, pomocy przy domu, czy opieki nad starszymi osobami. I choć stolarz był zaskoczony słysząc te historie, to jeszcze bardziej udowadniały mu, że zakochał się w nim anioł w ludzkiej postaci.

Na samym końcu poszedł do Cavina, który zapomniał o oskarżeniach w jego stronę. Usiedli przy niewielkim stole.

– Na początek chciałem cię przeprosić za moje oskarżenia. Były …

– Turnley nie masz za co przepraszać. – powstrzymał go Cavin. – Byłeś w szoku, a wtedy człowiekowi różne słowa przychodzą do głowy. Nadal jesteś w szoku, podobnie jak ja pięć lat temu, kiedy dowiedziałem się o chorobie mojej ukochanej Deniwy. Jak dobrze wiesz umarła rok później. Też nie mogłem się pogodzić z jej śmiercią i długo walczyłem z tą świadomością. Mam wrażenie, że do teraz walczę.

Docenił wywód jej ojca i nie przeszkadzał mu, mimo, że matka Lany nigdy nie patrzyła na niego przychylnie.

– Muszę ci o czymś powiedzieć. – Jej ojciec momentalnie zapomniał o nostalgii za Deniwą i wsłuchał się w słowa stolarza. – Kilka dni przed śmiercią Lany było u mnie dwóch przedstawicieli z rodu Razi. Przyszli bez zapowiedzi i zachowywali się wyniośle, jakbym to ja był gościem w moim warsztacie. Zasugerowali mi współpracę, żebym wytwarzał swoje dobra tylko dla rodu Razi.

– Przecież nie mogli cię o to prosić. – Stanowczo stwierdził Cavin. – A kim to oni są, żeby narzucać ci takie warunki?

– Odrzuciłem je, lecz – zrobił chwilę przerwy, bo dalsza część tej rozmowy ciążyła mu na sumieniu – miałem wrażenie, że to była groźba.

Doświadczony żołnierz popatrzył na Turnleya szerokimi oczami. Wiele rzeczy widział w trakcie swojego życia. Wielokrotnie przywódcy rodów próbowali przekonać przedsiębiorców do pracy tylko dla nich, lecz żaden z nich nie posunął się do groźby.

– Co dokładniej powiedzieli?

– Dali mi aluzję, że wcześniej czy później ród Razi będzie miał kontrolę nad całym archipelagiem, a oni przychylnie na mnie spojrzą jeśli teraz się zgodzę.

– Turnley – przysiadłszy się do niego poklepał go po ramieniu – twoja odmowa nie sprowadziła śmierci na Lanę.

– Jak się nie przyczyniłem!? – Wyrwał się z krzesła. – Gdybym się zgodził to ona by żyła!

– To nie ma znaczenia! – Twardo stał przy swoim. – Jedno z drugim się nie łączy.

– Pewnie, że się łączy. Lana jest moją żoną, więc wszystko, co ja robię miało wpływ również na nią. Dlatego i ona za moją odmowę cierpiała. – Wybuch złości uraczył kolejnymi łzami, których już nie dał rady zatrzymać. Oparł się o ścianę i bezwładnie zjechał na podłogę. Cavin usiadł przy nim i milczał pozwalając mu wypuścić cały ciężar winy.

– Nie ponosisz winę za śmierć swojej żony. To nie ty ją zgwałciłeś i nie katowałeś do nieprzytomności. Zrobili to inni i nawet, jeśli byli na usługach tych dwóch z rodu Razi, to nie mogłeś tego wiedzieć.

Te słowa spowodowały, że nowa myśl zaczęła się w nim kiełkować. Nadal obwiniał się za śmierć żony, ale coraz bardziej inne uczucie dochodziło do głosu i im bardziej pozwalał mu się rozwijać, tym bardziej czuł, że to będzie najlepsze wyjście.

– Najpierw powinienem powiedzieć, że jutro wieczorem zorganizowałem kremację.

– Oczywiście, że będą i pomogę Lanie dostać się do świata aniołów. – Widząc, że Turnley powoli zbierał się do wyjścia, powiedział ostatnie słowa. – Jeśli będziesz potrzebował mojej pomocy z czymkolwiek, wiesz, gdzie mnie znaleźć.

– Będę o tym pamiętał. – Następnie opuścił dom żołnierza.

Walczył sam ze sobą. Ojciec Lany wyłowił w nim uczucie, którym nigdy nikogo nie doświadczył, lecz teraz coraz mocniej dawało o sobie znać. Prowadził wewnętrzną wojnę i jeśli nowe odczucie wygra z rozpaczą, wtedy skorzysta z pomocy doświadczonego żołnierza.

Saga Sawrhino – tom 1 – Rozdział 4

Oczy próbowały przebić się przez ciemność. Turnley nie panował nad nimi, podobnie jak nad pozostałymi częściami ciałami. Czarny mieszał się z różnymi kolorami. Kilkukrotnie mrugnął, chcąc wyostrzyć wzrok, ale pozostawał rozmyty, niczym dno morza, gdy się spoglądało znad tafli wody.

Głowa i ręce odmawiały mu posłuszeństwa, ale dostrzegał już takie szczegóły jak okno, ściana, czy łóżko, na którym leżał. Nagle wstał z niego, ale natychmiast zawirowało mu w głowie i upadł z powrotem. Gdy się uspokoił spojrzał na swój dom, który wyglądał, jakby przeszło przez niego tornado. Wszystkie półki wyciągnięto z szafy, po całym mieszkaniu rozrzucono ubrania, porozbijano talerze, czy zniszczone meble.

– Lana, gdzie jesteś. – Na tą myśl ponownie wstał z łóżka i choć znów zakręciło mu się w głowie, to determinacja pchała go, żeby odnaleźć żonę. Drogę zagrodził mu ojciec. Silny mężczyzna z pierwszymi siwymi włosami na głowie i choć miał już swoje lata, to nadal był sprawny fizycznie.

– Turney – ojciec Lany poczuł ulgę, widząc go żywego – jest jeszcze za wcześnie, żeby …

– Gdzie jest Lana?!

Stolarz dostrzegł jak jej ojciec zamknął drzwi do pokoju gościnnego.

– Turnley wypoczywaj, nie jesteś …

– Odsuń się. – Popchnął go i siłą wtargnął do pokoju, gdzie na łóżku leżała jego żona. Całkowicie się nie ruszała. Patrzyła przed siebie, jakby coś tam zauważyła, co przestraszyło ją na śmierć. Jej twarz była cała posiniaczona i poharatana.

Po chwili jej ojciec wszedł do pokoju ze smutkiem w oczach.

– Lepiej było, żebyś się jeszcze o tym nie dowiedział.

– Ale wyjdzie z tego? Będzie zdrowa? – Złapał jej rękę i mocno przytulił do siebie. – Kochanie, wiem, że gdzieś tam głęboko w tobie jest serce, które jeszcze bije, walcz dla mnie, proszę cię walcz …

– Turnley – próbował odwrócić jego uwagę od żony – ona …

– Wyjdzie z tego, wiem, że wyjdzie. – mówił bez opamiętania. – Czy widział ją medyk? Powiedział, kiedy ozdrowieje?

– Ona nie żyje Turnley. – wyrzucił z siebie ciężki głaz, który ciążył mu na sercu.

Stolarz przez chwilę patrzył na jej ojca, przetrawiając jego słowa. Lana nie żyje? Co też on bredzi! Nie może tak kłamać! Nie ojciec swojej własnej córki!

– To nie prawda. – orzekł bez przekonania. – To nie prawda! Kłamiesz! Nie chcesz jej pomóc i nie wiem dlaczego. Przecież to twoja córka! Jak możesz ją tak zostawić, kiedy cię potrzebuje!

Rzucił się na niego z pięściami, lecz żołnierz nie próbował z nim walczyć, tylko chwycił go i mocno przytulił do siebie. Turnley wybuchnął płaczem, podobnie jak jej ojciec. Obydwaj nie mogli pogodzić się z tym, co się stało. Obydwaj kochali Lanę, Turnley jak przystało na męża, Cavin, ojcowską miłością.

– Nawet nie wiesz, jak bardzo żałuję, że nie mogłem jej wtedy pomóc. – wychlipał Cavin. – Gdybym wiedział, zostałbym w koszarach i powstrzymałbym ten zbiorowy gwałt.

Wspomnienie o profesji jej ojca rozwścieczyło Turnleya, który gwałtownie odepchnął żołnierza.

– To ty im na to pozwoliłeś! Specjalnie gdzie indziej wysłałeś żołnierzy, żeby nikt im nie przerywał! – Cavin chciał go powstrzymać, ale Turnley nie dopuścił go do słowa. – Wiedziałeś, gdzie ja mieszkam i gdzie trzymam klucze! To przez ciebie Lana nie żyje!

– Turnley to nie prawda i wiesz o tym dobrze! Kochałem ją tak mocno, jak mocno ojciec może kochać córkę.

– Nie chcę słuchać tych bredni! Wynoś się z mojego domu!

– Turnley, ja …

– Powiedziałem: wynoś się! I nigdy tu nie wracaj!

Spłakany ojciec wyszedł z domu. Gdy to zrobił Turnley przyklęknął tuż przy ukochanej żonie. Owinął jej rękę wokół swojej głowy i patrząc na jej martwą twarz wylewał rzekę łez. Nie mógł zrozumieć, że jego ukochana odeszła. Co ona takiego zrobiła? Komu mogła aż tak zawinić, że ten pragnąłby jej śmierci? Nie miała wrogów, w szkole była kochana i nikt na jej temat złego słowa nie powiedział. Zatem dlaczego tak mocno komuś zaszła za skórę?

A może to przeze mnie zginęła? – zastanawiał się stolarz. Ostrzegała go przed magnatem i jego ludźmi i choć tamtego dnia rzeczywiście obawiał się o nią, tak potem sytuacja wróciła do normalności. Nawet rozluźniła się i temat magnata zszedł na dalszy plan. Przyzwyczaili się do żołnierzy z rodu Razi.

– Zginęła przeze mnie! – Na tą myśl coś w nim pękło. Chciał być pierwszym jej obrońcą, strzegącym ją od złego i choćby wszyscy zginęli, to on razem z nimi, byleby jego żona żyła. Ale zamordowano ją i z tym nie chciał się pogodzić.

– Kochanie wybacz mi. – Winił samego siebie za jej odejście do świata aniołów. Próbował w myślach odwrócić sytuację, zastanawiając się, co by było, gdyby zgodził się na propozycję magnata. Wówczas jego biznes upadłby i nie mieli by środków do życia. Z problemami daliby sobie radę. Razem, a teraz stracił swój jedyny sens życia. I ta strata bolała go najbardziej. Przez chwilę zapomniał, o swoim skatowanym ciele, bo ból, do którego się przyczynił, już nie da się wyleczyć. Ewentualnie mógł się do niego przyzwyczaić.