Heroes: Czy musiało dojść do Rozliczenia?

W artykule o Gelu rozpocząłem temat Rozliczenia (legendarnego końca świata Enroth i zarazem trzeciej części Heroes) i jego postawy względem niego, jednak wydaje mi się, że temat nie jest taki jednowymiarowy. Dlatego zgodnie z obietnicą postaram się odpowiedzieć na pytanie czy rzeczywiście musiało dojść do Rozliczenia. Zainteresowani? Jeśli tak to zapraszam do dalszej części artykułu.

Najpierw skupmy się na dwóch prowodyrach legendarnego wydarzenia: Gelu i Kilgorze.

Kilgor

Zacznijmy od barbarzyńcy i zwycięzcy Festiwalu Życia, który natychmiast rozpoczął plany podboju świata. Potrzebował do tego potężnego Miecza Mrozu, który wykradła dla niego Kija (jego trzecia żona). Tą historię znamy z Kroniki Heroes: Miecz Mrozu. Zdobywszy go nie mógł znieść, że równie drugi potężny artefakt nie jest w jego posiadaniu i zamierzał go zdobyć, stąd najechał na Avlee. Zdobycie Ostrza Armagedonu stało się jego obsesją, a ono było w rękach elfa.

Wydaje mi się, że barbarzyńca był zbyt dumny i nie dopuszczał myśli, że ktoś może być tak potężny jak on. Dlatego na nim skończę rozważania, a skupię się na …

Gelu

Jak wspomniałem w poprzednim artykule po kampanii Ostrza Armagedonu tytułowy oręż trafił do niego i co należy zauważyć od tego momentu zaczęły się dziwne decyzje bladolicego wojownika. Przede wszystkim dołączył do wyścigu o Miecz Mrozu i już jego obecność tam stanowiła duże zagrożenie dla świata. Uznał, że jako jedyny jest w stanie zniszczyć artefakt i przywrócić spokój na Enroth.

Dlaczego tak myślał?

Można podejrzewać, że jego natura do pomocy innym i nadstawiania karku za sprawy świata zdecydowały za niego. Jednak wydaje mi się, że to oręż tak na niego oddziaływał. Skąd takie podejrzenie? Choćby w momencie, kiedy Ufretin jego najlepszy przyjaciel, próbował przekonać go, że powinien się wycofać z wyścigu. Wówczas ten oskarżył go o zdradę i bratanie się z wrogiem. Ten sam elf, który liczył się z poradami innych właśnie w tym momencie uniósł się dumą.

I to właśnie ta duma spowodowała, że elf stracił racjonalność osądów, a potem doprowadził razem z Kilgorem do Rozliczenia. Traktowałem go, jako rozsądniejszego z nich dwóch i zdającego sobie sprawę, jakie niebezpieczeństwo wiązało się ze zderzeniem artefaktów. Jednak trzeba zaznaczyć, że Gelu dążył do zniszczenia Miecza Mrozu, a mógł to zrobić tylko Ostrzem Armagedonu. I właśnie przed tym chciał go ostrzec …

Tarnum

Trzeci uczestnik wyścigu po Miecz Mrozu. Wydaje się, że nieśmiertelny bohater w świecie Heroes miał najbardziej rozsądne podejście ze wszystkich uczestników, jednak postawiono go w ciężkiej sytuacji. Chciał powstrzymać ich obu, lecz musiał zdecydować, który stanowił większe zagrożenie dla świata. Zdecydował się na Gelu i ten wybór nie wydawał się zły, ponieważ elf chciał zniszczyć artefakt, a tylko Ostrze Armagedonu mogło to zrobić. Tarnum wiedział, że to właśnie próba zniszczenia artefaktu paradoksalnie doprowadzi do końca świata. W tej chwili to on stanowił trudniejsze wyzwanie, niż Kilgor.

Słyszał o poczynaniach Gelu i traktował go jako rozsądnego bohatera, toteż próbował za pośrednictwem Ufretina przekonać go do zaniechania pomysłu, lecz ten zwyzywał go od zdrajców. Pierwsza próba powstrzymania Gelu zakończyła się fiaskiem, lecz w międzyczasie armie Kiji i Tarnuma spotkały się. Zwycięstwo odniósł nieśmiertelny bohater i pojmał ją.

Dogonił Gelu i kiedy miał możliwość, żeby jako pierwszy dobyć Miecz Mrozu, to Kija uciekła z niewoli i wykradła go z Volee. To właśnie był największy błąd Tarnuma. Nie przypilnował jej i gdy wydawało się, że kontrolował przeciwników, tak wyszło, że ten najmniej spodziewany przeciwnik wykradł oręż z miasta.

Czy pomimo porażki Tarnum poprzestał na tym?

Nie poprzestał. Wiedział, że posiadanie Miecza Mrozu przez Kilgora stanowiło zagrożenie dla świata, ale sytuacja nie była jeszcze beznadziejna. Spodziewał się, że barbarzyńca zaatakuje Gelu, stąd próbował przekonać elfa, żeby ten nie zabierał artefaktu ze sobą, ale ten po raz kolejny nie posłuchał, czym przyczynił się do końca świata znanego z trzeciej części Heroes.

A jak na ten wyścig zareagowały pozostałe królestwa?

Najpierw zacznijmy od tych, którzy nie mogli uczestniczyć w wyścigu. Deyja miała wewnętrzne rozterki między Archibaldem Ironfistem a Kastore, który dążył do obalenia władcy, a następnie uruchomienia niebiańskiej kuźni. Dzięki niej wytwarzałby bronie zapomniane w świecie Enroth, a które dałyby przewagę nad przeciwnikami. Jego plany zniweczyło Rozliczenie. Następna jest Tatalia, która została podbita przez Kilgora, więc ludy bagien znów zostały zniewolone. Bracada po wojnach o Odrodzenie Erathii nie zamierzała maczać palców w dalszych konfliktach, więc oficjalnie nie udzielała się w wyścigu. Eeofol podbito przez Erathię, Avlee i Wrotę Żywiołów, którzy odeszli z Enroth po wypełnieniu zadania.

Czyli pozostała: Erathia, Nighon, Avlee i Krewlod. Trzy ostatnie wzięły udział w wyścigu, a Erathia pozostała bierna. Dlaczego? Gelu był spoiwem, który łączył przyjemne stosunki między Avlee, a królestwem ludzi, więc poniekąd był również i ich kandydatem do wyścigu. Katarzyna Ironfist wraz ze swoim mężem Rolandem wrócili do Enroth, a władzę tymczasową sprawował król regent Morgan Kendall, który miał za zadanie wybrać nowego władcę. Generał był jednym z tych, który wprowadzał Gelu do Brygady Szponu, więc miał zaufanie do swojego podwładnego.

Podsumowanie

Patrząc pod względem politycznym sytuacja była ciężka. Z naszej perspektywy najlepiej jakby wyścig o Miecz Mrozu wygrał Tarnum, bo ze wszystkich uczestników, to on najbardziej racjonalnie podchodził do sprawy. Wygrał Kilgor, lecz mimo to sytuacja nadal była do naprawienia. Wystarczyło, żeby Gelu posłuchał Tarnuma i nie brał artefaktu ze sobą. Tak niewiele i jednocześnie tak wiele.

 

Spodobał się Wam artykuł? Zgadzacie się z moją opinią, że do Rozliczenia nie musiało dojść? A może macie odmienne zdanie? Zachęcam do dyskusji pod artykułem 😊

A poniżej znajdziecie odnośniki na podstawie których powstał ten wpis:

https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Kija
https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Tarnum

Jeśli chcecie poznać, jak doszło do Rozliczenia w świecie Heroes, to zapraszam tutaj:
/rozdzial-xxiii-bunt-charny-gelu-i-kilgor-1/

Heroes: Bunt Nekromantów – Część 3

Heroes: Bunt Nekromantów – Część 3

Wyszedłszy z mistrzowskiej gildii magów nie wiedziała co z sobą zrobić. Spodziewała się, że Muwal będzie na nią czekał, ale ten zniknął wraz z pozostałymi kadetami. Zmierzała w stronę portali i będąc tuż przed tym prowadzącym do głównego miejsca Bracady dopadł ją.

– Myślałem, że już nigdy stamtąd nie wyjdziesz.

– Nie rozmawiałam aż tak długo. – zbyła jego uwagę. – Powiesz mi, gdzie można znaleźć informacje o magii?

– Najlepiej, jak pójdziesz do szkoły czarów. Znajduje się w południowej części wyżyny Bracadzkiej. Zaprowadzę cię.

– Dzięki, ale pójdę sama.

Nie czekając, aż chłopak za nią pójdzie weszła w odpowiedni portal i ponownie przeniosła się na wysoki pagórek pod którym znajdował się budynek w kształcie litery C. Zbliżając się do niego czuła woń spalenizny oraz dziwne ciepło podnoszące jej włoski do góry. Z każdym kolejnym krokiem jej ciało drgało spazmatycznie. Nie uniemożliwiało jej chodzenie, ale dokuczało. Im zbliżała się do szkoły tym wyraźniej widziała kilku magów, którzy rzucali zaklęcia. Jeden z nich wydobywał ogień, inny wodę, a jeszcze inny rzucał pioruny, z których jeden z nich mało co nie trafił w Hintę.

Przed wejściem do budynku stało dwóch czarodziejów.

– Kim jesteś i czego tu szukasz? – ozwał się jeden z nich.

– Jestem Hinta, nowa kadetka magii i chciałabym się dowiedzieć nieco o niej.

– Wejdź. – rzekł niemiłym tonem i jednym gestem otworzył drzwi.

Pierwsze co poczuła to jeszcze mocniejszą woń spalenizny. Później spostrzegła czarodziei, którzy skupiali się na zaklęciach znajdujących się w zwojach, inni patrzyli na nauczyciela, który pokazywał im sztuczki magiczne, a jeszcze inni prowadzili dyskusje ze sobą. Szkoła przypominała wielką bibliotekę, gdyż przy ścianach ustawiono mnóstwo półek ze zwojami.

Przed sobą miała następne przejście, przy którym stało dwóch czarodziei z długimi brodami i czerwonymi habitami. Mieli również kostury, na których znajdował się zielony diadem. Pewnie to dzięki nim wyzwalała się magia. Podeszła do nich.

– Stój kadetko, dalej mogą przejść wyłącznie czarodzieje. Jeśli chcesz się uczyć zaklęć to podejdź do czarodzieja przy stole i zapisz się na zajęcia do jednego z naszych mistrzów.

Skłoniła się nisko i podeszła do czarodzieja, który czytał jeden ze zwojów.

– Przepraszam, że przeszkadzam, ale skierowano mnie do pana.

Spojrzał znad zwoju.

– Czego poszukujesz?

– Podstawowych informacji o magii.

– W tamtym rogu. – Po czym wrócił do przerwanej lektury.

Wyciągnęła pierwszy lepszy zwój, który okazał się tablicą szmaragdową dotyczącą genezy magii. Pomimo tego, że znała już go, to ponownie skupiła się na jego treści. Szukała tego, czego mogła nie zrozumieć. Czytała o tym, jak to magia ciemności jest zła i próbuje atakować z ukrycia, a jej lustrzanym odbiciem jest magia światłości, która zawsze działa jawnie. Jednak cały czas nie znalazła podstaw tego, jak można rzucać zaklęcia i skąd się one biorą. Co prawda dzięki Muwalowi udało jej się rzucić lodowy pocisk, ale czuła, że miała więcej szczęścia niż wiedzy.

Wzięła następny ze zwojów, który opowiadał o genezie żywiołów. Wiedziała, że woda była z nimi od zawsze. Pozostałe zostały ujarzmione, tylko nie wiedziała w jaki sposób. Muwal mówił jej, że trzeba poczuć, jak dany żywioł przez nią przepływa, Thane wspominał, że każdy z nich występuje w podstawowych czynnościach człowieka. – Tylko, jak go wyzwolić? – zastanawiała się.

Nastąpiło poruszenie. Wszyscy natychmiast przerwali swoje zadania i odwrócili się w stronę wejścia, gdzie był mistrz Thane wraz z sędziwym mężczyzną z dużą brodą. Wszyscy składali mu pokłon, więc Hinta domyśliła się, że był to Gavin Magnus, Wielki Wezyr Bracady. Natychmiast przerwała lekturę zwoju i również odwróciła się w stronę władcy królestwa.

Gavin Magnus i Thane podeszli do niej.

– Rozumiem, że to ty jesteś Hinta? – Kiwnęła głową. – Miło mi cię poznać. Gavin Magnus, Wielki Wezyr Bracady.

Uścisnąwszy jego dłoń poczuła, jak przepływał przez nią prąd, a jej ciało spazmatycznie zadrgało, podobnie jak z mistrzem Thane’m jednak miała wrażenie, że moc Wezyra silniej na nią oddziaływała.

Następnie Wezyr pokierował ją przez przejście, przez które nie mogła wejść i długim korytarzem przeszli na jego koniec, gdzie znajdowało się opuszczone pomieszczenie z basenem, a do ścian podstawiono półki ze zwojami. Thane zostawił ich, a wielki wezyr zamoczył nogi w wodzie.

– Podejdź Hinta. – polecił jej, na co dziewczyna natychmiast usiadła obok władcy Bracady. – Mistrz Thane powiedział mi o twoich wątpliwościach. Chcesz wiedzieć dlaczego nie możemy podejrzeć naszych poprzednich koncepcji? – Potwierdziła mu. – Wydaje mi się, że odpowiedź nie jest taka prosta, jak może się wydawać. Przede wszystkim musisz mi odpowiedzieć, skąd pewność, że nie uczymy się na błędach.

Zagiął ją tym pytaniem. Nie wiedziała, jak na nie odpowiedzieć. Podczas zajęć z mistrzem Thanem była wręcz przekonana, że dusza nie uczy się na podstawie poprzednich koncepcji i wciąż popełnia te same błędy, jednak w tej chwili nie miała takiej samej pewności, jak wcześniej.

– Wielki Wezyrze, wydaje mi się, że skoro nasza dusza żyje przez eony, to jednak już tyle wie, że tak naprawdę nie może popełniać prostych błędów.

– Co masz na myśli mówiąc prosty błąd?

Ponownie ją złapał. Zamyśliła się nad odpowiedzą.

– Mam na myśli codzienne sytuacje, jak na przykład źle udzielona porada, jak pomóc człowiekowi, albo błędne pomieszanie niektórych składników ze sobą i takie pospolite błędy.

– Z perspektywy naszej duszy mogą to nie być pospolite błędy. – Nie rozumiała. – Mówisz, że nasza dusza już tyle żyje, że miała do czynienia z wszelkimi możliwymi sytuacjami w życiu, a mimo to popełnia błędy, czy to nie oznacza, że jednak nie wszystko przeżyła? – Lekko się uśmiechnął widząc jej zmieszanie. – To prawda, nasze dusze krążą po świecie starożytnych, gdzie piją z kielicha mądrości i później ponownie żyją przez następne eony, ale ty założyłaś, że nasza dusza już tyle przeżyła, że na pewno na wszystko ma odpowiedź, a może dopiero się uczy?

– O tym wezyrze nie pomyślałam przyznaję. Aczkolwiek skoro tak, to dlaczego wraz z kolejnym narodzeniem się koncepcji jesteśmy w amnezji i nie wiemy, co się działo w poprzednich koncepcjach?

– Może właśnie po to, żebyśmy nie bali się popełniać błędów.

Zdziwiła się mocno. Oczywiście zasady, na podstawie których opierała się wiara jasno mówiły, że nie należy być przesadnie mądrym i w swej mądrości się wywyższać, bo tak nie zachowuje się człowiek, który dąży do prawdy. Jednak miała wrażenie, że jeśli istota wiedziałaby o życiu po śmierci wówczas mogłaby ambitniej poszukiwać odpowiedzi na wiele pytań. Teraz tylko wierzą, że istnieje życie po śmierci.

– Nie jestem przekonana Wielki Wezyrze. – rzekła nieśmiało, na co władca Bracady zmarszczył czoło. – Wydaje mi się, że gdybyśmy wiedzieli o życiu po śmierci, a nie tylko w nie wierzyli, to wielu z nas mocniej poszukiwałoby prawdy, o której wspominała Gnotr. Co innego jest wierzyć, a co innego wiedzieć. Wiara, to nie to samo co wiedza. – Przytaknął jej. – Mogę wierzyć, że jeśli coś zrobię, to się stanie, ale wciąż mam wątpliwości.

– Czyli podważasz, że to co nam powiedziała Gnotr, to pełna prawda?

– Absolutnie! – zaprzeczyła stanowczo, na co nawet sam Wezyr podskoczył z zaskoczenia. – Przepraszam, nie chciałam zabrzmieć tak ostro, ale jednak nie podważam słów Gnotr, tylko odnoszę wrażenie, że nie wszystko nam powiedziała.

– A to akurat prawda. Dała nam wskazówki którymi powinniśmy podążać, ale prawdę o życiu chce abyśmy odkryli sami.

Przyjęła jego słowa i zastanowiła się nad ich głębszym sensem. Nie łączyło się z tym, co napisano w pierwszej tablicy szmaragdowej, gdzie mówiono o radości, jaką jej sprawiało szerzenie prawdy. Zmieniła tor dyskusji, skoro Wielki Wezyr sam do niej przybył.

– Wielki wezyrze – zaczęła nieśmiało – jak to się stało, że odkryłeś w sobie żywioły?

– Chcesz wiedzieć, jak do tego doszło, że sami zaczęliśmy rzucać zaklęcia, a nie prosiliśmy o nie Gnotr? – Kiwnęła głową. – Nie wiem dlaczego bogini mnie wybrała, jako orędownika prawdy o magii. Wszystko zaczęło się od tego, że miałem wizję w trakcie pobytu w bibliotece, w której objawiła mi się. Wyglądała jak dziecko światłości, które cieszyło się na mój widok. To było jeszcze przed atakiem Tarnuma na Steelhorn. Nie powiedziała mi wprost, jak odkryć pewne żywioły, ale powiedziała, że jesteśmy wszystkimi czterema żywiołami. Pokazała mi, że ogień, ziemia i powietrze są w nas, tylko trzeba je z siebie wydobyć.

– Czyli nasze ciało, to jeden wielki żywioł wszystkich czterech żywiołów.

– Troszkę zaplątałaś się w swoim myśleniu, ale tak. W naszym ciele znajdują się wszystkie cztery żywioły, tylko musimy nauczyć się, jak je wydobywać. Na tym polega cała kwintesencja magii. Jak rzucisz jakieś najprostsze zaklęcie pierwszego poziomu, to później bez problemu rzucisz drugiego.

– Rzuciłam już lodowy pocisk, a on jest zaklęciem drugiego poziomu.

Spojrzał na nią z szacunkiem. Rzadko który kadet od razu rzucał zaklęcia drugiego poziomu, a jej się to udało.

– Jestem pod wrażeniem, więc wydaje mi się, że pozostałe żywioły szybko w sobie odnajdziesz. Tylko kwestia próby. – Wyciągnął nogi z wody. – Czy jeszcze masz do mnie jakieś pytania?

Tysiące ich miała.

– Nie Wielki Wezyrze.

– W takim razie będę wracał do obowiązków miło się z tobą rozmawiało.

– Serdecznie dziękuję.

Wezyr odszedł z pokoju zostawiając ją w nim.

Hinta myślała nad jego słowami. Przychodząc do szkoły czarów chciała poznać podstawy magii, a dzięki Wezyrowi ponownie zakiełkowała w niej nieśmiertelność. Zrozumiała, że magia jest powiązana z żywiołami, a one z koncepcją, która przechodzi z ciała na ciało. Zatem nieśmiertelność polega na zatrzymaniu koncepcji w jednym życiu. – Tylko jak to zrobić? – Spytała samą siebie. Czuła, że musi dogłębnie zapoznać się w magię, bo tylko dzięki temu zrozumie zasady nieśmiertelności.

 

Poprzednie części opowiadania znajdziecie tutaj:
/heroes-bunt-nekromantow-czesc-2-part-2/
/heroes-bunt-nekromantow-czesc-2-part-1/
/heroes-bunt-nekromantow-czesc-1-part-2/
/heroes-bunt-nekromantow-czesc-1-part-1/

Pozostałe wpisy o świecie Heroes znajdziecie w sekcji pozostałe wpisy, a tam między innymi:
/heroes-historia-ostrza-armagedonu-i-miecza-mrozu/
/heroes-czy-w-pierwszych-czesciach-serii-wystepuje-ten-sam-sandro/

A za inspirację do napisania tego opowiadania posłużyło mi opowiadanie The Nether Gods o powstaniu nekromantów w świecie Heroes:
https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Necromancy_origin

Heroes: Historia Ostrza Armagedonu i Miecza Mrozu

Pierwsze dwa artefakty, jakie przyszły mi do głowy, co do których mamy informację o okolicznościach ich powstania, to Miecz Mrozu oraz Ostrze Armagedonu, czyli główne oręża, dzięki którym Gelu i Kilgor doprowadzili do Rozliczenia i przenieśli nas do Heroes IV. Próbowałem znaleźć informację o tym, jak powstały pozostałe artefakty, jednak oprócz statystyk, które dają bohaterom, to niewiele więcej o nich wiadomo. Zatem głównie skupię się na tych dwóch, lecz jeśli znacie genezę jeszcze jakiś, to dajcie znać w komentarzu.

Miecz Mrozu

Dokładnie nie wiemy, kiedy powstał i kto go wykuł, lecz wiemy, że stało się to ponad tysiąc lat przed Rozliczeniem. Możemy tylko się domyślać, że do jego powstania przyczynili się Starożytni, ale nie możemy tego potwierdzić. Co na pewno wiemy? Wiemy to, że został stworzonych przez śnieżnych elfów. Jeszcze napiszę o nich oddzielny artykuł, jednak na ten moment zaznaczę, że byli dobrymi strzelcami oraz dobrze posługiwali się magią wody, którą wykorzystali do stworzenia artefaktu.

Wszystko to działo się na wyspie Vori, kiedy jej królem był Sil-Gandir. Artefakt miał potężną moc, ponieważ, tuż po jego powstaniu cała wyspa została pokryta lodem. Wówczas pojawiły się pierwsze spekulacje, że jeśli powstanie równie silny artefakt z przeciwnego żywiołu, wówczas może dojść do Rozliczenia.

Ostrze Armagedonu

Wspomnianym w poprzednim akapicie oręż o przeciwnym żywiole to właśnie ostrze Armagedonu. Najwięcej o nim wiemy z tytułowej kampanii w pierwszym dodatku do trzeciej odsłony Heroes.

Jakie informacje możemy wyciągnąć o ostrzu? Na przykład to, że powstał w trakcie kolejnej próby podboju Antagarich przez Kreegan. Nauczeni doświadczeniem chcieli zmieść wojska przeciwnika z powierzchni ziemi i potrzebowali mocnej broni, aby tego dokonać. Wówczas obecny władca demonów Lucyfer Kreegan otrzymał wizję od Xenofexa, aby wykuć ostrze Armagedonu. Król natychmiast zlecił zadanie swojemu najwierniejszemu słudze Xeronowi, który pomógł mu wejść na tron Eeofol.

Do stworzenia ostrza potrzebował: miecza ognia piekielnego, zbroję ognistej mocy oraz tarczy potępionych. Xeron odebrał artefakty trzem bohaterom z Wroty żywiołów i wyruszył na południowe granice z Eeofolem, gdzie znajdował się jedyny kowal zdolny do wykucia takiego ostrza. Tym kowalem był Khazandar, który zgodził się na stworzenie ostrza, pod warunkiem, że zostanie oszczędzony. Xeron zgodził się na takie warunki, lecz po otrzymaniu artefaktu pojmał go i zabił.

Zbliżamy się do Rozliczenia

Właśnie w tej chwili wizja legendarnego Rozliczenia stawała się realna. Ostrze o równie potężnej mocy z przeciwnego żywiołu powstało i było w rękach popularnych demonów. Królowa Katarzyna z Gelu i władcami żywiołów pokonala i zniszczyła królestwo Kreegan, lecz nie zapobiegło to zagrożeniu zniszczenia świata, bo ostrze wciąż istniało. Otrzymał je Gelu, który postanowił odnaleźć i zniszczyć Miecz Mrozu.

Tylko równie potężne ostrze co Miecz Mrozu mogło go zniszczyć i właśnie takim orężem było ostrze Armagedonu. Jednak próbując go zniszczyć jednocześnie doprowadził do Rozliczenia, co też właśnie się stało. Tak zniszczono obydwa artefakty, lecz ich zniszczenie pochłonęło również cały świat Enroth, który znaliśmy z pierwszych trzech części Heroes.

Dość kosztowna cena prawda? Jak myślicie czy musiało dojść do Rozliczenia? To będzie prawdopodobnie temat mojego kolejnego artykułu, którego możecie wyczekiwać w następnym tygodniu.

 

Inspiracją do powstania tego artykułu była strona Fandomu Heroes:

https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Sword_of_Frost

Pozostałe artykuły ze świata Heroes of Might and Magic znajdziecie w podstronie pozostałe wpisy:

/kategoria/inne-wpisy/

Heroes: Bunt Nekromantów – Część 2 Part 2

Heroes: Bunt Nekromantów – Część 2 Part 2

– Witajcie kadeci. Nim zaczniemy oczyszczanie duszy i zajęcia, chciałbym abyście poznali nową uczestniczkę naszych zajęć. Kadetkę Hintę, proszę pokaż się pozostałym. – Powstała, skłoniła się, i z powrotem usiadła. – Dobrze, w takim razie połóżcie się wszyscy w stronę południowego bieguna. – Dziewczyna ułożyła się w tym samym kierunku, co pozostali kadeci. – Zamknijcie oczy i rozłóżcie ręce.

Chwila przerwy nastała, w której słychać było oddechy poszczególnych kadetów. Gdy częstotliwość i głębokość oddechów zsynchronizowały się mistrz Thane rzekł.

– Wypełnij me ciało. O Duchu Światła wypełnij me ciało światła duchem. Przyjdź z kwiatu, który świeci w ciemności. Przyjdź z hal rządzonych przez Starożytnych. Przywołuję ich, aby pomogli mnie uwolnić i wyratowali od ciemności nocy. Untanas, Quertas, Chutal, Igoyana, Huertal, Semveta, Ardal i Einar. Ich imionami proszę cię nieustannie, uwolnij mnie od ciemmości i wypełnij światłem.

Po tych słowach zapadła głęboka cisza, po której wszyscy zasiedli na kokardkę.

– Dziękuję serdecznie, że pełni chęci poznania prawdy przybyliście na zajęcia. Aczkolwiek dzisiaj chciałbym, abyśmy przypomnieli sobie nieco o żywiołach. – Spojrzał wymownie w kierunku nowej kadetki. – Który z żywiołów powstał jako pierwszy?

Zgłosił się kolega Muwala.

– Żywioł wody, który działa w nas od momentu narodzin. Jest to nasze ciało, które powstało wraz z koncepcją.

– Zgadza się Listru. Jesteśmy wodą, którą nas Gnotr obdarzyła i to właśnie ona pojawiła się przez nas.

– A w jaki sposób? – spytała Hinta, czym zwróciła na siebie zdziwione spojrzenia. Mistrz uśmiechnął się nie spodziewając się takiego pytania.

– Chociażby pot z nas wychodzi, kiedy jest gorąco, lub łzy, kiedy przeżywamy chwile radości lub smutku. A skoro już przy emocjach jesteśmy, to potem przechodzimy do drugiego żywiołu, którym jest ogień. Ogień, jest wszystkim, co się dzieje w naszym organizmie. Jest symptomem wszelkich zmian. Nie tylko napędza nasze ciało do działania, ale również odpowiada za ciepło panujące w naszym ciele.

– I to z niego możemy przekazywać energię do innych osób. Poprzez różne zaklęcia, ale również łączyć się duchowo z innymi pobratymcami.

– Masz rację Listru, jednak na waszym poziomie jeszcze nie próbowałbym połączyć się duchowo z innymi. Oczywiście Gnotr pomoże wam tak zrobić, ale jest to bardzo niebezpieczne.

– A czy Gnotr nie pomogłaby nam wówczas, aby nie było to takie niebezpieczne? – spytała dziewczyna, czym ponownie zwróciła spojrzenia wszystkich. Thane nadal się uśmiechał, ale nie tak serdecznie, jak wcześniej.

– Hinto, Gnotr troszczy się o nas, ale nie kontroluje naszych działania. Załóżmy, jeśli będzie chciała, abyśmy skoczyli z urwiska bez umiejętności latania, to nam nie przeszkodzi, ale doradzi nam, abyśmy tego nie robili. – Wystarczyło jej takie tłumaczenie. – Jak wspomniałem ogień jest żywiołem, odpowiadającym za przemianę i choć początkowo nie jesteśmy tego świadomi wówczas powstaje w nas kolejny żywioł, którym jest ziemia.

– Mistrzu, a czy możemy go tłumaczyć, jako stan posiadania? – rzekł Listru, który spodziewał się, że mistrz mu potwierdzi.

– Prawda, żywioł ziemi jest rzeczywiście tym żywiołem, który ma obrazować to co posiadamy, ale również pokazuje to, co posiada nas, a więc nasze myśli.

– To nie mamy pełnej kontroli nad tym co myślimy? – Pojawiło się pytanie od jednego z kadetów.

– Po części mamy, a po części nie. – Taka odpowiedź nie wystarczyła kadetowi, więc dżin kontynuował. – Jeśli myślimy o szerzeniu dobra, wówczas nie ważne co myślimy, mamy na celu dobro, natomiast, jeśli myślimy o robieniu zła, wówczas Gnotr przekonuje nas, żebyśmy tego nie robili.

– Przepraszam mistrzu, ale w takim razie przeczy się to z tym co wcześniej powiedziałeś. – stwierdziła Hinta, ponownie zbierając zaskoczone spojrzenia wszystkich kadetów. Mistrz już się nie uśmiechał, tylko czekał na wyjaśnienie. – Gdy podałeś przykład ze skokiem z urwiska, to Gnotr doradzała nam, abyśmy tego nie robili, jednak, jeśli chcemy zrobić komuś coś złego, to bogini przekona nas, abyśmy tego nie robili.

– No tak i nie rozumiem tej sprzeczności.

– W pierwszej sytuacji myśli są nasze i pozwala nam myśleć o skoku z urwiska, w drugiej sytuacji nie pozwala nam myśleć o robieniu czegoś złego. W pierwszej sytuacji myśli są nasze, a w drugiej nie są.

Przez chwilę zapanowała cisza i mistrz głęboko zaczerpnął powietrza, aby wybrnąć z niekomfortowej sytuacji, w którą zapędziła go  nowa kadetka.

– Niezupełnie jest tak, jak mówisz. W obydwóch przypadkach myśli są nasze, ale różni się wpływ na nie. W pierwszej sytuacji bogini pomoże zrozumieć twój błąd, natomiast w drugiej pomoże ci dojść do błędu wykorzystując innych do pomocy. Innych, mam na myśli osoby, które cię otaczają. To one będą dążyć, abyś zatrzymała ekspansję zła.

Nie wystarczała jej taka odpowiedź, ale miała świadomość, że przesadziła. Nawet Muwal spojrzał na nią zaskoczony, że ta pozwoliła sobie na taką bezpośredniość. Mistrz poczuł się ukontentowany zaspokojeniem jej głodu wiedzy.

– Tak więc, kiedy się rodzimy wraz z naszym pierwszym oddechem powstaje już ostatni żywioł, którym jest powietrze i powstaje nasza tożsamość, czyli nasz twór.

– Mistrzu, jednego nie rozumiem. – przerwała dziewczyna. – Czy tożsamość nasza nie powstaje wraz z wodą?

– Śmiesz podważać słowa mistrza gildii wody? – Listru skierował jej uwagę na siebie i zdziwione spojrzenia pozostałych kadetów. – Tożsamość rodzi się w trakcie powstawania człowieka, ale nie powstaje od razu, tylko wtedy, kiedy istota jest rozumna i jest w stanie się wyrazić.

Przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć, a mistrz Thane tylko wyczekiwał jej odpowiedzi.

– A czy koncepcja nie jest czymś, co jest z nami cały czas? Ponieważ wtedy przeczy to z zasadami naszej nieśmiertelności.

– Co masz na myśli? – zaciekawiła Thane’a.

– Gnotr sama wspominała w dziewiątej tablicy szmaragdowej, że należy opuścić swoje ciało i traktować je tylko, jako tymczasowego właściciela. Ciało jest niczym, a dusza jest wszystkim i to właśnie dzięki niej możemy przechodzić od właściciela do właściciela.

– Zgadza się – potwierdził Listru – jednak zapomniałaś o jednym. To właśnie koncepcja rodzi nas, żebyśmy mogli wejść do nowego człowieka.

– W takim razie wyjaśnij, na czym polega nasza nieśmiertelność, skoro nie mamy pamięci do poprzednich koncepcji?

– Hinta, masz połowiczną rację. – wtrącił się Thane. – Rzeczywiście w naszym doczesnym życiu nie mamy możliwości doglądu w poprzednie koncepcje, jednak w eterycznym świecie, w którym poszczególne wymiary się przenikają, a więc to, co się dzieje po śmierci już dostrzegamy poprzednie koncepcje.

– Tak jak mówiła Gnotr – kontynuował Listru – Nasza koncepcja rodzi się na nowo, abyśmy mogli dostrzec je wszystkie po śmierci, co pomaga nam uczyć się tego, żebyśmy nie popełniali niektórych błędów w kolejnej koncepcji.

Dżin już nie wracał do utraconego wątku spodziewając się, że dziewczyna podejmie temat.

– W takim razie skoro nasze dusze żyją przez pełne eony i koncepcja odnawia się z każdym nowym narodzeniem, to dlaczego wciąż popełniamy błędy, jakbyśmy w ogóle się nie uczyli? – Pytanie to zawisło w powietrzu i nikt nie odpowiedział. Również Listru i Thane musieli głęboko się nad nim zastanowić. – W takim razie, co nam z takiej nieśmiertelności, skoro nie mamy na nią wpływu.

– Hinta, niezupełnie tak jest, ale żeby odpowiedzieć ci na to pytanie będę musiał poradzić się z Wielkim Wezyrem. Tymczasem na dzisiaj chciałbym zakończyć zajęcia. Serdecznie dziękuję za wasz udział. Ciebie natomiast – rzekł do dziewczyny – prosiłbym, abyś została na chwilę.

Zaskoczona dziewczyna pozostała w sali i gdy wszyscy wyszli dżin podleciał do dziewczyny.

– Jak na kadetkę masz szeroką wiedzę o naszej wierze. Teraz się nie dziwię, skąd u ciebie taka umiejętność rzucania czarów i trzeba ją rozwinąć.

– Przepraszam mistrzu, że zadawałam pytania ale …

– Nie przepraszaj za to, że zadajesz pytania, to dzięki nim znajdujemy odpowiedzi na nurtujące kwestie. Tablice szmaragdowe nie są dokładne, a przez to i wiele rzeczy trzeba dopowiedzieć. Kiedy poradzę się z Wielkim Wezyrem, to wrócę z odpowiedzią, a tymczasem dziękuję ci za twoją obecność i liczę, że przyjdziesz na następne zajęcia.

Dżin zostawił ją zmieszaną. Spodziewała się jakiś skarg o podważanie słów, a spotkała się z akceptacją. Czyżby rzeczywiście w Bracadzie było inaczej, niż w Erathii?

 

Poprzednie części opowiadania znajdziecie tutaj:
/heroes-bunt-nekromantow-czesc-2-part-1/
/heroes-bunt-nekromantow-czesc-1-part-2/
/heroes-bunt-nekromantow-czesc-1-part-1/

W podstronie „Pozostałe wpisy” znajdziecie inne materiały dotyczące świata Heroes, a tam między innymi:
/heroes-czy-w-pierwszych-czesciach-serii-wystepuje-ten-sam-sandro/
/heroes-bohaterowie-innych-frakcji-ktorzy-stali-sie-nekromantami/

A za inspirację posłużyło mi opowiadanie The Nether Gods stworzone przez fanów Heroes:
https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Necromancy_origin

Heroes: Czy w pierwszych częściach serii występuje ten sam Sandro?

Wspomniałem w jednym z poprzednich artykułów, że nie mamy pewności, czy Sandro występujący w pierwszej, drugiej i trzeciej części Heroes, to ten sam nekromanta. Wiemy, że po Rozliczeniu udał się na Axeoth, więc Sandro z trzeciej i czwartej części jest tym samym nekromantą. A co z poprzednimi? Sprawdźmy to.

Imię Sandro przewija się przez wszystkie części

Występuje w pierwszych czterech odsłonach popularnej serii Heroes i za każdym razem jego charakterystyka się zgadzała: nekromanta lub czarnoksiężnik, którego ciągnęło w mroczną stronę. Za każdym razem kultywował nekromancję i zbierał jej nowych zwolenników.

Dlaczego podejrzewam, że jest to jedna i ta sama osoba?

Przede wszystkim powodu z wspomnianego powyżej, czyli z jego charakterystyki. W każdej części był to ciemny charakter, parający mroczną magią. Abstrahując jednak od jego osobowości jest kilka faktów, które na to wskazują:

  1. Przede wszystkim kontynenty na których owy bohater przebywał. W międzyczasie, jak pobierał nauki u mistrza Ethrica (o nim później), to wykorzystując swoją moc porwał córkę księcia Krewlod w swoim wiadomym celu. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że już wtedy odbywał podróże z Enroth na Antagarich, a działo się to przed drugą wojną o sukcesje. Zatem mamy jego wcześniejsze koneksje z kontynentem znanym z Heroes III.
  2. Po przegranej Archibalda w wojnie o sukcesję Sandro nie miał już co robić na Enroth i musiał szukać swojej szansy gdzie indziej. Dlatego opuścił największy z kontynentów i udał się na Antagarich, z którego później wyruszył na Jadame.
  3. Jeddith, którym razem z Sandro uczęszczał do mistrza Ethrica, również przybył na Antagarich. W pierwszej misji kampanii Powstanie Nekromanty uczeń rozpoznał Sandro i stanął mu na drodze do Deyji.

Dlaczego podejrzewam, że nie jest to jedna i ta sama osoba?

Nie pasują niektóre sprawy, zarówno po stronie Sandro, jak i innych bohaterów, którzy mieli z nim styczność. Sandro uczęszczał na zajęcia do mistrza Ethrica razem z Jeddithem, który go polecił. Nie wiemy, jaki był jego mistrz, ale w Might and Magic VI znamy go, jako pierwszego lisza. Natomiast w kampanii Cienia Śmierci: Powstanie Nekromanty nie jest opisywany jako nekromanta, a nawet utożsamiono go z władcami podziemi.

To jest pierwszy istotny element, drugą ważną kwestią jest postawa samego mistrza. Wiedział, że Sandro miał mroczną naturę i dążył do odkrycia nekromancji, a mimo to gdy tego dokonał polecił swoim uczniom powstrzymanie rosnącego w siłę nekromanty. Skoro wiemy z Might and Magic VI, że Ethric był liszem, to powinna zadowolić go informacja, że jeden z jego uczniów wybrał taką samą stronę. Wiemy, że było inaczej.

Stosunek pozostałych bohaterów do Sandro

Kolejną nielogicznością wydaje się być stosunek pozostałych bohaterów do nekromanty. Załóżmy Gem, która podczas pierwszej wojny o sukcesję walczyła razem z Sandro z Morglinem Ironfistem, natomiast w drugiej stanęli już pod dwóch stronach barykady. Powinna kojarzyć jego imię z Enroth, a nie poznała go, kiedy zgłosił się do niej i poprosił o zdobycie artefaktów. Podczas pierwszej wojny mogła nie słyszeć o nekromancie, ale już w drugiej Sandro prężnie działał po stronie Archibalda, więc jego imię powinno być dla niej rozpoznawalne.

Podobna sprawa miała się z Crag Hackiem, który w obydwóch wojnach walczył po tej samej stronie co Sandro. Również nie poznał go, kiedy ten poprosił go o zdobycie kilku artefaktów.

O czym to może świadczyć?

Świadczy to o tym, że albo Sandro był tak bardzo przebiegły, albo mamy do czynienia z dwoma różnymi bohaterami. Wydaje mi się, że postawa Sandro na Enroth mocno różniła się od postawy Sandro na Antagarich. W przypadku Enroth mamy do czynienia z nekromantą podporządkującemu się władzy, natomiast na Antagarich mamy już nekromantę z dążeniami imperialistycznymi. Z drugiej strony nikt uczony z nieba nie spadł i nekromanta mógł zrozumieć, że władzę należy wywalczyć, toteż na Antagarich próbował ją zdobyć na różne sposoby.

Podsumowanie

Jak to w końcu jest z tym Sandro? Jest to jedna postać, czy dwie różne? Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Bezpośrednio dowodów na to nie ma, a pośrednio możemy się domyślać, że chodzi o jedną postać.

A jak Wy uważacie? Jest to jedna postać, czy dwie różne? Dajcie znać w komentarzu 😊

 

Jeśli interesują Cię pozostałe artykuły ze świata Heroes, to zapraszam na podstronę pozostałe wpisy:

/kategoria/inne-wpisy/

Inspiracją do powstania tego artykułu były informacje umieszczone w fandomie Heroes of Might & Magic:

https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Sandro_(Enroth)

Heroes: Bunt Nekromantów – Część 2 Part 1

Heroes: Bunt Nekromantów – Część 2 Part 1

Wstała, nim chłopak wygrzebał się spod koca. Nie wiedziała jaki będzie ten dzień, oprócz tego, że pójdą na zajęcia do mistrza Thane’a. Potrząsnęła nim, na co ten niechętnie otworzył oczy i dopiero po kilku przeciągnięciach obudził się.

– Wstawaj, na pewno spóźniliśmy się na zajęcia.

Spojrzał na wejście do sanktuarium.

– Jeszcze jest czas, nie budź mnie tak wcześnie.

Jak on to poznawał? – Zastanawiała się. Zerknęła na wejście i według niej słońce już wysoko świeciło na horyzoncie, jednak on twierdził inaczej. Próbował zasnąć, jednak czując, że sen mu już nie będzie dany, wstał pół przytomny.

– Skoro jesteś taka szybka, to chodź porozmawiamy sobie.

Wyszli z budynku i ponownie zaczęli dyskusję o magii. Zbliżali się do wielkiego lustra, które działało w podobny sposób, jak te wyczarowane wczoraj przez Muwala.

– O nie, ja tam nie wchodzę, znowu chcesz mnie przenieść do miejsca, z którego nie wrócimy.

– Tych to się akurat nie bój. One zawsze działają, łączą poszczególne miejsca w Bracadzie. Jak wejdziemy to dostaniemy się do miejsca, skąd możemy dostać się w każde miejsce pustyni bracadzkiej. – Nie czuła się przekonana. – Jak chcesz. – Po czym wszedł w lustro.

Po dłuższej walce ze sobą przeszła przez nie i rzeczywiście znalazła się w miejscu, gdzie takich samych luster było jak na pęczki, a obok nich prowadziła ścieżka do jeszcze jednego. Kiedyś się o nią zapyta. Teraz Muwal pociągnął ją do najbliższego z nich i przeteleportowali się do pagórkowatej okolicy. Poprowadził ją drogą, która wyglądała, jakby specjalnie została wydrążona w ziemi.

Po chwilowym spacerze trafili do okrągłego niebieskiego budynku, który pokryto niebieską mozaiką przypominającą wodę. Do niego prowadziły wysokie schody.

– Mówiłem, że jesteśmy za wcześnie. – rzekł niechętnie gdy wyszli na górę. – To sobie poczekamy. – Usiadł na najwyższym stopniu, a Hinta przysiadła się do niego. – Lepiej, żebyś nie zaczynała dyskusji z mistrzem Thane’em o magii ciemności. To nie jest typowy temat, o którym się rozmawia. – Przyjęła, choć nadal nie rozumiała czemu. – W ogóle czemu chcesz ją poznać? I nie mów mi, że chcesz wiedzieć przed czym się bronić, bo mam wrażenie, że kryje się za tym drugie dno.

– Dlaczego tak myślisz? – Natychmiast odpowiedziała na pytanie, co chłopak uznał, za potwierdzenie jego domysłów.

– Ponieważ nawet w Erathii wiecie, że magia ciemności jest zakazana, a mimo to chcesz ją poznać i to tak mocno. Ciekawi mnie dlaczego.

Był bystrzejszy, niż się spodziewała. Rzeczywiście chciała odkryć działanie magii ciemności nie po to, aby się przed nią bronić. Miała wrażenie, że przez nią dojdzie do innego daru, który bogini skrywała przez nimi.

– Wydaje mi się, że magia ciemności nie jest zła, tylko jej nie rozumiemy. – Spojrzał na nią, jakby opowiadała herezje. Wiele takich bzdur słyszał w swoim życiu, ale nie przeszkadzał chcąc usłyszeć kolejną. – Nic o niej nie wiemy, ale mamy się jej wystrzegać, to już samo w sobie jest nielogiczne.

– Dlaczego?

– Atakuje cię tytan, a nie znasz magii na tyle, żeby go pokonać, a więc jest dla ciebie zagrożeniem. Nie stajesz z nim do walki i przestrzegasz każdego, kto według ciebie nie jest gotowy do walki. Tutaj mamy natomiast magię ciemności, przed którą każdy przestrzega, ale czemu? To nikt  nie wie.

Muwal już miał się wtrącić, ale ich dyskusję przerwał nadlatujący dżin. Miał na sobie czerwony turban spięty krwisto kolorowym szafirem znajdującym się tuż nad jego czołem, a na siebie założył brązowy płaszcz. Zamiast nóg wirował wokół niego niebieski pył. Według legendy dżiny powstają z magii wody, który był pierwszym żywiołem ujarzmionym przez mieszkańców Antagarich. Gdy przyleciał ku nim dostrzegła również żółte źrenice, które były o odcień ciemniejsze niż pozostała część oka.

– Witaj Muwalu, kogo to nam przyprowadziłeś?

– Witajcie mistrzu Thane. Poznajcie Hintę, dziewczynę, która odeszła z Erathii, aby uczyć się u nas magii i doskonalić się w tym rzemiośle.

Szeroko się uśmiechnął.

– Serdecznie miło mi poznać nową kadetkę. – Dżin wyciągnął rękę, którą natychmiast uścisnęła, a wtedy miała wrażenie, że przez jej ciało przeszła energia, która nieznacznie ją drgnęła. – Trafiłaś na dobry dzień, bo akurat chciałem opowiadać o podstawach żywiołów.

– Mistrzu ona naprawdę ma potencjał. Ledwo jej pokazałem jak przywoływać żywioły, a ona już rzuciła zaklęcie drugiego poziomu.

Wybałuszył oczy doceniając jej umiejętności.

– W takim razie cieszy mnie, że właśnie takich kadetów będę uczył. Porozmawiałbym z wami, ale muszę przejść emanację ognia. Przyjdźcie, kiedy zjawi się większość. – Po czym zniknął w odmętach mistrzowskiej gildii wody.

Nie musieli długo czekać, bo już chwilę później zjawiła się garstka kadetów. Niezręcznie jej było na myśl, że będzie ich spowalniać w rozwoju magii, czując, że niewiele o niej wie w stosunku do nich. Weszli do środka, gdzie Muwal i Hinta trzymali się blisko siebie. Podszedł do nich chłopak w podobnym do Muwala wieku, który podobnie jak oni miał ciemne włosy i długą grzywkę, sięgającą fioletowych oczu. Tuż przy prawym oku miał bliznę powstałą jakby od cięcia miecza i gdy weszli do pomieszczenia dostrzegła, że był ciemniejszej karnacji niż oni wszyscy.

– O co chodzi z tą emanacją ognia? – spytała Muwala.

– W skrócie o to. – Pokazał jej na kadetów, którzy nie przebierając się wchodzili do akwenu wodnego znajdującego się przed korytarzem wiodącym do pomieszczeń mistrza Thane’a. – Nazywamy to emanacją ognia, bo to właśnie ogień w postaci wody daje nam siłę, aby odkryć prawdę.

Muwal, jego kolega oraz Hinta przeszli przez basen i długi korytarz, aż znaleźli się w przestronnym pomieszczeniu, które w całości było wyłożone niebieskimi płytkami. Kiedy się im przyjrzała dostrzegła obraz przypominający falę. Kadeci zasiedli na podłodze, a Hinta z Muwalem zajęli z miejsca z tyłu, żeby się nie rzucać w oczy. Kolega chłopaka odłączył się od nich i usiadł w pierwszym rzędzie. Chwilę później wleciał dżin, na co wszyscy skinęli mu głową.

 

Na podstronie z Charną znajdziecie jeszcze inne opowiadania z serii Heroes 🙂 Podaję początki poszczególnych powieści czy opowiadań:

Heroes – Bunt Charny: /rozdzial-i-bunt-charny/

Heroes – Podbój Steadwick: /czesc-i-podboj-steadwick/

Heroes – Charna vs Mardon: /czesc-1-charna-vs-mardon/

Inspiracją do tego opowiadania stanowi opowiadanie The Nether Gods mówiące o powstaniu nekromantów, które jest rozwinięciem świata Heroes: https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Necromancy_origin

A jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć o świecie Heroes, to zapraszam na podstronę pozostałe wpisy:

/kategoria/inne-wpisy/

Heroes: Bohaterowie innych frakcji, którzy stali się nekromantami

Heroes: Bohaterowie innych frakcji, którzy stali się nekromantami

 

Król Lisz Gryphonheart

W poprzednim artykule wspomniałem, że panowanie króla Nicholasa Gryphonhearta skończyło się otruciem go przez lorda Haarta i pochowaniu w Stonecastle. Wydarzenie to stanowiło wstęp do pierwszej odsłony trzeciej części Heroes: Odrodzenie Erathii. Okazało się, że lord Haart działał pod wpływem Sandro, który był zafascynowany jego zainteresowaniem kultem śmierci (nie możemy potwierdzić, czy znali się od momentu walki z Morglinem Ironfistem na Enroth. Jeśli tak, to Sandro miał ułatwione zadanie). Ten sam Sandro, którego chwilę wcześniej plany zniweczyli Gelu, Yog, Gem i Crag Hack, wpadł na kolejny pomysł podboju Antagarich, a jednym z punktów jego planu było otrucie władcy Erathii. Pierwotnie plany nekromanty były inne, lecz Finneas Vilmar podstępem wtrącił go do lochu, za zabójstwo lorda Smedtha.

Wspomniany Finneas Vilmar po wtrąceniu Sandro do lochu zaatakował okolice Stonecastle, gdzie był pochowany ostatni Gryphonheart. Dzięki duchowi opresji ożywił króla podczas rytuału niekończącej się nocy, jednak nie skończył się on tak, jak zamierzał. Powstał potężny lisz, który chciał się zemścić za swoją śmierć. Zamordował on króla Vilmara i zasiadł na tronie Deyji.

Ożywienie króla Gryphonhearta

Rządził twardą ręką i natychmiast pozbywał się opozycji, jeśli ktoś sprzeciwiał się jego władzy. Przekonał się o tym generał Mot, który nie popierał otwartej wojny z Erathią. Lisz uśmiercił go i rozpoczął zbieranie armii. Pod tym pretekstem wysłał Vokiala i Vidominę na wzgórza Emerald, w celu dokonania „żniw”. Terminem tym nekromanci określali rzeź istot i późniejsze przyzywanie ich na swoją stronę. Dzięki temu liczebność armii nekromanckiej szybko wzrastała. Wampir i nekromantka uwolnili Sandro, aby ten zdołał powstrzymać króla Lisza, od którego odwracało się coraz więcej nekromantów. Jednak jego działania nie okazały się skuteczne i król lisz Gryphonheart zdobył władzę w całej Deyji.

Na pomoc przychodzi Erathia

Nekromanci poprosili o wsparcie królową Katarzynę, która po wygnaniu władców podziemi za cieśninę Nighońską skierowała swoje siły na północ. Niechętnie, lecz przyjęła ich pomoc i po raz pierwszy w historii nekromanci walczyli ramię w ramię z Erathianami, elfami z Avlee i czarodziejami z Bracady. Królowa Katarzyna dowiedziała się, że to lord Haart był odpowiedzialny za otrucie jej ojca, więc trzymała go blisko siebie, aby potem go ukarać.

Wojna z nekromantami przebiegła na korzyść Erathian i armia królowej stanęła przed samym Stonecastle. Obrońcy długo się bronili, ale w końcu przełamali opór nekromantów i podbili twierdzę. Powiedziała królowi liszowi, że za jego śmierć odpowiadał lord Haart, którego osobiście zabił, a królowa wysłała duszę swojego ojca do świata Starożytnych i pochowała go po raz ostatni.

Zabójstwo lorda Haarta przez króla lisza i zakończenie pierwszej części Heroes odrodzenie Erathii

Lord Haart jako rycerz śmierci

Gdy Erathia dowiedziała się o zdradzie lorda Haarta, jego ciało zostało zbezczeszczone i zapomniane przez jej mieszkańców. Jednak kult nekromantów działających w Tatalii zwieńczył okazję, żeby przywrócić go do życia i ustanowić przywódcą zgrupowania. Dokładnie nie wiemy, jakie plany miał Lord Haart, kiedy stanął na czele nekromantów, jednak wiadomo, że do ich realizacji potrzebował armii. W tym celu napadł na ludy bagien i rozpoczął „żniwa”.

Lord Haart jako rycerz śmierci. Opowiada o tym kampania Heroes: Igranie z ogniem

Misję powstrzymania jego terroru powzięła Adrienne, znana jako ognista wiedźma. Widziała zniszczone miasteczka, zamordowanych gnolli i jaszczuroludzi i wyssane życie z terenów bagnistych. Wiedziała, że Erathia nie wspomoże jej w walce z nowym przeciwnikiem z dwóch powodów. Pierwszym było zerwanie przez Tatalię rozejmu podpisanego z królem Nicholasem Gryphonheartem, a drugim było jej osłabienie wojną z demonami i nekromantami z Deyji.

Udało jej się uzyskać wsparcie ludów z bagien i stając na ich czele rozbiła kult nekromancki w Tatalii i zabiła jego przywódcę. Pochowała jego ciało w nieoznaczonym grobie znajdującym się w gęstym lesie, po czym rozmyślała kogo pogrzebała: bohatera, czy przestępcę.

Zakończenie kampanii Heroes Igranie z ogniem

Jeżeli znacie jeszcze jakiś bohaterów, którzy później stali się nekromantami, to wspomnijcie o nich w komentarzach 😊

 

Inspirowałem się stroną fandomu o świecie Heroes:

https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Nicolas_Gryphonheart
https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Haart_(Enroth)

Pozostałe artykuły z serii Heroes znajdziecie w podstronie pozostałe wpisy:

/kategoria/inne-wpisy/

Heroes: Bunt Nekromantów – Część 1 Part 2

Chłopak zamachnął się i z jego ręki wyleciał lodowy pocisk, który trafił w kaktusa rosnącego nieopodal nich. Następnie wyczarował kilka obłoków ognia, które ustawiły się w losowych miejscach. Ogień jeszcze bardziej wzmógł ciepło pustyni i krople potu pojawiły jej się na skórze.

– No dobra, to pozostał ci żywioł ziemi. – Zaimponował jej znajomością zaklęć i chciała, aby nadal przeprowadzał swój pokaz magiczny.

Machnął ręką w jej stronę.

– To mnie złap.

Chłopak uciekł od niej zadziwiając ją tym. Chciała go złapać, jednak wykonawszy pierwszy krok poczuła, jak jej nogi ugrzęzły w jakiejś mieliźnie. Gdy walczyła z nią młody czarodziej nabijał się z niej poprzez podchodzenie i potem odchodzenie od niej. Później przez jej ciało i wokół niej tańczyły małe gwiazdeczki, których ruch przypominał falę. Po kilku falach z powrotem stała na twardej powierzchni i chcąc zrewanżować się chłopakowi podbiegła do niego i walnęła go w ramię, po czym skłoniła się i wypluwała płuca.

– Szybko się męczysz.

– Przestań się ze mnie naśmiewać. – Rzekła pół żartem, pół poważnie. – Co to było?

– Nazywamy to spowolnienie, jedno z podstawowych zaklęć magii ziemi.

Nie znała żadnego z pokazanych zaklęć. W ogóle nie wiedziała, że można rzucać zaklęcia. Słyszała legendy, że czarodzieje z Bracady mieli takie możliwości, a teraz poczuła je na własnej skórze.

– Jak to się dzieje, że rzucasz zaklęcia? Nie zapytałam cię o to.

– Podobnie jak o tysiąc innych rzeczy. – Lekko się zaśmiał dogryzając jej. – Przede wszystkim trzeba znać zaklęcie, które rzucasz. Nie możesz sobie wybrać pierwszego lepszego i spróbować go wypuścić z siebie. Jeśli go poznałaś, to musisz poczuć w sobie odpowiedni żywioł i gdy będziesz gotowa to go rzucasz. Czyli jeśli chcesz rzucić promień lodu, to musisz poczuć w sobie wodę i …

– Dobra spróbuję. – Zamknęła oczy i próbowała odnaleźć w sobie ten żywioł. Towarzysz nie przerywał jej widząc, jak mocno się skupiła. Po chwili, gdy poczuła w sobie wodę krzyknęła. – Lodowy pocisk! – Machnęła ręką, lecz nic z niej nie wyleciało. Nieudana próba mocno ją rozdrażniła, a chłopaka rozbawiła. – Śmiejesz się z każdego ucznia, który popełnia błędy?

– Po pierwsze nie jestem nauczycielem, tylko kadetem na czarodzieja. Magii i zaklęć uczą mistrzowie poszczególnych gildii, a śmieję się dlatego, bo każdemu początkującemu wydaje się, że poczuje poszczególne żywioły tak od razu. Niech zgadnę. Pomyślałaś o wodzie i po prostu myślałaś, żeby ją rzucić?

– Tak.

– Typowy błąd nowicjusza. Posłuchaj, nie wystarczy, że pomyślisz o danym żywiole. Musisz go poczuć całym sobą, a wręcz stać się wodą. Z racji, że nie raz już to robiłem, to u mnie rzeczywiście to wygląda, jakbym myślał o wodzie i rzucał zaklęcie. Jednak tobie zajmie to dłużej.

– Uważasz mnie za głupią!?

– Ej pomagam ci, więc trochę szacunku do nauczyciela. – Żartobliwie się odgryzł. – Przede wszystkim chciałem powiedzieć, że nie od razu poczujesz w sobie wszystkie żywioły. Spróbuj tak samo, jednak gdy przed oczami pojawi ci się woda, to pozwól jej się prowadzić.

Zbywając jego zgryźliwość zasłoniła oczy i przywoływała przed sobą obrazy wody. Najpierw pojawiło jej się jezioro, później wodospad, a jeszcze później rzeka płynąca porywistym nurtem. Jeszcze kilka innych obrazów ukazało się, lecz miała wrażenie, że nic z nią nie robią. Próbowała im się poddać, ale one nie chciały skorzystać z okazji.

– Poddaję się. – Otworzyła oczy. – Nie mogę się skupić.

– Właśnie za bardzo próbujesz i przez to ci nie wychodzi. Żywioły są w nas, ale siłą z nas nie wyjdą. Trzeba je do tego zachęcić. Spróbuj jeszcze raz, tylko nie traktuj tego, jak przymus.

Znów miała wrażenie, że się z niej nabijał, ale ton był spokojny, więc przyjęła to do siebie i ponownie zamknęła oczy. Położywszy się na ziemi poczuła bezwładność rąk i jednocześnie obojętność na prażące słońce, twardą ziemię i inne nieprzyjemności. Natychmiast wodne obrazy pojawiły się i przenikały między sobą. Zaczęła wśród nich krążyć. Wskoczyła do jeziora i pływała w niej. Później zleciała do rzeki i pozwoliła się porwać nurtowi, aż w końcu z wodospadu ponownie spadła do rzeki. Powstała i spojrzała na swoje odbicie w tafli wody, w którym przypominała żywiołaka wody.

Poczuła, że to jest znak do rzucenia zaklęcia.

–  Lodowy pocisk.

Otworzyła oczy i zobaczyła leżącego chłopaka, który uskoczył przed jej zaklęciem. Trafiła w kamień, wokół którego lód szybko zmienił się w wodę.

– Tak odpłacasz się każdemu, kto chce ci pomóc?

– Nie chciałam, w ogóle nie wiedziałam, co się ze mną dzieje.

Chłopak ciężko oddychał, ale bardziej z podziwu, niż z uniku.

– Przyznaję zaskoczyłaś mnie. Mało komu udaje się rzucić zaklęcie drugiego poziomu, a co dopiero za pierwszym razem. Nie wiem, jak to zrobiłaś, ale tobie się jakoś udało.

Powstała i sama była zdziwiona swoimi umiejętnościami.

– Pewnie miałam szczęście.

– O nie, magia to nie kwestia szczęścia. Żywioły są w tobie i wręcz proszą, abyś je uwolniła. Odnoszę wrażenie, że może być z ciebie niezła czarodziejka. Zdecydowanie jutro idziemy do mistrza Thane’a, ale najpierw wróćmy do karczmy. Mówiłaś, że jesteś zmęczona.

– Jakoś mi przeszło. – Jednak dostrzegłszy, że południe już dawno minęło, jej organizm przypomniał sobie o potrzebie odpoczynku.

Pomógł jej wstać i zamachnął się chcąc wyczarować portal, ale … nie pojawił się. Jeszcze raz spróbował, ale próba ponownie skończyła się fiaskiem. Jeszcze kilka razy się zamachnął, ale zaklęcie nie działało, aż potem zrozumiał czemu.

– O jednej ważnej rzeczy zapomniałem. Brakuje mi many. Ugrzęźliśmy tutaj.

Myślała, że żartuje, ale jednak rzeczywiście nie mógł rzucić zaklęcia.

– I co teraz zrobimy? Mamy zginąć tu na pustyni, serdecznie dziękuję.

Chłopak rozglądał się w poszukiwaniu rozwiązania i tak po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, że potrzebują iść na zachód.

– Chodź za mną.

– Dokąd?

– Czeka nas długa droga.

Hinta nie miała ochoty słuchać, że chłopak się zgubił. Zgodziła się z nim pójść, bo chciała zobaczyć jak rzuca zaklęcia i choć pokaz ją zauroczył, to jednak oczekiwała, że odprowadzi ją z powrotem do karczmy. Przez dłuższą chwilę nie odzywała się i nawet kiedy chłopak próbował zagaić rozmowę, to ona zbywała go. Po dłuższym spacerze w milczeniu miała dość ciszy.

– Co to jest ta mana?

– Nagle chcesz ze mną rozmawiać? – Lekko się zaśmiał, lecz jej nie było do śmiechu. Nie podobało jej się, że wszystko obracał w żart. – Mana to jest tak jakby koszt, który musisz ponieść w związku z rzuceniem zaklęcia. Niektórzy mają jej więcej, inni mniej. Dlatego trzeba na nią patrzeć w kontekście rzucania zaklęć.

Miała mu wypomnieć, że zapomniał o tak istotnej rzeczy, ale zmieniła kierunek dyskusji.

– Od kiedy poczułeś, że żywioły są w tobie?

– Mniej więcej, kiedy po raz pierwszy przeszedłem emanację ognia u mistrza Thane’a. Tobie się to udało, choć to jeszcze przed tobą.

– Na czym ona polega?

– Jutro się przekonasz. – Nie dociekała.

I ponownie nie odzywali się, jednak pewna rzecz nie dawała jej spokoju.

– Dziękuję serdecznie za to, co mi dzisiaj pokazałeś i co powiedziałeś o magii. – Chociaż wściekała się na niego, to potrafiła się odwdzięczyć. – Zapomniałam zapytać cię o imię.

– Muwal – odrzekł serdecznie.

– Hinta, miło cię poznać. – Uścisnęli sobie dłonie.

– Powiesz, dlaczego chcesz poznać magię ciemności?

– Przede wszystkim temu, że mamy się jej wystrzegać, a skoro mamy się jej wystrzegać, to chciałabym wiedzieć jak ona działa.

– Skoro chcesz wiedzieć, jak działa, to musisz poznać działanie zwykłej magii. Magia ciemności jeśli chodzi o podstawy niewiele się różni od magii światłości, jednak ona przekonuje jej użytkownika, aby czynił zło.

– Znamy jakiś magów ciemności?

– Nie. Było ich mnóstwo, kiedy Gnotr przybyła tutaj po raz pierwszy. Wiemy to z tablic szmaragdowych, które nam zostawiła. – Znała tą historię. – Teraz nie ma ich wśród nas, ale nie oznacza, że przestali działać. – Chciała dopytać w jaki sposób działają, ale nie spodziewała się odpowiedzi. – O, mam dobre wieści, wiem, gdzie jesteśmy.

Rozejrzawszy się miała wrażenie, że otoczenie niewiele się zmieniło. Tak samo wyschnięta ziemia, gdzieniegdzie kaktusy, raz za czasu pagórek, który nie wyróżniał się jakoś specjalnie. Jakim cudem odnajdywał się w tym pustkowiu, to tylko on wiedział. Jedyna pozytywna informacja, że słońce już tak mocno nie ogrzewało i gdzieniegdzie wyczuwalny był powiew wiatru.

Od tej chwili świadomie ją prowadził, jakby wiedział w którym kierunku iść. Niewiele później rzeczywiście podeszli do budowli, którą wybudowano na podstawie prostokąta, a wokół niej znajdowały się kolumny, które podtrzymywały dach. Przed wejściem znajdował się portyk, który pokazywał bogini Gnotr w trakcie nawracania magów ciemności, zgodnie z historią umieszczoną w pierwszej tablicy szmaragdowej.

– Co to za miejsce?

– Sanktuarium, tu przenocujemy.

Nim o cokolwiek zdążyła zapytać pociągnął ją do siebie i wszedłszy do środka zauważyła, wiele istot, które spały na podłodze. Były przykryte kocami i mieli wygodne poduszki. W pomieszczeniu panowała ciemność i jej wzrok miał trudności z przyzwyczajeniem się, toteż parokrotnie nadepnęła śpiących. Po chwili zostawił ją w środku sanktuarium. Wrócił chwilę później z kocami i poduszkami.

– Mam nadzieję, że warunki do spania nie będą ci przeszkadzały.

– Spałam w dużo gorszych odchodząc z Erathii.

– To dobranoc Hinta. – Przykrył się i odwrócił głowę.

– Dobranoc. – Sen szybko ją zmógł.

 

Poprzedni wpis znajdziecie tutaj: /heroes-bunt-nekromantow-czesc-1-part-1/

 

Na podstronie z Charną znajdziecie jeszcze inne opowiadania z serii Heroes 🙂 Podaję początki poszczególnych powieści czy opowiadań:

Bunt Charny: /rozdzial-i-bunt-charny/

Podbój Steadwick: /czesc-i-podboj-steadwick/

Charna vs Mardon: /czesc-1-charna-vs-mardon/

Inspiracją do tego opowiadania stanowi opowiadanie The Nether Gods mówiące o powstaniu nekromantów, które jest rozwinięciem świata Heroes: https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Necromancy_origin

A jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć o świecie Heroes, to zapraszam na podstronę pozostałe wpisy, a tam między innymi:

/heroes-wladcy-erathii-czesc-1/
/heroes-wladcy-erathii-czesc-2/
/heroes-bohaterowie-poprzednich-czesci-heroes-w-legendarnej-trojce/

Heroes: Władcy Erathii część 2

Heroes: Władcy Erathii część 2

W poprzednim tygodniu skończyłem opisywać władców Erathii na królu Aaronie Gryphonheartcie IV, który rządził około 800 roku p.C. (po Ciszy). Od tej chwili nie znamy dokładnych władców Erathii aż do rozpoczęcia trzeciej odsłony serii Heroes, a tam panował …

Nicholasa Gryphonhearta

Nicholas Gryphonheart - od jego śmierci i następującego po nim przybycia rozpoczyna się trzecia odsłona Heroes

Urodził się on w 1110 roku p.C. i odziedziczył tron w młodym wieku (nie znamy imienia jego poprzednika). Ożenił się z Gwelian w wieku dwudziestu trzech lat i rok później przyszła ich pierwsza córka Katarzyna, a kilka lat później druga córka Beatrice. Nie wiemy wiele o początkach jego panowania, oprócz jednego wydarzenia, które mogło zakończyć jego rządy. Podczas wyprawy myśliwskiej jego drużyna wraz z żołnierzami została wycięta do nogi przez nieznanego sprawcę, natomiast króla uratował Sir Kentaine, który przeniósł go do bezpiecznego miejsca. W nagrodę monarcha ofiarował mu Miecz rodu Gryphonheart, aby kontynuował władzę w Erathii, jeśli nie będzie następcy.

Najbardziej dał się zapamiętać z wygnania nekromantów z północnych części Erathii, którzy wcześniej zawłaszczyli te tereny. Co możemy powiedzieć o królu, to, że zawsze dążył do pokoju. W taki sposób zakończył potyczki między Tatalią i Erathią trwające przez kilka wieków poprzez podpisanie pokoju z ludem bagien.

Dwa lata później jego żonę i córkę Beatrice zamordowano przez maruderów podczas podróży na północ Antagarich. Wydarzenie to mocno wpłynęło na króla, gdzie, jak określał to profesor Marcus Finch następne dni były jednymi z najsmutniejszych w królestwie. Jednak król nie wykazał chęci odwetu na Tatalii za atak, tylko ukarał odpowiedzialnych za śmierć królowej i księżniczki. Obawiając się ataku na starszą córkę zaaranżował jej ślub z Rolandem Ironfistem, który wygrał wówczas wojnę o sukcesję na Enroth. Decyzja ta miała również swoje polityczne konsekwencje, dzięki czemu zapewnił następcę tronu.

Późniejsze lata panowania

Następne lata były mocno burzliwe dla całej Erathii. Przede wszystkim spowodowane to było działaniami Sandro, który próbował z elfa Gelu zrobić zdrajcę Erathii. Była to tylko część jego planu, aby podbić cały kontynent. Król pomimo dowodów obciążających elfa stanął w jego obronie. Nie mógł osobiście kontynuować wojny z chytrym nekromantą, ponieważ barbarzyńcy z Krewlod przekroczyli granice Erathii. Zadanie to pozostawił Druidce Gem i wspomnianemu Gelu, do których dołączyli Yog i Crag Hack. Aczkolwiek wspomógł wyprawę króla Avlee Eldricha Parsona przeciwko smoczej królowej Mutare. Opowiada o tym jedna z kronik Heroes: Clash of Dragons.

Później został otruty przez swojego towarzysza Lorda Haarta i pochowano go w Stonecastle. O jego działalności, jako król lisz będzie oddzielny artykuł. Władzę po nim przejęła …

Katarzyna Ironfist (z rodu gryphonheart)

Scena z intro do Heroes III Odrodzenie Erathii

Katarzyna od najmłodszych lat przejawiała skłonności wojskowe. Kiedy miała szesnaście wiosen przyłączyła się do elitarnego oddziału erathiańskiego o nazwie Brygada Szponu, a jej pierwszym zadaniem było stłumienia buntu Connela Traxtona. Pomimo tego, że generał miał przewagę liczebną, to Katarzyna wykazując się taktyką wojskową pokonała niesfornego buntownika.

Jej ojcowi nie podobało się, że Katarzynę tak ciągnęło do wojskowego życia, ale dzięki interwencji królowej Gwelian zmienił zdanie.

Później Nicholas zaaranżował jej ślub z Rolandem Ironfistem i do Erathii wróciła dopiero na pogrzeb jej ojca, jednak dostrzegła, że Erathia została podbita przez Nighon, Kreegan, Krewlod i Tatalię. Wyswobodzenie Erathii z rąk wrogów znamy z pierwszej części Heroes III Odrodzenie Erathii. Jednak odzyskanie królestwa nie kończyło wojen, ponieważ należało pozbyć się Kreegan ze świata Enroth, a w tym celu należało podbić twierdzę Kreelah.

Królową Katarzynę początkowo traktowano, jako wyswobodziciela Erathii, jednak w trakcie kampanii Ostrza Armagedonu zaczynała tracić poparcie. Mimo to razem z mężem udało im się wygnać ze świata Kreegan i odpłynęli z powrotem do Enroth. Obowiązek wyboru nowego króla spoczął na barkach Generała Kendalla, którego Katarzyna poznała w trakcie służby w Brygadzie Szponu.

 

Odnośniki:

Poprzedni artykuł o królach i królowych Erathii znajdziecie pod tym linkiem: /heroes-wladcy-erathii-czesc-1/

Inspiracją dla mnie była jak strona fandomu o świecie Heroes: https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Nicolas_Gryphonheart 

Zapraszam również na rozpoczęte opowiadanie, w którym opowiadam o tym, jak powstali nekromanci: /heroes-bunt-nekromantow-czesc-1-part-1/

Heroes: Bunt Nekromantów – część 1 Part 1

Heroes: Bunt Nekromantów – część 1 Part 1

Słońce świeciło nad pustynną Bracadą wysysając życie z Hinty, która zmierzała do niej z Erathii. Z oddali widziała już pierwsze domostwa w królestwie czarodziejów. Chociaż był początek dnia, to podróż przez pustkowia wykończył ją i jedyne czego pragnęła, to znaleźć karczmę i odpocząć.

Weszła do gospody o nazwie „Znane miejsce”. Goście zdążyli już zapełnić większość stołów i nie oszczędzali się w przelewaniu alkoholu za gardło. Największy prym wiodły krasnoludy, które wręcz chełpiły się tym ile piwa potrafiły w siebie wlać. Rywalizowały z nimi gnolle, gremliny, elfy, a nawet część czarodziei. Zniesmaczona podeszła do karczmarza.

– Ile kosztuje u was nocleg? – Nie miała siły na uprzejmości.

– Dwadzieścia sztuk złota za jedną noc. Z racji, że przybyłaś z osiołkiem, to dodatkowe dziesięć.

Zdzierstwo. – Pomyślała dziewczyna, lecz nie chcąc się kłócić zapłaciła z góry i poprosiła o coś do jedzenia. Usiadła w rogu, aby nikomu nie rzucić się w oczy.

– Mogę się przysiąść? – Jednak i tak ktoś ją zauważył.

Niechętnie spojrzała na chłopaka, który miał znoszony i mocno obdarty płaszcz maga na sobie. Wiedziała, że były koloru krwisto czerwonego, jednak jego już momentami przybierał brązowe odcienie i był mocno zdarty.

– Przepraszam, ale nie mam ochoty na rozmowę. – odrzekła. – Chcę zjeść i odpocząć.

– Rozumiem. Podróż musiała cię wykończyć. – Zmarszczyła czoło, najpierw karczmarz, teraz on. Skąd wiedzieli, że osiołek na zewnątrz był akurat jej? – Zauważyłem, że masz mnóstwo worków ze sobą, a raczej w Bracadzie nikt nie chodzi obładowany.

Nie chciała się rzucać w oczy, a już nieświadomie to zrobiła. Początkowo nie chciała towarzystwa, lecz przystała na jego propozycję chcąc dowiedzieć się więcej o Bracadzie.

– Jak się tu żyje?

– W większości przypadków zależy na kogo trafisz. – Odwrócił się i wskazał na krasnoludy. – Tamci idą do pracy w kopalni, która znajduje się na północno wschodniej stronie pustyni bracadzkiej. Gremliny będą teleportowały się, żeby …

– Teleportowały? – spytała zaskoczona.

– Tak, widzę, że jeszcze ich nie zauważyłaś, ale są portale, które prowadzą, w różne strony Bracady. Zaczniesz z nich korzystać, to zrozumiesz, czemu nie przykładamy tak wielkiej wagi do bagaży. A więc wracając, to gremliny pójdą pracować na wyżynę bracadzką do swoich warsztatów. Lubią zimno, toteż tam się najlepiej odnajdują. Gnolle pracują dla czarodziei, głównie podstawowe czynności wykonują. Żaden z nich nie poznał na tyle magii, żeby móc się nią posługiwać. A reszta w zależności od swojego upodobania.

– A ty gdzie pójdziesz?

– Ja pójdę na nauki magii do Mistrza Thane’a. Zazwyczaj przyjmuje nas w mistrzowskiej gildii wody.

Magia, zapamiętała sobie to słowo.

– Uczycie się głównie magii jasności?

– Tak, a czemu akurat o to pytasz?

– Ponieważ w Erathii też się jej uczyłam, a chciałabym się czegoś dowiedzieć o magii ciemności.

Natychmiast ją uspokoił, po czym rozejrzał się, czy ktoś ich nie usłyszał. Upewniwszy się, że magowie są skupieniu na swoich własnych rozmowach, rzekł do Hinty.

– Nie mówi się o tym głośno. Przede wszystkim magia ciemności jest zakazana i za jej praktykowanie grożą wysokie kary, dochodzące nawet do kary śmierci.

– Wiem, to samo nam mówiono w Erathii. Jednak mam się jej wystrzegać, a nie wiem czego. Nawet sama Gnotr mówiła, że aby nie dać się mistrzom ciemności, należy wiedzieć, jak działają, a nikt właśnie nie chce tego powiedzieć.

Skończyła swoją potrawkę, jednak zamiast odpocząć zamówiła kolejną czując, że rozmowa z nim może być ciekawsza niż odpoczynek. Również on zamówił sobie dziczyznę z warzywami i rozpoczął jej wchłanianie. Cały czas patrzył na dziewczynę, która z wyglądu rzeczywiście przypominała maga ciemności. Czarne włosy, czarny ubiór, czarne źrenice i ciągnęło ją do mroku. Chciał się przekonać dlaczego.

– Skoro przytoczyłaś naszą bogini, to również pamiętasz jak mówiła, że to właśnie wtedy mistrzowie ciemności atakują? Zwodzą na swoją stronę pokazując łatwość w dojściu do prawdy i nieśmiertelnego życia?

Kolejna kwestia, która sprowadziła ją do Bracady. Chciała zrozumieć magię ciemności oraz dojść do nieśmiertelności. Miała wrażenie, że po śmierci wszystko ginie, natomiast Gnotr sądziła, że dusza po śmierci czeka na odpowiedni moment i wchodzi do innej istoty. Tak właśnie według niej wyglądała nieśmiertelność.

– Wiem o tym, ale jednak droga bogini Gnotr nie pokazuje nam żadnej drogi, więc skąd mamy wiedzieć w którą stronę podążać? Przestrzegamy jej zasad, a mimo to wciąż nie wiemy, co się dzieje z nami po śmierci.

– Nie wiemy, bo nie doszliśmy do prawdy. – Dla niego wydawało się to tak oczywiste, jak to, że słońce świeci na niebie. – Tylko, gdy odkryjemy prawdę, o której nam mówiła Gnotr, możemy zrozumieć zasady panujące w naszym świecie. Wiesz o tym? – Wiedziała.

– To w takim razie, czemu magii nam nie pokazała od razu? – zmieniła tor rozmowy.

– Pokazała. Przecież czarując i tak ją prosisz o rzucenie danego zaklęcia. – Jeśli wcześniej była zaskoczona, tak teraz wybałuszyła oczy spoglądając na chłopaka. Dostrzegł jej wzrok. – Chyba Erathia nadal nie wie za wiele o magii. – Skinęła mu głową.

– Dlatego też między innymi odeszłam.

– Właśnie widzę. Wiesz co, miałem iść na zajęcia do Mistrza Thane’a, ale myślę, że bardziej się ucieszy, jak pokażę ci nieco magii i jutro przyjdziemy do niego wspólnie na zajęcia. Co ty na to?

Zmęczenie jakoś ją opuściło. Zainteresował ją tą dyskusją o magii, więc jego propozycję natychmiast przyjęła. Zjadłszy śniadanie wyszli z karczmy na palące słońce. Natychmiast zakryła oczy i ściągnęła jedną warstwę ubrań z siebie. Dziwiła się, jakim cudem nie jest mu za ciepło w tej szacie.

Chłopak wyczarował przed nią lustro, które pokazywało inne miejsce, niż to, które w rzeczywiście było za nim. Początkowo myślała, że odbija ziemię będącą tuż przy nich, lecz zmieniła zdanie, gdy w niego spojrzała. Miała wrażenie, jakby otworzył przed nią portal do innego świata. Przestawił nogę przez lustro, które zniknęło w nim, później ramię i połowę swojego tułowia.

– Podaj mi rękę, przeniesiemy się na drugą stronę.

Hinta musiała się przekonywać, aby mu ją podać, bo choć już ten pokaz ją zachwycił, to jednak troszkę się obawiała, co znajdzie po drugiej stronie lustra. Przemógłszy się podała mu ją i razem przeszli przez nie. Zniknęło, kiedy znaleźli się w innym miejscu.

– Co to było?

– Tak zwana wrota wymiarów, jedno z zaklęć z magii powietrza.

Jeśli wcześniej miała wątpliwości o rzemiośle magicznym Erathian, tak teraz musiała  przyznać rację chłopakowi. Erathia nadal była zacofana w temacie rzucania czarów.

– Jak przywołujesz zaklęcia? – spytała.

– A co wiesz o rzucaniu zaklęć. – Opowiedziała mu, na co skwasił się lekko. – Rzeczywiście mało wiecie. Przede wszystkim należy poczuć żywioł, z którego chcesz rzucić zaklęcie. Erathia z tego co mówisz stanęła na pierwszym etapie poznawania zaklęć, a więc gdy postępujesz zgodnie z religią Gnotr, to jeśli poprosisz ją o cokolwiek wówczas ona obdaruje cię tym.

– Jest inaczej?

– Oczywiście. To znaczy – szukał odpowiednich słów – nadal korzystamy z dobroci Gnotr, ale jednak nie prosimy o dokładne rzeczy, a raczej o możliwość wykorzystania jednego z czterech żywiołów. Skoro wiemy, że żyją w nas, to z nich korzystamy.

– Pokażesz inne żywioły?

 

Na podstronie z Charną znajdziecie jeszcze inne opowiadania z serii Heroes 🙂 Podaję początki poszczególnych powieści czy opowiadań:

Bunt Charny: /rozdzial-i-bunt-charny/

Podbój Steadwick: /czesc-i-podboj-steadwick/

Charna vs Mardon: /czesc-1-charna-vs-mardon/

Inspiracją do tego opowiadania stanowi opowiadanie The Nether Gods mówiące o powstaniu nekromantów, które jest rozwinięciem świata Heroes: https://mightandmagic.fandom.com/wiki/Necromancy_origin

A jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć o świecie Heroes, to zapraszam na podstronę pozostałe wpisy, a tam między innymi:

/heroes-wladcy-erathii-czesc-1/
/heroes-bohaterowie-poprzednich-czesci-heroes-w-legendarnej-trojce/