Heroes: Władcy Erathii część 1

Twórcy Heroes nie rozpieszczali nas szczegółami dotyczącymi historii królestwa Erathii. Z tego powodu jest wiele wydarzeń, które wymagają uzupełnienia, lub nie zostały opisane (w formie fanfiku będę się starał je uzupełniać :D). Chociaż królestwo Erathii istnieje równie długo, jak Avlee, czy Krewlod, to z gier wiemy jedynie o: walce rycerzy z barbarzyńcami w trakcie istnienia królestwa Bracaduun, powstaniu Erathii, wojnach drzewne z Avlee, uwolnienie się Tatalii spod jarzma Erathii, czy o ostatnich wydarzeniach tuż przed Rozliczeniem ukazanych w kampaniach Heroes Odrodzenie Erathii, Ostrze Armagedonu czy Cień Śmierci.

W przeważającej części historii władzę w królestwie sprawował ród Gryphonheart. Dopiero po zatruciu króla Nicolasa przez Lorda Haarta w 1160 r. p.C (po Ciszy) władzę przejął ród Ironfist. Jacy władcy przewinęli się przez Erathię? Zapraszam do artykułu. W tej części przedstawię znanych władców do panowania Nicholasa Gryphonhearta, a za tydzień przedstawię pozostałych.

Rion Gryphonheart

Inaczej król Gryphonheart Pierwszy. Doświadczenie wojskowe zdobywał jeszcze w królestwie Bracaduun, które zostało zdobyte przez barbarzyńcę Tarnuma. Po zdobyciu twierdzy Steelhorn rycerz uciekł w samo serce Antagarich, gdzie założył królestwo Erathii. Królestwo to szybko rosło w siłę, o czym miało świadczyć oswojenie, a następnie wytrenowanie gryfów. Czując się na siłach rozpoczął kampanię przeciwko wojskom barbarzyńcy. Jego działania doprowadziły do bezpośredniej bitwy między nimi, w której młody król wyzwał Tarnuma i pokonał go, dzięki czemu Erathia zyskała pokój. Władzę w królestwie sprawował odpowiedzialnie i sprawiedliwie, o czym świadczy gorzkie opłakiwanie jego śmierci przez poddanych. Gdy jego dusza znalazła się w raju została stamtąd porwana przez demona. Wizję tę miała jego córka w czego następstwie poszukiwała śmiałka, który uratuje duszę jej ojca. Nikt się nie odezwał, aż w końcu Starożytni wysłali … Tarnuma, który stał się nieśmiertelnym bohaterem. Takie to są przewrotne wydarzenia w uniwersum Might and Magic.

Rion Gryphonhearth. Pierwszy władca Erathii w świecie Heroes

Królowa Allison Gryphonheart

Po śmierci ojca władzę w królestwie przejęła jego córka Allison. O jej rządach nie wiemy wiele, jednak wsparła finansowo wyprawę Tarnuma, aby ten uratował duszę jej ojca. Gdy z wojskami Tarnuma nie działo się dobrze, wspomogła jego wyprawę, co o mały włos nie skończyło się tragicznie, gdy ją porwał demon Deezelisk. Wysłaniec Starożytnych uwolnił ją z rąk Kreegana i przywrócił ją z powrotem na tron Erathii. W trakcie kampanii nieśmiertelny bohater przekonał się, że królowa Allison jest jego siostrzenicą, kiedy jej ojciec ożenił się z jedną z jego sióstr, które uratował w trakcie inwazji na Bracaduun.

I już teraz zaczynają się schody, ponieważ nie wiemy, kto został królem tuż po panowaniu Allison. Podobnie ciężko jest określić późniejsze wydarzenia, które miały miejsce w Erathii. Najprawdopodobniej następnymi wydarzeniami było uwolnienie się ludu bagien spod jarzma królestwa ludzi. W trakcie tych wydarzeń mieliśmy do czynienia z dwoma władcami.

Szalony król Gryphonheart

Wiemy o nim, że był królem tyranem, którego okrucieństwo dosięgło nawet jednego z jego synów. Kiedy książę Niven miał sześć lat i jego drugi syn, nie wymieniony z imienia, pięć, uznał, że tron po nim odziedziczy ten, który zabije drugiego, po czym odszedł roześmiany zostawiając ich samych. Najbardziej znamy go z okrucieństwa dokonywanego przeciwko ludom z bagien, którzy za czasów jego rządów nie mieli żadnych praw i wszyscy mieszkali w klatkach. Rozpoczęło się tym samy powstanie przeciwko królowi, na czele którego stanął Tarnum. Tę historię znamy z Heroes Chronicles: Revolt of the Beastmaster. Do rebelii dołączył się …

Książę Niven Gryphonheart

Miał szesnaście lat kiedy przybył do Tatalii w celu powstrzymania inwazji Tarnuma. Jednak nieśmiertelny bohater przekonał go, że ludy bagien były okrutnie traktowane przez jego ojca, dzięki czemu dołączył do jego rebelii. Wiemy o nim, że w stosunku do swojego ojca wykazywał się wielką empatią oraz wyróżniał się zdolnościami taktycznymi. To dzięki jego pomysłowości zmusili urzędującego króla do wyjścia z ukrycia i podczas pierwszej tatalijskiej zabili go. Już w trakcie rebelii księcia Nivena okrzyknięto nowym królem Erathii, a po obaleniu jego ojca doszło do uroczystego zaprzysiężenia go.

David Gryphonheart IV

Znamy go z rozpoczęcia wojen drzewnych, między Avlee a Erathią. Wszystko rozpoczęło się przez ekspansję na wschód, gdzie odkryto drewno, które idealnie nadawało się do tworzenia łuków i innych broni. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie fakt, że Erathia przekroczyła granicę Avlee. Do Erathii przybył wysłannik króla elfów, który przed samym królem Davidem wystawił żądanie opuszczenia regionów Avlee i zapłaty odszkodowania za zniszczenia. Król odmówił rozpoczynając tym samy wojny drzewne, które zakończyły się w roku 789 p.C.

Tereny sporne, które często były tematem kłótni w świecie Heroes.

Aaron Gryphonheart IV

Rozpoczął swoje rządy około 800 roku p.C. Również i o jego rządach niewiele wiemy, jednak to w trakcie nich ludy zamieszkujące Harmondale powstały przeciwko Erathii. Prawdopodobnie stało się to z powodu wyniszczającej polityki podatkowej prowadzonej przez jego Barona Danfortha Octavio. Z tego powodu powstańcy skazali go na śmierć i wybrali własnego przywódcę Ty Vespina. Król Gryphonheart dokonał inwazji na samozwańcze królestwo i ponownie wcielił je do Erathii, a jego władcę i pozostałych współpracowników skazał na śmierć. Ośmielony tym zwycięstwem ruszył na Avlee, jednak zabili go dwa tygodnie później, a elfy przejęły władzę w Harmondale.

 

W następnym tygodniu przedstawię Wam historię królów Erathii, których znamy już z części Heroes III. Serdecznie zapraszam 😊

 

Poprzednie moje artykuły dotyczące świata Heroes zapraszam na stronę:

/kategoria/inne-wpisy/

Inspiracją dla mnie była strona fandomu o świecie Heroes:

https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Main_Page

Turnley: Saga Sawrhino – Tom 1 – Rozdział 11 Część 2

Kada! Jednak Cavin nie zatarł wszystkich tropów – przeklął Turnley. Sądził, że ojciec Lany skutecznie usunie wszelkie ślady, ale po chwili zrozumiał, że doświadczony żołnierz sam skierował oskarżenia na siebie gdy ukradł kuszę dowódcy oddziału, a następnie gdy przyprowadził go do stolarni. – Czyżby mnie wtedy wydał? – Pomyślał. Musiał się z nim spotkać i wyjaśnić te wątpliwości. W końcu słowa, które mówił do dowódcy były prawdziwe i o to nie miał wątpliwości. Z tego powodu postanowił go kryć przed magnatem.

– Mogę zapewnić, że sam to zrobiłem i nikogo ze mną nie było.

– Jest mi niezmiernie przykro, że nie chcesz nam pomóc. – Sposób, w jaki Magnat to mówił świadczył, że wiedział, jak przekonać go do zmiany zdania. – Chciałem po dobroci nawiązać współpracę, a nie zmuszać pana do niczego, jednakże…

– Współpraca? Z panem? Z kimś, kto morderstwo mojej żony odpuszcza jej oprawcom?

Jeden z żołnierzy wyszedł przed szereg chcąc utemperować zuchwałość stolarza, jednak widząc uniesioną dłoń magnata usunął się.

– Uważa pan, że nie jestem sprawiedliwy?

– Tak właśnie uważam!

– W takim razie teraz pan dostąpi mojej sprawiedliwości. Proszę wyłącznie o wyjawienie nazwiska, z kim pan współpracował. W przeciwnym wypadku będę musiał zrobić coś, czego nie chcę robić.

Turnley od razu wyłapał teatralny smutek magnata. Nie chciał wyjawić nazwiska. Nie dopuszczał do świadomości, że wyda kogoś, kto pomógł mu w zemście. Niech magnatowi się nie wydaje, że skoro panuje nad wyspą, to wszystko mu się należało.

– Cały czas powtarzam, że nikt mi nie pomagał. Sam zabiłem wszystkich żołnierzy z zimną krwią.

– Wasza wysokość – zwrócił się do niego jeden z wyższych żołnierzy – widzisz panie, że nic nie powie. Zrobi wszystko, żeby pójść do aniołów ze swoją tajemnicą.

Abel Razi machnął ramionami.

– Nie daje mi pan wyboru. – Po czym ułożył ramiona w kształcie litery x i rozpoczął wymawianie zaklęcia w języku niezrozumiałym dla Turnleya. – Rsãfcjfhmã, plswuoã efnpojj. Bojpmów j njfdãf bojfmrljf nbkbdã ãb ojd. äãdjb j tnjfsdj cbsjfsã mbnjbdã. Ytrpmdãwdjb boj mjuptdj nieznający, o demonie przy przemienieniu mocy uczestniczący. Portal przejścia dla ciebie otwieram. Przez niego wejdź … Przez niego wejdź! Mazer, demonie, o którym mowa ma nastała.

Tuż przy magnacie rozwarła się posadzka. Halą potrząsnęło. Turnley oraz pozostali uczestnicy upadli na podłogę, nie wiedząc, co się dzieje. Natomiast magnat Razi był oderwany od tego pomieszczenia. Jego oczy zaświeciły się na czerwono. Ręce z litery x przeszły na m i podniósł je nad sobą.

– Mazer! Mazer! Mazer! – Z każdy następnym słowem dziura przy magnacie poszerzała się, a wraz z jej rozszerzaniem coraz więcej kłębów dymu i ognia przedostawało się do pomieszczenia. Chwilę później doszły do nich wielkie ogniki, przypominające uciekającą lawę z wulkanu, które powodowały oparzenia wśród tłumu lub podpalały ich ubrania. – Magią śmierci władający czerwony czarodzieju. Swoje oblicze wyjdź i ukaż.

Po tych słowach pojawiła się postać przypominająca demona. Twarz miał całkowicie czerwoną, a jej dotknięcie wywoływało głębokie oparzenia. Oczy były wypełnione siarką, a pośrodku płonął ogień. Z czoła wychodził róg, który ciągnął się przez czaszkę aż do potylicy. Dalszą część ciała zakrywał długi płaszcz i jedynie dłonie odsłaniał zakończone ostrymi niczym dzidy paznokciami. Z ręki wychodziły płomienie ogniste, które, gdy podnosił ręce, wirowały wokół niego, niczym latające smoki o wężowej budowie.

Hol przestał się trząść, kiedy demon pokazał się w pełnej okazałości. Patrzył z góry na przestraszony tłum, śmiejąc się z ich strachu. Pamiętał każdą zbrodnię z obecnych tu żołnierzy. To między innymi dzięki nim miał mnóstwo dusz do torturowania w piekle. Kiedyś i oni umrą, a on już wiedział, co z nimi zrobić. Kręcąc wzrokiem po otoczeniu dostrzegł człowieka, który wyglądem nie pasował do pozostałych. Przypominał mu rzemieślnika, który nie miał już nic do stracenia i mimo, że znał strach, to nie bał się śmierci. Ręce miał silne, choć nie eksponował mięśniami.

– Czemu go nie zabijesz i nie ześlesz do mnie? – Głos demona był połączeniem ryku smoka i warknięcia wilka. Każde słowo wymawiał ze zgryźliwym akcentem, który stawiał włosy na skórze. Znajdujący się w pobliżu doradcy magnata odsunęli się od niego.

– Jeszcze może mi pomóc, ale do tego potrzebuję twojej pomocy.

– Nie pomagam bezinteresownie.

– Wiem, ale zapewniam, że nie pożałujesz. – Demon nie lubił niespodzianek, nawet te przyjemne były dla niego ciężkie do zaakceptowania. Zważywszy, że nigdy go nie zawiódł pozwolił sobie poczekać na kolejny prezent. Magnat zwrócił się do Turnleya. – Daję ci ostatnią szansę. Masz wyjawić tego, który maczał palce w twoich zbrodniach. W przeciwnym razie demon pokaże ci coś, czego nigdy nie będziesz mógł wymazać z pamięci.

Przyzwanie demona zrobiło duże wrażenie na Turnleyu i nie chciałby trafić do tego samego miejsca z postacią z czeluści piekieł.

– Powiedziałem, że nikt mi nie pomagał. – Mówię prawdę, czemu mi nie wierzysz?

Magnat i Mazer uśmiechnęli się wiedząc, że za chwilę stolarz będzie sikał ze strachu i błagał o litość.

– Mazerze, zabierz Turnleya i pokaż mu jedno miejsce, lecz nie dokonuj tego co zawsze.

– Dlaczego!?

– To dalsza część niespodzianki.

– Mam nadzieję, że warto czekać. W przeciwnym razie porwę twoich żołnierzy i będę się nimi zabawiał, jeśli ta niespodzianka mnie nie zadowoli. – Wielu z obecnych na sali żołnierzy przeszył dreszcz na myśl o spotkaniu z demonem w innym miejscu, niż świat Azari. – Jeszcze będziesz sikać ze strachu.  – Te słowa Mazer wypowiedział tuż przy uchu Turnleya, na co on wzdrygnął się wiedząc, że przed chwilą stał tuż obok magnata. Moce bestii z piekieł zaczęły przerażać pana Dnoka. Demon stanął naprzeciwko niego, szeroko rozłożył ręce i popatrzył w sufit. – Zrodzona z ognia istoto. Cały świat paląca swoimi skrzydłami. Ognia wielki donosicielu, przybądź do mnie.

Turnley nie rozumiał żadnego ze słów, ale demon został przykryty obłokiem ognia, z którego wyrastały płomienie przypominające skrzydła. Gdy zaczął nimi wymachiwać, to ciepłe powietrze wiało w stolarza, a niektóre ogniste pióra dotykały jego policzków. Następnie obłok ognia pochylił się i z jego górnej części wyłonił się dziób i cała głowa ptaka. Głośno pisnął, niczym ptak drapieżny atakujący zwierzynę i wzniósł się w powietrze. Wykonał kilka lotów wokół całego pomieszczenia, a potem stało się coś, czego mąż Lany nie przewidział. Ptak pikował w niego.

 

Poprzedni wpis znajdziecie tutaj:

/turnley-saga-sawrhino-tom-1-rozdzial-11-czesc-1/

Heroes: Bohaterowie poprzednich części Heroes w legendarnej trójce

Części przechodzą między sobą

Wielu bohaterów, których mieliśmy do wyboru w menu Heroes III, wcześniej działało na kontynencie Enroth. Każdy z nich miał swoje powody przybycia na Antagarich. Były wśród nich te militarne, imperialistyczne, chęć zaznania spokoju, czy w poszukiwaniu wiedzy. Właśnie te postacie chciałbym wziąć na warsztat. Zainteresowani? W takim razie zapraszam.

Gem

Jedna z najlepszych czarodziejek na kontynencie Enroth, gdzie wysoko pięła się w hierarchii wojskowej w królestwie leśnych istot dowodzonych przez Lamandę. Jej władczyni sprzymierzyła się ze Slayerem i Alamarem, którzy zostali pokonani przez Morglina Ironfista, a ją samą skazano na śmierć. Zastanawiające jest, że Gem uniknęła odpowiedzialności w porównaniu do Lamandy, jednak podczas wojny o sukcesję już stanęła po stronie Rolanda Ironfista, przyczyniając się do obalenia rządów jego brata Archibalda. Później przybyła na Antagarich i tę historię znamy z kampanii nowe początki, czy nieświęte przymierze znane z Heroes III: Cień Śmierci. Przybyła, ponieważ chciała zaznać spokoju, który jak się okazało, nie był jej dany.

Xenofex

Kreeganie pojawili się na planecie Enroth podczas Nocy Spadających Gwiazd w roku 1161 p.C. (Po Ciszy), a przywódcą inwazji był właśnie Xenofex. Zniszczyli miasto Sweet Water, gdzie założyli swój „ul”, który był dla nich stolicą. Nie dążył do bezpośredniej konfrontacji z Rolandem, ale do skłócenia go między swoimi lordami. Z tego względu rozszerzył kult Baa na Enroth, który mówił, że ród Ironfist utracił boskie prawo do władania tymi ziemiami. Wprowadziło to zamęt w królestwie, który mógłby się skończyć źle dla mieszkańców. Po osłabieniu pozycji Rolanda, Xenofex pokonał go w bitwie i gdy wydawało się, że miał prostą drogę do zdobycia władzy na Enroth, wtedy czwórka bohaterów mu przeszkodziła, niszcząc jego ul. Po porażce przybył na Antagarich gdzie razem z władcami podziemi wprowadził zamęt w Erathii. Opowiada o tym kampania Podziemia i diabły w Heroes of Might and Magic III: Odrodzenie Erathii.

Sandro

Tutaj nie mamy jednoznacznych dowodów, czy Sandro znany z drugiej części Heroes jest tym samym Sandro z trzeciej. Jednakże podobieństwo w postępowaniu bohaterów oraz chęć pogłębienia nekromancji pozwalają sugerować, że jest to jedna postać. Działał już od wojny rozgrywanej między lordem Alamarem, a Morglinem Ironfistem. Wtedy jeszcze był czarnoksiężnikiem i nekromancję odkrył krótko przed wybuchem wojny o sukcesję. W niej stanął po stronie Archibalda Ironfista, którą przegrał. Do Antagarich przywiodły go pogłoski o rzadkich artefaktach, dzięki którym mógłby się stać jedną z najbardziej potężnych postaci na planecie. O tych przygodach opowiada nam część Heroes of Might and Magic: Cień Śmierci.

Roland Ironfist

Wspomniany powyżej Roland również swoją przygodę wojskową zaczynał na kontynencie Enroth. Z racji, że jego ojciec rządził całym królestwem, to po śmierci władze miał przejąć jeden z dwóch synów, Roland lub Archibald. Początkowo Archibald był królem, jednak sposób w jaki zdobył koronę, spowodował rozpoczęcie wojny o sukcesję, którą wygrał Roland. Tuż po bratobójczej walce na Enroth przybyły hordy Kreegan, co rozpoczęło kolejną walkę z nowym przeciwnikiem. Roland choć miał umiejętności wojskowe odziedziczone po ojcu nie potrafił przeciwstawić się przybyszom z kosmosu. Popularne demony porywają go i przewożą do kolonii Zod w Eeofol, wchodniej części Antagarich Właśnie wtedy pojawia się …

Katarzyna Ironfist

Była córką króla Erathii Nicolai’a Gryphonhearta, który wydał ją za mąż za zwycięzcę wojny o sukcesję. Nakazała uwolnienie męża, a w międzyczasie wróciła do Erathii, na pogrzeb swojego ojca. Okazało się, że został on otruty, a królestwo w całości znalazło się pod okupacją władców podziemi i demonów. O wyswobodzeniu Erathii z rąk przeciwników mówi nam pierwsza odsłona trzeciej części serii Heroes pt. Odrodzenie Erathii.

 

To jedne z najbardziej znanych postaci w świecie Heroes, które prężnie działały w Enroth i przenieśli się na Antagarich, gdzie działa się akcja trzeciej części kultowej sagi. Mógłbym jeszcze wspomnieć tutaj o Archibaldu Ironfiście, Crag Hacku, Kastore i wielu innych. Znacie jeszcze jakiś bohaterów, którzy z Enroth przybyli na Antagarich? Jeśli tak, to komentarze są dla Was 😊

 

Informacje o poszczególnych bohaterach czerpał ze strony fandomu o świecie Heroes of Might and Magic: https://mightandmagic.fandom.com/pl/wiki/Portal

Poprzednie artykuły ze świata Heroes:

/heroes-bohaterowie-ktorzy-zmieniali-strony-konfliktu/

/heroes-dlaczego-tak-nie-lubimy-gelu-i-czy-wszystkiemu-jest-on-winny/

/heroes-dlaczego-ukazuje-wydarzenia-ze-swiata/

Turnley: Saga Sawrhino – Tom 1 – Rozdział 11 Część 1

Poczekał, aż wszyscy opuszczą stolarnię Turnleya. Nie podobał mu się jego pomysł, ale widział w nim sens. Wyszedłszy na stolarnię dostrzegł jedno wielkie pobojowisko. Nie miał czego tu szukać, bo najważniejszą osobę porwali i prowadzili na śmierć. Wybiegł z warsztatu, pokręcił się w pobliżu głównych ulic i w końcu dostrzegł kordon złożony z trzech żołnierzy, prowadzących jednego skazańca. Momentalnie domyślił się, że to Turnley jest tym skazańcem, ale jedna myśl nie dawała mu spokoju. Skoro chcieli go zabić, to dlaczego wlekli go przez główne ulice?

 

Nie czuł żadnych wyrzutów. W końcu odpłacił za śmierć swojej ukochanej małżonki. Nawet, gdy przechodził przez główne ulice wyspy, nie patrzył uniżony na przypadkowych przechodniów. Spodziewał się, że mieszkańcy zmieszają go z błotem, natomiast oni byli co najmniej zdziwieni. Świadomość śmierci nie przerażała go tak bardzo. Spotkałby się ze swoją ukochaną i wszystko ponownie wróciłoby do słodkiego i miłego życia.

– Cavin, gdzie ty jesteś? – zapytał pod nosem. Miał nadzieję, że żołnierz uratuje go przed wejściem do pałacu, ale nie spodziewał się, że żołnierze poprowadzą go przez główne ulice. Przecież nie wyskoczy zza winkla i nie rozpocznie walki z trzema przeciwnikami. Nawet jeśli by wygrał, to i tak następni by przybyli.

– Rusz się śmieciu! – rozkazał mu żołnierz, mocno popychając stolarza tak, że ten z ledwością utrzymał się na nogach. Kajdany mocno mu ciążyły, przez co nie dał rady wykonać pełnego kroku, lecz żołnierzy najmniej to interesowało. Miał iść tak samo jak oni i nie zwalniać.

Dopiero, gdy wchodzili do ratusza miejskiego, który przerobiono na pałac dla magnata, Turnley poczuł oddech śmierci i jego oczy rozszerzyły się z przerażenia. Głośno przełknął ślinę.

– Żałuj tego, co zrobiłeś, żałuj. – naśmiewał się jeden z żołnierzy. – Twoja męka dopiero się rozpocznie.

W ogóle nie żałował morderstwa tych trzech żołnierzy, tylko bał się śmierci z rąk sadysty.

Pałac magnata został ozdobiony złotymi łańcuchami powiązanymi wokół kolumn, attyk, czy okien, a na dachu kończył się rzeźbą ukazującą trzy sztabki złota. Pałac świecił złotem, pokazując niezamożnym, że nie są mile widziani. Wokół pałacu stało kilkunastu strażników i wszyscy z pogardą spoglądali na skazańca. Nikt go nie żałował i stolarz też tego nie oczekiwał. Przede wszystkim pragnął, żeby śmierć zabrała go w swoje ramiona. Chciał już przekroczyć jej próg i znaleźć się po drugiej stronie, lecz jednocześnie bał się tego przejścia.

Tuż za wejściem do pałacu wszystkie rzeźby zostały wykonane ze złota i nawet strażnicy mienili się na złoto, co pokazywało ich wyższą rangę nad zwykłymi strażnikami. Ci tutaj mieli tylko jedno zadanie strzec bezpieczeństwa swojego chlebodawcy. – Oni mogliby wyżywić całą biedotę, która kradnie, żeby miała co jeść. – Turnley pomyślał z odrazą, patrząc na wszystkie dywany przyozdobione świecącym kruszcem, obrazy malowane złotem i inne ozdoby, które miały pokazywać, że wartość człowieka jest tym większa, ile złota posiadał.

Zbliżali się do wielkiej hali. Stolarz dostrzegł za sobą zbierające się tłumy żołnierzy. Jego morderstwa musiały wywołać sensacje w świecie wojskowym, skoro tak wielu chciało poznać jego los. W hali czekało już mnóstwo żołnierzy i im bliżej tronu magnata był, tym więcej złotych elementów znajdowało się na zbroi. Gdy podeszli odpowiednio blisko żołnierze rozkuli Turnleya i pchnęli go na podłogę. Skazaniec podniósł głowę szukając osoby magnata. Nigdzie go nie było.

Nagle wszyscy żołnierze się skłonili.

– Proszę was wszystkich o oddanie szacunku, dla jej wielkiej ekscelentycznej wysokości pana Magnata Abela Raziego. Wyswobodziciela uciśnionych, nieograniczoną mądrość objawiającą się w skromnej postaci, a także wielkiego mędrca dla nieoświeconych mas. Króla osiemnastu wysp i pasterza rodu.

Po tym oficjalnym przedstawieniu nastąpiły donośne fanfary. Dla Turnleya brzmiały jak hymn bojowy przed decydującym uderzeniem, niż zapowiedź gościa. Z bocznego wejścia wychodziły dziewczynki, które sypały kwiaty od wejścia do tronu, a po nich wyszedł magnat Razi w całości ozdobiony złotem. Nie wierzył, że tak gruby i próżny człowiek może odpowiadać za kontrolę nad połową wysp Archipelagu Sześciu. Wyglądał na typowego biesiadnika, któremu od ilości wypitego wina urósł brzuch.

Wygląd wyglądem, ale stolarz zdawał sobie sprawę, że magnat podobnie jak inni przedstawiciele rodu Razi są urodzonymi manipulantami. Prawdę potrafią obrócić w kłamstwo i na odwrót. Przekonają każdego do swojej racji, choćby nie ważne jak wydawała się irracjonalna.

Przywódca rodu wszedł mocno zirytowany, lecz gdy zobaczył Turnleya demonicznie się uśmiechnął.

– Jestem bardzo zaskoczony panie Dnok. – przywitał się. – Spodziewałem się ofermy, która nie wiedziała, co zrobić ze swoim życiem, ale pana? Nigdy nie podejrzewałbym właściciela stolarni, która tak dobrze funkcjonuje. Co pana skłoniło do tak potwornych zbrodni?

Potworna zbrodnia dokonana przez pańskich żołnierzy. – Pomyślał Turnley. – Czy oni naprawdę myślą, że wszystko na tym świecie jest związane z pieniędzmi? – Chciał wyrzucić te pytania, ale gdy spojrzał na świecące złotem szaty i kolumny przyozdobione na ten sam kolor, poznał odpowiedź.

– Stolarnia nie była dla mnie jedynym sensem życia.

– To było pana główne źródło utrzymania. To dzięki pańskiej stolarni mógł pan utrzymać wszystko, co pan posiadał.

– Wszystko straciłem przez was! – wyrzucił mu stolarz. – Zabiliście ukochaną żonę! Lubianą przez wszystkich nauczycielkę! Zgwałciliście i zamordowaliście ją wy – wskazał na wszystkich żołnierzy – obrońcy prawa i porządku! Dzięki wam już nic nie mam.

– Ależ miał pan, i to bardzo dużo. Jak wspomniałem wcześniej posiadał pan świetnie prosperujący warsztat stolarski, a od ilości zleceń, mógłby pan bibliotekę założyć.

Ich światopogląd totalnie się różnił. Czy rzeczywiście jedyny język, jaki oni przyjmują do świadomości, to język pieniądza? W tej chwili Turnley zrozumiał, przed jakim niebezpieczeństwem ostrzegła go Lana. Magnat Razi tworzy sobie prawo zgodnie ze swoim upodobaniem. Raz za morderstwo można zawisnąć, by następnego dnia być oczyszczonym z zarzutów. Miał ochotę wydłubać jego zielone oczy jedną ze swoich monet, a potem tą samą monetę wsadzić mu do gardła, żeby zadławił się tym bogactwem.

– Wydaje ci się, że pieniądze są tylko sensem życia.

– Z szacunkiem się zwracaj do naszego władcy! – Jeden z żołnierzy uderzył go trzonem włóczni, przez co upadł na podłogę, a w głowie mu zaszumiało. Przez chwilę nie wiedział, co się dzieje. Patrzył na wojskowego, który jeszcze bardziej chciał go ukarać, lecz jeden wzrok wystarczył, aby ustąpił i pomógł mu wstać.

– Panie Dnok, jak łatwo zauważyć, wszystko obraca się wokół pieniądza. Pieniądze dają nam szczęście, a ich brak, przekleństwo. Wiele lat temu zrozumiał to Andre Parhir, który założył wasz ród.

– Nikt tego nie udowodnił.

– Według mnie jest to prawda.

Według ciebie, wszystko, co ma związek ze złotem, jest prawdziwe. – ocenił Turnley z przekąsem.

Turnleya nie obchodziło z jakiego rodu pochodził, ponieważ nigdy nie interesował się polityką.

– Prawdą natomiast jest, że pańscy żołnierze zamordowali moją żonę. – uspokoił się, bo miał nadzieję, że spokojem przemówi do rozumu magnata.

– Zabił ich pan, więc czego pan jeszcze ode mnie oczekuje?

– Czy dla pana w ogóle to morderstwo nic nie znaczy?

Magnat głęboko zaczerpnął powietrza. Najwidoczniej spokój trafiał do niego i pomógł mu uzmysłowić powagę czynu dokonanego przez żołnierzy. Ale ten jednak zmienił temat dyskusji.

– Nawiązując do popełnionych przez pana morderstw, poinformowano mnie, że ktoś musiał panu pomagać. Zbrodnie były tak zaplanowane, że nie dałby rady ich sam pan dokonać. Jeśli wyjawi mi pan nazwisko swojego pomocnika, wtedy złagodzę karę.

 

Treść poprzedniego rozdziału znajdziecie poniżej:
/turnley-saga-sawrhino-tom-1-rozdzial-10/

Heroes: Bohaterowie, którzy zmieniali strony konfliktu

Jak dobrze wiemy, w menu scenariusza Heroes oprócz wyboru królestwa wybieraliśmy również bohatera startowego jednego z kilkunastu dostępnych w danej frakcji. Wśród nich zdarzyli się tacy, którzy wcześniej służyli lub zamieszkiwali inne ziemie i zmienili stronę konfliktu.

Przykłady? Proszę bardzo:

Inferno w świecie Heroes:

Frakcja inferno w świecie Heroes

Fiona – W jej opisie mamy informację, że przed inwazją Kreegan była treserem zwierząt w Erathii. Jednak, kiedy popularne demony najechały na Enroth natychmiast przyjęto ją w szeregi wojsk Eeofolu, kiedy ta udowodniła im, że potrafiła również zapanować nad piekielnymi ogarami oraz cerberami.

Pyre – Podobnie jak Fiona działała w Erathii. Co skłoniło demony, że te przyjęły ją do siebie? Kreeganom spodobało się, że Erathianka chciała eksterminacji wszystkich nieludzkich istot z królestwa. A dlaczego służyła Kreeganom? Twórcy Heroes stwierdzili, że o tym wie tylko ona.

Ayden – Był szamanem, który najprawdopodobniej działał w Avlee, jednak kiedy Kreeganie przybyły na Antagarich zaoferował im swoje usługi. W trakcie służby u demonów odkrył w sobie dziką rządzę i od tej chwili dążył, aby zasiąść na tronie własnego królestwa.

Xarfax – W przypadku poprzednich bohaterów możemy domniemywać, że ze służbą wojskową nie mieli wiele wspólnego, ale działali w innych królestwach. Xarfax służył w armii erathiańskiej do roku 1162 P.C. gdy został pojmany przez demony. Nie wiadomo co się stało z jego oddziałem, jednak demony zdając sobie sprawę z drzemiącej w nim potęgi przekabacili go na swoją stronę. Prawdopodobnie użyli do tego tortur oraz innych sztuczek magicznych.

Wrota Żywiołów:

Wrota Żywiołów w świecie Heroes

Tutaj praktycznie co drugi z bohaterów wcześniej służył, przebywał, lub żył w innym królestwie, a po pojawieniu się żywiołów dołączył do nich. Wymieńmy kilku z nich:

Thunar – przebywała w okolicach Steadwick, gdzie nauczyła się zarządzać złotem oraz podstaw taktyki. W jej obecności w Erathii nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie to, że była żywiołakiem ziemi. Dlaczego zaakceptowano ją w królestwie ludzi? Nie potrafię wyjaśnić, podobnie jak twórcy Heroes. Jednak natychmiast przyjęto ją w szeregi Wrót Żywiołów, kiedy pojawiły się na Antagarich.

Luna – Czarodziejka z pierwszych dwóch części Heroes, która po przybyciu do Antagarich poczuła wezwanie do Wrót Żywiołów. Przybywszy do Erathii zrozumiała jednak, że bardziej aniżeli umiejętnego posługiwania się magią wody powinna opanować magię ognia.

Brissa – Jest przykładem na to, że do Wrót Żywiołów mógł trafić każdy, nawet dżin. Wcześniej służyła pod sztandarem Gavina Magnusa w szeregach Bracady w trakcie walk o Odrodzenie Erathii. Walczyła, choć nie przeszła pełnego szkolenia, co tylko świadczyło jak wielkie umiejętności w sobie miała.

Labetha – Mieszkała w Erathii, gdzie podczas walk o jej odrodzenie zamordowano jej rodziców, a ona uciekła do Avlee. Tam zaopiekowały się nią drzewce, dzięki którym poczuła wielką nić z magią ziemi. Z tego powodu nie wahała się, kiedy przyszło do niej wezwanie z Wrót Żywiołów.

Można byłoby wymienić jeszcze tutaj Ciele, Grindana, Gelare, Inteusa czy Aenaina, jednak wszystkich ich wyróżniało jedno. Każdy z nich przyjął wezwanie do Wrót Żywiołów, kiedy pojawiły się na Antagarich.

Królestwo rycerzy w świecie Heroes:

Królestwo ludzi w świecie Heroes

Zaskoczeni? Również i tutaj pojawiło się paru bohaterów, którzy nie od zawsze przebywali w Erathii. Któż to taki? Zobaczmy:

Sylvia – nim dołączyła w szeregi Erathii służyła jako regnański pirat. Stwierdziła, że takie życie nie jest dla niej i przyjęła się do służby u boku Riona Gryphonhearta. Zastanawiające jest to, że nie spotkała ją żadna kara, skoro piraci łupili również statki erathiańskie. Możliwe, że uniknęła odpowiedzialności walcząc przeciwko piratom, z którymi wcześniej napadała na podróżne statki.

Adelaide – W jej przypadku to był powrót do domu po wielu latach. Pewnego dnia na morzu dopadł ją sztorm, a jej statek rozbił się na brzegach Vori, w domu śnieżnych elfów. Tam przez dwadzieścia lat uczyła się wojskowego rzemiosła, a także sztuki magicznej, głównie magii lodu. Po tych latach wróciła do Erathii.

Czy to wszyscy?

Zdecydowanie nie. Myślę, że jeszcze wielu bohaterów powinno się tutaj znaleźć. Choćby bohaterowie z kampanii, którzy zdradzili swoje frakcje, przykładowo Yog i Lord Haart. Pierwszy z nich odszedł z Bracady, aby dołączyć do Krewlod (opowiada o tym kampania narodziny Barbarzyńcy), natomiast Lord Haart okazał się zdrajcą Erathii paktującym z nekromantami.

Można byłoby wspomnieć o Adrienne, która odbywała nauki wśród kleryków w Steadwick, a potem wróciła do Tatalii, czy Gelu, który walczył zarówno po stronie Avlee, jak i Erathii. Jak więc sami widzicie w sadze występują bohaterowie, którzy wcześniej służyli, bądź przebywali, w jednym królestwie, a zaciągnęli się do innego.

Wejście do Heroes of Might and Magic Armageddons Blade

Znacie jeszcze takich bohaterów? Jeśli tak, to sekcja z komentarzami jest dla was 😊

 

Moim źródłem inspiracji do tego artykułu były informacje umieszczone na stronie Jaskini Behemota, największego portalu w Polsce o świecie Heroes:

http://h3.heroes.net.pl/bohaterowie/awansowanie

O świecie Heroes napisałem już kilka artykułów, jeśli zainteresowałem Was nim, sprawdźcie następne:

/heroes-dlaczego-tak-nie-lubimy-gelu-i-czy-wszystkiemu-jest-on-winny/

/heroes-dlaczego-ukazuje-wydarzenia-ze-swiata/

/heroes-moj-ulubiony-tryb-rozgrywki-kampanie-d/

Turnley: Saga Sawrhino – Tom 1 – Rozdział 10

Tej nocy Turnley miał ukarać tego, który zlecił morderstwo Lany. To on ponosił pełną odpowiedzialność i to jego należało ukarać tak, żeby już nikomu nie zniszczył życia.

Usłyszał kroki, co najmniej dwóch osób zbliżających się do stolarni. Odsunął wszelkie przyrządy, robiąc jak najwięcej miejsca w głównym pomieszczeniu. W jednej ręce trzymał kuszę, a druga zaciskała się w pięści. Czekał, aż drzwi się otworzą i do środka wpadnie dowódca oddziału, przyprowadzony przez Cavina.

Drzwi się otworzyły i w progu pojawiły się dwie postacie. Jedna z nich patrzyła z wściekłością na stolarza, druga z opanowaniem. Cavin kiwnął mu, że wszystko poszło zgodnie z planem.

– Oddawaj kuszę złodzieju!

– Przyjdź i weź ją sobie. – zachęcił go wymachując bronią.

Dowódca zdecydowanym krokiem poszedł do niego.

– Za morderstwa i próbę wrobienia mnie w nie zawiśniesz jeszcze dziś parchle i osobiście dopilnuję, aby tak się stało.

Jeszcze kilka kroków, trzy, dwa, jeden i … zerwał linę. Grymas złości przemienił się w zaskoczenie. Spojrzał w dół i tam sznur uciekał, jak mrówki wchodzące z mrowiska. Nie zdążył spojrzeć w górę, nim stos ciężkich gratów powalił go. Rozległ się donośny huk w stolarni i gdyby nie zamknięte drzwi, to zwabiłby on wszystkich mieszkańców z najbliższej okolicy.

Okazało się, że plan zadziałał perfekcyjnie. Miał dowódcę we własnych rękach i jego dalszy los był zależny od niego.

– Gdzie chcesz to zrobić? – spytał Cavin. – Bo chyba nie w głównym holu warsztatu.

– Nie, zejdziemy z nim do piwnicy. Tam przygotowałem miejsce. Później wrócę i weźmiemy tamte rzeczy.

Cavin wciąż nie wierzył, że pomaga Turnleyowi dokonać tych wszystkich zabójstw. Podobnie jak nie wierzył, że ci sami żołnierze w bestialski sposób pozbawią życia jego córki. Kiedyś za nabór do wojska odpowiadali magowie umysłu, dzisiaj obowiązki te przeszły w ręce wojska i widać jacy degeneraci przechodzą selekcję.

Wzięli żołnierza i zeszli z nim do podziemi. Znaleźli się w dolnej kondygnacji. Z racji panującego ciepła mieli trudności ze złapaniem oddechu, a pot wylewał im się na skórę. Przeszli do następnego pokoju, gdzie położyli go na uprzednio przygotowanym stole. Ojciec Lany zamarł widząc go.

– Turnley, naprawdę zaczynam się o ciebie bać. – Stół przypominał mu czasy, gdy starsi przywiązywali młodszych i nowo przyjętych kadetów do palów, stołów, krzeseł i wyżywali się na nich. Dokonywali tego na różne sposoby, bili, katowali, maltretowali, czy wystawiali na pośmiewisko. Oczywiście za przyzwoleniem opiekunów. Wielu żołnierzy nie wytrzymywało psychicznie i albo dokonywali samobójstwa, albo mścili się na oprawcach. Takie zabawy zaczęły się od momentu, kiedy to żołnierze rekrutowali nowych.

– Chcesz się na nim zemścić i nie okłamuj mnie. Jakikolwiek inny wymiar kary będzie dla niego łaską.

Z tym również się zgadzał, lecz wolał, aby zrobił to prawdziwy kat oprawca, a nie osoba, którą umiłował. Przypięli go do stołu tak, że ręce miał przy sobie, a głowa bezwładnie leżała na nim. Jego zmysły wciąż pozostały w uśpieniu.

– Co z nim potem zrobisz? – Musiał się dowiedzieć, choć bał się odpowiedzi.

– Spalę go w piecu.

– Zwariowałeś?! Chcesz tu wszystkich ściągnąć?!

– Nikt nie przyjdzie. Poleję go stopem metalu i smród nie będzie miał jak wyjść.

Dopiero teraz zrozumiał, skąd to ciepło. Turnley przygotowywał stop metalu, żeby zataić swoją zbrodnię. Sposób ten jednocześnie zachwycał i przerażał Cavina. Nie widział w nim już dawnego męża Lany, który brzydził się przemocą.

Teraz czekali, aż ofiara się przebudzi. Cavin i Turnley milczeli. Stolarz wykorzystał tę chwilę na rozmyślaniu nad przyszłością. Przez ostatnie dni nie mógł żyć, bo żądza zemsty go przewyższała. Musiał spłacić ten dług, żeby Lana mogła w spokoju zmierzać do aniołów, ale co będzie potem? Widział, że Cavin obawia się go. Nie dziwił mu się, sam siebie przerażał. Nigdy by tego nie zrobił nawet największemu wrogowi, a przynajmniej tak myślał, że nie jest do tego zdolny. Śmierć Lany wzbudziła drzemiące w nim pokłady wielkiego zła. Wiedział, że teraz się rozładują, ale co będzie dalej? Czy Cavin miał rację i będzie umiał żyć bez wielkiej żądzy nienawiści?

Dowódca niemrawo poruszył głową. Jeszcze nie dochodziło do niego gdzie się znajdował. Po chwili poczuł mocny ból głowy. Próbował dotknąć ją ręką, lecz wtem poczuł, że coś ją powstrzymuje. Spojrzał na nią i była zablokowana, podobnie jak druga. Coś było nie tak. Przecież szedł tutaj z tym żołnierzem, Cavinem, czy jakoś tak. W takim razie, co z nim? Stał naprzeciwko niego, a obok niego znajdowała się osoba, która ukradła mu broń.

Teraz wszystko poukładał.

– Zawiśniesz za pomoc w morderstwie! Nie darujemy ci tego Cavin. – Szybko mu zabrakło tchu. – Na Aniołów co tu tak gorąco.

I on śmie mówić o Aniołach? – pomyślał Turnley. One pomagają jedynie dobrym i potrzebującym, nie zbrodniarzom.

– Czujesz piekło. – Turnley w tej chwili przeniósł się do innego świata, w którym wyłącznie był z mordercą jego żony. Cavin w tym świecie nie istniał, choć stał tuż obok niego. – Masz jego namiastkę. Będziesz płonął w jeszcze gorętszym ogniu.

Żołnierz nie czuł obawy o śmierć, ponieważ był pewny, że z tego wyjdzie.

– Nie wiem, jaką masz zwadę do mnie, ale słuchaj …

– Nie to ty mnie słuchaj! Zgwałciłeś moją żonę i pozwoliłeś nią zabawiać się swoim żołnierzom. Wyciągnąłeś ją ze szkoły, wbrew jej woli. Odarłeś ją z godności. Dlatego nie masz prawa nic do mnie mówić, a w wasze sądy to ja nie wierzę.

Słowa męczyły Turnleya, a pot lał się z niego niczym deszcz z nieba. Wyrzucenie wszystkiego żołnierzowi mocno zmęczyło stolarza, a do tego gorąc panujący w piwnicy utrudniał mu złapanie oddechu. Choć wyrzuty na dowódcę kosztowały go wiele wysiłku, to on nic sobie z tego nie robił.

– Więc jak zacząłem wcześniej jeśli mnie teraz wypuścisz, uznam, że to, co ze mną zrobiłeś, nie miało miejsca. Jedynie będziesz sądzony za kradzież mojej kuszy. Niewielka kara cię za to spotka.

– Skąd w ogóle pomysł, że to ja ją ukradłem? – I tak umrze, więc Turnley nie zamierzał przed nim niczego ukrywać.

– Ile ci zapłacił, że mu pomagasz? – zapytał Cavina. – Wiesz, że jestem w stanie dać więcej.

– Naprawdę uważasz, że tu chodzi o pieniądze? – Żołnierz wszedł do świata Turnleya. – Wy z rodu Razi myślicie, że wszystko i wszystkich możecie kupić. Nawet własne dzieci byście sprzedali, jeśli zapłaciliby wam odpowiednią cenę.

– W takim razie czego chcesz?

– Naprawdę uważasz, że odpuszczę ci morderstwo mojej córki?!

– Wy sobie żarty stroicie? –  To co dla Turnleya i Cavina było wystarczającym powodem do zabójstwa, dla żołnierza stał się powodem kpiny. – Naprawdę szkoda wam tej dziwki z rodu Parhir?

– Patrz na słowa! – Turnley wyciągnął małą piłę i z wściekłością zmierzał do oprawcy jego żony. To bydle śmiało porównać jego żonę do ladacznicy. Tego było już za wiele, aczkolwiek wbrew sobie zatrzymał się. Pomyślał, że o to mu chodziło. Skoro nie może się uwolnić, to przynajmniej sprowokuje go. Mając tego świadomość Turnley zajadle się uśmiechnął, w czym wprowadził w konsternację nawet doświadczonego żołnierza. – Nazywaj ją sobie jak chcesz, co mnie obchodzi zdanie takiego bydlaka!

Pierwsza reakcję Turnleya Cavin zrozumiał. Człowiekiem w zemście kierują destrukcyjne emocje, które nie znikną, póki nie zostanie pokonany obiekt nienawiści. Drugiej reakcji już nie rozumiał. Czyżby żołnierze, zadając jedną głęboką ranę, zdołali wyzwolić potwora? Chciał się mylić, ale po tym co zobaczył, już coraz mniej poznawał troskliwego męża swojej córki.

Zakładnik dostrzegł, jak mąż Lany podszedł do skrzyni, z której wyciągnął jeden z przyrządów. Pokazał mu go.

– Wiesz, co to jest? – spytał stolarz i choć zaprzeczał, to wiedział, co to jest i do czego służy i to właśnie świadomość jego przeznaczenia przerażała żołnierza. – Widzę, że wiesz, ale nie odpowiadaj. Pozwól, że za ciebie odpowiem.

– Strug – głośno bąknął dowódca – i służy do obróbki drewna.

– Nie sądziłem, że znasz się na moim fachu. – Zajadły styl stolarza coraz bardziej przerażał Cavina. Widział w nim osobę, która cieszy się z dokonania zbrodni, podobnie jak dziecko, kiedy rodzice pozwolą mu na zabawę.

– Będziesz żałował tego co zrobisz. – Choć starał się tego nie pokazywać, to świadomość bólu, dłużącego się bez końca przerażała go. – Jeszcze możesz się wycofać, nikomu nic nie powiem, że mnie tu ściągnąłeś.

– A gdzie twoja odwaga? Odeszła? – Podchodził do żołnierza, napawając się jego strachem. Specjalnie spowalniał kroki, żeby patrzeć jak strach narastał w nim. Gdy stanął tuż obok niego, położył strug na jego ręce. Z pogardą spojrzał na niego. – Mogę cię zapewnić, że ostrze nie będzie wchodziło głęboko, żebyś mi się zbyt szybko nie wykrwawił.

Potem przystawił rękę do stołu, a samemu z całej siły pchał strug do przodu. Dowódca wydzierał się, niczym potępieniec w rękach demona. Turnley ani myślał przestawać, wręcz cieszył się, że obywatel z rodu Razi doznaje wielkiego bólu. Żołnierz starał się wymachiwać rękami, żeby zmniejszyć bolesne doznania, również mocno zacisnął szczękę i kręcił głową we wszystkie strony. Robił wszystko, żeby jakkolwiek umniejszyć bólu.

Cavin patrzył na to zmieszany. Nie było mu szkoda gwałciciela córki, ale nie pochwalał pastwienia się nad innymi. Samo męczenie zwierzęcia wywoływało w nim wstręt, a co dopiero człowieka.

Turnley wyciągnął strug z niego. Ręka dowódcy goniła spazmatycznie, jakby doznała drgawek. W miejscu wycięcia skóry pojawiła się krew, która szybko rozlała się wokół całej ręki. Ciężko oddychał, lecz wiedział, że Turnley jeszcze z nim nie skończył.

– To samo czuła moja żona, kiedy wy ją gwałciliście. Rozrywaliście ją tak samo, jak ja ciebie! – Patrzył w jego oczy wiedząc, że prosi o litość. – Chcesz, żebym przestał? Tak samo ona chciała, żebyście przestali! Wręcz pragnęła tego!

Po raz pierwszy pokazał ludzkie uczucia. – Pomyślał Cavin patrząc z boku na syna.

– Nie patrzyliście na jej ból! – kontynuował Turnley. – Więc dlaczego ja mam teraz patrzeć na twój? Podaj mi, choć jeden dobry powód, dla którego powinienem odłożyć strug i cię wypuścić!

– Mogę ci obiecać, że moi żołnierze zrobią wszystko, żebyś ani chwili wytchnienia nie miał. – oznajmił wyjątkowo spokojnie, jakby w ogóle nic się nie stało.

– Ich tu nie ma, za to ja jestem.

Wbił w drugą rękę i ciągnął tak samo jak za pierwszym razem. Ponownie nastała serenada krzyków żołnierza, na które Cavin odwrócił głowę. Turnley lekko się zaśmiał.

– Nie warto. Myślisz, że nie spodziewałem się, że będziesz próbował wezwać pomoc?

– Tacy wy z rodu Razi jesteście. – wtrącił się Cavin po dłuższej chwili obserwacji. – Wyłącznie pomagacie sobie nawzajem, jeśli widzicie jakiś zysk. Najwidoczniej nikt cię nie lubi, bo inaczej ktoś zacząłby cię szukać. Ktoś miał korzyść, żeby się ciebie pozbyć. – Długo się powstrzymywał, ale w końcu nie mógł wytrzymać. – Naprawdę uważasz, że będę patrzył na ciebie, mając z tyłu głowy, że zgwałciłeś i zamordowałeś moją córkę?! Wiedziałem, że wasze przyjście na tą wyspę nie zwiastuje nic dobrego, ale nie spodziewałem się, że jesteście zdolni do tak potwornych zbrodni! Czas żebyście za to odpowiedzieli!

Turnley nawet nie dostrzegł, kiedy Cavin wyciągnął miecz i zmierzał na dowódcę. Ruszył, żeby go powstrzymać, ale nim zdążył to zrobić ojciec Lany przeszył jego serce i stół na wylot. Choć na stole już po obdarciu rąk było mnóstwo krwi, to krew z serca wylewała się, niczym gejzer z wulkanu. Stolarz był wściekły, że ten odebrał mu możliwość zemsty, ale potem zrozumiał, że to również i jego zemsta. Nareszcie dostrzegł w nim ojcowską miłość do córki, mimo, że została pokazana w tak brutalny sposób. Dopełnili swojej zemsty, choć nienawiść do żołnierzy z rodu Razi pozostanie jeszcze długo.

– Dlaczego to zrobiłeś? – Był wściekły na Cavina, ale wściekłość została utemperowana przez rozsądek. – Mówiłeś, że nie chcesz się w to mieszać.

– To była moja córka. To była moja jedyna ukochana osoba, która mi pozostała. Nie mogłem patrzeć, jak chodził bezkarnie po wyspie. To nie na moje siły.

Cóż poradzić, też był tylko człowiekiem, też miał uczucia i emocje i nie mógł patrzeć jak oprawca przechodzi bezkarnie.

– Zatem chciałeś być tu razem ze mną?

– Tak – nie było sensu dłużej okłamywać – chciałem odpłacić tym barbarzyńcom za wszystko co zrobili. To on zlecił gwałt i jeszcze chwalił się tym na cały świat. – Wyciągnął z niego miecz i resztki krwi wypłynęły z nowo powstałego strumienia. Już nie zwracał na niego uwagi i ponownie spojrzał na Turnleya swoim opanowanym i pewnym wzrokiem. – To tylko dowodzi, że ród Razi może sobie robić, co im się żywnie podoba. To oni ustalają prawo i będzie tak, jak tego chcą. Sprawiedliwości nie ma, nie ma co jej szukać w rodzie Razi.

W jakich to czasach przyszło nam żyć? – zastanawiał się Turnley.

– W takim razie trzeba się pozbyć ciała, aby nikt nas nie nakrył.

Usłyszeli głos otwieranych drzwi do stolarni, na które momentalnie zdrętwieli.

– Jestem pewny, że zamykałem drzwi. – rzekł Cavin.

Następnie dochodziły do nich głośne trzaśnięcia o podłogę wszelkich narzędzi, urządzeń, czy innych półproduktów. Turnley już chciał wybiec, żeby ich powstrzymać, lecz ojciec Lany zagrodził mu drogę.

– Turnley nie ma sensu, nie widzisz, że oni nie wyjdą, póki go nie znajdą?

– Może szukają czegoś innego?

– I myślisz, że po zwykłe przeszukanie wysyłaliby cały oddział?

Zdał sobie sprawę ze swojego irracjonalnego myślenia. Przyszli po dowódcę i choć pan Dnok nie żałował jego śmierci, to z tyłu głowy miał konsekwencje, jakie mu przyjdzie zapłacić. Cavin porwał się do przodu, lecz Turnley zagrodził mu wyjście.

– Cavin nie ma sensu, zabiją cię.

– Tak czy inaczej to zrobią!

– Niezupełnie, możesz się schować.

– I czekać tu na nich jak tchórz?! Nie ma mowy Turnley, nie będę się wstydził tego co zrobiłem.

Odgłosy trzaskających sprzętów stawały się coraz głośniejsze, mąż Lany już sobie wyobrażał, jakie pobojowisko zrobili. Teraz to nie miało znaczenia, bo potrzebował sposobu, jak wyciągnąć ich żywych. Od kotłowni nie było innego wyjścia, jak to, przez które zeszli. Cavin rzeczywiście chciał wejść do paszczy smoka i liczyć na cud, że ten go nie zje.

– Cavin czekaj! – Olśniło go i entuzjazm, z jakim to powiedział zatrzymał żołnierza. Również i jemu nie było po drodze ze śmiercią. – Przeczekaj tutaj, z nas dwóch, tylko ty zdołasz mnie uratować.

– Siedź tutaj, wtedy będziesz uratowany.

– Cavin, to nie czas na zgrywanie bohatera, myślisz, że jak im się oddasz, to oni odstąpią? A niby kto ci dał klucze od stolarni? – Tego Cavin nie rozważył. Zrozumiał, że nawet jak wyjdzie to nie uratuje Turnleya. Jego milczenie stolarz uznał za swoje zwycięstwo. – Widzisz, jedynie jak ja wyjdę, to mamy szansę jakoś z tego wybrnąć.

– To gdzie mogę się schować? – spytał niechętnie. Dla niego to nowa sytuacja, bo w wojsku uczono go, że problemom należy się przeciwstawić, a nie uciekać przed nimi.

– Wejdź tutaj. – Otworzył mu drzwi do składu węgla i zaraz za nimi je zamknął.

Turnley wziął głęboki wdech i szedł na spotkanie ze śmiercią. Wyszedł na warsztat, gdzie dostrzegł istne pobojowisko. Żołnierze za nic mieli przyrządy, dzięki którym zarabiał na chleb. Niszczyli wszystko, co stanęło na drodze i co nadawało się do niszczenia. Było ich dziesięciu i w końcu jeden z nich zwrócił uwagę na właściciela zniszczonej stolarni.

– Gdzie jest Ory? – zapytał z wściekłością i już szedł do Turnleya, żeby wymierzyć mu piąchę w szczękę.

– Na dole.

– Pilnujcie go. – polecił pozostałym. Nadal był wściekły na Turnleya, lecz bardziej martwił się o swojego dowódcę. Zbiegł do piwnicy, nie zapominając o silnym trąceniu w bark. Pozostali poszli za nim. Chwilę później wybiegł na górę, a jego oczy płonęły gniewem. Stolarz wiedział co go czeka i nawet się nie opierał, kiedy żołnierz wymierzył mu solidną tubę w szczękę. Momentalnie do niego podbiegł i odcisnął jeszcze kilka pięści na jego twarzy, nim jeden z jego kompanów powstrzymał go.

– Ma żyć! Zgodnie z życzeniem magnata!

A czegóż on może ode mnie chcieć? – Turnley chciał go o to spytać, ale pytanie pozostawił w myślach.

– Czego nasz pan może chcieć od takiego ścierwa?! – Jednakże wściekły żołnierz wyrzucił pytanie Turnleya.

– Sam nie wiem, ale zróbmy, co do nas należy. Weźcie wyciągnijcie Oriego i zanieście do szamana, a tego tu skuć.

Turnley miał mocno zamroczony obraz i szybka zmiana pozycji wywołała w nim mdłości i dotkliwy ból głowy. Żołnierze skuli stolarza i wypchali go na zewnątrz. Był już ranek i wyspa powoli budziła się do życia. Dwóch żołnierzy usadowiło dowódcę na prowizorycznych noszach i poszli w drugą stronę. Natomiast oni pchali Turnleya w stronę pałacu magnata Raziego. Specjalnie wybierali szeroko uczęszczane drogi, żeby ludzkość napatrzyła się na zbrodniarza i go zełgała, lecz oni patrzyli na męża Lany zaskoczeni i jeden przez drugiego zadawali pytanie o powód jego skucia. Kajdany mocno mu ciążyły, ale mimo to szedł dumny jak paw. Choć miał świadomość, że idzie na śmierć, to w ogóle się jej nie bał. Czuł, że dopiero teraz godnie pożegna się z życiem.

 

Do poprzedniej części przejdziecie klikając w poniższy link:
/turnley-saga-sawrhino-tom-1-rozdzial-9/

Heroes: Dlaczego tak nie lubimy Gelu i czy wszystkiemu jest on winny?

Spowodował, że świat Heroes of Might and Magic III rozsypał się.

Rozważania można byłoby skończyć na tym jednym zdaniu i myślę, że wielu z was zgodziłoby się ze mną. Jednakże jest to zbyt duże uproszczenie. To prawda bezpośrednio on i Kilgor doprowadzili do Rozliczenia, a tym samym i do kolejnej części heroes, jednak czy intencje Gelu były złe? Sprawdźmy.

Troszkę historii Bladolicego Wojownika.

O dzieciństwie Gelu wiemy stosunkowo niewiele oprócz tego, że jedno z jego rodziców było elfem z Vori, a drugie człowiekiem. Został odnaleziony przez Morgana Kendalla i wychowany w wojskowym rzemiośle. Młody elf okazał się jednym z lepszym kadetów i już jako dziesięciolatek otrzymał misję oczyszczenia regionu Gaia’s Crest z wrogów. Pomyślnie ją wykonawszy został kapitanem Leśnej Straży (elitarnego erathiańskiego oddziału stacjonującego na terenach Avlee) i jako kapitan oddziału ukarał Smoczych Panów za paktowanie z nekromantami. Następnie pokonał wampira Vokiala, a w trakcie walki utworzył eliksir życia, który wręczył lordowi (który później okazał się nekromantą na usługach Sandro).

Leśna Straż - elitarna jednostka Erathii w świecie Heroes

Dalszą część jego historii opowiadają kampanie: Przeklęte Przymierze oraz Ostrze Armagedonu. W trakcie dwóch pierwszych Gelu wykazuje się nie tylko umiejętnościami bitewnymi, ale również taktycznymi, dzięki którym staje się jednym z ważniejszych dowódców i postaci w Avlee oraz Erathii. Po zwycięstwie w kampanii Ostrze Armagedonu w nagrodę otrzymuje jeden z najpotężniejszych artefaktów, wspomniane Ostrze.

Na podstawie tego wychodzi, że mamy do czynienia ze świadomym dowódcą wojskowym, którego głównym celem było zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom Avlee i Erathii.

Co się działo podczas kampanii Heroes Ostrze Armagedonu?

Rósł potężny konkurent dla Erathii i wszystkich królestw na Antagarich. Młody barbarzyńca Kilgor pokonał pretendentów do tronu w trakcie Festiwalu Życia i wyzwał króla Krewlod Winstona Boragusa, który przesiadywał w swojej twierdzy w Ulgak. Podbił miasto, zabił dotychczasowego króla i przejął tron Krewlod. Zniósł rytuał Festiwalu ustanawiając dziedziczenie tronu.

Festiwal Życia odbywał się raz na 30 lat

Miał skłonności imperialistyczne, dlatego, gdy Erathia, Avlee oraz Wroty Żywiołów były skupione na walce z Kreeganami, ten podbił ludy bagien i zmierzał w kierunku Vori, gdzie znajdował się mityczny Miecz Mrozu, drugi równie potężny artefakt, co Ostrze Armagedonu.

I tutaj zaczyna się „zabawa”.

Do wyścigu po Miecz Mrozu ruszyło trzech bohaterów: Gelu, Kilgor oraz Tarnum. Każdy z nich miał inny cel. Kilgor chciał zdobyć artefakt, żeby stać się jeszcze silniejszym, Gelu chciał zniszczyć miecz, żeby nikt z niego nie skorzystał, natomiast Tarnum chciał przeszkodzić planom elfa i barbarzyńcy, ponieważ jak tłumaczył, to właśnie znalezienie tego artefaktu stworzy zagrożenie dla całego świata Enroth. Groźba legendarnego Rozliczenia stawała się realna.

Koniec końców Tarnum przybył do miasta Volee przed Gelu, jednak miecza już tam nie było. Wykradła go Kija, trzecia żona Kilgora, która chciała mieć pewność, że to jej synowie odziedziczą tron Krewlod.

W tej chwili było dwóch bohaterów z najsilniejszymi artefaktami, Kilgor z mieczem Mrozu i Gelu z Ostrzem Armagedonu.

Kilgor nie poprzestał na posiadaniu jednego z dwóch najsilniejszych artefaktów w świecie Heroes.

Chciał zdobyć obydwa potężne miecze i w tym celu najechał na Avlee, żeby zmierzyć się z Gelu. Podczas decydującej bitwy dowódcy zderzyli się klingami doprowadzając tym samym do Rozliczenia i zniszczenia tak bardzo lubianego przez nas świata Heroes of Might and Magic III.

Zderzenie Ostrza Armagedonu oraz Miecza Mrozu, doprowadzając tym samym do Rozliczenia.

Czy do Rozliczenia musiało dojść?

Teraz można tylko dywagować. Na pewno na Antagarich pojawiło się dwóch wielkich wojowników posiadających najsilniejsze artefakty na planecie, o dwóch za dużo. Duma Kilgora nie pozwoliła przełknąć, że ktoś ma równie potężny artefakt jak on. Dlatego wcześniej czy później musiało dojść do walki między Gelu i Kilgorem.

Czy Bladolicy Wojownik mógł się zachować inaczej? Teraz można wyłącznie dywagować.

Czy Gelu w trakcie najazdu Kilgora musiał mieć ze sobą Ostrze Armagedonu?

Ciężko jednoznacznie na to odpowiedzieć. Oczywiście dzięki artefaktowi mógł rzucić armagedon i wówczas zmiótłby z powierzchni oddziały Kilgora, jednak również i on oberwałby, oprócz smoków. Nie zastosował tego czaru, więc skoro nie zamierzał wykorzystywać go, to czy potrzebował mieć ostrze ze sobą?

Czy Gelu musiał uczestniczyć w wyścigu o miecz Mrozu?

Po kampanii Ostrze Armagedonu i zniszczeniu Kreegan Gelu był traktowany jak bohater, któremu wydawało się, że jest nieomylny. Po tej kampanii był zbyt zadufany w sobie, żeby odpuścić. Czuł, że tylko on może powstrzymać Kilgora przed zdobyciem ostrza. Nie usłuchał nawet swojego przyjaciela Ufertina, który, za namową Tarnuma, przestrzegał go przez zdobyciem miecza.

Przez to, że elf uczestniczył w wyścigu, Tarnum nie mógł powstrzymać Kilgora. Gdyby nieśmiertelny bohater skupiłby się tylko na barbarzyńcy mógłby go powstrzymać przed zdobyciem ostrza.

Oczywiście należy zauważyć, że to są tylko dywagacje.

 

Nie ulega wątpliwości, że w świecie Heroes Gelu był bohaterem. Jednak poprzez swoją upartość z bohatera stał się obiektem drwin i wyzwisk, powodując zniszczenie ukochanego świata Heroes III 😀

A co wy o nim sądzicie? Dajcie znać w komentarzu, a poniżej przydatne linki 😊

 

Rozliczenie w moim wyobrażeniu:

/rozdzial-xxiii-bunt-charny-gelu-i-kilgor-1/

Więcej informacji o Gelu na stronie Fandomu znajdziecie:

https://mightandmagic.fandom.com/pl/wiki/Gelu

Turnley: Saga Sawrhino – Tom 1 – Rozdział 9

– Czy ja cię prosiłem o jakąkolwiek pomoc?! – Przekraczając próg domu Cavina Turnley krzyczał na niego, mając mu za złe, że tak bardzo się narażał. – Lana mi nie daruje, jeśli coś ci zrobią!

– Podobnie jak ona mi nie wybaczy, jeśli coś się tobie stanie. – Lana wciąż żyła w ich myślach. – Nie pozwolę ci umrzeć i dobrze o tym wiesz, choćbym miał przystawić pod topór swoją własną głowę za ciebie, to zrobię to. Jeśli nie przez wzgląd na ciebie, to przez wzgląd na nią.

Nie wybaczy sobie, jeśli ktoś go skrzywdzi. To nie jego zemsta! Nie powinien się w to mieszać! Zwłaszcza, że jest żołnierzem i jako pierwszy będzie podejrzany o zabójstwo Lemera.

– Cały czas mnie będziesz chronił? – Spojrzał z politowaniem na żołnierza. – Nie mam dziesięciu lat i umiem dbać o siebie!

Cavin nie popierał jego osądu. Podczas zemsty ludzie są zdolni do najbardziej irracjonalnych rzeczy, na które wcześniej by się nie zdecydowali. Turnley nie myślał samodzielnie i to zemsta przejmowała nad nim kontrolę.

– Mam nadzieję, że gdy już odegrasz się na żołnierzach, to spokojnie wrócisz do stolarni i będziesz normalnie żył.

Normalnie żył. Już nie wiem co to znaczy. – odrzekł mu w myślach. Choć od śmierci Lany minęły dwa tygodnie, to wciąż miał wrażenie, jakby jego świat zawalił się przed kilkoma klepsydrami. Rany po śmierci ukochanej wciąż krwawiły i nie chciały się zabliźnić. Cavin wyczuł jego myśli i opatulił go ojcowską ręką.

Nagle Turnley przerwał tą chwilę nostalgii.

– Wiesz, jakie plotki krążą o tych dwóch morderstwach?

– Nie mam potrzeby ich słuchać, skoro wiem, jak było naprawdę. – Wiedział, do czego zmierzał. – Sprawdziłem dokładnie miejsca zbrodni i zabrałem wszystko, co mogło się z tobą kojarzyć. Nie mają żadnego punktu zaczepienia, więc zrodziło się kilka plotek. Głównie dotyczą one korelacji między rodowych. Jedni uważają, że jest to zabójca na zlecenie rodu Parhir, inni daliby głowę, że zabił to ktoś z rodu Hatenpust, bo to oni są mistrzami w skradaniu się, inni traktują to jeszcze jako zatarg pomiędzy żołnierzami, ale tych głosów jest najmniej.

– Szkoda.

Żołnierz wolał, żeby dwie pierwsze plotki częściej się przewijały wśród żołnierzy. Jeśli rzeczywiście zaczną się pytać o zatargi występujące między żołnierzami, bardzo łatwo trafią na niego. I choć w tej chwili interesowało go tylko bezpieczeństwo przybranego syna, to z tyłu głowy nadal chciał pełnić służbę wojskową.

– Odnośnie drugiego zabójstwa nikt się nie połapie, że Ranę otruto drewnem rerańskim.

– Zaraz, zaraz – Turnley połączył poszlaki – skąd wiesz, czym go otrułem?

– Ludzie o tym gadają. – odrzekł spokojnie. – Mogłeś pomyśleć, żeby podać mu truciznę, która nie powstaje z materiałów do robienia mebli.

– I tak by mnie z tym nie połączyli.

– Czyżby? A znasz jakiegoś innego stolarza na wyspie, który jest w stanie obrobić drewno rerańskie? – Nie odpowiedział. – No właśnie, nie musiałeś się tak głośno afiszować, że to ty wysłałeś Ranę w zaświaty.

– Więc jak przebiega śledztwo?

– Turnley, dopiero dzień minął od zabójstw, oczekujesz, że już odkryją poszlaki lub pierwszych oskarżonych? W tym momencie sprawdzają wszystkie beczki z karczmy, bo pojawiły się podejrzenia, że ktoś specjalnie dosypał drewna rerańskiego do nich.

– Przecież to idiotyczne. – stwierdził Turnley. – Po co mają sprawdzać beczki, skoro oprócz Rany nikt nie został otruty, a wątpię, żeby jego kufel był pierwszym napełnianym z tej beczki. Kto w ogóle podsunął taką myśl?

– I tak zostałyby sprawdzone, ale nie od razu. Pierwsze powinni zebrać zeznania od świadków zdarzenia, a nie pozwolić wszystkim się rozejść.

Turnleyowi coś nie pasowało. Nie mógł uwierzyć, że żołnierze są aż tak ślepi. Przecież zamordował ich kompana, to powinni zrobić wszystko, żeby dorwać odpowiedzialnego za jego śmierć, a oni marnowali czas na zbędnym przeszukiwaniu beczek, pozwalając im wszystkim się rozejść.

– Kto im podsunął taką myśl? – powtórzył pytanie.

– Pewien mag, który dostrzegł drewno rerańskie w gębie oskarżonego.

Magowie nie byli głupcami. Doskonale posługiwali się magią niszczycielską i konstrukcyjną, a to wymagało wielkiej mądrości. Dlatego kimkolwiek był ten mag, miał świadomość, kto zabił, zwłaszcza, jak odkrył truciznę. Zatem czemu tego nie powiedział? Turnley doznał olśnienia.

– Wszedłeś tam w przebraniu maga i udawałeś, że chcesz pomóc żołnierzom?! – Gdy Cavin nie odpowiadał, uznał to za potwierdzenie podejrzeń.

– Magowie mają wielkie poważanie, nawet wśród pospólstwa, a co dopiero wśród wojowników. Więc tak nakierowałem ich na mylny trop. Idąc nim, ślady powinny się tak zatrzeć, żeby nie dało się na ciebie wpaść.

– Na mnie wpaść! – Cavin nie chciał wyjawiać, że to on był tym magiem, ale musiał uświadomić Turnleya, do jakich wniosków wojskowi doszli. – Czy ty w ogóle martwisz się o siebie?! Nie wybaczę sobie tego, jeśli coś ci zrobią! Lana mi też tego nie daruje! Przestań w końcu mi pomagać! To moja zemsta, nie twoja!

– I mam pozwolić, żebyś wpadł w ręce tych bestii!? Myślisz, że to co oni zrobili twojej żonie i mojej córce, to jest jednorazowy przypadek? – Stolarz nie rozumiał, do czego żołnierz zmierzał. – Słuchaj, chociaż nigdy cię polityka nie interesowała, to teraz jest ważna również dla ciebie. Abel Razi ma kontrolę nad połową wysp i teraz to on będzie ustalał prawa według swojego uznania, a każdą niesubordynację będzie traktował surowo. Najczęściej śmiercią. Więc naprawdę myślisz, że jeśli wpadniesz im w ręce, to cię wygnają z wyspy?

Tak na to nie patrzył. Był świadkiem ich bestialstwa i jeśli rzeczywiście dokonują go częściej, to okazało się, że wyspę przejęli barbarzyńcy ukrywający się pod złotymi błyskotkami. Jeśli wcześniej miał wyrzuty sumienia, co do posłania morderców w zaświaty, to już go opuściły. Żałował wyłącznie, że nie zapamiętał wszystkich, którzy wtedy tam byli.

Nie był już zły na żołnierza, wręcz coraz bardziej rozumiał jego motywy. Ojciec Lany bronił go nie tylko przed odpowiedzialnością za swoje czyny, ale przede wszystkim, ratował mu życie.

– Dziękuję za pomoc. – Nie było w tym ani krzty ironii.

– W porządku. Kiedy chcesz zabić tego dowódcę?

– Dzisiaj. Najlepiej w tej chwili.

 

Zgodnie z życzeniem Turnleya Cavin ruszył do koszar, gdzie stacjonował dowódca odpowiedzialny za jej śmierć. – Pewnie ten kretyn wciąż nie domyślił się, że zabił moją córkę. – Pomyślał żołnierz, kiedy wchodził do koszar. Morderca jego córki i jednocześnie dowódca oddziału stał przy zbrojowni.

– Witaj, chyba wiem, kto dokonał zabójstwa ich wszystkich.

W koszarach o niczym innym się nie mówiło, tylko o śmierci Rany i Lemera. Zaciekawił dowódcę.

– Masz jakieś podejrzenia?

– Podejrzenia nie – rozejrzał się, czy nikt ich nie podsłuchuje – fakty – oznajmił zbliżywszy głowę do niego.

– To czemu nie mówisz na głos, tylko kryjesz się, jakbyś bał się komuś o tym powiedzieć?

– Chcesz się z kimś dzielić swoją zasługą? Pomyśl, chciałeś być jednym z ważniejszych admirałów dla magnata Raziego. Wielokrotnie walczyłeś na morzu, a potem zdegradowano cię do miana dowódcy lądowego. Nie czas wrócić na swoje miejsce?

Dla dowódcy ten układ był mocno podejrzany. Patrzył przenikliwym wzrokiem na doświadczonego żołnierza i zrodziło mu się jedno pytanie.

– A co ty z tego będziesz miał? Nie wierzę, żebyś mi pomagał bezinteresownie.

Myślał, że prowadzi rozmowę, ale tym pytaniem dowódca zapędził go w kozi róg. Gra się odwróciła i Cavin na szybko potrzebował dowodu, co uzyskałby na takim układzie. Nigdy nie zależało mu na sławie i wysokiej pozycji. Wyłącznie chciał bezpieczeństwa dla siebie i swojej rodziny. Rozmyślał nad potencjalną odpowiedzią, a im dłużej to robił tym bardziej dowódca zaczynał nabierać podejrzeń. W końcu wymyślił.

– Masz rację, nie pomagam bezinteresownie. Widziałem, że miałeś niezłą kuszę, spodobał mi się ten model z dobrym spustnikiem i niezłym kołowrotkiem. Widziałem jak ktoś ostatnio z niej strzelał.

– Widziałeś ją? – Teraz to on ściszył głos. Nie chciał, żeby ktoś usłyszał, o zniknięciu tak dobrej kuszy. Ciężko na nią pracował i nie raz wykorzystywał ją w trakcie walk na morzu, czy podczas polowania. Strzelanie z niej nie męczyło, a to przez wzgląd na lekkość w spuszczaniu bełtu i wstawianiu następnego. Wolał, by wieść o jej zniknięciu nie rozeszła się.

– Widziałem i w dodatku ktoś chce ją wykorzystać, żeby wrobić ciebie w morderstwo.

– Słucham? – Cavin mógł mu powiedzieć o magmie wylewającej się z wód otaczających Archipelag Sześciu, tak samo by się zdziwił.

– Na miejscu zbrodni znaleziono kuszę, która wyłącznie pasowała do twojej broni. Broń zniknęła, a więc musiałeś ją szybko schować. Choć to jeszcze nie stanowi podstawy, aby oskarżyć cię o morderstwo, wystarczy, aby postawić cię przed sądem wojskowym za współudział.

W tej chwili dowódca zapomniał o podejrzeniach, jakie miał względem Cavina. Chciał jak najszybciej dorwać tego złodzieja, który zwinął mu broń.

– Prowadź mnie do niego, jutro nie będzie wiedział, jak się nazywa

 

Poprzedni rozdział znajdziecie tutaj:
/turnley-saga-sawrhino-tom-1-rozdzial-8/

Heroes: Dlaczego ukazuję wydarzenia ze świata?

Jeżeli jesteście ze mną od początku istnienia mojego bloga pisarskiego, to wiecie, że świat Might & Magic głęboko leży mi na sercu. Nie tylko polubiłem trzecią odsłonę legendarnej serii Heroes of Might and Magic, ale również zacząłem odkrywać poszczególne elementy świata przedstawionego w grze.

Wejście do Heroes of Might and Magic Armageddon's Blade

Dlaczego?

Jest wiele powodów. Przede wszystkim jest we mnie jakieś głębsze przesłanie, aby odsłaniać fakty ze świata Heroes of Might & Magic, a także Might & Magic. Uważam, że wiele wydarzeń, które występują w grze nie zostało dokładnie opisanych. To znaczy wiemy o ich istnieniu, ale nie znamy całej ich otoczki i właśnie tą otoczkę chciałbym dopowiedzieć.

To dlaczego wybrałem świat Heroes, a nie inny?

Jest wiele uniwersów ze świata gier, które wymagają rozszerzenia, gdyż nie o wszystkich faktach dowiemy się z gry. Mógłbym tutaj wymieniać serie Gothic, Elders Scroll, Mass Effect, Halo, Gears of War, Assasin’s Creed i inne światy z gier. Jednak to jakoś świat popularnych Heroes podszedł do mnie najlepiej. Mocno się zdziwiłem, że pomimo wzrastającej popularności książek na podstawie gier, to o świecie Might and Magic mamy tylko dwie takie oficjalne publikacje autorstwa Garry’ego Gravela, pierwsza z nich nazywa się The Dreamwright, a druga The Shadowsmith. Nie bez powodu podałem angielskie tytuły, ponieważ żadna z nich nie została przetłumaczona na język polski.

I właśnie tutaj wchodzę ja, ktoś, kto chce rozwijać historię uniwersum Might and Magic.

Zabrzmiało to, jakbym był rycerzem na białym koniu, który przybywa na ratunek uniwersum Might and Magic oraz Heroes of Might and Magic. Zdaję sobie sprawę, że seria ta nie potrzebuje pomocy, bo już tyle modów powstało do legendarnej trójki, że ciężko je zliczyć, a już nie wspominając o pozostałych częściach cyklu. Wystarczy wejść na stronę Jaskini Behemota (link poniżej), aby przekonać się, że świat Heroes of Might and Magic ma się dobrze.

Przeszkody, które napotykam w trakcie ukazywania świata.

Jedną z przeszkód jest specyfika gry. Każdy z nas polubił świat Heroes of Might and Magic nie ze względu na kampanię, tylko grywalność i przyjemność z rozgrywki. Oczywiście również i u mnie tak się zaczęła przygoda z Heroes. Mimo, że pierwszy komputer miałem trzy lata później po premierze Odrodzenia Erathii, to jednak jedną z pierwszych gier, którą zainstalowałem była właśnie legendarna trójka. Niewielu z nas zastanawiało się, co działo się przed trójką i po swojej obserwacji dostrzegam, że nawet dzisiaj wielu zauważa, że serie Might and Magic i Heroes of Might and Magic dzieją się w różnych światach. Jeśli się mylę prośba o sprostowanie.

Drugą z przeszkód pokonuję z przyjemnością. Jest nią dostosowanie opowiadań do realiów świata Heroes of Might and Magic. Pamiętam, jak w Buncie Charny opisywałem pierwszą bitwę Erathian z Nekromantami. Co chwila pojawiały się aspekty, które należało doprecyzować, jak np. używanie pola siłowego i nagłe zatrzymanie się rozpędzonej armii, albo czemu smoki nie mogły przelecieć nad zieloną zasłoną i atakować obrońców z powietrza, czy w jaki sposób bełty z kusz trafiały w jednostki nieumarłe takie jak: zjawy, lisze, czy szkielety. Jeszcze tego typu wiele innych rozwiązań potrzebowałem wyjaśnić. Już nie mówiąc o pokazaniu ruchu wojsk, gdy w Heroes mieliśmy pojedynczą postać przemierzającą od pola do pola.

 

I na zakończenie powiem, że poprzez swoje opowiadania chciałbym dopowiedzieć niektóre wydarzenia w świecie Might and Magic, a także przenieść go do formy literackiej. Postaram się rozpocząć udostępnianie kolejnego opowiadania jeszcze w maju. Co sądzicie o literackim ukazaniu świata Heroes? Komentarze są dla Was, a poniżej dodaję ciekawe odnośniki.

 

Jeszcze raz przesyłam link do głównej strony Jaskini Behemota:
http://heroes.net.pl/

Wspomniałem również o swojej autorskiej pozycji Bunt Charny rozgrywanej kilka lat po wydarzeniach z Odrodzenia Erathii:
/rozdzial-i-bunt-charny/

Upadek Steadwick:
/czesc-i-podboj-steadwick/

Turnley: Saga Sawrhino – Tom 1 – Rozdział 8

Turnley zostawił broń tam, gdzie zabije dowódcę oddziału. Będąc na miejscu wziął kilka igiełek z drewna rerańskiego, którego toksyny nawet w małych ilościach były w stanie zabić człowieka. Według wojskowej rozpiski Rana obstawiał północną część wyspy, która nie słynęła z karczm i domów z pannami lekkich obyczajów, aczkolwiek znając jego przywiązanie do takich miejsc na pewno coś znajdzie.

Wszedłszy do tej części wyspy mrok z ulicy natychmiast wywołał w nim gęsią skórkę. Choć był ubrany na czarno od stóp do głowy, to czuł na sobie spojrzenia tubylców. – Tylko się zemszczę za ukochaną. – pomyślał Turnley, który zemsty nie traktował już w kategorii morderstwa.

Nie ominął żadnej karczmy, sprawdzając, w której z nich mógłby przebywać Rana. W każdej karczmie biesiadnicy byli już tak mocno spici, że traktowali go, jak jednego z nich. Jedynie rzucał się w oczy paniom lubiącym ciskać się w ręce mężczyzn. Stolarz im serdecznie dziękował i szedł do kolejnej karczmy. Dostrzegł, że życie w tej części wyspy jest co najmniej dziwne. Zupełnie, jakby ludność miała swoje drogi do najważniejszych miejsc. Oczywiście pozostało budownictwo w stylu rodu Parhir, lecz nie emanowali tak swoim bogactwem, w stosunku do większości domów w centralnej części wyspy.

Turnley błądził tam i z powrotem mając wrażenie, że Rany tu nie znajdzie. Póki nie odwiedził wszystkich karczm, to nie poddawał i jego trud się opłacił, gdy wszedł do następnej. Siedział z kilkoma towarzyszami, śmiejąc się i gaworząc bez sensu. Pijani mężczyźni krzyczeli na panie po kolejne piwo, a niektórzy z nich obleśnie próbowali się do nich przymilić. Poczuł wstręt do tych mężczyzn. Nigdy nie przebywał wśród szemranego towarzystwa i starał się go unikać za wszelką cenę. Miał nadzieję, że szybko załatwi swoje i wyjdzie.

Podszedł do kelnerki i poprosił o kilka mocniejszych trunków. Wybrał Hitonę, popularne wino dla dostojnych gości. Gdy gospodyni odlała część, poszła z nim do stołu i gdy przyszli do nich zaczęła.

– Na życzenie tego pana – poprosił, żeby nie wspominała jego imienia i nazwiska – przynoszę panom Hitonę. Miłego picia.

– Przepraszam bardzo, my się znamy? – spytał jeden z oprychów wojskowego.

– Nie, chciałem się do panów przysiąść, żeby mieć towarzystwo do rozmowy.

Popatrzyli po sobie. Zazwyczaj kazali spadać takim typkom, ale nie wypada odmówić komuś, kto stawiał im Hitonę.

– Zapraszamy. – zaprosił go następny opryszek. W ogóle nie zwracali uwagi na Turnleya, co mocno go zdziwiło. Korzystając, że jego potencjalny cel zabójstwa był zajęty rozmową, usiadł tuż obok niego.

Teraz następowała najgorsza część planu. Założył rękawice i czekał na odpowiedni moment, żeby dosypać igiełki do wina. Choć rękawiczki będą go chroniły przed bezpośrednim kontaktem z trucizną, to jej opary są w stanie oparzyć i to przez ubranie. W połączeniu z drewnem trunek zmieni kolor, przybierając kształt piwa.

Żołnierz odwrócił głowę. Turnley ubrał rękawiczki, wsadził rękę do sakiewki, wyciągnął kilka niewidocznych wręcz patyczków z drewna rerańskiego i wrzucił je do piwa. Im dłużej to robił, tym mocniej trucizna działała.

Kiedy strzepnął wszystko do kufla Rany, próbował delikatnie ściągnąć rękawiczki, lecz gdy spostrzegł, że materiał już wsiąkł do opuszków palców zrozumiał, że lekko nie pójdzie. Zagryzł zęby i pociągnął mocno. Nie pisnął, choć czuł, jak naskórek żywcem odrywał mu się od skóry. Górna część palców momentalnie pokryła się krwią. Powstała głęboka rana, która będzie się goić przez kilka dni.

– Panowie, jak wam życie mija? – Turnley postanowił włączyć się w dyskusję, mimo, że nikt go o zdanie nie pytał. Rzuciłby ich uwagę na siebie, jeśliby tego nie zrobił. Przysiadł się do nich, a nawet nie zamierzał uraczyć ich rozmową?

– Wiesz, strasznie – odrzekł jeden z opryszków, któremu Hitona rozlewała się po kącikach ust – musimy co dzień zasuwać do pracy za marne trenary. Co im się wydaje, że za te mierne pięćdziesiąt trenarów tygodniowo jestem w stanie się porządnie nachlać?

No tak, bo przecież picie alkoholu to jedna z najważniejszych potrzeb w życiu. Człowiek nie chodzi do pracy, żeby pomagać ludziom poprzez ofiarowanie swoich dóbr, tylko po to, aby chlać. – pomyślał z przekąsem stolarz.

– Potwierdzam – poparł go Rana, który według Turnleya nie powinien się wypowiadać w tej kwestii – człowiek pracuje dla tych wszystkich bogaczy za psie pieniądze. Wiecie co opowiem wam coś. – W tym momencie dla stolarza nie liczyło się nic innego niż wzięcie kilku solidnych łyków piwa przez żołnierza. Miał nadzieję, że nie połapie się w smaku i poczuje wino. Żołnierz odstawił kufel, po którym głośno mu się odbiło. Stolarzowi spadł kamień z serca i udawał zainteresowanie opowieścią gwałciciela. – Jako, że jestem żołnierzem, to oprócz tygodniowego żołdu mamy obiecane pannę na miesiąc do zabawy. Przecież musimy mieć jakąś motywację do pracy, a wiecie, co magnat wymyślił? – Turnley czuł obrzydzenie do rodu Razi, że takie barbarzyńskie prawo ustanowili. – Zabrał nam je. No to ja się pytam, jak mamy odbywać służbę, skoro zamiast nagrody za pracę, dostajemy karę?

– Chamstwo!

– Kpina!

Rozpoczęła się wściekła symfonia kufli uderzanych o stół. Żołnierz też się chciał do niej dołączyć, lecz najpierw musiał opróżnić wino. Gdy to zrobił dołączył się do prymitywnych dźwięków niezadowolenia. Kelnerka przybiegła do nich, uznając ich kakofonię uderzeń za znak o dolewkę. Biesiadnicy skorzystali z okazji i zamówili kolejne piwo. Turnley podziękował zmierzając do wyjścia.

– A ty dokąd? – spytali go wszyscy naraz.

– Muszę już iść. Czas na mnie.

– Nie pozwoliłeś nam się zrewanżować. – oznajmił Rana i nim stolarz zdążył zareagować zawołał na gospodynię i poprosił o kolejny kufel dla szanownego gościa.

Turnley zmarszczył wargi. Nie podobało mu się, że zmusili go do jeszcze jednego piwa. Wolał być jak najdalej stąd i nie patrzeć jak żołnierz zacznie walczyć z trucizną. Jednakże, nie chciał stać się głównym podejrzanym. Usiadł na krześle chowając niezadowolenie.

Kelnerka napełniła kufle, które łapczywie pili.

Trucizna zaczęła działać. Początkowo jego skóra mocno się zaczerwieniła, a miejscami ulatniała się para.

– Nie jest wam ciepło panowie? – spytał się żołnierz, na co oni pokręcili głową. – Chyba piwo mnie rozbiera. – Ściągnął z siebie lekki pancerz.

Wyglądał, jakby przebiegł długi dystans z pełną szybkością. Dyszał coraz ciężej, skóra coraz wyraźniej zaczynała parować i już nawet nie krył się, że coś jest nie w porządku.

– Powiedzcie mi, czy widzicie to samo co ja. – Pokazał im rękę. Patrzył szerokimi oczami jak para się z niej wydobywała, a szczęka coraz mocniej mu drżała.

– Najwidoczniej taki z ciebie gorący chłopak, że nawet alkohol już zaczyna z ciebie parować. – zlekceważył jego obawy jeden z opryszków, podsuwając mu kufel piwa. – Pij na zdrowie.

Nie miał na nie ochoty. Wstał od stołu, zwracając tym samym zdziwione spojrzenia wszystkich piwoszy. Rana próbował postawić pierwszy krok, lecz  wszystko go piekło, jakby ktoś wewnątrz niego rozpalił ognisko. Iść nie dał rady, więc spróbował ochłonąć. Walczył z tuniką, ale materiał wsiąknął już w skórę.

– Ej co ci jest? – Towarzysze przestali żartować widząc, stan wojskowego.

– Cały płonę od środka! – Krzyk bólu i bezradności rozszedł się po całej karczmie, przerywając wszelkie rozmowy. – Pomóżcie mi to ściągnąć! – nalegał.

Podbiegli do niego i złapali tunikę. Dostrzegli, że lekko nie pójdzie, a każde ściągnięcie, choćby nieznaczne, żołnierz odczuwał, jakby zdzierali go żywcem ze skóry. Część naskórka już odleciała. Szybko pociągli, na co żołnierz upadł na podłogę, wyjąc z bólu. Plecy szybko wypełniła krew. Kompani spojrzeli na tunikę, na której wisiało pół jego skóry. Żołnierz zaczynał tarzać się po podłodze i krzyczeć w nieboskłony, próbując ulżyć sobie w bólu. Gospodyni widząc, co się dzieje, znikła w zapleczu i wróciła z wiadrem wody. Wylała całą na niego, lecz ani jedna kropla nie zdołała go dotknąć, zamieniając się w parę.

Rana stał się mieszaniną ognia i krwi. Niektórzy próbowali go dotknąć, ale już z daleka paliły ich ręce.

– Lećcie po maga uzdrowiciela! – poleciła gosposia jednemu z klientów karczmy. Momentalnie z niej wybiegł, a ona odgradzała gapiów od żołnierza.

Paznokcie już spłonęły, a skóra przybierała ciemno czerwoną barwę. Na głowie zaczynały się tworzyć ciemne wypieki, zupełnie jakby tam ogień otwierał skórę i potem pochłaniał wszystko, co napotka. Żołnierz nie kontrolował swoich ruchów, wił się spazmatycznie po całej karczmie pragnąc uwolnić się od tego bólu i nawet zaakceptowałby śmierć, byle już nie cierpieć.

Po chwilowej krzątaninie z powrotem położył się na plecach, ręce i nogi rozsunął ze swojego ciała, jakby ktoś je pochwycił i przypiął do kajdan. Teraz głośno kwilił z bólu, bo wewnętrzny ogień wypalił mu język i struny głosowe. Z oczu i ust wydobywał się ogień, podobnie jak u smoka, który zionie ogniem. Wnętrzności oka wypływały z jego oczodołów, a wrzątek gotujący się w płucach w końcu przełamał żebra i wypuścił drzemiącą w płucach wodę, niczym lawa z wulkanu.

Aniołowie albo inne nadprzyrodzone siły postanowiły oszczędzić mu cierpień i rozsadziły jego serce, z którego krew rozprysła się po całej karczmie. Wzdęte ciało żołnierza upadło wydając ostatni dźwięk. Gdy dusza odłączyła się od ciała, ogień poczuł, że może uwolnić się od skóry.

Po dłuższej chwili przybiegł mag uzdrowiciel, który spojrzawszy na umarłego z ledwością powstrzymał się od odwrócenia głowy. Wziął ze sobą kilka traktów magicznych, które stosował, jeśli medycyna ludzka nie była w stanie nic zdziałać, ale tym razem nawet magia już nie pomoże. Nie da się wskrzesić do życia i nie słyszał, żeby ktokolwiek był w stanie to zrobić.

Chwilę później wpadli żołnierze, których zaalarmował jeden z biesiadników w karczmie. Pomimo tego, że wiele krwi i śmierci w swoim życiu widzieli, to widok martwego żołnierza wywołał w nich odruchy wymiotne. Magik podszedł do nieszczęśnika, aby odkryć co było powodem jego męki. Spojrzał na język, gdzie dostrzegł małą drzazgę. Nie musiał jej dotykać, żeby poznać z jakiego drzewa pochodzi.

– Drewno rerańskie – rzekł szeptem, aby żołnierze nie słyszeli – radziłbym zabrać wszystkie beczki do obserwacji. Jeden niech tutaj zostanie i spisze wszystkich, którzy byli w karczmie. – Żołnierze nadal wyglądali na wycieńczonych, lecz zmusili się do wykonania swoich obowiązków. Wyprowadzili wszystkich z karczmy i wypchali beczki do koszar. Jako, że był głosem rozsądku dla wszystkich ludzi, skupił na sobie spojrzenia. –  Dzisiaj nie ma już czego oglądać. Podajcie imiona żołnierzowi i czekajcie, aż przyjdą do was i powiecie im, co się wydarzyło.

Goście z karczmy nieśmiało wychodzili. To, co się tutaj stało, będzie im ciążyło do końca życia. Mag uznawszy, że żołnierze dopełnią swoich obowiązków wyszedł z karczmy i skierował się na jedną z bocznych ulic. Wciąż spoglądał za siebie, aby mieć pewność, że był jest przez nikogo śledzony. Ściągnął kaptur i odkleił gęstą doczepianą brodę odejmując sobie z dwadzieścia lat. Następnie zrzucił z siebie szatę magiczną, którą otrzymał podczas patrolu na jednej z wysp kilkanaście lat temu. Podarował mu go członek rodu Hatenpust za uratowanie życia. Kolorystycznie pasowała do rodu Parhir, któremu wiernie służył przez wiele lat.

– Teraz nikt cię nie złapie, ale na przyszłość pomyśl również o ucieczce. – rzekł Cavin do Turnleya, wyobrażając go naprzeciwko siebie. Następnie skręcił w kolejną z bocznych ulic i zmierzał do centrum wyspy.

Poprzedni rozdział znajdziecie klikając w poniższy link:
/turnley-saga-sawrhino-tom-1-rozdzial-7/