Z bloga pisarza: Czy pisarz powinien przejmować się opinią czytelników?

Mogłoby się wydawać, że pytanie jest bezzasadne. Jak pisarz może nie liczyć się z opinią swoich czytelników? Przecież to dla nich pisze swoje powieści, to dzięki im zarabia pieniądze na chleb i opłacenie rachunków i co najważniejsze, z ich powodu istnieje. Czy pisarza stać na to, aby nie przejmował się opinią swoich czytelników?

Zapraszam do dalszej części artykułu.

Czy pisarz bez czytelników może istnieć?

Tak, jak najbardziej. Są pisarze, którzy nie zwracają uwagi na zdanie odbiorców swojej twórczości, tylko tworzą swoje i za to dostają pieniądze. Jakich twórców możemy tu dać? – Copywrighterów. Im się nie płaci za to, żeby ich treści przyciągały czytelników, tylko, by skłaniały odbiorców do dokonania danej akcji. Gdy opisują produkty na stronę ich zadaniem jest nakłonienie potencjalnego odbiorcy, żeby zakupił produkt danej firmy. Taka sama sytuacja występuje w przypadku usług. W tym przypadku pisarz jest utożsamiany z usługodawcą. Oczywiście, jeśli przy okazji zgromadzi dodatkowych czytelników, to nikt nie będzie miał mu tego za złe, jednak nie to jest jego głównym celem.

Czy jeszcze jakiś typ pisarzy możemy tutaj dodać? Oczywiście, pisarz, który tworzy swój własny pamiętnik. Czy takiego pisarza interesują czytelnicy? Odpowiedź nasuwa się sama.

Dla obydwóch tych pisarzy pisanie nie jest najważniejsze. Piszą najczęściej dla usługodawców, w swoim prywatnym celu, albo tworzą publikacje, które są dostępne wyłącznie w danym kręgu i tylko tam trafiają. Jednak, gdy pisarz chce żyć z pisania, to…

Czytelnicy są tymi, bez których pisarz nie istnieje

Prawda jest taka, że pisarz tworzy dla czytelników. To dzięki nim egzystencja twórcy ma sens. To właśnie ich radość i emocje, z którymi się spotykają w trakcie czytania powodują, że ich serce się kraja. Spotykają się z nimi zarówno wirtualnie, jak i na żywo i jest to jedno z najlepszych doświadczeń w życiu i motywacja do dalszego tworzenia. Czytelnicy skupiają się na historii, wyciągają z niej wszystko co najlepsze, wyciągają także to, czego nie dostrzega się na pierwszy rzut oka. W skrócie czytelnicy są alfą i omegą każdego pisarza, który żyje z tworzenia historii.

Czy czytelnicy tylko nas wielbią?

Nie tylko, nie raz dostajemy od nich cięgi, bo stworzyliśmy świat, który w ich mniemaniu nie był kompletny. Wytworzyliśmy bohaterów, którzy nie zmieniają się przez całą książkę, oczywiście ich zdaniem. Fabuła nie była ciekawa i wciągająca, przez co ciężko im się przechodziło przez kolejne strony powieści. Mógł im także styl nie pasować, przez co męczyli się czytając powieść danego twórcy. Tego typu oskarżenia można mnożyć bez końca. Nigdy nie są one przyjemne i nierzadko wywołują palpitację serca, gniew, czy zwątpienie.

Jednak czy czytelnicy zawsze mają rację?

Pisarz tworzy światy, fabuły, bohaterów najlepiej jak potrafi, ale prawda jest taka, że nie ma jednego wyznacznika, który nakazuje w dany sposób budować całą powieść. Dzięki czemu nie możemy mieć żadnych merytorycznych odniesień do tego, czy powieść jest dobra i czy pisarz wykonał dobrą robotę (więcej o tym znajdziesz tutaj: /czy-powiesc-moze-byc-dobra-lub-slaba/).

Prawda jest taka, że powieści i ogólnie sztukę od zawsze ocenia się subiektywnie. Wszelkie oceny bazują na odczuciu, niżli na mierzalnych wskaźnikach. Z tego też powodu, gdy jeden czytelnik wspomni, że czegoś mu brakuje, drugi będzie miał odmienne zdanie. Gdy jeden czytelnik uzna, że pisarz się pomylił, drugi może odczuć, że ta komplikacja miała drugie dno. Literatura nigdy nie bazowała na ocenie obiektywnej, tylko subiektywnej.

Czy to jednak oznacza, że czytelnicy z góry nie mają racji?

Oczywiście, że nie. Jeśli jedną opinię podziela tylko jedna osoba, to można to potraktować, jako subiektywne odczucia. Jednak, jeśli tą samą opinię popiera kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt i więcej osób, wtedy pisarz powinien się nad nią zastanowić. Oczywiście ważny jest jeszcze sposób, w jaki przekazuje się opinię, bo niestety z tym również czytelnicy mają problem.

Podsumowanie

Zawsze należy spotkać się w środku. Zarówno pisarz powinien wysłuchać opinii czytelnika, jak i czytelnik powinien dostrzec to, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Nie każdym zdaniem o powieści należy się przejmować, bo w wielu przypadkach ocena powieści jest mocno subiektywna. Warto, aby pisarz dostrzegał, że takie opinie o jego twórczości są, ale nie oznacza to od razu, że mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością, albo, o zgrozo, że jest kiepskim pisarzem.

Z bloga pisarza: Czy literatura w Polsce potrzebuje zmian?

Trafiłem na tiktoka pani Dagmary Leszkowicz-Załuskiej (link do filmu: https://www.tiktok.com/@dagjoanna/video/7621597043051515169?q=Dagmara%20leszkowicz&t=1774626104831), który mówi o zmianach, jakie powinny się zadziać na rynku literackim. Nie ukrywam, że nawet ja będąc pisarzem przez pięć lat (nie liczę lat pisania do szuflady) dostrzegłem wiele mankamentów jeżeli chodzi o rynek literacki. Z perspektywy czytelnika te mankamenty, o których wspomnę za chwilę mogą nie mieć znaczenia. Oczywiście też jestem czytelnikiem, ale od wielu lat obserwuję co się dzieje w świecie książek. Literatura może być lepsza. Dlaczego? O czym mówił film pani Dagmary Leszkowicz-Załuskiej? I dlaczego to jest tak istotne z perspektywy czytelnika?

Serdecznie zapraszam do dalszej lektury artykułu.

Jakie informacje zawierał wspomniany tiktok?

Przede wszystkim pani Dagmara wskazywała na aspekty do zmiany, o których Unia Literacka mówi od dawna. Literatura w Polsce nie ma się dobrze. Zarówno pod względem literackim, jak i pod względem czytelniczym. Jednak literatura w Polsce, i nie tylko, czy się to komuś podoba czy nie, zaczyna się od nas – pisarzy. To my tworzymy realne światy, krwistych bohaterów, pełne akcji fabuły, przemyślane dialogi i całą otoczkę, którą wchłaniacie jedną za drugą.

Pozwolę sobie je rozpisać w poniższych punktach:

Pierwszy aspekt? – Brak rzetelnego raportowania ilości sprzedanych egzemplarzy.

Niestety jest to zmora zarówno tych pisarzy, którzy współpracują z wydawnictwami, jak i tych, którzy pracują w trybie samowydawcy. O tym drugim opowiem za chwilę, najpierw skupię się na tym pierwszym gatunku pisarzy. Jeżeli nie mamy rzetelnego źródła, które wskazuje dokładną liczbę sprzedanych egzemplarzy, wówczas nie wiemy, ile rzeczywiście publikacji danego pisarza zostało kupionych. Brak wiedzy o ilości zamówionych powieści oznacza błędną kwotę naliczenia wynagrodzenia dla pisarza, a to prowadzi do błędnego obliczenia przychodów dla poszczególnych wydawnictw. Literatura tak funkcjonuje od wielu lat, ale od wielu lat jest to błąd, który należało już dawno naprawić.

Można by rzec, że ta druga grupa pisarzy powinna dokładnie wiedzieć, jaka ilość powieści została sprzedana. Prawda? Niestety nic bardziej mylnego. Zważywszy, że jestem samowydawcą pozwolę się wypowiedzieć. Jedynie, gdzie mam stuprocentową pewność ile sprzedało się moich powieści, to jest moja strona segeworld.pl. Dlaczego? Ponieważ tą stronę obserwuję tylko ja i wszelkie raporty sprzedażowe osobiście wyciągam z mojego narzędzia. Również to narzędzie pomoże mi optymalizować moją pracę aby generować jak największy przychód. Poza moimi źródłami? Nie mam takiej wiedzy. Legimi, Empik Go, czy jakikolwiek inny dystrybutor dostarcza moje powieści do księgarń, zarówno tych stacjonarnych, jak i internetowych, ale ja do systemu zliczeń nie mam dostępu. To znaczy mogę sprawdzić, ile tam sprzedało się na panelu udostępnionym przez danego dystrybutora, ale nie mogę tego jakkolwiek zweryfikować z rzeczywistą ilością.

Takie coś stwarza pierwsze pole do oszustwa.

2 informacja? – Ochrona literatury przed piractwem

Literatura, gry video, muzyka, filmy i jakikolwiek przejaw artystyczny od wielu lat jest piracony. Niestety nie ma żadnych regulacji, ani sankcji prawnych, które skutecznie zwalczą ten proceder przestępczy. Od wielu lat słyszę, że piractwo nie ma wielkiego wpływu na rynek literacki, bo udostępnione książki nie kosztują dużo, a co za tym idzie, jest mała szkodliwość czynu. Litości, poważnie? Jeżeli załóżmy Bunt Charny, który kosztuje czterdzieści złotych zostanie udostępniony na chomikuj i pobierze ją jedna osoba, wówczas jestem stratny o czterdzieści złotych. Jednak jeśli w ten sam sposób powieść pobierze już dwieście osób, to ile jestem stratny? Pomnóżcie sobie. Tyczy się to zarówno e-booków, jak i audiobooków.

Czuję ogromną złość i bezsilność, gdy widzę audiobooki znanych pisarzy występujące na Youtubie czy innych znanych platformach. Filmy te nie są odtworzone w jednostkowych przypadkach, tylko w tysiącach. To jest kradzież na poziomie kilkudziesięciu tysięcy złotych i nikt z tym nic nie może zrobić. Ręce opadają.

3 informacja? – Ochrona literatury przed wpływem sztucznej inteligencji na rynek książki

Wiem, że AI nie kradnie niczyich dzieł, tylko na podstawie dzieł już istniejących uczy się tworzyć podobne dzieła, czyli inspiruje się tym co istnieje i tworzy coś swojego. Z jednej strony inspiracja była od zawsze, ale stwarza to poważne zagrożenie dla rynku. Już coraz częściej dostrzegane są dzieła wprost napisane przez AI. Wiem, że za dziełami stoją ludzie, a gdy ich nie ma, to książka przestaje mieć znaczenie. Raz, drugi, trzeci czytelnicy mogą się nadziać, ale… po co mają to robić? Nie można skierować rozwoju AI w innym kierunku? W kierunku ułatwiania pracy, a nie kradzieży twórczej dzieła?

Nie ukrywam, że też korzystam z AI, które bardzo pomaga w promocji. Pomaga tworzyć filmy, grafiki, pisać wstępne skrypty do scenariusza etc. Różnica jest taka, że nikt mi za to nie płaci, a już okładki do książek zlecam grafikom, bo to na książkach zarabiam, a nie na AI. Marketing, a produkcja to jest całkowicie co innego. AI nie kradnie, inspiruje się, ale ta inspiracja nie powinna prowadzić do tego, żeby ktoś tracił pracę. Tylko tyle i aż tyle.

4 informacja? – Co najmniej 10% dla pisarza od ceny okładkowej

Z tym ostatnim można zawalczyć bardzo łatwo. Wystarczy zerwać umowy z dystrybutorami, a zwłaszcza z największym – Empikiem. Niestety ta sieć jest głównym pogromcą literatury. Stawia drakońskie warunki, przez co dla reszty zostają ochłapy, którymi muszą się podzielić wszyscy. Wystarczy, żeby każde wydawnictwo miało swoje własne kanały dystrybucji i wszystko pójdzie w dobrym kierunku. 10% dla pisarza to nie jest wygórowana stawka. Tylko trzeba przyzwyczajać czytelników, żeby poszukiwali książek tam, skąd bezpośrednio kupują.

Z tego powodu powstaje ten artykuł, żeby pokazać, że literatura w Polsce potrzebuje reform, ale również nie jest w stanie zrobić tego sama.

Podsumowanie

Pisarz nie pisze dla pasji. Wydawnictwa nie wydają książek dla prestiżu. Redaktorzy, korektorzy, składacze DTP, graficy i każdy, kto ma wpływ na wydanie książki, nie pracuje w czynie społecznym. To jest praca, która musi być solidnie gratyfikowana. Pisarz nie tylko powinien zbierać laury w postaci prestiżu, ale przede wszystkim w postaci przelewów pieniężnych na konto. Zgadzacie się, czy jesteście temu przeciwni? Dajcie znać w komentarzu.

 

Moje powieści możecie nabyć w moim sklepie:

/sklep/

Z bloga pisarza: Czy obecność na targach książki ma sens?

Właśnie wróciłem z Poznańskich Targów Książki i w tym artykule muszę się z Wami czymś podzielić. Zawsze staram się być optymistą i z optymizmem patrzeć na świat, ale ostatnie wydarzenia w moim życiu, plus wszechogarniająca presja, nie pomaga mi pozytywnie patrzeć w przyszłość.

Odpowiedzmy sobie na pytanie. Czy obecność na targach książki ma jeszcze sens? Zapraszam do dalszej lektury artykułu.

Czym są targi książki?

Tak jak każde targi książki zbiorem wszystkich powieści, poradników, komiksów i nie tylko, ponieważ na takich wydarzenia wystawiają się nie tylko wydawnictwa i pisarze. Bardzo często można tu znaleźć rękodzielników, artystów, twórców gier planszowych, a nawet obrazy czy zabawki dla dzieci. Można odnieść wrażenie, że targi książki skupiają wokół siebie nie tylko firmy oferujące publikacje, ale również zabawę i dobrą rozrywkę.

Czy w takim razie na targach książki nie ma czytelników?

To nie prawda. Ilekroć rozmawiam z uczestnikami targów są to czytelnicy. Przeważa ogromna ilość osób, którzy lubią czytać i pochłaniają naprawdę dużą ilość książek. Nie raz słyszę w trakcie targów, że kupiliby kolejną powieść, ale nie mają już miejsca na swoich półkach. Jednak te same osoby zazwyczaj wracają z dwoma pełnymi siatkami wypełnionymi książkami, taki paradoks.

Można powiedzieć, że to jest raj dla kogoś takiego jak ja, który nie jest zbyt rozpoznawalny i ma możliwość porozmawiania z potencjalnymi czytelnikami mojej twórczości.

Czy tak jest?

Niezupełnie

Targi książki mocno zbierają te osoby, które już mają upatrzonych twórców i to do nich przychodzą. Niosą ze sobą siatki pełne książek danego pisarza i idą do niego, aby je podpisał. Przychodzą do konkretnie określonych wydawnictw, żeby nabyć publikacje, które ich interesują. Z każdym rokiem czytelnicy są coraz bardziej świadomi swoich upodobań literackich. Nie chodzi tutaj o konkretne gatunki, tylko o konkretne osoby. Czytelnicy zainteresowani są konkretnymi twórcami i to z nimi chcą spędzać czas w trakcie targów książki.

Niewielu jest czytelników, którzy wykorzystują targi książki, żeby poznać nowych pisarzy, poszerzyć horyzonty literackie, czy sprawdzić innego twórcę. Z tego też powodu taki ktoś jak ja ginie w tłumie. Oczywiście wychodzę przed szereg, aby rozmawiać z czytelnikami i wielokrotnie dzięki temu nabywacie moje powieści. Cieszy mnie to, jednak…

Czasami czuję się jak przekupka na targu

Mam wrażenie, że ludzie nie przychodzą do mnie dlatego bo chcą, tylko dlatego bo ich do tego namówiłem. Mimo, że nigdy nikomu nie wciskałem książki na siłę i gdy usłyszałem pierwszą przeciwność klienta, to już nie zachęcałem dalej, to i tak czuję, że niemiło wpływam na ich intencje zakupowe. Chciałbym być na tyle rozpoznawalny, jak Remigiusz Mróz, Katarzyna Bonda, Wojciech Chmielarz czy inni bardzo znani pisarze, że czytelnicy przychodzą do nich z automatu i choćby ukryli się w ubikacji to czytelnicy i tak ich wydobędą. Oczywiście wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma i oni mogą na taką rozpoznawalność narzekać, ale po to są targi książki, żeby cieszyć się swoimi czytelnikami i ze swoimi odbiorcami. Wiem, że na ich rozpoznawalność trzeba pracować, ale czasami chciałbym, żeby ktoś przyszedł do mnie sam z siebie i pogadał o mojej twórczości. Niestety nie mam takich doświadczeń.

Zatem czy obecność na targach ma sens?

Oczywiście, że tak, bo są tam czytelnicy i jest to najbardziej oczywisty powód. Dodatkowo można porozmawiać z innymi osobami z fachu i powymieniać się doświadczeniami. Jeszcze inny powód jest to możliwość porozmawiania z czytelnikami o ich preferencjach literackich. Nie ma sensu dla tego, kto nie lubi rozmawiać z czytelnikami i wychodzić przed stoisko.

 

Sprawdź moją twórczość, odwiedź mój sklep

/sklep/

Z bloga pisarza: Jak to jest wrócić do pisania po dłuższej przerwie?

Jeśli znajdujesz się w moim biuletynie, to zapewne wiesz, że powróciłem do pisania kolejnej powieści, tym razem kryminału młodzieżowego. Jeśli nie, to właśnie dowiedziałeś się (śmiech). Zawsze możesz się zapisać, żeby być na bieżąco z wszelkimi nowościami, które się dzieją wokół mnie i mojego wydawnictwa. Aczkolwiek nie o tym jest ten wpis na bloga. Chciałbym się z tobą podzielić się wrażeniami i przemyśleniami, jak to jest wrócić do tworzenia powieści po dłuższej nieobecności.

Gotowy? Zapraszam do dalszej części wpisu.

Zanim zacząłem pisać dłużej zajęło mi przygotowanie powieści

Nie dlatego, że zapomniałem, jak się pisze powieści, tylko temu, że miałem wrażenie, że za mało przygotowałem się do pisania. Muszę tutaj zaznaczyć, że im więcej wiesz o świecie przedstawionym, bohaterach, czy fabule, tym lepiej będzie ci się pisało. Prawda jest jednak taka, że czasami nie jesteś w stanie wszystkiego przewidzieć, a zapętlenie się w planowaniu powieści nie da ci napisanych stron. Ewentualnie uzupełnisz stron zeszytu w brudnopisie, ale to wiesz tylko ty, a najważniejsze jest jednak, aby o powieści dowiedzieli się czytelnicy.

Co jest najważniejsze do przygotowania?

Wszystko! Tyle w temacie, jednak…

Pisanie zweryfikuje co tak naprawdę jest potrzebne fabule

Sam proces tworzenia powieści wskaże ci jakie detale w trakcie pisania są istotne. Choć przygotowujesz się do pisania na kilka, kilkanaście, lub kilkadziesiąt stron, to w powieści wykorzystasz zaledwie niewielki ułamek z tego wszystkiego. Tak samo, jak przygotowałeś streszczenie powieści, to i tak najważniejsze jest jego rozwinięcie. Wtedy docierasz do takich zakamarków swojej fabuły, których nie dałeś rady wcześniej przewidzieć. Właśnie to jest piękne w powstawaniu powieści, pisanie.

Nie jest to łatwy proces, ale daje mnóstwo radości.

Częściej coś odwracało moją uwagę od pisania

Jak nieraz słyszę od pisarzy, że potrafią odizolować się od wszystkiego, to im zazdroszczę. Nie umiem tego. Nawet jak piszę ten artykuł, to sprawdzałem kilka rzeczy związanych z powieścią, z codziennym funkcjonowaniem, nowości na rynku wydawniczym, kursy wszelkiego rodzaju itp. Nie mam umiejętności, dyscypliny, samozaparcia, żeby tylko patrzeć w edytor pisania i pisać.

Nie oznacza to jednak, że pisanie nie jest czymś, co lubię robić. Jednak…

Nie siedzę nad powieściami od rana do wieczora i nawet w nocy

Kolejna rzecz, której nie jestem w stanie zrozumieć. Jakim cudem pisarze są w stanie pisać dłużej niż trzy godziny? Moim celem od dłuższego czasu jest pisanie po 1000 słów dziennie, co daje 365000 słów rocznie. Weekendy daję swój czas rodzinie, więc powstaje około 260,000 słów. Daje to dwie solidnie stronnicowe książki. W takim razie nie wiem, jak można pisać cały czas. Napisanie 1000 słów to około półtorej godziny. Jeśli ktoś pisze od rana do wieczora, a więc dajmy od 8 do mniej więcej 18, to wychodzi, że pisze około 6,000 słów dziennie. Jeśli założymy, że w weekendy odpoczywa, to wychodzi, że napisał około 1,566,000 słów, co daje nam między 10 a 15 powieści.

To nie jest możliwe, aby tak pisać, dlatego

Zrozumiałem, że mam jak najmniej porównywać się do innych w kwestii pisania powieści

Zawsze będzie ktoś, kto będzie coś robił lepiej, kto napisze dane słowo ładniej, kto stworzy bardziej wciągającą fabułę itp.. Podobnie również ta sama osoba, która robi coś lepiej, pod innymi względami robi coś gorzej. Jesteśmy tylko ludźmi i nie jesteśmy w stanie pod każdym względem być idealni. Dzięki tej przerwie zrozumiałem to, dlatego staram się pisać tak jak mi jest wygodnie i w sposób taki, jaki uważam za stosowny.

Nie odpoczywałem w tej dłuższej przerwie

Prawda jest taka, że pisarz nigdy nie odpoczywa od pisania. Pisanie jest z nim zawsze. Jeśli nie w postaci przenoszenia planów na kartę powieści, to siedzi w głowie. Jesteśmy perfekcjonistami i staramy się cały czas myśleć o powieściach, żeby były dobre, lecz nauczyłem się nie fiksować na tym. Dlatego mocniej fiksowałem się na tym, aby być coraz bliżej was czytelników. Rozmawiać z wami na targach książki, spotykać się na spotkaniach autorskich, czy prowadząc live’y na wszelkiego rodzaju tematy. Część rzeczy przynosiło mi radość, inna część nie dawała tego poczucia, ale we wszystkim chodziło o chęć dzielenia się tym, co jest we mnie najlepsze, a więc z tworzeniem.

Podsumowanie

W dzisiejszym artykule mocniej poruszyłem mój aspekt pisania po dłuższej przerwie. Dzięki niej mogłem również zrozumieć kilka aspektów. Na niektóre z nich mogłem się przygotować, na inne nie, jednak chciałem ci pokazać, że powrót do pisania po dłuższej przerwie bardzo dużo uświadamia. Zaczynasz nabierać dystansu do tego co tworzysz, lecz jest to również istotna część twojego życia. Mam nadzieję, że moje powieści również takie będą dla was.

 

Chcesz się zapisać do mojego biuletynu? Możesz to zrobić w poniższej stronie:

/pobierz-fragment-bunt-charny-1-4-rozdzial/

/pobierz-fragment-bunt-charny/

/pobierz-fragment-gary-litin-maroszek/

Więcej o przygotowaniu się do pisania poznasz tutaj:

https://www.pasjapisania.pl/artykul/2,22,jak-napisac-ksiazke-metoda-platka-sniegu.html

Z bloga pisarza: Czy powieść można zaliczyć do jednego gatunku?

Jako czytelnicy czytamy mnóstwo powieści. Wiele z nich sklasyfikowano do danego gatunku. Często spotykamy się, jak dla przykładu w serii powieści Gary & Litin (dostępne w moim sklepie), że nie możemy zaklasyfikować ich do jednego gatunku. Aczkolwiek, jeśli przyjrzymy się bliżej temu tematowi, to żadna powieść nie należy wyłącznie do jednego gatunku.

Zgadzacie się? Macie odmienne zdanie? Sprawdźmy jak to jest.

W jakim celu klasyfikuje się powieści?

Najbardziej oczywistym powodem klasyfikowania publikacji jest rozróżnienie jednej książki od drugiej. Jeśli danego czytelnika interesuje fantasy, to nie będzie go interesowała publikacja historyczna. Podobnie sytuacja ma się, jeśli interesuje go kryminał, to nie będzie czytał reportażu. Dzięki temu czytelnik już na początku może odrzucić pozycje, które nie przypadną mu do gustu na rzecz tych, które mu się spodobają.

W jakim jeszcze celu klasyfikujemy powieści?

W celu przydzielenia nagrody literackiej w danym rodzaju. Za najlepszą powieść fantasy udziela się Nagrodę Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla. Kolejnym przykładem jest Nagroda Ryszarda Kapuścińskiego, za najlepszy reportaż w danym roku. Oczywiście o sensowności rozdawania takich nagród już pisałem, ale dla zainteresowanych sprawdźcie odnośnik na dole artykułu.

Czy powieść może podchodzić pod wiele gatunków?

Co się dzieje z powieściami, których nie da się ich zaklasyfikować pod jeden gatunek? Jeśli nie da się ich przypisać do jednego gatunku, to próbujemy przyciągnąć ich do najbliższego z nich, lub tworzymy pochodny podgatunek dużego gatunku. Dla przykładu jak mamy kryminał, to możemy mieć kryminał-sensacyjny (przykład Gary & Litin), kryminał Noir (przykład Raymond Chandler i jego postać detektywa Philipa Marlowe’a), powieść detektywistyczna (przykład Sherlock Holmes Arthura Conana Doyle’a) czy nawet powieść milicyjna (przykład Czarny Mercedes Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego).

Czy każdy z tych podgatunków reprezentuje unikalne cechy? Oczywiście, że nie. Powieść milicyjna zawiera w sobie elementy kryminały sensacyjnego, detektywistycznego, a także elementy powieści tendencyjnej. Kryminał Noir najczęściej łączy sobie cechy powieści detektywistycznej, tylko klimat jest bardziej mroczny.

W takim razie kiedy powieść podchodzi pod jeden gatunek?

W beletrystyce nie ma takiej powieści. Każda z powieści zawiera w sobie elementy innych znanych już utworów. Jeśli nie znajdziemy powiązania w obrębie jednego worka podgatunków, to zawsze można znaleźć je w innych. Niekiedy porównania do innych gatunków rzucają się od razu, np. w Dziewczynie z Pociągu Pauli Hawkins bardzo szybko wchodzą wątki obyczajowe. Gdybyśmy chcieli tą powieść przypisać dokładnie pod jeden gatunek, to musielibyśmy zgodzić się na kryminał i odrzucić powiązanie z powieściami obyczajowymi, albo zgodzić się na powieść obyczajową i odrzucić cechy powieści kryminalnej.

Nie jest to możliwe.

Czy to ważne w jakim dokładnie gatunku jest powieść?

Współcześnie czytelnicy są bardzo świadomi, jeśli chodzi o wybór powieść. Tak jak wspomniano wcześniej osoba, która szuka powieści w jednym gatunku, nie będzie zainteresowana innym. Każdy gatunek jest unikatowy i każdy z nich ma cechy, które pasują do swoich czytelników. Można przypisać daną powieść do fantastyki i na tym zakończyć dalszą klasyfikację. Jednak gatunek ten dzieli się na Science-Fiction, Fantasy oraz Horror. Z tego powodu warto nakierować czytelnika, aby wskazał, jaki klimat będzie przedstawiała jego wymarzona powieść. Wówczas uniknie się nieporozumienia.

Podsumowanie

Nie ma beletrystyki, którą można sklasyfikować do jednego gatunku. Każda powieść ma domieszki innych gatunków i jeśli twardo zapisujemy powieść do danego rodzaju, to pomijamy cechy innych gatunków w powieści. Z drugiej strony warto dopowiadać gdzie dokładnie znajduje się sklasyfikowana powieść. Wszystko po to, żeby osoba, która jest zainteresowana danymi cechami w powieści otrzymała je, a nie skupiała się na publikacjach, które odchodzą od jej zainteresowań. Oczywiście tutaj będę zachęcał do poszerzania horyzontów.

 

Artykuł o sensowności nagród literackich:

/czy-nagroda-literacka-ma-jeszcze-jakies-znaczenie/

Z bloga pisarza – Jednolita cena książki – co to jest? I jakie miałoby konsekwencje?

Jednolita cena książki. Sprawa, która w świecie literackim coraz częściej pojawia się w dyskusji nad polskim rynkiem wydawniczym. Temat wzbudza różna opinie od skrajnie negatywnych, po skrajnie pozytywne. Na czym polega to rozwiązanie? Czy rzeczywiście jest ono korzystne dla rynku książki? Jakie konsekwencje będzie miało wprowadzenie takiej regulacji?

Odpowiedź w poniższym artykule.

Jaka jest reguła jednolitej ceny książki?

Jak sama nazwa wskazuje chodzi o wprowadzenie jednej i tej samej ceny publikacji. Zasada prosta, ale jak się okazuje również i w tym prostym stwierdzeniu jest szkopuł. Jak długo ma być taka sama cena? Co z rabatami na książkę? Jak wliczyć w to cenę wysłania powieści i czy można stosować na to rabat? Czy można honorować zniżkami odbiorców, którzy są lojalnymi odbiorcami danego autora?

Jednolita cena książki ma obowiązywać przez pierwsze dwanaście miesięcy od momentu premiery powieści. W tym okresie cena nie może ulec zmianie. Czyżby? Okazuje się, że nie do końca. Wydawca, dystrybutor, hurtownia, autor, sklep detaliczny etc. będzie mógł udzielić rabatu na egzemplarz wynoszący maksymalnie 5% lub 15%, jeśli publikacja jest sprzedawana na przykład na targach książki. Ponadto nie może działać mechanizm darmowej wysyłki lub pomniejszonego kosztu przy zamówieniu za daną kwotę.

Przedstawiono uproszczony sposób działania jednolitej ceny książki, ale…

Kto na tym zyskuje?

Najbardziej wydawnictwa i autorzy, którzy nie muszą sztucznie zawyżać ceny swoich publikacji, aby wyjść na plus. Jak pokazuje sytuacja z innych krajów, również czytelnik na tym skorzysta, ponieważ cena książki nie ulegnie większej zmianie, a wręcz zacznie spadać

Czy jednolita cena książki oznacza, że każda z publikacji będzie miała taką samą cenę?

Stanowczo należy zaznaczyć, że wydawca będzie decydował o cenie książki, nie ustawodawca. Oznacza to, że beletrystyka mająca 50 stron będzie miała inną cenę, niż ta na 500 stron. Podobna rzecz ma się, jeśli chodzi o typ publikacji. Każdy typ książki będzie miał inną cenę. Zasady pozostają tutaj takie same, jak teraz. To wydawca ustala cenę książki, nie ustawodawca.

Na jednolitej cenie książki tracą dystrybutorzy i duże hurtownie.

Dlaczego? Nierzadko na tej stronie wspomniana jest skandaliczna praktyka dystrybutorów, którzy zbierają ogromny procent za sprzedaż pojedynczej książki. Nierzadko dochodzi do nawet 60% ceny okładkowej. W takim razie wydawcy muszą podnieść cenę książki, żeby po odliczeniu upustu dla dystrybutorów za sprzedaż pojedynczego egzemplarzu, wciąż wychodziło na plus. Jeżeli dystrybutor będzie miał obowiązek sprzedać książkę po określonej cenie, wówczas skandaliczny procent za sprzedaż poszczególnej książki już nie będzie tak kontrowersyjnie wysoki.

Osobiście jestem na tak. Wszystko co najlepsze dla czytelników, wydawców i zwłaszcza autorów, a wszystko co najgorsze dla manipulantów, którzy chcą położyć łapę na pieniądzach należnych autorom czy wydawnictwom.

Czy takie rozwiązanie zostało gdzieś wprowadzone?

Mechanizm ten, jak się okazuje, występuje w niemałej liczbie krajów. Prześledźmy kilka z nich:

  1. Francja – wprowadziła ten przepis w 1981 roku. Jest to kraj w którym występuje najwięcej niezależnych księgarni i stanowią one mocną pozycję na francuskim rynku książki. Co ciekawe największe trudności na tamtym rynku mają najwięksi giganci, w tym Amazon. Platforma ta skupia się na promocjach i rabatach, a jeśli nie może ich udzielić, to traci kartę przetargową.
  2. Wielka Brytania – przepis funkcjonował do 1997 roku, ponieważ sąd antymonopolowy uznał go za niezgodny z prawem. Co ciekawe, później odnotowano znaczący wzrost ceny książek i zwiększony procent udziału w rynku największych dystrybutorów.
  3. Dania – zapis ten obowiązywał do 2005 roku i co ciekawe po jego zniesieniu średnia cena książki zaczęła rokrocznie wzrastać.

Na podstawie tych przypadków można odnieść wrażenie, że rynek powieści potrzebuje stałej ceny publikacji, żeby nie doszło do koncentracji rynku, która ma obecnie miejsce w Polsce, gdzie to Empik (nieoficjalnie) jest monopolistą na polskim rynku.

Osobiście jestem zwolennikiem tej zmiany. Uważam, że dzięki temu rynek stanie się przejrzysty. Zwalczymy destrukcyjne działania dystrybutorów i hurtowni z ogromnym zapleczem finansowym, a także wydawnictwa i autorzy zaczną więcej zarabiać na swoich dziełach.

A co Ty sądzisz o tej zmianie?

 

Chciałbyś sięgnąć po moją twórczość? Sprawdź moją stronę:

/sklep/

 

Źródło:

https://rezerwatyksiazek.wordpress.com/2017/03/09/jednolita-cena-ksiazki-w-polsce-i-w-europie/

Z bloga pisarz: Piractwo, które niestety ma się dobrze

Nie spodziewałem się, że jeszcze będę pisał artykuł o piractwie książek i ich kradzieży w internecie. Nie sądziłem, że będę wracał do tego tematu, bo założyłem, że czytelnicy to ludzie, którzy szanują pracę innych i do każdej książki odnoszą się z szacunkiem.

Jak zwykle się przeliczyłem i niestety także wśród wyedukowanych, inteligentnych oraz mądrych ludzi są sknery, złodzieje i oszuści. Ten artykuł jest do nich i jeśli czytelniku znasz takiego pirata powieści, albo sam nim jesteś, to przeczytaj ten artykuł do końca. Jest on wyrazem mojej frustracji wobec złodziei.

Koniec z próbą wyjaśniania, że piractwo jest złe. W tym artykule drogi złodzieju pokażę ci, jakie konsekwencje ma nielegalne korzystanie z twórczości innych pisarzy i udostępnianie jej dalej. Nie, nie jesteś Robin Hoodem, który zabiera bogatym i daje biednym. Jesteś złodziejem, który kradnie pieniądze pisarzom, wydawnictwom i wszelkim partnerom, z którymi współpracują przy wydaniu książki, audiobooka, czy e-booka.

Komu szkodzisz? Zaczynajmy

Pierwsza Szkoda – Piractwo szkodzi autorom

Myślę, że największa oczywistość, ale zdajesz się piracie o tym nie wiedzieć. Szkodzisz w ten sposób, że jeśli udostępnisz książkę poza oficjalny kanał, gdzie powieści są dystrybuowane, to przyczyniasz się do tego, że autor traci pieniądze. Dlaczego? Jeśli dana powieść, audiobook, czy e-book pojawia się w oficjalnym kanale dystrybucyjnym, to pojawia się tam temu, że autor, czy wydawnictwo, które reprezentuje autora, uzgodniło warunki na jakich dystrybutor może korzystać z danego dzieła. Tłumacząc na chłopski rozum. Jeśli dla przykładu Storytel pokazuje książkę Gary & Litin: Maroszek, to znak, że ustalili warunki dystrybucji z wydawnictwem SegeWorld. Dzięki czemu każde odsłuchanie powieści, nawet we fragmentach, skutkuje przelewem pieniędzy na konto wydawnictwa. Piractwo, czyli złodzieje, nie rozliczają się z nikim. Przez co nikt nie zarabia, a wszyscy tracą. Brawo, twoje piractwo doprowadziło do tego, że autor, którego dzieła ci się spodobały, nie zarabia.

Druga Szkoda – Piractwo szkodzi wydawnictwom

Wielu autorów wydaje książki z wydawcami. Autor ustalił z nimi warunki współpracy i wydawca dzięki temu ma prawo dystrybuować tytuł dalej, w tym i do ciebie piracie. Jeżeli wstawisz jego audiobooka na Youtube, chomikuj czy inną tego typu platformę, wtedy wydawnictwo nie dostaje pieniędzy za jego odtworzenie. Co za tym idzie wydawnictwo musi poszukiwać innych form zapłaty partnerom, którzy tego audiobooka stworzyli. Wszystko dlatego, że ustawiłeś książkę audio na platformę, z którą wydawca nie podpisał umowy odnośnie jej dystrybucji. Muszę ci pogratulować, właśnie pozbawiłeś wydawnictwo z należnych mu pieniędzy. Jeśli to był wydawca, którego książki kupujesz, to gratulacje podwójne, doprowadzasz do jego upadku.

Oczywiście nie wspomnę, że wydawnictwo zarabia wyłącznie z dystrybucji książek, e-booków i audiobooków na legalnych źródłach.

Trzecia Szkoda – Piractwo szkodzi partnerom, dzięki którym powieść jest na rynku

Redaktorom, korektorom, składaczom DTP, grafikom, dystrybutorom, drukarniom, lektorom audiobooków i każdemu, kto miał jakikolwiek wpływ na powstanie dzieła literackiego. Poprzez piractwo utworów literackich nikt wspomniany wcześniej nie zarabia. Nie zarabia, to musi szukać innych źródeł utrzymania, a to w dłuższej perspektywie oznacza zamknięcie interesu. Wszystko dlatego, że nie zapłaciłeś za jego pracę.

Wydawało mi się, że temat już był wałkowany wielokrotnie, ale zaznaczę jeszcze raz.

Miejsca, gdzie legalnie możesz korzystać ze zbiorów literackich

Księgarnie, oferują tysiące powieści i publikacji non-fiction za śmieszne pieniądze. Możesz zapisać się do newslettera i zdobyć kupon, aby odebrać powieści jeszcze taniej. Jeśli żal ci na miesiąc wydać 40 czy 50 PLN, a w tym czasie takie same pieniądze wydajesz na inne rzeczy, które nie są niezbędne do życia, to nie kwestia braku pieniędzy, tylko błędne priorytety. Zważywszy ile pieniędzy kosztuje wydanie powieści, to zapłacenie 50 PLN nie jest wydatkiem ponad stan twego budżetu.

Pewnie zaraz wysypie się tutaj gąszcz złodziei, którzy uważają, że takie pieniądze na książkę są za drogie i wolą je kraść z internetu. Google nie boli drogi złodzieju i powiem ci, skąd jeszcze możesz brać powieści:

Portale typu: Legimi, Empik Go, Storytel, Ebookpoint, audioteka etc

Za cenę abonamentu masz dostęp do nieograniczonej bazy powieści. Abonament nie kosztuje wiele, bo średnio między 30 a 50 PLN, a więc za mniej masz jeszcze więcej. Tą kwotę podziel sobie przez ilość przeczytanych książek w miesiącu i wyjdzie ci, że przeczytałeś ją znacznie taniej.

Ale co jeszcze ciekawe ci powiem. Możesz czytać powieści, uwaga… Za darmo. Już widzę ten szok i niedowierzanie w twojej głowie, ale tak jest taka instytucja, która udostępnia książki za darmo. Jest to biblioteka. Jej jedyny koszt, to wyrobienie karty bibliotecznej, która nic nie kosztuje, a masz dostęp do kilkudziesięciu tysięcy tytułów, a jej zbiór jest nadal poszerzany.

Podsumowanie

Artykuł jest prześmiewczy, ale nie mam litości do złodziei. Piractwo literackie i jakiekolwiek powinno być piętnowane i karane dużymi grzywnami. Nie mam litości do złodziei, którzy kradną czyjąś twórczość, lecz póki systemowe rozwiązania nie zostaną wprowadzone, dopóty nikt nie będzie zwracał na ten problem uwagi.

 

Jeśli jesteś zainteresowany moją twórczością, to sprawdź na moim sklepie:

/sklep/

Z bloga pisarza: Czy przesłuchany audiobook oznacza przeczytanie książki?

Z każdym rokiem audiobooki trafiają do coraz szerszego grona odbiorców. Pojawia się coraz więcej zwolenników audiobooków i chociaż według Federacji Wydawców Europejskich wciąż przewagę stanowi książka w wersji papierowej, to książka w wersji audio zdobywa coraz większą rzeszę zwolenników. W 2014 roku z audiobookami zetknęło się niecałe pięć milionów czytelników, a w 2025 roku liczba aktywnych słuchaczy wskoczyła do prawie 9 milionów odbiorców. Oznacza to, że w ciągu zaledwie 10 lat podwoiła się liczba odbiorców książki w wersji audio.

Niemniej nadal pojawia się opinia, że jeśli nie przeczytałeś książki papierowej, to nie przeczytałeś jej wcale. Czy słuchanie audiobooków jest równoznaczne z ich przeczytaniem? Wyjaśnijmy to.

Dlaczego audiobook podbija czytelników?

Powodów jest na mnóstwo, jednak najważniejszym z nich jest ich dostępność, która powiązana jest z posiadaniem smartfonu. Nie ma co ukrywać, praktycznie każdy posiada smartfon i może wgrać jakąkolwiek z aplikacji do słuchania: Storytel, Audioteka, Bookbeat, Legimi i wielu innych. Słuchanie audiobooka jest tak proste, jak słuchanie muzyki. Można go słuchać wszędzie i robić cokolwiek. Zamiast włączyć piosenki można włączyć audiobook.

Właśnie ta przystępność i ta prostota powoduje, że audiobooki szybko stają się popularne w Polsce. Audiobooka odtwarza się w trakcie drogi do pracy, w samochodzie, w autobusie, podczas sprzątania domu i praktycznie wszędzie tam, gdzie może grać muzyka.

Czy przesłuchanie książki w wersji audio jest równoznaczne z jej przeczytaniem?

Audiobook, jak sama nazwa wskazuje, jest książką w wersji audio. Upraszczając, jest to nagranie całej książki, którą lektor przeczytał i zezwolił na jej odtwarzanie. Lektor przygotowując się do nagrania przeczytał książkę wielokrotnie, wczuł się w postacie, które się w niej znajdują, w klimat występujący w powieści i wprowadza czytelnika w ten świat.

W takim razie czytelnik, który słucha audiobooka, czyta książkę, nieswoim głosem. Przechodzi wers po wersie, zdanie po zdaniu, rozdział po rozdziale itd. za pomocą innego głosu.

Zatem tak, przesłuchany audiobook równa się przeczytaniu książki

Audiobook umożliwia nam zapoznanie się w taki sam sposób z fabułą powieści, jak przeczytanie książki papierowej. Możemy tak samo poznać bohaterów i ich motywacje w wersji audio, jak i w wersji papierowej. Słuchanie audiobooka nie różni się niczym od czytania książki, a nawet dostarcza lepszych wrażeń.

Osobiście jestem wielkim fanem audiobooków i wielokrotnie gdy jadę samochodem musi być odtwarzany audiobook. Słucham wszystkiego co wpadnie mi w ucho. Nie tylko beletrystykę, ale również i literaturę faktu, poradniki, a nawet książki biznesowe, czy publikacje o duchowości. Jestem przekonany, że wielu z was znajdzie tam coś dla siebie i temu zachęcam was do skorzystania. Zwłaszcza, jeśli nie przepadacie za wersją papierową.

Podsumowanie

Audiobook szybko wszedł do świadomości czytelników i pozostanie tam naprawdę długo. Słuchanie książek w wersji audio jest przyjemne i można to robić praktycznie w każdej chwili. Czy prowadzisz samochód (oczywiście nie ze słuchawkami w uszach), czy gotujesz obiad, czy odbywasz trening, czy spacerujesz, czy siedzisz w komunikacji miejskiej, to możesz śmiało i bez przeszkód korzystać z audiobooka. Średnia cena abonamentu nie jest wysoka i oscyluje między 30 a 50 złotych miesięcznie.

W takim razie: Czy jeszcze trzeba przekonywać sceptyków do wypróbowania audiobooka?

 

Sprawdź moje powieści w sklepie i zamów je z kodem „Charna” taniej o 20%:

/sklep/

 

Źródło:

https://audioteka.com/pl/blog/boom-na-audiobooki-jak-sluchanie-ksiazek-podbija-polske-statystyki-2025

Z bloga pisarza: Czy Azymut się utrzyma? I co oznacza jego ewentualny upadek?

Wszystko co napiszę w poniższym artykule, to są wyłącznie moje przemyślenia. Nie mam dokładnej wiedzy, aby wypowiadać się w tym temacie, lecz, że zaczerpnąłem informacji stąd i owąd. Coraz więcej mówi się o hurtowni Azymut, która boryka się z coraz większymi problemami.

Co takiego się stało, że hurtownia, która obracała milionami książek rocznie teraz jest na skraju upadku? Czy wyjdzie z tego kryzysu?

Serdecznie zapraszam do dalszego artykuły na temat Azymutu i jego trudności.

Po pierwsze czym jest Azymut?

Azymut jest jednym z większych dystrybutorów książek w Polsce i należy do Grupy PWN. W skrócie, firma ta dostarczała książki, zarówno powieści, jak i literaturę faktu, do księgarni, zarówno internetowych, jak i tych stacjonarnych. Spółka istnieje od 1999 roku i w 2024 roku spółka odnotowywała sprzedaż na poziomie 6 mln. egzemplarzy. Jest również jednym z największych dostawców książek dla bibliotek publicznych w Polsce. Ponad połowa instytucji deklaruje zamawianie publikacji właśnie przez wspomnianego dostawcę.

Za duży by upaść? Niekoniecznie…

Spółka od wielu lat borykała się z trudnościami w płynności finansowej. W latach 2016-2024 Azymut odnotował… 67 milionów złotych długu. Jednak największy atak na firmę odnotowano w lipcu poprzedniego roku, kiedy atak hakerski doprowadził do utraty dostępu do systemów niezbędnych przy dystrybucji książek, sklepu internetowego PWN oraz serwisu Biblionetka. Obecnie dług spółki sięga ponad 100 milionów złotych. Dzięki konkurencyjnemu dystrybutorowi Olesiejuk udało się przywrócić dystrybucję książek papierowych z dwumiesięcznym opóźnieniem. Później przywrócono dystrybucję e-booków.

Jednak już w tamtym momencie pojawiały się przecieki informacji, że Azymut spóźnia się z płatnością faktur od swoich kontrahentów. Tę informację zdaje się potwierdzać informacja o objęcie Azymutu Przyśpieszonym Postępowaniem Układowym (PPU).

Co to oznacza?

Jest to równoznaczne z tym, że działalność spółki jest pod nadzorem sądu, na którego zlecenie działa zewnętrzna firma doradcza. Firmy nie podano do publicznej wiadomości. Jednak Azymut deklaruje się, że jest w stanie spłacić połowę swoich zobowiązań, pod warunkiem, że kontrahenci nie rozwiążą umowy z hurtownią i podtrzymają współpracę z drukarnią Azymut.

Czy rzeczywiście tak jest?

Na ten moment kontrahenci rozwiązują umowy z Azymutem i przechodzą do konkurencyjnych dostawców. Nawet publikacje z Grupy PWN (PWN oraz PZWL) zostały przekazane do Platona, czyli dystrybutora, który należy do… Empiku.

Jaka będzie dalsza historia Azymutu? To już zależy od decyzji wierzycieli, a mniej więcej rozmowy na ten temat odbędą się w połowie marca.

Moja opinia?

Jak wspomniałem na początku, mam informacje na temat, co to oznacza dla wydawców, pisarzy i czytelników. Niestety informacja o upadku Azymutu dla nikogo nie jest dobra, a po jakimś czasie odczują to czytelnicy. Upadek tak wielkiego dystrybutora i przejęcie jego publikacji przez Platona oznacza koncentrację rynku i tworzenie się monopolu na dystrybucję książek. Monopol, jak sama nazwa wskazuje, pozwala tej spółce ustalać ceny produktów i albo klienci ją zaakceptują, albo nie będą mieli dostępu do książek, a przez to kultura zacznie w Polsce zanikać.

Taka sytuacja odbije się również na bibliotekach, których wsparcie z roku na rok maleje, a jak dodamy do tego rosnące ceny książek, wówczas biblioteki publiczne będą zamykane.

Czy upadek Azymutu oznacza monopol?

Tak i jako pisarz i wydawca nie akceptuję takiej sytuacji. Na monopolu wszyscy są stratni, poza spółką, która jest monopolistą. Już jesteśmy w patologicznej sytuacji, że dystrybutorzy w Polsce żądają od autorów i wydawnictw zrzeczenia się między 50 a 60% przychodów z własnej książki, tylko temu, że ten wystawi książkę na półkę (a i to nie jest pewne). Co niektórzy dystrybutorzy oczekują, że wydawca czy autor będzie pokrywał jeszcze dodatkowy koszt przechowywania palet z książkami w magazynie, co już jest chciwym wyciąganiem ręki po pieniądze.

Nigdy nie byłem zwolennikiem dystrybutorów i ich sposobu rozliczania, jednak nie ganię tej osoby, która z ich usług korzysta. Niestety utarło się, że jeśli nie korzystasz z usług żadnego z nich, to nie masz szansy, aby dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Dlatego też są dwie sytuacje, albo nie korzystasz z ich usług i nie jesteś znany albo oddajesz 50% przychodów z książki i liczysz na cud (oczywiście nie wspomnę o kosztach druku i przygotowania powieści, które są po stronie wydawcy lub autora).

Podsumowanie

Mam nadzieję, że do upadku Azymutu nie dojdzie, choć sytuacja spółki nie jest do pozazdroszczenia. Jednak jeśli firma ogłosi bankructwo, wtedy wszyscy są stratni, poza monopolistą, którym w tym wypadku będzie Empik (a dokładniej Platon). Temu zniechęcam was do korzystania z usług tej księgarni, ponieważ w przypadku monopolu zacznie windować ceny do góry, a na tym wszyscy stracimy.

Możliwe, że będę musiał wypluć te słowa i nawiążę współpracę z Empikiem, lecz na ten moment nie zanosi się na to, a jeśli chcesz mieć tańsze powieści, to kupuj bezpośrednio u wydawców lub autorów książki. Konkurencja zawsze dobrze działa na rynek.

 

Dlatego zachęcam Cię do wspierania pisarzy i wydawnictw bezpośrednio od nich. Jeśli artykuł Ci się spodobał, to sprawdź moją twórczość, którą znajdziesz tutaj:

/sklep/

 

Źródła:

https://dorzeczy.pl/ekonomia/837749/upada-hurtownia-ksiazek-azymut-ma-ponad-100-milionow-dlugu.html

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Restrukturyzacja-w-hurtowni-Azymut-9074568.html

Z bloga pisarza: Książka – Upadek czy Renesans?

Jak to jest z tą książką? Wciąż ma swoje grono odbiorców czy odchodzi w zapomnienie? Czy współcześnie książka nadal trafia do ręki odbiorców? Czy możemy traktować czytanie powieści, jako hobby dla każdego czy hobby dla nielicznych? I czy ten upadek literatury, rzeczywiście ma miejsce?

Jednoznacznie nie da się odpowiedzieć na te pytania. W celu odpowiedzi na nie trzeba jak najbardziej opierać się na dostępnych danych. W tym artykule pojawi się odpowiedź na pytanie, czy książka upada czy zalicza swój renesans.

Nieznacznie książka trafia do większej liczby osób

Na podstawie danych z Biblioteki Narodowej na rok 2024 (na rok 2025 jeszcze nie powstała) możemy jednoznacznie powiedzieć, że książka częściej trafia do odbiorców, niźli we wcześniejszych latach. W roku 2024 aż czterdzieści jeden procent respondentów powiedziała, że wzięli przynajmniej jedną książkę i przeczytali w ostatnim roku. Średnia z ostatnich jedenastu lat wynosiła około trzydzieści osiem procent odpowiedzi respondentów.

Co ciekawsze, dzieje się to przy względnie stałym poziomie osób, które sięgały po siedem i więcej książek w ciągu roku. Ta statystyka w dalszym ciągu utrzymuje się na poziomie siedmiu procent.  

Książka częściej trafia do młodszych odbiorców

Powyższa infografika pochodzi z badania przeprowadzonego na potrzeby Biblioteki Narodowej o nazwie: Stan Czytelnictwa w Polsce na rok 2024. Na jego podstawie dostrzegamy, że po powieści częściej sięgają młodsze osoby niż starsze.

Z tego wynika, że książka dość często trafia do rąk odbiorców i wciąż ma swoją rzeszę zwolenników do spędzania wolnego czasu.

Jak przedstawia się sytuacja rynku wydawniczego w Polsce?

Przede wszystkim zmniejszyła się ilość publikacji wydanych w roku 2024. Spadek wynosi 3231 tytułów mniej w roku 2024 w stosunku do roku 2023. Dokładna liczba książek zarejestrowana przez Bibliotekę Narodową wynosiła 30662 pozycje. W celu jednoznacznej oceny, czy to dużo czy mało, należy mieć punkt odniesienie. Jest on ukazany w poniższym wykresie:

Dlatego na podstawie powyższych danych z raportu „Rynek wydawniczy w liczbach na rok 2024” można zauważyć, że w Polsce książka jest znacznie rzadziej wydawana, niż w krajach zachodnich. Należy mieć również na względzie, że podane kraje mają większą populację, niż Polska, jednak, jeśli zestawimy dane z ilością książki, per liczba mieszkańców, to wychodzi nam:

Jedna książka wydana w Polsce przypada na ponad 1200 obywateli. W przypadku Rosji jedna książka przypada na 1430 obywateli, czyli w Polsce pod tym względem sytuacja jest lepsza, jednak jeśli porównamy to do Hiszpanii, to  już jedna książka przypada na 610 obywateli. Daje nam to dowód, że kultura książki w innych krajach jest znacznie wyższa, niż w Polsce.

Książka ma swój renesans, czy upada?

Na podstawie danych przedstawionych powyżej możemy mówić, że czytelnictwo w Polsce utrzymuje się na stałym poziomie. Liczba osób, które lubią czytać powieści jest stała, a z każdym rokiem dochodzą nowe osoby, które również dokładają cegiełkę w postaci książki przeczytanej w ciągu roku. Książka trafia do coraz większego grona i trend jest wzrostowy, jednak nie na tyle istotny, żeby można było mówić o odrodzeniu. Podobnie trzeba stwierdzić, że nie ma najmniejszych podstaw do sądzenia, że następuje upadek literatury. Książka ma się dobrze i to należy podkreślić.

Podsumowanie

Przyznaję, że pisząc ten artykuł chciałem zwrócić uwagę na inne aspekty. Jednak jak to w życiu pisarza bywa, pióro pokierowało go w innym kierunku. Jeszcze nie raz pojawi się artykuł na tej stronie, w której będę potwierdzał, że książka ma się dobrze i jeszcze będzie się miała dobrze przez długie lata.

 

Jeśli chciałbyś zakupić jedną z moich powieści, to serdecznie zapraszam do mojego sklepu:

/sklep/